21.08.2013

Czekolada Biała Fin Carre, Ciastka Pilota



O co tyle hałasu i Madziarskie cuda od seri cz.II

Ostatnio do Lidla jest mi wybitnie nie po drodze. Ani tam żadna oferta mnie za bardzo nie zainteresowała (warsztat znowu, serio? Oni tam już chyba uprawiają czysty trolling z tym warsztatem)ani ogólnie nie chce mi się iść trasą okołolidlowską. Trzeba przejść, albo przez przejście ze złośliwą sygnalizacją świetlną, która pokazuje czerwone, zawsze jak ja dochodzę, albo na zwykłych pasach. Jednak wtedy istnieje niebezpieczeństwo, że tir na drugim pasie zlekceważy fakt, że na pierwszym pasie kierowca się zatrzymał żeby mnie przepuścić. I tak jestem wystarczająco płaska, nie muszę być rozpłaszczona. Tak więc naprawdę potrzebna jest mega ciekawa oferta abym się tam wybrała, do tego czasu likwiduje jeden z najstarszych lidowskich produktów w moim posiadaniu.
Biała czekolada Fin Carre. Nie ma żadnych ciekawych dodatków w postaci orzeszków, chrupków, nadzienia czy innych cudów niewidów. Ale jak fama wizażowa głosi, jest to czekolada mega dobra a kto nie próbował ten trąba. Ja trąbą nie jestem, a upieranie się przy Lindtach, Ritterach i jeszcze droższych czekoladach nie wyjdzie na dobre moim finansom więc wzięłam tą tanią jak barszcz.
Smak: Jest zdecydowanie słodsza niż ostatnie recenzowane białe czekolady, nieco się odzwyczaiłam od takiej słodyczy. Mocno śmietankowa i nieco tłustawa ale bez posmaku margaryny/masła. Dość twarda, dopiero po chwili rozpuszcza się na języku. I to właściwie tyle, nic więcej o niej, nie da się napisać. Szału u mnie nie zrobiła, może gdyby była nieco mniej słodka, to by bardziej mi odpowiadała, a tak to nie za bardzo rozumiem zachwytów. Za tą cenę może być, cena jest adekwatna do smaku, miałam lekką nadzieje, że się okaże, że smak ją przebiję i będę miała nowy powód do częstszego zaglądania do Lidla. Nie odradzam ale też nie przyłączam się do chóru pochwalnego, chcecie to kupujcie, kosztuje tyle, że nie zbiedniejecie. Wersja mleczna z orzechami była smaczniejsza moim zdaniem.
Ocena:7/10
Gdzie kupiłam: Lidl
Cena: promocyjna: 1.69zł
Kaloryczność: 100g/561kcal, heh, zapomniałam jak tam były podzielone te kostki i nie mogę wam podać ile kalorii jest w porcji, sorki

Jako, że wczoraj  miałam straszną ochotę na ciastka, postanowiłam rozpocząć kolejny produkt z Madziarskich cudów od seri. Nieco się połamały podczas podróży ale to raczej zrozumiałe. Cuda cudami ale Poczta Polska swoją drogą.
Ciastka Pilota(Pilóta?) marki Gyori. Są to po prostu markizy przełożone kremem kakaowym. W odróżnieniu od Hitów samo ciastko jest bardzo grube, a ich średnica jest mniejsza. Pod tym względem przypominają ciastka na wagę sprzedawane w spożywczakach. Ten tu obecny egzemplarz składa się z ciastka ciemnego, czyli pewnikiem kakaowego, oraz z ciastka jasnego czyli… eee tu miałam lekka zagwozdkę, rozczytanie składu było problematyczne, bez smakowania przyjęłam wersje, że jest on albo maślany, albo waniliowy, albo śmietankowy. 

Smak: zacznę od ciastka ciemnego. Jest on delikatnie słodki z lekkim posmakiem kakaowym. Nie wyczuwa się go tak bardzo, jak w poprzednich ciastach z Węgier ale i tak go czuć. Jest kruchy i dość mocno sypiący się podczas jedzenia, nieco suchy, wilgoci w nim nie znajdziemy. Kolejne niech będzie nadzienie. Jest ono bardziej słodkie niż ciastko i bardziej kakaowe, ten drugi jest dominujący w tym zestawieniu. Na mój gust nieco zbyt tłustawe ale mimo to bez smaku taniego tłuszczu. Nie za bardzo to widać ale jest go naprawdę sporo. Jasne ciastko jest w smaku bardziej słodkie niż ciemne ale mniej słodkie niż nadzienie. Wydaje mi się, że jest nieco śmietankowe ale za to głowy nie dam („Daje głowę, że ta rewolucja szybko padnie” –Maria Antonina), może być nieco maślane ale z zastrzeżeniem jak wyżej. Struktura taka sama jak w wypadku ciemnego ciastka. 
Ogólnie jest to dobry i smaczny produkt nie przesłodzony i z wyraźnym smakiem kakao, mam tylko zastrzeżenia do tłustawego nadzienia i suchości ciastek. Zjadłam je ze smakiem ale na ołtarz ich nie wniosę i czci im nie będę oddawać. Tyle mojego.
Ocena: 7/10
Kaloryczność: 100g/495kcal, 1ciastko(20g)/99kcal

