05.10.2014

Pop tarts Frosted S’mores



Give me some more (?)

Pamiętam jak w podstawówce utworzono drużynę harcerską. O tak, te opowiadania o niesamowitych wycieczkach i przygodach, które przeżyje należąc do grupy. Jakie przyjaźnie zawiąże, czego nowego ja się nie nauczę. Braterstwo krwi, ogniska, jedzenie na wpół surowych na wpół przypalonych kiełbasek, pomaganie potrzebującym, tak bardzo wow , survival i uszanowanko. Moja reakcja była taka sama, jak na każdą propozycję zostania w piekielnym przybytku* dłużej niż trzeba, „yyyy no chyba nie”.  Nie byłam chętna, a jednym z powodów mojej niechęci była niejasna myśl, że przez to mój obraz typowych harcerzy, wzięty z amerykańskich filmów i bajek, zostałby raz na zawsze zburzony przez okrutną polską rzeczywistość. Biorąc pod uwagę, że owa szkolna drużyna harcerska długo nie istniała wielkiego błędu nie popełniłam.
* w niektórych kręgach używa się nazwy „szkoła”
Pop Tarts, Frosted s’mores. Czyli kruche ciastko z nadzieniem ze s’mores. Oficjalnie Pop Tarts nie są ciastkami tylko ciastem tostowym (czymkolwiek by to było), takim niby śniadaniem, ale jak dla mnie to nawet nie jest „niby śniadanie”, a tym bardziej śniadanie. To jest wysokokaloryczne duże ciastko. Zresztą pisałam i tym produkcie już wcześnie, tu. Ale zaraz, po co właściwie była to wstawka o harcerzach, mógłby ktoś zapytać. Czy ma to związek z tym produktem? Czy może czoko znowu pieprzy od rzeczy, bo się naćpała czekolady i obecnie żyje w krainie smoków, latających mango z kosmosu i motyli przenoszących ładunki bombowe.* Śpieszę z odpowiedzią (którą pewnie dużo z was zna), wstęp  o harcerzach ma związek z nadzieniem, ze s’mores. Genialny w swej prostocie miniaturowy deser, składający się z herbatnika graham, czekolady i przypalonej nad ogniskiem pianki.   
Prawdopodobnie wymyślony przez amerykańskie harcerki ( czy też girl scout ale wolę naszą polską nazwę), co tylko pokazuje, że może  faceci mają więcej Nobli ale to dziewczyny mają najlepsze pomysły. Ten przysmak jest tak popularny w Stanach Zjednoczonych, że mają nawet National S’mores Day (10 sierpnia). Są lody o tym smaku, są ciastka, batoniki, płatki śniadaniowe, puddingi i gofry. Sama podjęłam próbę zrobienia s’mores, byłam zasłodzona, lepiłam się niemiłosiernie, a mój pokój śmierdział przypalonym cukrem ale było warto. A teraz czas na dzisiejszy produkt. Czy po zjedzeniu będę miała ochotę zakrzyknąć SOME MORE?
*też tak macie, że w półśnie nachodzą was dziwne pomysły i myśli? Ostatnio była to zagwozdka, czy osoby mające sztuczne oczy muszą je wyjmować z oczodołów podczas zmiany ciśnienia w kabinie samolotu. Nie pytajcie, sama nie wiem czemu to pomyślałam. Motyle i mango również zagościły w moim umyśle, tak jak idea założenia szkoły stepowania dla kotów.

 Smak: ciastko jest dość kruche i suche, samo w sobie nie jest słodkie. No znaczy może odrobinę słodkie jest, ale minimalnie, ledwo wyczuwalnie. Bardzo mączne i nie maślane, przynajmniej ja masła nie poczułam. Na samej górze jest brązowa glazura, która sprawia wrażenie czekoladowej lub kakaowej. W rzeczywistości jest tylko słodka i twarda. Zwykły lukier, bez żadnego charakterystycznego smaku. 
Na szczęście jest jeszcze nadzienie. Część piankowa jest bardzo lepka, klejąca się ale nie przesłodzona. Czuć jakby delikatny aromat wanilii. Część czekoladowa rzeczywiście smakuje czekoladowo, przy tym nie będąc ulepkowo słodka. I tak jak ciasto i glazura nie zachwyciły, a nawet nie zadowoliły, tak nadzienie uratowało sytuację i całość dała się zjeść z jako takim smakiem. 
Żeby jednak nie było tak różowo to powiem, że po zjedzeniu miałam paskudny posmak w ustach, który z pewnością nie sprawił, że pokochałam te ciastka miłością bezgraniczną. Może w wersji na ciepło będzie lepiej, jeszcze jedno mam, ale nie oczekuje czegoś znacznie smaczniejszego.
Ocena: 6,5/10
Kaloryczność: opakowanie (2 ciastka)/400kcal
Gdzie kupiłam: USA
Cena: patrz wyżej

Seria o amerykańskich słodyczach powoli dobiega końca. Zostały mi chyba jeszcze ze 3-4 produkty, w tym, że dwa to nie słodycze tylko słodkie danie/napoje. Będę mogła się w całości skupić na rzeczach dostępnych w polskich sklepach *ciężkie westchnienie*
Pa

