11.02.2014

Meiji ciastka Takenoko No Sato, Meltykiss sezamowe i Blendy stick z Hello Kitty



Japońskie słodycze część V

Piszę, piszę i piszę. Piszę notki na bloga, piszę na różnych stronkach i forach i w końcu piszę pracę magisterską. Zrobiłam sobie dłuuuugą przerwę po napisaniu pierwszego rozdziału i teraz próbuje nadrabiać ten czas, poprzez narzucenie sobie szaleńczego tempa. Jednocześnie próbuje nie ograniczać swojego czasu poświęconego na inne rzeczy, w tym na bloga. Więc stukam w tą nieszczęsną klawiaturę i zastanawiam się, kiedy mi ona padnie z przegrzania. Rozsądną rzeczą byłoby zrobienie małej przerwy w blogowaniu ale ja do osób rozsądnych raczej się nie zaliczam i chyba bym zwariowała, jakbym musiała tylko pisać w celach naukowych. Poza tym, mam przecież niedokończoną serię Japońskie słodycze, której nie mogę ot tak przerwać. Dzisiaj więc zapraszam na jej kolejną część.

Meiji Takenoko No Sato, według paru stron, które udało mi się wygrzebać oznacza to „wioska kiełków/pędów bambusa”, nie, ja tego tez nie rozumiem. Pewnie kryje się za tym pełna symboli, legend i mitologicznych stworów historia*, której żaden człowiek nie wywodzący się z kultury japońskiej nie zrozumie.  Bez obaw, nie są to kiełki/pędy bambusa w czekoladzie (chociaż, kto wie, może byłoby to dobre) tylko biszkoptowe ciasteczka, o dziwnym stożkowatym kształcie, oblane czekoladą. Nie są zbyt duże, nie zrobiłam zdjęcia porównawczego ale powiedziałabym, że pojedynczy stożek był wielkości postawionej pięciozłotówki, a podstawę mogłabym porównać do średnicy monety 5 groszowej. Ale jak smak jest dobry to rozmiar się nie liczy.
*albo ktoś miał na talerzu kawałki bambusa i stwierdził, że to nazwa dobra jak każda inna

Smak: trochę zmienię kolejność i tym razem zacznę od ciastka, a nie od polewy. Wydaje mi się, że jest to ciastko biszkoptowe, bo tak właśnie smakuje, jak suchy i kruchy biszkopt. Uwielbiam biszkopty więc jak dla mnie cudo. Jest dość słodki, nie przesadnie na szczęście, taki jeszcze akuratny. Nie tłusty tylko, jak już wspominałam, suchy. Trochę się posypał podczas przekrajania ale podczas gryzienia takich atrakcji już nie było. No i cóż jeszcze można powiedzieć… po prostu biszkopt. Polewa jest z czekolady mlecznej, w sumie była dość gruba i słodka, zdecydowanie bardziej słodka niż dotychczasowe oceniane czekoladki ale wciąż nie jest to poziom Milki. 
W smaku zdecydowanie czuło się mleczny charakter oraz delikatne szturchnięcie kakao. Lekko tłusta i gładka ,łatwo odrywała się od ciastka i była całkiem smaczna. Ogólnie całość była przyjemnym, smacznym, acz malutkim, przysmakiem, mała paczuszka starczyła mi tylko na parę minut, taka mini przekąska na nudne chwile.
Ocena: 9/10
Kaloryczność: 19g/105kcal



