18.10.2013

Batoniki Kapuciner, Sport i Szamba



Madziarskie cuda od seri częśćVII

Po kolei, na spokojnie i nie śpiesząc się wykończyłam mój ostatni węgierski batonik. Tak więc z całą pewnością mogę napisać, że to już ostatnia cześć cyklu Madziarskie cuda od seri. Pokuszę się o lekkie podsumowanie. Nigdy wcześniej nie interesowałam się, co nasi węgierscy bracia jedzą jak mają ochotę na coś słodkiego. Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Niemcy, Czechy, nawet Japonia - o tych krajach słyszałam jak była mowa o popularnych i wartych spróbowania  sklepowych słodyczach. Węgry już nie tak bardzo. Próbowałam znaleźć informację jakie konkretnie słodycze preferują Węgrzy ale poszukiwania skończyły się klapą. Znaczy, jakbym miała wyciągać wnioski z tego co dostałam, to musiałabym powiedzieć, że oni strasznie tam muszą lubić słodycze z dodatkiem rumu. Ale wiadomo, to co miałam okazje spróbować nie jest nawet małą częścią tego, co pewnie znajduję się na półkach sklepowych, więc nie chcę wydawać takich osądów*. Ale jaki jest ogólny osąd tych słodyczy, co miałam okazję wypróbować? Były produkty świetne i były też gorsze ale muszę podkreślić, że wszystko co dostałam było zjadliwe i w sumie smaczne(oprócz polewy na jednym batoniku). Najlepszymi produktami zapewne były ciastka kakaowe oraz czekolada Boci. A jak te batony plasują się na tej liście?
*z ciekawostek, znalazłam report sprzed 2010 roku, który wskazywał, że Polacy najchętniej kupują czekolady Wedla (preferowane mlecze),batony Snickers, Delicje Wedla, wafelki Grześki i Ptasie mleczko, również Wedla, ciekawe jak by teraz taki raport wyszedł
Tekst wyszedł długi, dlatego wybrałam to rozwiązanie


Baton Kapuciner, nawet bez znajomości węgierskiego można poznać, że będzie to coś o smaku kawy. Po wrzuceniu w tłumacza wyszło, że się nie myliłam. A tak na marginesie, czy już wspominałam, iż nie przepadam za tłumaczem Google? Najczęściej wychodzą takie kwiatki, że jeszcze mniej rozumiem niż przed tłumaczeniem. Nie mogę pojąć tego, że moi znajomi korzystali z tego, do zajęć z angielskiego, gdzie trzeba było przetłumaczyć większą ilość tekstu. No ale tym razem postanowiłam nie wybrzydzać, słowiańskie języki rozszyfruje, germańskie jako tako również (angielskiego nie wliczam do tej grupy)ale węgierskiego to ni uja nie łapię. Tak więc posłużyłam się Google: Kawałek smaku cappuccino - 33g. Ciemna czekolada (20%) zawiera plasterki kawy (40%) i aromatyzowane śmietany (40%) wypełnień. Patrzcie, nawet skład znalazłam:  Składniki: cukier, mleko w proszku odtłuszczone, kakómassza, tłuszcz roślinny, syrop glukozowy, serwatka w proszku, kawa palona (1,8%), środek pochłaniający wilgoć (syrop sorbitolu), masło kakaowe, emulgator (lecytyna sojowa, E476), aromat, stabilizator (inwertazy), sól, środek konserwujący (kwas sorbowy). Ciemne masy kakaowej czekoladowe: mniej niż 46%.

Nie bójcie się tych ciemnych mas, zapewniam, że nie jest to batonik o smaku polityków… Powinnam przestać sprzedawać takie suchary.

Smak: jak zawsze zacznę od polewy. Ma ona jakiś dziwny posmak, nie potrafię tego nazwać i nie jestem pewna czy mi to do końca pasuję. Jest bardzo słodka, nieco przesłodzona ale przynajmniej wyraźnie czułam kakao, gładka i bez grudek. Jak widać na zdjęciu, masa składa się w dwóch części, będę niepoprawna politycznie i rozpocznę od białej. Jest ona dość tajemnicza w smaku. Tajemnicza bo trudno mi określić czym dokładnie smakuje, możliwe, że śmietanką lub innym mlecznym CZYMŚ. Również bardzo słodka, w konsystencji nieco gumowata. Nie zachwyca ale da się zjeść. 