Rany boskie jak ja nienawidzę chodzenia w nowych butach. Musiałam kupić semi eleganckie buciki, bo ani moje glany, ani moje podniszczone, nadniszczone i okołozniszczone adidasy  się nie nadawały na okazję. Kupiłam sztywne, niezupełnie płaskie baletki, no i miałam ochotę wyć podczas powrotu do domu. Obecnie mam na stopach urocza, gojącą się ranę w miejscu gdzie kończy się baletka. A niby te buty są najwygodniejsze na świecie, srali muszki będzie wiosna.
Blogger mi wariuje i zdjęcia mi się źle wklejają i same z siebie przesuwają, może później dam radę to naprawić.
Pa




17 komentarzy:

  1. niezle wypakowane tym kremem, z reguły niestety żałują :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj to prawda, grube ciastka i cieniutka warstewka kremu, toż to nie ma prawa być nazywane markizami.

      Usuń
  2. Na ranę polecam Tribiotic (jedna saszetka koło 2 zł).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O dzięki, wyśle kogoś do apteki, niech mi ulżą w cierpieniach.

      Usuń
  3. Że baleriny to najwygodniejsze buty świata to akurat guzik prawda. Obcierają, cisną, ranią i chyba trochę deformują. Jak je noszę to czuję się jak mała Chinka ze skrępowanymi stopami. Jedyna ich zaleta, to fakt, że stopa jakoś tak zgrabniej w nich wygląda.
    Glany są najwygodniejsze, zaraz po nich trampki i to nie podlega dyskusji :D.

    A i jadłam kiedyś podobne ciastka, ale nie mogę sobie przypomnieć skąd je miałam i jak się nazywały...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz tyle się nasłuchałam o tym, że to mega wygodne buty i można je założyć zamiast obcasów to uwierzyłam, może droższe modele są wygodniejsze ale ja nie miałam zamiaru wydawać 3 stów na coś co będę rzadko nosić. Glany i trampki rządzą a,że słyszę rożne komentarze od mądrych bab, że taka dziewczynka w takich buciorach to inna sprawa.

      Usuń
    2. Wiadomo, nie zawsze wypada glany założyć, zwłaszcza, że kobieta winna być damą .
      W każdym razie przy następnej okazji, kiedy będziesz musiała sobie sponiewierać stopy spróbuj wkładek żelowych. Trochę pomagają, szczególnie jak but ma sztywne, twarde wykończenie, krawędź, czy-jak-to-zwą.

      Usuń
    3. Na pewno następnym razem wypróbuję tą metodę.

      Usuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. mnie najpierw okropnie na pięcie obtarły baleriny. ledwo zdążyło się wygoić, założyłam czółenka na małym obcasie w których wcześniej chodziłam sporo i było ok. myślałam że nie dojdę do domu i chciało mi się wyć z bólu. więc rozumiem - trampki i glany "żondzą", ale nie zawsze wypada je nosić :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taa, raczej trudno iść tam gdzie wypada być choć trochę eleganckim w glanach lub w trampach. Ja na chwilę obecną przerzuciłam się na klapki, które nie stykają się z raną więc te mogą się spokojnie goić, co nie zmienia tego, ze wtedy miałam ochotę zdjąć te narzędzie tortur i iść boso, tylko obawa przed szkłem mnie powstrzymywała.

      Usuń
  6. Skąd ja znam ból obtartych stóp... Wczoraj obtarły mnie buty, które mam od dwóch lat, więc niestety u mnie nie jest to wyłącznie domena NOWYCH butów :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stare mnie nie obcierają tylko przyprawiają o nowe odciski ale z nimi jeszcze da się chodzić :p

      Usuń
    2. Najlepsze buty świata, które nigdy mnie nie obtarły to czeszki, niestety mają trzy wady:
      1. nie da się w nich chodzić cały rok;
      2. szybko się niszczą;
      3. stopa opala się we wzór buta, nie znoszę tego :D

      Usuń
    3. Miałam takie na zmianę do szkoły :D Co do opalania na wzór buta, to ja przez prawie całe lato łaziłam w klapkach, które nie były jednolite, moja stopa wygląda dziwnie. Palce brązowe, potem kawałek białej skóry, znowu brąz i znowu biel :D

      Usuń
  7. Mnie też zawsze baleriny obcierają, a wygodne robią się dopiero po dłuższym czasie chodzenia. Dlatego bardzo ciężko przeżyłam ostatnio fakt, że takie właśnie rozczłapane baleriny zeżarł mi pies. Teraz będę musiała kupować nowe narzędzie tortur :( Ale mam już wprawę i zawsze noszę przy sonie plastry, takie grubsze. Naklejam je w miejscu obtarcia jeszcze zanim zrobi się rana i zwykle udaje się jakoś dotrwać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pies zeżarł ci baleriny...jego biedny układ trawienny. Moja noga jest plastro-odporna, nie ważne jakie bym nie przykleiła zawsze po paru minutach znikają z moich stóp, w tamtym roku jak sobie ostro obtarłam stopy w klapkach to zamiast plastrów korzystałam z bandaży i taśmy.;D

      Usuń

Włączyłam moderację komentarzy, dzięki temu nie powinno już być weryfikacji obrazkowej.