05.09.2013

Batonik Sport i cukierki Negro



Madziarskie cuda od seri część IV

Stwierdziłam, że dzisiaj odpuszczę sobie kuszenie was produktami, które z łatwością można kupić w sklepach. W ten sposób pragnę wyrazić troskę o wasze portfele: brak dostępu do produktu= nie kupię tego produktu. No i jest jeszcze taka sprawa, że desperacko próbuję oddalić od siebie konieczność otwarcia i spróbowania dużej białej czekolady Toblerone. Nie byłam zachwycona miniaturową wersją mlecznej, więc i biała nie wzbudza mojego entuzjazmu. Jednak jako, że ostateczny termin ważności się niebezpiecznie zbliża, będę musiała ją dzisiaj otworzyć. Zanim jednak wstawię jej recenzję, najpierw dam inną białą czekoladę, może jakiś jogurt, soczek czy inne licho. Dzisiaj jednak znowu wybieramy się do Węgier z pomocą Madziarskich cudów od seri. 
Batonik Sport, z opakowania wysnułam wniosek, że jest z orzeszkami a po słowie „rumos” w składzie, że jest z rumem, mój geniusz mnie czasami zaskakuje. Żyjąc nadzieją,  że ten rumos nie jest w postaci płynnos na rękos rozpoczęłam spożycie.
Smak: polewa, jak mi się wydaje, jest z czekolady mlecznej. Nie za słodka, ze słabo wyczuwalnym kakao ale przynajmniej coś tam czułam. Nieco przesiąkła smakiem nadzienia, więc raczej trudno cokolwiek więcej o niej powiedzieć. Ciężko odrywa się od tegoż nadzienia. Górną jego  warstwę stanowią, jak widać, orzeszki arachidowe. Są lekko słodkie przez syrop, który je skleja. Smakują jak orzeszki, co jest odkryciem na miarę tego, że McDonalds jest niezdrowy. Nie są chrupiące, powiedziałabym wręcz, że są nieco za miękkie ale mogą być, mi smakują. 
Na końcu pozostaje to, czego trochę się obawiałam, nadzienie z rumem. Jak się okazało zupełnie niepotrzebnie. Owszem alkohol jest wyczuwalny ale tak słabiutko, bardziej było czuć intensywny smak kakao. Nawet mi ten rum nie przeszkadzał, więc to o czymś świadczy. Poza tym, nadzienie było lekko słodkie ale bardziej było czuć delikatną goryczkę kakao. Konsystencja gumowo-plastelinowa. W sumie całość mi nawet smakowała, sama się sobie dziwię, że cos z dodatkiem „rumos” może mi tak odpowiadać. Nie jest to wprawdzie spełnienie moich marzeń ale daję rade, jak na batonik z alkoholem.
Ocena: 8/10
Kaloryczność: 100/470kcal, porcja(25g)/117kcal- a batonik ma 45g WTF!