Meiji Meltykiss Black Sesame, tak tak, znowu Meiji ale tym razem będzie o truflach Meltykiss. Wylosowałam z pudła wersję z czarnym sezamem, a właściwie wyciągnęłam  tą wersje z pudła, bo mi się opakowanie rzuciło w oczy, hurra dla przemyślanych wyborów. Pisałam już o truflach Meltykiss o tu, kto nie czytał tego niech przeczyta teraz, bo jestem leniem paskudnym i drugi raz pisać czym są Meltykiss nie mam ochoty. W opakowaniu znajduje się kilkanaście malutkich, oddzielnie zapakowanych kosteczek, serio piszę, one naprawdę są tyci, tyci.
Smak: całość jest delikatnie obsypana cieniutką warstwą kakao, która zdecydowanie nie delikatnie brudzi palce. Dalej jest niezbyt gruba warstwa czekolady, wydaje mi się, ze jest to czekolada deserowa, bo nie udało mi się wyczuć mlecznego posmaku. Dało się wyczuć kakaowy posmak i solidną dawkę słodyczy, no, może nie solidną ale nie powiedziałabym, że jest to czekolada „średnio słodka”.  Ową słodycz równoważyła lekka cierpkość kakao, efektu przesłodzenia zdecydowanie nie było. Bardzo tłustawa, szybko roztapiała się w palcach, a w ustach jeszcze szybciej, objawiając środek trufelki. 
Środek był nieco słodszy od czekolady, w smaku intensywnie orzechowo-sezamowy i bardzo, bardzo dobry. Sam sezam jest naprawdę drobno zmielony, żadne drobinki nigdzie nie wlatywały, co jest, jak zawsze, na plus. Masa jest wprawdzie nieco tłustawa ale niczym niepożądanym nie jedzie. Gdybym miała określić całość jednym słowem, byłoby to „pycha”, jakbym mogła użyć dwóch słów byłoby to „brudząca pycha”. Nadzienie było zaskakujące w smaku, nie spodziewałam się orzechowego akcentu, sam sezam też był fajny, a polewa czekoladowa rozpływająco dobra. Nie mogłabym dać innej punktacji.
Ocena: 10/10
Kaloryczność: 60g/377kca
l
 
Hello Kitty Blendy stick, dobrze przeczytaliście „Hello Kitty”, na opakowaniu nawet znajduje się wizerunek tej okultystycznej/satanistycznej kotki, która trzyma w łapce kubek, prawdopodobnie z krwią niewinnych dziewic złożonych w ofierze siłom nieczystym. Przy tym produkcie zadumałam się nad dwiema kwestiami, pierwsza to: czy po spożyciu tego zostanę opętana przez demona* i trzeba będzie wzywać egzorcystę? Druga kwestia to: co to do diabła (heh)jest blendy stick? Szybkie wygooglowanie tego produktu pozwoliło mi stwierdzić, że blendy stick to po prostu napój w proszku. Wiecie, takie jak kawa, kakao czy herbata. Oczywiście nie udało mi się znaleźć jaki konkretny smak ja mam w swoim posiadaniu, czy nawet co to konkretnie jest, to musiało pozostać tajemnicą, aż do próby smakowej. Upewniwszy się  co do metody przygotowania przystąpiłam do picia.
*różowego i ozdobionego falbankami, kokardkami i serduszkami

Smak: właściwie już po zapachu proszku zaczęłam się domyślać co to może być i miałam rację. Wydaje mi się, że jest to napój mleczny o smaku zielonej herbaty, albo mocno mleczna zielona herbata lecz skłaniam się bardziej ku pierwszemu rozwiązaniu. Przede wszystkim czuć posmak mleczny, tak właściwie to trąciło mi trochę zupą mleczną, co z pewnością już niektórych obrzydza. Mnie nie, bo ja jestem takim dziwolągiem co lubił i nadal lubi zupy mleczne. Delikatnie słodkie, zdecydowanie nie przesłodzone. Jako lekkie echo przetacza się smak zielonej herbaty, nie jest mocny, nie jest nachalny, nie obrzydza, prostu cicho oznajmia, że jest i chowa się w kąt. 
Wbrew moim obawom całość nie była paskudna, nie byłam zamulona, a zaskakujące dla mnie połączenie mleka z zieloną herbatą, okazało się całkiem pyszne. Wprawdzie jestem świadoma, ze dla pewnej liczby osób, nieprzepadających za mlecznymi zupami , taki napój byłby nie do przełknięcia ale jak dla mnie jest to bomba.
Ocena: 9/10
Kaloryczność: niepodana

Dzisiaj komisja śledcza sędziowska wybierze zwycięzcę mojego konkursu. Ogłoszenie wyników będzie jutro na blogu o zwyczajowej porze, mail do zwycięzcy również będzie wysłany, tylko, że nieco później niż post o wygranej tutaj ale po 5 rano powinien być w skrzynce odbiorczej.
Pa

29 komentarzy:

  1. Czekoladka z czarnym sezamem? Jejku, musi to być pyszne do kwadratu ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Och co za smakołyki:) ja poproszę wszystko potrzebuje cukru natychmiast(stres) !!!! za godz mam szczepienie synka już mnie boli brzuch ze strachu jak maluszek to zniesie:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sczepienia to nic przyjemnego ale, moim zdaniem, to konieczność, ważne to zachować spokój :)

      Usuń
  3. I czekoladki i stożki prezentują się kusząco. A to mleczne to nie było sztuczne w smaku?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O dziwo, sztucznie nie smakowało :)

      Usuń
  4. Lubię Hello Kitty, ale nie wiem czy bym polubiła te "szejki" z proszku ;)
    Biszkopciki takie zwykle się wydają, ale Meltykiss to ja bym bardzo chciała dorwać kiedyś...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. inne smaki też są, nie tylko herbaciany ;D Meltykiss są boskie.

