06.05.2013

Mullermilk czekoladowo-bananowy, Jannis baton z pistacji



Bo małpy lubią banany i ktokolwiek widział ktokolwiek wie.

Zazwyczaj nie robię zakupów pod wpływem impulsu. Książki, ciuchy, buty, kosmetyki – zazwyczaj długo rozważam wszystkie za i przeciw, szukam gdzie kupię w najkorzystniejszej cenie. Czytam recenzje a potem w sklepie i tak się waham czy na pewno jest mi to potrzebne*. Wyjątkiem są produkty spożywcze, szczególnie te słodkie. Jak mam pieniądze (albo jestem z chodzącym bankomatem czyt. z mamą) i zobaczę coś co mnie zainteresuję to zazwyczaj nie namyślam się długo tylko biorę. Nie wspomnę ile razy takie branie kończyło się kompletną klapą bo produkt okazywał się zupełnie czymś innym niż myślałam. No, ale podczas jednej z wypraw do Reala zobaczyłam w dziale jogurtów tą buteleczkę i nie mogłam się powstrzymać, szczególnie słowo „limitowane” w różnych  językach świata, działa na mnie jak przyciągająco.
*i w ten sposób mam jeszcze jakieś ciuchy z gimnazjum, są w zadziwiającą dobrym stania.

Jest to napój mleczny o smaku czekoladowo- bananowym. Nie wiem ile jest tego banana(nanana, kiedyś miałam straszne problemy ile na powinno mieć te słowo) w tym produkcie ale przynajmniej w składzie jest przecier a nie tylko aromat. Chociaż dla tych osób, które wystrzegają się szkodliwych substancji w jedzeniu, może przerazić obecność karagenu. Wygooglowałam go, bo już chciałam pochwalić ten produkt za skład a wolałam mieć pewność, że nie napiszę bzdury (za późno). Trochę mną walnęło jak wyczytałam, że to jednak nie jest  za bardzo bezpieczna substancja, urocze. Dlatego nie lubię czytać etykiet, potem wyczytuję co poszczególne elementy mogą mi zrobić i mam poczucie winy(bardzo małe), że tak się truję. Jednak i tym razem, jak zawsze, stwierdziłam, że przecież nie będę tego wannami piła i taka buteleczka raz na jakiś czas mi nie zaszkodzi. Jakbym zrezygnowała ze wszystkich produktów, które mają szkodliwe dla zdrowia elementy to bym wyglądała gorzej niż więźniowie z Oświęcimia.
Smak: na początku wydawało mi się, że jest to jogurt pitny dlatego zdziwiłam się jak podczas przelewania do szklanki ujrzałam rzadki płyn zamiast gęstej półpłynnej mazi.  Jest odrobinę gęstsza niż czyste mleko ale minimalnie.  Zapach kojarzy mi się z gumą bananową jaką kiedyś podczas wakacji namiętnie żułam. Podczas picia czułam głównie smak bananów, bardzo lubię te owoce więc nie był to dla mnie powód do narzekań, wiem to, że nie narzekam zakrawa o cud. Kakao wyczuwalne tak sobie, nie za bardzo ale wystarczająco bym się nie zastanawiała czy ktoś aby nie pomylił etykiet. Następną rzeczą która mi się podobała to, to, że ten napój nie jest bardzo słodki, jest cukier, nie przeczę, ale daleko temu produktowi do miana słodkiego ulepka. W sumie jest to produkt nawet smaczny jeśli ktoś lubi banany, nie za słodki, mleczny i wspomniałam już, że bardzo bananowy? Tego kakao mogłoby być więcej, w końcu to napój czekoladowo-bananowy. Warto spróbować, przynajmniej dla samego zaspokojenia ciekawości.
Ocena: 8/10
Kaloryczność: 100ml/79kcal,
Gdzie kupiłam: Real
Cena: eee coś tam powyżej 3 zł, zgubiłam paragon.
O ile dobrze kojarzę są też inne limitowane smaki, coś mi się obiło o uszy, chyba Pancakes z syropem klonowym a może American Brownie, jak chcecie to się rozejrzyjcie ale chyba Brownie to już piłam jakiś czas temu i nie byłam zachwycona.

