15.01.2017

Vivani Zarbitter Mandel. Organic Dark Almonds

Vivani część kolejna

Podziwiam ludzi, którym chce się bawić w prowadzenie tzw. bullet journal. Dla nieobeznanych jest to dziennik/planer, którego się tworzy od podstaw. Tu macie więcej informacji. Przy tym, z tego co widziałam, większość ludzi tworzy bardziej rozbudowane dzienniki niż pokazany w linku. Ozdóbki, sróbki, tasiemki, naklejki i piękne, staranne, kolorowe pismo. Podczas gdy ja mam jeden zeszyt w którym zapisuję( pismem lekarskim lub "kuropazurowym") jakieś ważne daty i terminy i wsio. Nie ma czasu i ochoty na bawienie się z ozdabianiem. Może jakbym bardziej planowała swój dzień znalazłabym czas xD Ale ostatecznie nie jestem osobą, która musi zapisywać wszystkie "taski" (umyj włosy o 17:00!!!) żeby je wykonać, a bardzo interesującego życia nie mam żeby zapisywać wyjścia i przygody. Podsumowując, chociaż lubię patrzeć na pięknie prowadzone dzienniki to mi takie coś by się nie przydało. I kiedy bym znalazła czas żeby się w o bawić?

Vivani Zarbitter Mandel. Organic Dark Almonds. Jest to czekolada bardzo zbliżona do ostatniej, z tą różnicą, że tu są migdały zamiast orzechów laskowych. A to mnie nieco ... hmm może nie wystraszyło, ale zaniepokoiło. Nie dość, że było bardzo prawdopodobne, że i ta deserówka będzie przesłodzona, to jeszcze istniała szansa na marcepanowy posmak.  Ale skoro prezent dostałam co trzeba go wykorzystać. Ostatecznie pluć z obrzydzenia nie będę.

Smak: na widok nagiej tabliczki pomyślałam, że równie dobrze mogłabym dać zdjęcia poprzedniej czekolady. Wyglądały identyczne. Na tyle, że stwierdziłam, że w opisie będę mogła zrobić ctr + c -> ctr + v. Nawet zapach był podobny! Ale wtedy ugryzłam kawałek i poczułam równocześnie ulgę i zdziwienie. Ulgę bo ta czekolada smakowała  lepiej niż poprzedniczka, zdziwienie bo jak coś o tak podobnym składzie może tak się różnić?

Nie dość, że migdałowa nie była tak słodka jak laskowa (chociaż i tak jako deserówka była słodka) to jeszcze posiadała delikatny kwasek kojarzący się z owocami, ale nie z cytrusami. Był to kwasek delikatny i ledwo wyczuwalny ale był! Tak jak subtelne ściąganie, lecz nie wysuszanie. Bliżej jej było do łagodnej gorzkiej czekolady niż do przesłodzonej poprzedniczki.

Migdały przy tym były miłym, acz nie dominującym dodatkiem. Tak jak orzechy laskowe były chrupiące i zachowały swój charakterystyczny posmak bez wpadanie w marcepanowe nuty.Dodatek fajny, ale to czekolada była królową!

Jak dwie tak podobne czekolady mogą tak się
różnić? Pierwsza była rozczarowaniem, zaś ta miłą niespodzianką. Tego oczekiwałam po laskowej, słodyczy wymieszanej z pewną elegancją. I wiem, że nie jest to szczyt Prawdziwych Czekolad, ale mój apetyt chwilowo zaspokoiła.
Ocena:8,5/10
Kaloryczność:100g/580kcal
Gdzie kupiłam: dostałam
Cena: jak wyżej

Nie macie pojęcia jaka to ulga móc normalnie pisać przy komputerze zamiast na zawieszającym się co chwila laptopie <3
Pa


23 komentarze:

