25.03.2013

Gerber, Budyń bananowo-czekoladowy +babeczki marchewkowe



Cofam się w rozwoju i jedyna marchewka którą zjem

Dla niektórych może wydawać się to dziwne, że dorosła osoba taka jak ja zabiera się za recenzowanie produktu przeznaczonego dla bobasów. Ale hej, dokładnie przeczytałam etykietę i tam nigdzie nie było informacji jaki jest górny limit wiekowy, czyli nie ma żadnych przeszkód abym to zjadła.  Przecież mnie to nie zabije… mam nadzieje.  Trochę trudno mi będzie opisać ten deserek biorąc pod uwagę, że no cóż, on nie jest wyprodukowany z myślą o osobach konsumujących głównie pożywienie w stanie stałym. Fakt ten będę musiała mieć ciągłe na uwadze. Hmm, właściwie to teraz sobie przypominam, że w gimnazjum jedna dziewczyna jadła te słoiczkowe żarcie dla bobasów w nadziei, że pomogą jej schudnąć. Nadzieja okazała się płonna a dziewczyna wkrótce z powrotem wróciła do normalnego jedzenia. Przyznam bez bicia, że miałam wtedy z niej niezłą polewkę, w głębi mego małego serca jestem niesamowitą wredotą. Tylko dobrze się maskuje. Ale dobra, widząc ostatnio dział z kaszkami i inną żywnością przeznaczoną dla małych, najczęściej łysawych i śliniących się istot* stwierdziłam, że co mi szkodzi spróbować. Udając, że wiem dokładnie co robię zaczęłam przybierać słoiki i oglądać etykiety w końcu mój wybór padł na ten produkt.
*małe dzieci mnie przerażają, niby takie słodkie puci puci, a ja jestem przekonana, że w duszy planują jakby tu najlepiej sprawić ból najbliżej stojącej jednostce, kto by pomyślał, że bezzębne ugryzienie będzie tak bolało.
Gerber, Budyń bananowo-czekoladowy, przeznaczony po  10 miesiącu życia, jak mówiłam wcześniej, nie ma tu słówka do
Wieczko kliknęło jak je odkręciła czyli nikt wcześniej nie grzebał w nim, zatrucie pokarmowe tym razem mi nie grozi. Najpierw w nos uderza nas zapach bananów, czekolada jest gdzieś tam w tle. Konsystencja bardzo rzadkich glutów, nie jest idealnie gładka, czuć taki lekki miąższ.
Smak: najpierw spróbowałam budyniu w temperaturze pokojowej (I come in peace, musiałam to z siebie wyrzucić), wrażenia nie były powalające. Deser jest niezbyt słodki. Smak bananów i czekolady bardzo słaby, musiałam się wysilić żeby cokolwiek poczuć. Serio gdyby nie zapach i napis na etykiecie z życiu bym nie zgadła co to jest. O mlecznym posmaku można pomarzyć. Jednak po pobyciu w lodówce produktowi znacznie poprawił się smak.  W chłodnej wersji  już wyraźniej było czuć te banany, czekoladę trochę mniej ale już to było coś. Jedynie smaku budyniu tu nadal nie czułam, biorąc pod uwagę nazwę na etykiecie to trochę kicha z tego wyszła. Owszem było znacznie smaczniejsze niż na samym początku ale wciąż trochę to było za mało dla mojego smaku.  Ale muszę wziąć poprawkę na to, że jest to produkt dla małych dzieci, znalazłam informację, że „ Noworodek wszystkie smaki odczuwa dużo intensywniej niż człowiek dorosły. Gdy się rodzimy, kubki smakowe pokrywają gęsto całą jamę ustną. Ale ok. 10. roku część z nich zanika, a nasz zmysł smaku nie jest już tak wyostrzony”(źródło:poradnikzdrowie.pl). To tłumaczy czemu niektórzy, już jako dorośli, odkrywają, że szpinak wcale nie jest taki zły. Szczególnie z serem feta lub w zapiekance z makaronem.  Chociaż ja osobiście to nigdy nie przekonam się do wątróbki, flaczków, kaszanki i bigosu, bleh. 
Generalnie pewnie dzieciom smakuje*, nie wiem nie znam się bo nie mam takich stworzeń w domu. Ale dla osób, którym już te kubki smakowe robią powoli pa pa, takie coś nie będzie źródłem niesamowitych doznań smakowych. Zjadło się, nawet w pewnym stopniu z przyjemnością ale to jest takie bezpłciowe i nijakie. No ale w końcu trudno oczekiwać, że deser dla bobasów będzie smakować jak produkt  przeznaczony dla  starszych dzieci i powyżej. Ale mimo to ocenie to jak inną żywność.
*tu mam pewne wątpliwości, widziałam jak dzieciak mojej kuzynki był wyraźnie zdegustowany zawartością swej miseczki. Patrząc na tą wymieszaną z ziemniakami breję podzielałam jego zdanie w tej kwestii.
Ocena: 5/10
Kaloryczność: 100g/68kcal, słoiczek(125g)/85kcal
Gdzie kupiłam: Piotr i Paweł
Cena: 2,99zł
A ogólnie to patrząc na ceny tych słoiczków to stwierdziłam, że to masakra. Żeby 200g przemielonych jabłek kosztowało 3,79 zł, wow, niezły interes.