Część ciemna jest lepsza w tym, że wyraźnie wyczułam smak kawy, jednak pod względem słodkości przypomina całą resztę batonika. Obie części nie posiadają tłuszczowego posmaku, wiem, że bardzo często to powtarzam ale jest to dla mnie bardzo ważna kwestia, nienawidzę jak podczas jedzenia mam wrażenie, że gryzę margarynę. Całość batonika jest taka nieokreślona, trochę bezpłciowa, tylko ta kawa nadaje nieco smaku. Poziom cukru w cukrze również osiągnął krytyczną masę. Uwierzcie mi na słowo, ten produkt, według mnie, był słodszy niż taki Tofelek z Lidla. Ogólnie nie jest to najlepszy batonik kawowy jaki jadłam.
Ocena:5/10
Kaloryczność: 100g/426kcal, batonik(33g)/140kcal


Baton Sport, już raz pisałam o batoniku tej marki ale wcześniejsza wersja była z orzechami, ta tutaj nie zawiera tego dodatku. Nie zmieniło się jedno, ten produkt również zawiera rum. Google: Zanurzone w ciemnej czekoladzie z plasterka czekolady o smaku rumu
Skład: cukier, masa kakaowa, uwodorniony tłuszcz roślinny, syrop glukozowy, tłuszcz kakao w proszku (5,9%), serwatki, odtłuszczone mleko w proszku, stabilizator (roztwór sorbitolu), tłuszcz roślinny, emulgatory (lecytyna sojowa, E476), enzymu (inwertazy), aromat ( rum, wanilia), substancja konserwująca (kwas sorbowy). 20% Ciemny sosem czekoladowym. Czekolada, masy kakaowej co najmniej 35%. 


Zawiera masło tłuszcz kakaowy warzyw. Może zawierać śladowe ilości białka jaja i pszenicy, orzeszków ziemnych i orzechów innych. 

Smakpolewa bardzo słodka ale już się przyzwyczaiłam. Ale również bardzo mocno kakaowa, więc nie jest tak źle. Smakuje trochę jak czekolada deserowa, nieco przesłodzona czekolada deserowa ale to już moja czepliwość się odzywa. Nadzienie, chociaż także ulepkowate, nie jest, aż tak bardzo przesłodzone jak w batoniku wyżej.
Wyczuwa się lekką nutę alkoholową ale nie nachalną, spoko nie upijecie się tym. Ten posmak został przytłumiony przez wyraźny smak kakao, które dominowało. Konsystencja również taka gumowata lecz rozpływała się w ustach. Podsumowując: mogłabym się obyć bez tego rumu ale nie było złe, całkiem, całkiem.
Ocena: 7/10
Kaloryczność100g/440kcal, batonik(31g)/136kcal
Batonik Szamba, zgadnijcie jaka tematyka mi wyskoczyłam, jak wpisałam to hasło do wyszukiwarki, no śmiało. Po węgiersku to słowo oznacza „samba” jednak w naszym ojczyźnianych języku, te słowo nasuwa zupełnie inne, nie taneczne skojarzenia. Bardziej takie zapachowe niż ruchowe, że tak napiszę. I tu, dzięki grafice na opakowaniu, mogłam się zorientować jakiego smaku powinnam oczekiwać, poza tym, oczywiście Google przyszło z pomocą: Cocoa mass coated marzipan and sour cherry flavoured, two-layered chocolate bar. Marzipan-marcepan, greaaat.  

Smak: polewa jest dość cienka i słodka ale nie przesłodzona. W smaku wyraźnie kakaowa, przypominała nieco czekoladę deserową, tak jak w Sporcie. Twarda lecz w ustach się rozpływała. Bez tłuszczowego posmaku i  smaczna. Biała część nadzienia również jest twarda i słodka , co nikogo nie powinno zaskakiwać. Trochę się obawiałam, że marcepan będzie mocno walił ale tak nie było. Nie powiem, że nie było go czuć ale było to delikatne echo, w przypadku innego smaku byłoby to powód do dowalenia się ale jako, iż nie lubię marcepanu to byłam zadowolona. Tak szczerze to bardziej był wyczuwalny cukier. 
Ciemna część była nieco bardziej miękka i mniej słodka, więc hurra, nie grozi mi zamulenie. Wyczułam delikatny smak wiśni i chyba ociupinkę kakao, nie jest źle w takim razie. Lekko trąciło alkoholem, bo, a to ci niespodzianka, tu również znajduje się rumos. Końcowy wniosek mam taki: Jest to prawdopodobnie jeden z lepszych węgierskich batoników, które miałam szanse skosztować. Mimo, że był nieco za słodki, mimo marcepanu i mimo alkoholu i tego będę się trzymać.
Ocena: 8/10
Kaloryczność: 100g/420kcal, batonik(25g)/105kcal

No, i to by był już koniec mojej małej kulinarnej podróży po Węgrzech. Jestem wdzięczna seri za możliwość poznania innych smaków, niedostępnych w Polsce i tego no *jestem beznadziejna jeżeli chodzi o okazywanie wdzięczności i podziękowania*
Według mojej rozpiski następne mają być ciastka z Milki, potem Snickers. Może uda mi się połączyć te wpisy w jeden post, zależy jak mnie wena natchnie, więc niczego nie obiecuje, bo moja wena jest typową kobietą, która lubi strzelać fochy.
Wybaczcie te różne dziwne akapity, blogger mnie wyjątkowo nie lubił jak wklejałam tekst.
Pa

20 komentarzy:

  1. Pocieszne nazwy mają te węgierskie batoniki. Po Kapucinera sięgnęłabym bez zastanowienia... Po Szambę już nie tak prędko :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moją pierwszą reakcją na nazwę tego batonika było parsknięcie śmiechem :D Nic nie poradzę, że mam mentalność gimnazjalisty.

