02.03.2013

Czekoladki Merci



…żeee jeeste-eś tuuu

Ha, mam nadzieje, że ta piosenka wbiła wam się do głowy jak mnie. Ale pomijając z lekka irytującą melodię to czekoladki Merci są dosyć przeze mnie lubiane. Nie kupuję ich, bo są ciekawsze rzeczy do spróbowania ale focha z przytupem nie strzelam jak dostaję te słodkości. Ten egzemplarz to leżał u mnie od świąt, ciągle były inne rzeczy do pożarcia ale po zerknięciu na moją listę czekolad i batoników(tak mam listę z pozaznaczanymi datami ważności, bardzo przydatne jak ktoś magazynuję słodkości) stwierdziłam, że nadszedł ich czas, koniec wyczekiwania na ich z góry przesądzony los. 
Wrogie elementy
 W opakowaniu znajduję się 20 czekoladek w 8 różnych smaków. Pierwszym moim krokiem było pozbycie się tego z marcepanem, słodycze z marcepanem lub alkoholem uważam za zbrodnię niesłychaną, która powinna być ścigana z urzędu. Przez pozbycie się rozumiem „oddałam je rodzicom, niech znają łaskę pańską”. Po krótkiej chwili namysły do marcepanu dołożyłam deserową mleczną, na którą zbyt wielkiej ochoty nie miałam. Po tym krótkim oczyszczeniu pudełka  z niepożądanych i wrogich elementów, zaczęłam testowanie. 

 Kawowo-śmietankowa: jak widzicie składa się dwóch części, ciemnej i jasnej, dnia i nocy, dobra i zła, Ying i Yang iiii znowu się zagalopowałam. Ciemniejsza smakuję jak najprawdziwsza, pyszna kawa, słodka ciut kakaowa, po prostu doskonała. Gorzej jeśli chodzi o część białą, nie za słodka, wyraźnie mleczna ale dla mnie smakuje jak podrzędna biała czekolada, szkoda. A mogłoby być tak pięknie. Całościowo patrząc, to ta kawowa cześć ratuję tą czekoladką, wyraźnie dominuję nad białą i tłumi jej smak. Na szczęście.
Ocena: 8/10

Pralinowa: czekolada mleczna co wyraźnie czuć, nie za słodka tylko, że prawie nie wyczuwałam kakao. Nadzienie jest jedna wielką zagwozdką, właściwie to z czego ono się składa? Czułam głównie cukier, tłuszcz i lekki mleczny posmak. Za mało żeby zaciekawić moje kubki smakowe. Miękki i gładki, rozpływa się w ustach. Całość niestety jest przesłodzona, głównie przez nadzienie no i nie ma jakiegoś określonego smaku, Dobre ale tyłka nie urywa.
Ocena: 7/10

Nugatowa: tak jak wyżej czekolada jest mleczna, słodka i kompletnie bez wyrazu i głębi (kur… głębi mi się w czekoladkach zachciało), kakao znowu jest smutne, że go nie uwzględnili należycie. Nadzienie jest głównie słodkie, długo trzeba mielić językiem żeby wyczuć tu smak orzechów, ale jest, w końcu. Wszystko rozpływa się w ustach, palcach i na białej czystej koszuli. Całość mimo lekkiego posmaku orzechów jest taka nijaka i za słodka. Wewnętrzne fuj mi się nie włączyło ale jakoś mi nie odpowiada (tylko tego brakuję, żeby czekolada prowadziła ze mną filozoficzne dysputy, ciastka to co innego)
Ocena: 6/10

Mus czekoladowy: ciemna deserowa czekolada, bo gorzką bym jej nie nazwała, czuć lekką słodycz. Tutaj kakao pokazuję się, radośnie macha i tańczy polkę. Wyczuwam również lekką cierpkość. A nadzienie? Cóż, musem bym tego nie nazwała, jest za twarde i zwarte jak na lekki mus. Jest słodszy niż czekolada ale tylko trochę, wyraźnie kakaowy z nutką cierpkości ale taką delikatną. Całość zupełnie nie rozpływa się w ustach, dzięki czemu żadna część mojej garderoby nie ucierpiała. Całość, ku mojemu zdziwieniu, bardzo mi smakowała, takie coś to ja rozumiem i żądam więcej.
Ocena: 9/10

Śmietankowa: ale nudnaaa, sama mleczna czekolada, słodka ale nie przesadnie. Bardzo słabo wyczuwa się kakao, delikatnie śmietankowa. Dość twarda ale szybko się rozpuszcza w ustach. Ale co z tego skoro jest nudna i nie zachwyca (już raz pisałam, że jestem rozpuszczona jak dziadowski bicz*). Właściwie nawet nie ma o czym pisać.
*bitch heh he…, wybaczcie, mimo swojego staropanieńskiego wieku mam mentalność gimnazjalistki
Ocena: 7/10

Orzechowo-migdałowa: czekolada mleczna bla bla bla jak wyżej i  jak wyżej, powtarzać się nie będę. Jedyna różnica między tą a śmietankową to dodatek drobno zmielonych orzechów i chyba migdałów. Co do ostatniego to nie jestem pewna, gdyby nie napis na opakowaniu to w życiu bym nie powiedziała, że są tam jakiekolwiek migdały. Za to smak orzechów był bardzo wyraźny ale były tak drobne, że nie miały szansy porządnie chrupać pod zębami. Za to porządnie się potem napracowałam żeby dokładnie usunąć te resztki orzechów ze szczelin między kłami. Ale zawsze to jakaś różnorodność w porównaniu ze śmietankową.
Ocena: 8/10

Teraz widzicie czemu sama nie kupuję tych czekoladek, uważam, że te 10 zł mogę wydać na smaczniejsze produkty. W dodatku z różnymi gotowymi mieszankami smaków, takimi jak bombonierki, jest taki problem, że nie wszystkie te smaki mogą nam pasować.  Wolę już dostać pojedynczą czekoladę lub, jak ktoś się już upiera przy droższym zakupie, to Raffaello, które mogłabym jeść tonami. To, że wtedy bym nie wyglądała jak ta powabna baletnica z reklam nie ma żadnego znaczenia. Czasami jestem pełna zdumienia, że mój organizm jeszcze wytrzymuję tą ilość słodyczy, które w siebie wpycham. Ale hej, nie piję nie palę to przynajmniej czymś innym będę się truć.  A tak przy okazji to wiecie jakie najgorsze świństwo można zrobić osobie, która lubi słodycze ale nie przepada za alkoholem? Kupić jej czekoladki z nadzieniem alkoholowym.  Jestem pewna, że w konwencji praw człowieka jest zapis zakazujący takich praktyk a jeśli nie ma to stanowczo powinien być.
Pa

3 komentarze:

  1. Eee tam gadasz :p
    Ja alkoholu nie pije, ale w czekoladzie... Mniaaam! Uwazam, ze alkohol został stworzony po to, żeby go wciskać do czekoladek :p
    Jak takie dostaniesz odsyłaj mi :D Przyjme każdą ilość :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, ja czekoladki wolę jeść niż pić. A i niestety mam już osoby, które są skłonne się poświęcić aby uwolnić mnie od ciężary alkoholowych słodyczy ;D

      Usuń
  2. Uwielbiam Merci <3 echh.. szkoda, że słodycze są niezdrowe.
    Jednakowoż nie wyobrażam sobie życia bez nich

    OdpowiedzUsuń

Włączyłam moderację komentarzy, dzięki temu nie powinno już być weryfikacji obrazkowej.