 Oprócz tego niedziela przebiegła u mnie pod hasłem „babeczki marchewkowe”. No co, kupiłam w końcu formę do muffinek i  mogłam poszaleć bez obaw, że ciasto będzie rosło wszerz a nie w górę. Przepis wzięłam z tej strony: klik. Oczywiście nie byłabym sobą gdybym nie postanowiła trochę go zmienić. Do ciasta dodałam wyciśnięty sok z jednej małej pomarańczy a zamiast imbiru w proszku dodałam odrobinę świeżo startego. No i oczywiście kompletnie olałam lukier, do szczęścia nie był mi potrzebny. 
 Jestem naprawdę mega zadowolona, dawno nie udało mi się zrobić tak smacznego wypieku. Nie za słodkie, delikatnie cynamonowe i mocno pomarańczowe. Smak w zupełności rekompensuję czas jaki musiałam poświęcić na przywrócenie kuchni do stany używalności po mojej radosnej twórczości. Babeczki są bardzo wilgotne i miękkie, co stanowi przeciwieństwo większości moich wypieków. O dziwo nawet piekarnik ze mną współpracował, dzień dobroci dla sierot życiowych czy jak? Jeśli wcześniej nie jedliście ani babeczek ani ciasta marchewkowego to śpieszę z wiadomością, że naprawdę nie ma się czego obawiać. Właśnie to jest najlepsze w tych wypiekach, nie czuć tej marchewki. Ja sama podchodziłam do tego pomysłu jak kot do wody. Ale w końcu się przemogłam i efekt był zadawalający. Polecam wam te babeczki i ogólnie ciasto marchewkowe.

Z innych dobrych wiadomości, w środę będę miała ostatnie zajęcia i potem przerwa świąteczna, jakby się jeszcze ociepliło to bym mogła powiedzieć, że osiągnęłam pełnie szczęścia. Jeszcze tylko przeżyć dzisiejszy, najgorszy dzień.
Pa

8 komentarzy:

  1. Nie ma linku do przepisu :( Gdzie kupiłaś foremkę i w jakiej cenie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, już dodałam link. musiałam wcześniej źle kliknąć, dzięki za zwrócenie uwagi. Foremkę kupiłam w Lidlu za 19,99 zł. Można zrobić 12 muffinek, podobno taka sama i w podobnej cenie jest w Pepco.

      Usuń
  2. kiedyś jadłam obiadek tego typu dla dzieci, był na tyle bezsmakowy, ze musiałam dorzucić prawie drugie tyle przypraw, żeby dało się to zjeść. zupełnie nie dziwi mnie zatem, że i deserki smakują tak samo.

    ale babeczki biorę natychmiast! :D ciasto marchewkowe <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też miałam ochotę czymś to polepszyć ale stwierdziłam, że nie mogłabym z całości sprawiedliwie ocenić produktu.
      A ciasto marchewkowe to przebiło w moim rankingu ciasto czekoladowe, uwielbiam.

      Usuń
  3. Z gerberków zajadałam się deserem jabłkowo-jagodowym. Nawet dobry był, ale za taką cenę...
    Iii udało mi się. Od kiedy przeczytałam u Ciebie o milkach wypasionych, chodziłam i szukałam. Jak już się pogodziłam z ich wycofaniem czy tam wyprzedaniem i wprowadzeniem nowej serii z owocami, to dziś mi siostra rzekła: "ej! bo zapomniałam! wiem gdzie są milki z lentilkami i oreoooo ale ci nie powiem, chyba że mi kupisz". Kupiłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, siostrze się należało :) Fajnie, że się udało.

      Usuń
  4. Kupiłam synkowi kiedyś ten deserek miał 10m-cy za nic go nie chciał zjeść spróbowałam i przestałam się dziwić . Teraz ma 14m-cy i wolę mu ugotować domowy budyń co ma jakiś smak:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A można by z reklam pomyśleć, że dzieciak wchłaniają zawartość tych słoików niczym wygłodniali studenci. ;D

      Usuń

Włączyłam moderację komentarzy, dzięki temu nie powinno już być weryfikacji obrazkowej.