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. W końcu, większość osób, które znam krzywi się na myśl o mlecznych zupach.

      Usuń
  6. Jestem ciekawa składu tego napoju ;) . Natomiast ciacha mega kuszące!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami im mniej się wie tym lepiej się śpi ;)

      Usuń
    2. sklad ma akurat bardzo prosty - mleko w proszku, sproszkowane zmielone edamame, cukier, sproszkowana odtluszczona smietana, dodane witaminy. tablicy mendelejewa nie ma :-)

      Usuń
    3. Szok! I nawet nie ma cukru na pierwszym miejscu! :o

      Usuń
    4. Jakby polskie gotowce miały takie proste składy... marzenie

      Usuń
  7. Te japońskie słodycze są hm ... dziwne :D Bardzo mnie zaskakują !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i nieco dziwne ale jaka to egzotyka ;D

      Usuń
  8. hahaha!!! wcale nie zielona herbata!!! To byl napoj mleczny (mozna tez dodac do kawy) o smaku "zunda", czyli po naszemu - zielone zmielone edamame. To taki przysmak z Tohoku (polnocnego rejonu Japonii). Ja te blendy sticks dodaje do mieszanki do pieczenie chleba i laduje do automatu - wychodzi pychota :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh, przynajmniej się zgadza w kwestii napój mleczny ;). Widocznie moje kubki smakowe widząc zielony kolor nastawiły się na zieloną herbatę i poczułam to co chciałam poczuć. Ale i tak było pyszne :D

      Usuń
  9. Czyli jednak nie green tea latte? No szkoda, ja uwielbiam. I bardzo mnie boli, ze w Europie, a przynajmniej w Polsce, nie ma w Starbucksie chociazby... W sumie mozna zrobic samemu jak sie ma sproszkowana zielona herbate, ale jestem len i mi sie nie chce ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie boli, ze ja w ogóle nie ma Starbucksa w swoim mieście ;) No można, tylko trzeba mieć właśnie sproszkowaną herbatę, ja kupuje liściastą ;)

      Usuń
  10. Przecież zupy mleczne są super, jedyną zupą mleczną, jakiej nie zdołałam przełknąć było podgrzane mleko z makaronem w szpitalu (serio, już bym wolała to osławione jajko na twardo i dwie kromki chleba...) na śniadanie kilka godzin po pobudce na lekarstwo. Umarłabym, gdyby mnie krewni nie dokarmiali :D.

    Czekoladki z czarnym sezamem - oooch, zazdroszczę. Bardzo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dla ciebie i dla mnie super ale już słyszałam opowieści jak to ktoś wymiotował na sam aromat zupy mlecznej.
      Najpaskudniejszą rzeczą jaką jadłam w szpitalu był jakiś pasztet, jeden kęs i aż mnie wykrzywiło, blergh.
      ;D

      Usuń
    2. Budżet w szpitalu na dobowe wyżywienie pacjenta wynosi 5-6 zł.
      Owszem są szpitale bogatsze i tam można sobie i dietę wybrać, całe szczęście nie ma rejonizacji. ;)
      Weźcie teraz wymyślcie pożywne menu za 5 zł. Studenci jakieś propozycje?
      A wiecie, że na więźnia jednego jest więcej przeznaczone?
      P.S. To nie wina lekarzy i pielęgniarek i salowych i kuchni szpitalnej.

      Usuń
    3. O, ja nie winię pracowników szpitali za paskudne żarcie, tylko już by lepiej dawali bułki z masłem bez paskudnego dodatku w postaci pasztetu chyba ze zmielonych starych szczurów ;P
      A teraz większość szpitali chyba ma catering i nie ma kuchni szpitalnych.

      Usuń
    4. Żarcik to był.
      W pewnym szpitalu w woj.łódzkim dzisiejsze menu: kromka chleba, kostka masła 1cm3, łyżka śmietany, miód sztuczny w pojemniczku...

      Usuń
    5. No patrz, na bogato, miód dali (a że sztuczny to kto by się przejmował ;D)

      Usuń
    6. Sama słodycz, można mu recenzje napisać :D

      Usuń
    7. Taaa, a potem musiałabym się odkłaczać ;D

      Usuń