19.02.2017

Manufaktura Czekolady, Chocolate Story Ghanna 100% kakao.

100 % inaczej



Scena. Różnokolorowe światła migoczą nadając magiczny charakter. I oto tanecznym krokiem wchodzi czoko. Zręcznym ruchem obraca w dłoni melonik i teatralnych gestem nakłada go na głowę, uśmiechając się przy tym zwycięsko. Przyciąga do siebie mikrofon i zaczyna.
- Oto nadszedł ten dzień! – Z tyłu kurtyna się wznosi ukazując chór gospel, który klaszcząc w ręce śpiewnie  wtóruje.  – Dzień, które dało nam antropomorficzne wyobrażenie siły wyższej! -  Widownia szaleje, po scenie zirytowany kroczy catus domesticus wkurvikus w przebraniu lwa. Nadal wietrząc protezy czoko unosi wysoko jedną czarną tabliczkę. Tłum pada na kolana, chórzystki wywijają w rytmie charlestona a kot zaczyna higienę bardzo intymną. …
I w tym momencie stwierdziłam, że śniegi i zima źle wpływają na moją wyobraźnie bo zaczynam majaczyć na jawie. Cóż.

Manufaktura Czekolady, Chocolate Story Ghanna 100%. Kakao. Nie poprawiajcie odbiorników, ani nie wycierajcie monitorów, dobrze widzicie. Kupiłam całą setkę. Po pozytywnych recenzjach, z których wywnioskowałam, że nie będzie to gorzko-kwaśno-paskudna Lindt 90-cośtam* procent, wybrałam sobie tą oto tabliczkę do swojej pierwszej przygody ze 100% kakaowości. I nie powiem, mam pewne obawy, ale jest to strach podszyty podekscytowanie. Ba! Piszę te słowa jeszcze nie mając tej czekolady w dłoniach, niech to świadczy o tym jak bardzo przebieram nogami by ją w końcu spróbować. 
* cośtam, bo już zapomniałam czy to było 90, 98 czy 99. Pamiętam tylko, że była paskudna.

Przypominam, że nie mam na tyle wrażliwych kubków smakowych by dokładnie opisać całą kompozycję tej czekolady. Ostatecznie z tego to też powodu podałam linki do recenzji osób, które jednak bardziej się znają.

Smak:czekolada wyglądała dość jasno jak na setkę. Była ciemno-brązowa z czerwonym odcieniem. Pachniała przystępnie, wręcz jak słodka deserówka. Nie tego się spodziewałam. Ale jak odłamałam kawałek i wsadziłam go do paszczy...


Zdecydowanie porównanie do deserówki odleciało hen hen daleko. A właściwie zwiało z wrzaskiem. Uderzyła mnie dawka goryczy. Po chwili, gdy otrząsnęłam się z szoku zaczęłam wśród tej goryczy dostrzegać coś więcej.Jak dla mnie pierwsze skrzypce grał tytoń, było to jakby ucieleśnienie posmaku pokoju podczas imienin w latach 90, ino dym był nieco lepszej jakości.Nie tanie papierosy, ale eleganckie cygara. Z tytoniem przewalała się nuta palonego a właściwie spopielonego drewna. Po chwili nuta zmieniała się w pieśń przewodnią, w tym momencie smak był niemal ponad moją wytrzymałość.

Coś jeszcze? Jak wspominałam nie mam wrażliwego smaku, więc zdołałam tylko wychwycić iskierkę słodyczy, która pojawiła się i znikła niemal w tej samej chwili oraz kwasek. Nie wiem z czym go porównać, z pewnością nie był cytrynowy ani orzeźwiający.Chyba lepiej pasowałyby porównanie do kwiatów niż owoców. Co zaś się tyczy informacji na opakowaniu to mogę powiedzieć, że orzechów nie czułam, chyba, ze takie pozostawione w ognisku zdecydowanie zbyt długo, przez co zmieniły się w małe węgielki.Karmelu również nie znalazłam, a szkoda.

