04.03.2013

Sękacz, mrowisko i obwarzanki -Jarmark Kaziukowy w Białymstoku



W tym cały sęk i kij w mrowisku

Jezuuu, ja chce żeby było już ciepło. Niby temperatura jest powyżej zera ale zimny wiatr i białe paskudztwo padające co jakiś czas z nieba sprawia, że mój nos wygląda tak, że bez żadnej charakteryzacji mogłabym zagrać renifera Rudolfa. No, ale mimo tego zimna wybrałam się na jarmark kaziukowy by obczaić jakie są produkty do spożycia. Nie będę was zamęczać historią tych jarmarków bo wiem, że  zdecydowana większość by to po prostu olała ciepłym moczem. Rozumiem, że nie każdy ma zboczenie historyczne (wiecie jak z takim czymś trudno jest oglądać filmy niby-historyczne ?„Ale to nie było taaak”, przy „300” byłam blisko zgonu). Przejdę więc do ciekawszej części, czyli do tego co udało mi się nabyć*
*znaczy nie ja, tylko mama po mojej argumentacji, że tak, bardzo nam to będzie potrzebne.
Pierwszy na celowniku będzie sękacz
 Tu również nie będę się wgłębiać w historię tego ciasta bo i po co, jedyne co możecie wiedzieć to , to, że jest on uważany za regionalną specjalność Podlasia. Tutaj, w  Białymstoku kawałki tego ciasta można kupić w każdym większym sklepie spożywczym, w Realu też widziałam, nie wiem jak się sprawa ma w innych rejonach Polski. Z powody specyficznej metody pieczenia oraz ilości składników(jeden z przepisów podaje ilość 40 jaj, ale jaja)raczej niemożliwe jest zrobienie sękacza w takiej formie jaką widzimy w sklepach, czyli kształtem przypominającą jodełkę. Owszem, są przepisy jak zrobić takie ciasto w warunkach domowych ale moim zdaniem to jednak nie to samo. Ale wiadomo, że z opinią to jest jak z dup… tylną częścią ciała, każdy ma swoją.
Jako, że całe sękacze kosztują od 20 zł to wzięłyśmy małą porcję. 
Jak smakuje sękacz? Jak twarde, zbite, nieprzesłodzone ciasto biszkoptowe. Proste i zwyczajne, bez żadnych udziwnień. Wiem, parę razy już marudziłam, że jakaś czekolada jest zbyt nudna i prosta ale z wypiekami jest inna sprawa. Ja naprawdę wolę te proste niż jakieś wymyślne z pierdylionem składników i różnymi rodzajami kremów. Zawsze się wtedy zastanawiam jak zjeść takie cudo bez upaćkania wszystkiego dookoła, łącznie z sufitem. Na ważną okazję jakiś fajny tort, w porządku ale nie co weekend.
Ale powracając do ciasta to nie spodziewajcie się lekkiego jak chmurka wypieku, bo to nie to. Sękacz to twardy i porządny kawał  ciacha. No i dość tłusty, więc zapewne i kaloryczny ale co jakiś czas można zjeść, nie?  A jak tak bardzo przejmujecie sie wagą to idźcie poćwiczyć, ruch to zdrowie a sękacz to pychota.
Ocena: 10/10
Kaloryczność: nie istotna (i nie podana)
Gdzie kupiłam: jarmark
Cena: 250g/10zł
A tak przy okazji to wiecie jak trudno zrobić zdjęcie komórką, gdy wokół was przetaczają się ludzie usilnie próbujący wepchnąć was w objęcia słoików z miodem a sprzedawczyni patrzy nieufnie?
     Oprócz tego w łapki mej skromnej osoby trafiły obwarzanki. Małe są wilgotne miękkie i dość słodkie zaś duże są suche, kruche i właściwie beż określonego smaku ale i tak je lubię. Zapewne takie cos można kupić w całej Polsce więc przypuszczam, że wiecie jak smakują bo naprawdę nie da się o nich coś więcej napisać. Ocen i tej całej reszty wpisywać nie będę bo to takie małe drobiazgi, że nawet nie warto.

 A, no i nie mogę zapomnieć o mrowisku. Nie, nie wpadłam na gniazdo pełne wściekłych krwiożerczych mrówek*. Chodzi mi o wypiek, który, jak podają różne mądre i niemądre strony internetowe, wywodzi się z Litwy.  Otwarcie mówiąc jest to góra faworków, polana miodem i obsypana makiem i rodzynkami. Miód skleja całość, dzięki czemu nie da się odłamać całego pojedynczego faworka, próbowałam.  
Meh, co mogę powiedzieć o smaku, faworki jak faworki, akceptuję tylko domowe, ręcznie robione i jeszcze ciepłe. Inne dla mnie są niedobre i tak było tym razem.  Słonawe i koszmarnie tłuste, łamały się przy najlżejszym dotyku. Dzięki Bogu za miód, który dodał słodyczy dzięki której da się zjeść te dziwadło. Mak wchodzi w różne szczeliny gębowe ale jak wiecie „szczotka, pasta, kubek dynamitu, mała eksplozja zęby do kitu” (dobra, oficjalna wersja piosenki jest inna ale jak ma się dwóch starszych braci…), może po 10 myciu w końcu przestanę czuć ten mak. Rodzynki, małe , słodkie i, z tego co czytałam, będą głównym powodem dla którego niektórzy z was nawet nie wezmą pod uwagę skosztowanie tego litewskiego wynalazku. Jak można nie lubić rodzynek, ja się pytam? Ogólnie, dzięki miodu da się to zjeść ale zbyt wielką fanką nie jestem.
Ocena:7/10
Kaloryczność: no, dajcie spokój, to faworki
Gdzie kupiłam: jarmark
Cena:  300g/12 zł
*niby takie maleństwa a potrafią być takie zjadliwe i wredne, że tylko cieszyć się, że nie są większe