24 komentarze:

  1. Ciasto fajnie wygląda po przekrojeniu, ale skład i widocznie smak nie zachęca raczej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co gorsza, po podgrzaniu smakował jeszcze gorzej

      Usuń
  2. Ja tam bym skosztowała:) miłej niedzieli ja dziś jadę na akcje oddawania krwi kiedyś robiłam to regularnie a od czasu ciąży hmm ani razu trzeba to zmienić:) .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się to chwali :) sama bym chciała oddawać krew ale nie mogę :(

      Usuń
  3. Harcerstwo... jak byłam w podstawówce, założyli grupę - zapisałam się na kilka dni, byłam może na jednym wyjeździe, po czym odechciało mi się :P Nie dla mnie budowanie latryn w lesie i dancingi z komarami. Co do "ciastek" - wyglądają koszmarnie, jak jakieś stare wyschnięte ciastka z kredensu dziadka, a 400 kcal na takie dwa cienkie platfusy to stanowczo za dużo. Nie kupiłabym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale budowanie latryn w lesie to przygoda, survival zdobywanie nowych umiejętności! I zrezygnowałaś, jak mogłaś ;)
      Ilość kalorii raczej źle świadczy o składzie tych ciastek, to prawda. Ja je kupiłam, bo wersja z brązowym cukrem nawet mi smakowała, samo ciasto było lepsze :(

      Usuń
  4. Dość kaloryczne trzeba przyznać.
    Fajnie, że Twoje opinie są tak subiektywne
    Miłęj niedzieli!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczególnie, ze najeść się tym nie da :)

      Usuń
  5. Jak na razie jadłam tylko dwa smaki tego typu gotowców, jeden waniliowy, a drugi karmelowy, obydwa ze sklepu Coś słodkiego. Były dobre na 8/10, bez większego szału, ale tez nie pozostawiły po sobie niesmaku. Jedyny niesmak, to ten odnośnie ceny ;)
    Ciastko z Twojego dzisiejszego wpisu nawet wygląda dużo mniej apetycznie, niż tamte (miały duuużo nadzienia <3), wcale a wcale nie kusi, zwłaszcza że dorobiłam się takich slodyczowych zapasów, że pewnie do końca roku mi starczy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie mi się wydaje, że wszystko zależy od wersji smakowej. Poprzednie ciastka nie zostawiły takiego złego wrażenia. A te natomiast... szkoda gadać.
      Czyli będzie dużo zdjęć pod koniec każdego tygodnia ;D

      Usuń
  6. Od pewnego czasu mnie ciekawią, ale nie na tyle by zamawiać przez internet.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co się orientuje są lepsze wersje smakowe i gorsze, ja trafiłam na gorszą. Można samemu zrobić, wystarczy kruche ciasto i jakieś nadzienie :)

      Usuń
    2. Masz rację, a wtedy wyjdzie trochę zdrowiej i być może smaczniej :) Mi ostatnio parę osób narobiło smaka na krem kokosowy z tygodnia Deluxe w Lidlu i w ramach zamiennika zrobiłam sobie domowy. ^ ^

      Usuń
    3. Zamieść przepis na blogu :D Kocham ten krem z Lidla a tak rzadko jest.

      Usuń
    4. Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem (no, niemalże :D ), jakby co - już jest, zapraszam.

      Usuń
    5. Mam zadatki na dyktatora ;D

      Usuń
  7. Ja jadłam chocolate chip cookie dough i mi smakowało :) Nawet pisałam o nich u siebie. Także pewnie są lepsze i gorsze, mnie ciekawi wersja z masłem orzechowym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałam kupić wersję z masłem orzechowym ale nigdzie nie mogłam znaleźć, tam gdzie patrzyłam był zaskakująco mały wybór.

      Usuń
  8. Wiele o tym cudzie słyszałam i o jego magicznej cenie w Polsce też (ta 30 zł za opakowanie...już lecę). Jakoś mnie one w ogóle nie kuszą bo apetycznie nie wyglądają. Takie sztuczne, plastikowe :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małe opakowania są tańsze ale oferta jest mniejsza. No ale ja też nie zwariowałam żeby dawać 30zł za coś, co może mi średnio smakować.Dla mnie najgorsza jest ta glazura, bez niej może całość byłaby lepsza :P

      Usuń
  9. Akurat ta wersja została uznana za najsmaczniejsza. Te ciastka stworzone sa do tostera, od biedy z mikrifali, bez podgrzania nie ma nawet co próbować bo można się zrazić. Ja sama mam w domu 5 różnych kartonów tych ciastek. Na śniadanie rzeczywiście średnio się nadają ale to im niczego ze smaku nie ujmuje. Tylko trzeba je podgrzac koniecznie wtedy stają się vhrupkie a nadzienie rozplywa się w ustach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja drugi kawałek podgrzałam i dla mnie był jeszcze gorszy od tego na zimno

      Usuń