Te cukierki sprawiły mi lekki kłopot, po kolorze spodziewałam się, że będą o smaku pomarańczowym, od razu piszę, nie były. Lekko zdziwiona dałam jednego cukierka mamie i ona wyczuła zupełnie inne smaki niż ja. Byłam więc niejako zmuszona do zaczerpnięcia porady u źródła wszelkiej nagromadzonej mądrości(i kotków<3): Google.
Cukierki Negro, zabijcie mnie ale nie mam najmniejszego pojęcia czemu pomarańczowe cukierki nazywają się w wolym tłumaczeniu „Murzyn” (oj dostanie mi się za niepoprawność polityczną). Kurcze wyobrażacie sobie spacer po  Bronxie* z paczką tych ciućków w dłoni?  To, co by się wydarzyło nawet nie kwalifikowałoby się jako morderstwo ale bardziej jako samobójstwo. Dalsze rozszyfrowanie napisów również było dość problematyczne i enigmatyczne. Słowo „A torok” Google przetłumaczyło mi jako gardło, ma sens, cukierki na gardło. Jednak z następnym słowem wystąpiły pewne problemy, bo raczej trudno jest mi doszukać się związku między gardłem, cukierkami a kominiarzem. Wątpię też, że są to specjalne ciućki dla kominiarzy z problematycznymi gardłami. Świat się kończy, Google mnie zawiodło. Pozostało mi oprzeć się na własnych zmysłach. A zanim do tego przejdę to dodam jeszcze, że są to cukierki nadziewane.
 *tak szczerze to wyobrażenie sobie samego spaceru w tym miejscu nastręcza problemy, chyba, że jako spacer będziemy zaliczać „szaleńczy bieg w poszukiwaniu bezpiecznej kryjówki z ciągłym oglądaniem się za ramię i przeklinaniem własnej głupoty”
Smak: no na pewno są słodkie, takie twarde landrynki. Tylko tego smaku nie dałam rady zidentyfikować. W pierwszym momencie miałam wrażenie, że jest dość kwiatowy, tak mi się skojarzyło, z kwiatkami.  Po kolejnym cukierku stwierdziłam, że może nie tyle co kwiatowy co miodowy. I to jest chyba strzał w dziesiątkę, miód.
 Jak twarda powłoczka się nieco rozpuściła i dałam radę ją przegryźć, dostałam się do nadzienia, które moim zdaniem również smakuje miodowo. Nadzienie nie jest płynne czy nawet pół płynne. Ma formę stałą, bardziej twardą niż miękką.  Napiszę szczerze, te cukierki są dziwne, dobre, smaczne ale dziwne. Trudno mi ocenić je pod względem gardłowym, bo nie mam obecnie z nim problemów. Na sam koniec napisze wam, jaki smak wyczuła moja mama „Ni to brzoskwiniowy, ni to morelowy”. No cóż….
Ocena: 7/10
Kaloryczność:100g/395kcal, 1cukierek(5,7g)/23kcal

Zarówno Real jak i Piotr i Paweł zgotowały mi nieco nieprzyjemną niespodziankę, która oddzielnie byłaby bardzo przyjemna. W Realu będzie promocja na lody Manhattan, a w Piotrze i Pawle na Haagen Danzs. Dwie promocje na które się czaiłam, w tym samym czasie. No i co ja mam wybrać, jestem rozdarta.There can be only one.
Pa

14 komentarzy:

  1. Przykro mi :( Haagen Danzs ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie nie wiem, czy mam wybrać markę, którą już jadłam tylko inny smak, czy wziąć taką której jeszcze nigdy nie jadłam, jak na złość.

      Usuń
  2. od razu stawiałam na miód jak zobaczyła w składzie miere-jakoś tak mi się skojarzyło ze słowem Miele ;)
    Rumowy batonik? Nie lubię, oj nie lubię :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się wszystkie pomarańczowe cukierki kojarzą z pomarańczami, dopiero podczas smakowania mam często małą niespodziankę.
      Ale poważnie tego rumu prawie nie czuć, głównie kakao, inaczej bym nie zjadła.

      Usuń
  3. Też nie czułam rumu w tym batonie :D A cuksy są miodowe :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli ja zgadłam, tylko skąd mojej mamie się wzięła ta brzoskwinia ;D

      Usuń
    2. Może mają do tego jakąś tajną recepturę zawierającą brzoskwinie :D

      Usuń
    3. Albo moja mama mi skrzywione kubki smakowe ;D

      Usuń
  4. a wiesz, że w lidlu są lody pomarańczowe, które smakują prawie tak samo jak manhattany?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam tylko, że są jakieś lody pomarańczowe ale jakoś nigdy na nie nie trafiłam, taki peszek ;)

      Usuń
  5. Popatrzyłam na ten batonik, pomyślałam "ichni snickers", ale po przeczytaniu Twojej opinii stwierdziłam, że jednak "eeee, nie dla mnie". Cukierki tym bardziej nie dla mnie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też w pierwszym momencie miałam skojarzenia ze Snickersem, aż doszłam do słowa rumos.
      Landrynki i inne podobne cukierki to również nie jest moja bajka ale te były całkiem niezłe. Wciąż jednak wolę cukierki czekoladowo-nadzieniowe.

      Usuń
  6. Tłumaczenie "bardzo wolne", bo w Węgierskim nie ma słowa "Negró", jest, jak już, "néger", a twórcą cukierków był Pietro Negro - to od jego nazwiska pochodzi nazwa. Natomiast "keményseprő" to kominiarz- ten słynny slogan reklamowy to nic innego, jak aluzja, że cukierki oczyszczają gardło. W razie dalszych wątpliwości zapraszam na http://www.annabutrym.pl :)

    OdpowiedzUsuń