Po spróbowanie tej czekolady tylko jedno mogę z pewnością powiedzieć napisać: nie jestem jeszcze gotowa na całe setki. Nie zrozumcie mnie źle, to nie tak, że ta czekolada mi nie smakowała. Nie mogę też jednak napisać, że ta konsumpcja sprawiła mi 100% radości. Momentami miałam wrażenie, że mam już dość,  moje kubki smakowe zostały wystarczająco sponiewierane. Jedzenie Ghanny bardziej fascynowało niż sprawiało błogość. Bo o żadnej błogości tu nie mam mowy: był dym, było drewno, był tytoń, kwasek i szorstkość ale nie błogość.  Była interesująca, nie żałuję wydanych pieniędzy ale z podkulonym ogonem wracam do nieco mniejszej zawartości kakao.

Ocena: nie mam zielonego pojęcia
Kaloryczność: 100g/682kcal (huh???)
Gdzie kupiłam: fooodieshop24
Cena: około 17 zł

Na szczęście dwie pozostałe tabliczki wydają się bardziej przystępne. :D
Pa

27 komentarzy:

  1. jakie interesujące nuty smakowe, spróbowałabym z wielką chęcią:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na własne ryzyko, moja matka nie dała rady przełknąć jednej kostki xD

      Usuń
  2. charlottemadness19.02.2017, 07:35

    Wstydź się ! :d Nie smakowała Ci?! Mogłaś zastrzec,że będziesz degustować i w ramach "niesmaku" prześlesz resztę xd
    Dla mnie ta tabliczka była na raz :P
    Dziwne,że karmelu i orzechów nie wyczułaś. :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecież nigdzie nie napisałam, że mi nie smakowała ;) Napisałam tylko, że nie było to 100% czystej przyjemności.

      Usuń
  3. Jako fanka plebejskich mlecnzych po 1/4 kostki prawdopodobnie przeżyłabym (albo i nie) pierwszy zawał serca. Ja chyba nigdy nie dorosnę do takich szatańskich tabliczek. :D Podziwiam i tak!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwszy gryz to był szok, nie spodziewałam się aż takiego kopa goryczy xD

      Usuń
  4. Boski wstęp! Haha.

    Nie mogłam doczekać się tej chwili!
    Dym, taak, mnóstwo! Skojarzenie z węgielkami z orzechów w ognisku? Dlaczego miałoby być złe? Według mnie w tej czekoladzie było coś niewątpliwie "ogniskowego". Ja orzechy wyraźnie czułam, ale dopiero na końcówce, więc może po odczuciach powodowanych rozpuszczaniem się kostki jakoś Ci umykały? :P
    Pocieszę Cię jednak, że i ja karmelu jako takiego nie czułam. Coś, co skojarzyło mi się z przypalonym cukrem, ale nie karmelem-karmelem.

    Ja jak do niej zasiadłam, to tak jak charlottemadness, na raz ją opędziłam i z chęcią bym do niej wróciła, bo nie odebrałam jej jako takiego szatana. Może Ty nie jesteś jeszcze na setki gotowa, ale i tak zobacz, co zaszło. Pewnie jakiś rok czy dwa lata temu, byś nią pluła, co? :P Ciekawi mnie dlatego, jak teraz byś zareagowała na Menakao 80 % (tym bardziej, że ponoć złagodniały).

    PS 628 kcal - to dlatego, że to czyste kakao? A jego kaloryczność, jak orzechów, jest bardzo wysoka i są to oczywiście dobre kalorie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkiem możliwe, szczególnie, że byłam tak przytłoczona nadmiarem tego smaku, że kilka rzeczy mogło mi umknąć :)
      Ale muszę powiedzieć, że chyba już się do nie j przyzwyczaiłam, dzisiaj już nie byłam tak porażona :D Ale wczoraj poczęstowałam mamuśkę i jej mina wiele mówiła xD Nawet kostki nie dała rady zjeść. Pewnie 2 lata temu miałabym tak samo.