      Usuń
    2. Wstyd się przyznać, ale jeśli chodzi o mentalność i skojarzenia, to mam podobnie, z niektórych rzeczy się chyba nie wyrasta :D

      Usuń
    3. najlepsze to, to, że ja w gimnazjum to byłam poważna i taka "boszz, tylko ja jestem tu dojrzała" a potem skończyłam to piekło i zaczęłam się mentalnie cofać zamiast dorastać, takie życie :D

      Usuń
  2. A już myślałam,że reszta będzie bez Rumosa, a oni tam widocznie żyć bez tego nie mogą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rumos będzie jednym z nielicznych węgierskich słów jakie zapamiętam ;)

      Usuń
    2. I w ten sposób znamy kolejne obce słówko więcej. A jak odwiedzę Węgry do każdego będę mówić-dajcie Rumosa ;)

      Usuń
    3. A z litewskich słów to polecam baras, jedna z nielicznych rzeczy jakie potrafiłam tam przeczytać i zrozumieć ;)

      Usuń
    4. ja mam tłumaczkę litewskiego w domu, w ogóle mam litewskie nazwisko, w połowie jestem Litwinką. Jednym słowem to mi nie zaimponujesz ;)

      Usuń
    5. Ech, a już myślałam, że zaszpanuję moją ograniczoną znajomością litewskiego. ;)

      Usuń
    6. Na marginesie powiem Ci,że oni mają parę naprawdę ciekawych słodyczy :) Szczególnie takie ciasto Mrowisko, kuzynka kiedyś mi je przysyła autobusem Wilno-Gdańsk :)

      Usuń
    7. Jeżeli to Mrowisko to były takie faworki sklejone za pomocą miodu z dodatkiem rodzynek i maku to ja to znam, mieszkam w końcu na podlasiu i tu smaki polsko-litewsko się przenikają, można ten wyrób kupić w każdym większym sklepie, tak samo jak sękacze :)

      Usuń
  3. Szamba wydaje się byc najciekawszym smakiem. Paradoksalnie. Bo nazwa powala.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Ten batonik to chyba zapamiętam na długo.

      Usuń
  4. Ja się dziwię, czemu was śmieszy "szamba", ale przypomniało mi się, że czytacie jak jest napisane xD bo "sz" po węgiersku czyta się "s" i od razu wyraz brzmi inaczej, nie? :P

    Cieszę się, że mogłaś spróbować węgierskich słodyczy :) Jak jeszcze kiedyś pojadę to też coś przywiozę (teraz już mniej więcej wiem co lubisz, a czego nie; wtedy było w ciemno :D)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po pierwszym ogłupieniu i rozbawieniu zobaczyłam nutkę na opakowaniu i domyśliłam się prawdziwego znaczenia, nie zmienia to faktu, że większości będzie się to inaczej kojarzyło.
      Spoko, najważniejsze, że było bez truskawek a i alkohol nie wylewał się litrami ;D

      Usuń
  5. Hmm, kapuciner :). Też mam czasem wrażenie, że mentalnie się cofnęłam o parenaście lat. Jakoś ten zestaw batonów najbardziej do mnie przemawia, inne wydały mi się robione na jedno kopyto.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też może źle je grupowałam w postach, kogo ja próbuje oszukać w ogóle nie grupowałam tylko wyciągałam na chybił trafił i akurat te 3 zostały na koniec ;)

      Usuń
  6. Właścicielka określa się jako "zdziecinniała 20-parolatka", ja powiedziałabym, że rozkapryszona 50-letnia stara panna. Kupuję świństwa, potem narzeka, że prawie nic jej nie smakuje. Na wszystko narzeka, to niedobre, tam skład nie taki tam kolor, gdzie indziej zaś konsystencja. Pełno jakichś pierdół o innych państwach. Chcąc dobrnąć wreszcie do opinii o produkcie (zazwyczaj negatywnej oczywiście), trzeba przebrnąć przez stertę różnych bzdur. Męczący i dołujący blog, więcej tu oczywiście nie zajrzę na szczęście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamy tyle produktów, że na szczęście mogę być rozkapryszona i wybrać to co mi będzie odpowiadać a że trzeba przebrnąć przez wiele produktów to chyba nic dziwnego.
      Blogosfera jest tak dużo, że każdy może znaleźć coś dla siebie i nie musi czytać akurat moich wypocin.

      Usuń