Kolejny produkt przywieźli goście z innego miasta i ja głupia nie zapytałam się gdzie go kupili. Po trochu liczę na was, może wy to wiecie. Ale w pierwszej chwili nawet nie zwróciłam na te smakołyki uwagi. Może nie tyle co nie lubię orzechów ile po prostu jak już, to wolę je w połączeniu z czekoladą czy w innych słodkich przekąskach/napojach. W takiej czystej (no prawie)postaci za bardzo mnie nie interesują więc może ten produkt jest ogólnie dostępny a tylko ja go nie dostrzegałam. 
Niby nic, orzechy pistacjowe w formie batonika sklejone razem syropem i miodem. I przysięgam, że to naprawdę cały skład, niczego tutaj nie przycięłam ani nic. 
Smak: co można napisać, jaki koń jest każdy widzi, pistacje to pistacje. Trudno wytłumaczyć ten smak komuś kto ich nigdy nie jadł. Całość jest dość twarda ale spokojnie, zębów na tym nie połamiecie, chyba, że macie jakieś słabe i kruche, wtedy jednak radziłabym przejść na papki i inne miękkie dania, lub zatrudnić przeżuwacza. Wystarczająco słodkie, nie za dużo i nie za mało, idealnie. I musicie (tak musicie, tak wam każe przyszła władczyni całego świata mwahahaha) mi wierzyć, że jest naprawdę przepyszny, zanim się zorientowałam pochłonęłam calusieńki batonik, nie żałował sobie, oj nie. Żałuje tylko, że nie zdołałam przechwycić pozostałych wersji
zanim mnie inne domowe głodomory nie ubiegły. Była jeszcze taka z orzechami laskowymi i migdałami. Buuu
Ocena:10/10
Kaloryczność: 100g/444kcal, baton(60g)/265,5kcal
Gdzie kupiłam: nie kupiłam
Cena: jak wyżej

To co, ktoś może widział coś takiego w jakimś sklepie? Wspomóżcie biedną sierotę bo jest kompletnie zagubiona.
Pa

15 komentarzy:

  1. Nie wiem, może w Lidlu? Ja mieszkam w Niemczech i kojarzę, że tam sprzedają takie batoniki, więc może i w Polskim można na nie trafić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Później sprawdzę w Lidlu, musi gdzieś ten batonik być.

      Usuń
  2. Najbardziej lubię mleko Muller pistacjowe, American Brownie też piła, ale smakowało jak kakao ;)
    Taki baton kiedyś dorwałam w zwykłym sklepie, były też z orzechami laskowymi i kosztowały chyba koło 7 zł. Kocham pistacje, ale czemu one są takie drogie?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponieważ do sklepu mam 8 km i nie sądzę, żeby mieli tam takie cuda to zrobiłam sobie swojego mullerka. Nie wiem czy smakuje jak ten ze sklepu, ale połączenie banan+mleko+kakao jest całkiem całkiem.

      Usuń
    2. 7zł, to rzeczywiście trochę dużo jak na taki batonik, a domowe połączenie pewnie smakuje lepiej, można dać więcej kakao.

      Usuń
  3. Baton jest do kupienia w Piotrze i Pawle, kosztuje 5.69zł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, czyli rzeczywiście miałam dobre przeczucie, że są ogólnie dostępne tylko ja jestem taka ślepa.

      Usuń
  4. bardzo fajny blog, na pewno jeszcze tu zajrzę :) szkoda tylko, że nie mam P&P w okolicy, gdzie ja kupie ten batonik pyszniutki? Kiedyś jadłam takie prażone orzechy w miodzie czy cukrze, były super, ale to można dostać tylko na jakichś festynach, wesołych miasteczkach czy innych odpustach :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam, zapraszam :). Przypomniałaś mi, że rzeczywiście takie cuda sprzedają jeszcze na festynach, gapa ze mnie.

      Usuń
  5. Jak otworzyli granicę polsko-niemiecką w latach 90-tych, to właśnie takie mleko było stałym punktem zakupu w niemieckich dyskontach. Bananowe plus kajzerka z mrożonego ciasta. Powiew zachodniego świata. Teraz zdarzy mi się chlupnąć Mullera, ale tylko z sentymentu... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mleko smakowe z Niemiec to kiedyś właśnie chyba mój tata przywoził, trochę zabawne, że teraz powszechnie dostępne produkty kiedyś były uważane za luksus :)

      Usuń
  6. Jadłam takiego, bardzo smaczny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się udało znaleźć sklepy w których sprzedają te batony :)

      Usuń
  7. ja widziałam wersję z orzechów laskowych w auchan, była niedroga, koło 3 zł

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to niedrogo, w większości sklepów kosztuje więcej.

      Usuń