Ogólnie w tym roku jarmark był dość rozczarowujący, mało stoisk i produktów. Ze spożywki było trochę wypieków, miodów, wędlin i serów oraz jarmarcznych twardych lizaków i innych słodyczy na których można stracić ząb. O ile pamięć mnie nie myli następny większy jarmark będzie w czerwcu, tzw. Na Jana. Może wtedy będzie ciekawiej.  A jeszcze może „pochwalę się” moim dzisiejszym planem, jedne zajęcia przed południem, potem długie okienko a następnie popołudnie i wieczór na uniwerku. Dzienne studia, taa.  A jeszcze te okienka będę musiała wykorzystać na zakupy w Lidlu (obczajcie tydzień amerykański, same cuda). Czy muszę mówić, że jutro z pewnością nie będzie żadnego wpisu?
Pa

17 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kurcze, przepraszam i jeszcze raz przepraszam, niechcący usunęłam komentarz jak chciałam odpisać i chyba nie da się go przywrócić, głupio mi teraz. Na szczęście mam zapisany na poczcie więc wklejam tu, przepraszam robaszekk "MMM same pyszności! Uwielbiam takie jarmarki :)" I ja również uwielbiam jarmarki na których można kupić żarełko ;)

      Usuń
  2. Nie jadłam nigdy obwarzanków ani sękacza, a chciałabym spróbowac:p

    A historie bym poczytała bardzo bardzo chętnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na sękacza to zapraszam na Podlasie ;D

      Usuń
  3. Ja też chcę historie! A co konkretnie polecasz z tego tygodnia amerykańskiego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po pierwszej degustacji mogę powiedzieć, że na pewno masło orzechowe ale wersje crunchy czyli z kawałkami orzechów, dzisiaj odbędzie się degustacja lodów czekoladowych więc potem wyrażę swoją opinię, wczoraj z pośpiechu nie zdążyłam wziąć wszystkiego co chciałam więc czeka mnie kolejna wyprawa po ciasteczka :D

      Usuń
  4. A jak już startujemy z Białegostoku, to polecam ciasto regionalne marcinek. Kruche ciasto i bita śmietana. Nie udało mi się upiec takiego, jak tam jadłam, bo moim zdaniem oni chyba ciasto przepuszczają przez maglownicę, żeby było tak cienkie :)Rozwałkowałam zbyt grubo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam kiedyś w telewizji jak je robili. Ło, ile trzeba się napracować żeby wyszło idealnie.

      Usuń
    2. Ja jestem z Białegostoku i moja mama na każde święta zamawia duży tort marcinek z jakiejś rodzinnej firmy z okolic miasta. Polecam jak najbardziej, nie ma osoby która by go nie lubiła, rozchodzi się w mgnieniu oka. Tylko nie jestem pewna czy pomiędzy warstwami to nie jest przypadkiem zwykła smietana kwaśna?

      Usuń
    3. Z różnych przepisów, które znalazłam podają śmietaną kwaśną więc wszystko możliwe. Mi się coś kojarzy, że kiedyś w dzieciństwie jadłam takie cudo tylko smaku nie pamiętam.

      Usuń
  5. Ja uwielbiam sękacze i mogę je jeść tonami ;)
    Narobiłaś mi na nie ochoty. Nie martw się ja też nie mogę czasem znieść niektórych filmów historycznych, a przy "300" spadłam z krzesła;p. I też chcę historię ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż mogę powiedzieć, jestem naczelną kusicielką ;). Biorąc pod uwagę powyższe komentarze to może kiedyś coś tam skrobnę na temat historii, tylko na razie mam dużo czytania na zajęcia.

      Usuń
  6. Oj sękacza to bym zjadła;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli następną osobę zapraszam do Białegostoku, tu nawet w Realu można go kupić.

      Usuń
  7. Najlepsze sękacze pod słońcem, jakie jadłam są z eee yyyyy Mark? Jakoś tak. U brata na weselu stały na stołach i były przyozdobione różyczkami i takimi pierdołami. Reszta mi nie podchodzi - jest za tłusta. Może i mają podobny skład- nie wgłębiałam się aż tak ale są cięższe, niż ten.
    Za sękacza dam się pokroić. Jak mi dobrze, że w Warszawie w supermarketach mogę znaleźć akurat TE, a nie żadne inne. Pasę się od święta, a później wio na trening, co by sumienie zaspokoić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest taka firma Mark która robi sękacze ;) I podoba mi się te podejście z treningiem, ruch to zdrowie :D

      Usuń

Włączyłam moderację komentarzy, dzięki temu nie powinno już być weryfikacji obrazkowej.