      Usuń
  5. Ja chyba też nie potrafiłabym całkiem docenić tego smaku - nuty tytoniu i drewna to nie moje smaki, a orzechów i karmelu też bym zapewne nie wyczuła. Czekolada wygląda mrocznie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smak można moim zdaniem tak podsumować: mrocznie-dymnie :)

      Usuń
  6. Jadłam ją może z tydzień temu. Wspólne mamy to, że nie jesteśmy gotowe na setki, a także obie poczułyśmy przebłysk słodyczy, której jednak nie było.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę czekać na recenzję, będzie ciekawie :D

      Usuń
  7. Wstępem mnie rozwaliłaś jak nigdy :D.
    Oj na setki nawet jeszcze nie patrzę. Ostatnio spróbowałam jakiejś 90 i to też nie były moje smaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jesteś jak moi rodzice xD Jednak i ja wrócę na bezpieczniejsze wody kakao :)

      Usuń
  8. Na początek chyba lepiej było zacząć od bardzo łagodnej 99-tki: Michel Cluizel Noir Infini, naprawdę niezła nawet dla osób nie przyzwyczajonych do tak mocnych czekolad, bardzo ją lubię. Całkiem możliwe, że czekolady Cluizela będą za jakieś 2-3 tygodnie dostępne w sklepie w Warszawie (ponoć już zamówione). Chyba najgorszym wyborem byłby Zotter Peru albo Pralus (tu nie jestem pewien, bo znam setkę Pralusa tylko z recenzji). Brawo za odwagę, trzeba tylko uważać, żeby kot nie spróbował, bo czekolada jest dla kotów i psów trucizną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może rzeczywiście rzuciłam się na głęboką wodę, ale napaliłam się na tą setkę, musiałam jej spróbować.
      A O Zotterze czytałam i nawet nie brałam tej tabliczki pod uwagę, sam opis brzmiał zbyt piekielnie na mój smak.
      Kota na szczęście tylko mięso interesuje. I biały ser ;)

      Usuń
    2. O tak! Cluizel jest bardzo ciekawy.

      Usuń
    3. Taka ciekawostka: od dzisiaj można w Warszawie kupić w sklepie stacjonarnym rewelacyjne czekolady Pacari (ich marakuja powala). Jest też setka z surowej czekolady, oczywiście kupiłem.

      Usuń
  9. Podziwiam za odwagę. U mnie gorzka czekolada jest wyłącznie do deserów, mowy nie ma by ją jeść. No dobra, deserowa Wedla z nadzieniem wiśniowym jeszcze może być (bo 50% to jeszcze nie gorzka) ale nic więcej. A czekolada 100%? O nie, nie ma mowy.

    Czoko, nie masz ochoty obejrzeć przeuroczego anime o magicznych dziewczynkach prowadzących cukiernię? Do tego na końcu są przepisy! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może kiedyś też zmienisz zdanie, przynajmniej warto z czystej ciekawości spróbować, ale ostatecznie nie ma niczego złego w trzymaniu się bezpieczniejszych czekolad :)
      Tak szczerze to nigdy nie podobały mi się słodziutkie anime. Wolałam te z mordobiciem, krwią i horrorem ;)dopuszczając nieliczne wyjątki pod tytułem "to klasyka, musisz to zobaczyć"

      Usuń
    2. Ja na ogół też jestem za horrorem, rozpaczą i totalnym dramatem (dlatego tak się cieszę na zapowiedź Sailor Moon Crystal Stars - rany, jakie to będzie mroczne! :D Do ostatniego odcinka będzie wyłącznie rozpacz! :D) ale czasami trzeba coś uroczego dla odmiany obejrzeć :) Albo coś co ma przystojnych facetów.

      Usuń
  10. Ten... hmmm... kontrast z wafelkiem, sprzed dwóch wpisów, jest tak kolosalny, że nawet nie wiem co pisać. Chociaż tytoń może kojarzyć się z kopcącą babcią, wstawiającą wypiek do piekarnika ;) (nie, moja nie paliła... silę się na znalezienie punktu wspólnego).

    Jeszcze nie. Jeszcze długo, długo nie. Czekolada jest ponad moje kubki smakowe. Czekam na pozostałą dwójkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, lubię kontrasty. Jednego dnia tani wafelek o smaku czekoladowym a drugiego mocno gorzka droga czekolada

      Usuń
  11. To się zabrałaś za szatana :D My na pewno też kiedyś po niego sięgniemy ale to chyba jest odległe kiedyś :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale zawsze to jakieś "kiedyś" :D

      Usuń
  12. Pierwsze razy bywają bolesne ;) Ważne, że fascynacja została...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem dumna z siebie, że w odróżnieniu od rodziców zdołałam zjeść całą kostkę bez robienia min xD

      Usuń