  1. uwielbiam gorzkie czekolady z migdałami;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Co do plannerów - sama taki stworzyłam. Od podstaw z piękną kwiecistą okładka, wydrukowałam różne kolumny z listami według wzorów w internecie i miałam piękny kalendarz niczym z Empiku, a zaoszczędziłam jakieś cztery dychy. Wszyscy mówili jaki cudowny, sama się nim zachwycałam i co? Prowadziłam rzetelnie wpisując kiedy jakie zajęcia na uczelni, a potem ich zaliczenia, dni kiedy idę do pracy i inne wizyty u różnorakich specjalistów w dziedzinie zdrowia i urody. Wprowadziłam też listę ,,zadań" gdzie odhaczałam wykonane pozycje, albo listę z zakupami czy książkami do wypożyczenia czy filmów do obejrzenia. Nawet był tam dział dla bloga, gdzie wpisywałam pomysły na wpisy i ich główne zamysły. Wszystko pięknie i fajnie, ale trwało może... miesiąc. Po tym czasie mi się znudziło, poza tym czas wypisywania tych rubryczek zajmował mi tyle, że mogłabym w ciągu niego wykonać połowę zaplanowanych czynności. Obecnie idę na żywioł :D Nadal jednak jestem w miarę zorganizowana, więc jeszcze nie pojawiam się w pracy wtedy kiedy nie trzeba, a z kolei nie budzi mnie telefon szefowej ,,no gdzie się pani podziewa?!". Pamiętam też kiedy wyprać skarpetki bez konieczności przeczytania o tym. Żyję!

    Co do czekolady - wolę migdały zdecydowanie, ale w czekoladach zwykle wiążą się z tym marcepanowym posmakiem, którego nie zdzierżę. Tu go nie ma to odetchnęłam z ulgą. Z laskowymi miałabym też problem, bo same orzechy kocham, ale w czekoladach są jakoś dziwnie gorzkawe jak dla mnie. Zresztą co ja mówię - wszystkie duże orzechy w czekoladach stanowią dla mnie problem jakiekolwiek by nie były. :D Ale zjeść i tak bym zjadła. Fu.k te logic... :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tak długo prowadziłaś. U mnie skończyło by się to po góra 2 tygodniach i potem miałabym wyrzuty sumienia, że tyle na to czasu poświęciłam i tak to olałam ;D
      Marcepanowy posmak o coś czego w czekoladach zdecydowanie unikam

      Usuń
  3. Myślę, że w takie dzienniki bawią się ludzie mający trochę za dużo czasu. Sama planuję to i owo, ale mam tylko zeszyt z bazgrołami, gdzie gryzmolę informacje typu "17 dzień x dentysta", a z drugiej strony "notatki z degustacji", czego pewnie nikt oprócz mnie by nie odczytał. Kreślę w tym, ile wlezie, więc hm... osoba prowadząca bullet journal z ozdóbkami itp. mogłaby zejść na zawał widząc to.

    Wiedziałam, że ta czekolada wyjdzie lepiej. :D Nawet nuda + migdały zdecydowanie wygrywa u mnie z nudą + cokolwiek innego. A tutaj, jak widać nudy nie ma, skoro i jakaś nutka się w niej kryje. Może gdyby tamta też była na poziomie słodyczy tej, to i tak by się coś wyczuło.

    PS Ja nawet na normalnych laptopach nie lubię pisać, a co dopiero na zawieszających się! :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A, to mój zeszyt :D Daty i godziny do zapamiętania i czasami jeszcze żarcie które mi zaszkodziło. I wsio, planować całego dnia nie zamierzam.
      Może nie jest to jakaś znacząca nuta ale zawsze jakaś jest :D
      To wyobraź sobie, że jeszcze kilka lat temu pisałam na tym laptopie pracę licencjacką. Nie mam pojęcia jak dałam radę.

      Usuń
  4. U mnie ona ciągle czeka i myślę, że mnie także zasmakuje (chociaż wydaje mi się, że ją kiedyś jadłam, ale jeszcze nie opisywałam na blogu).
    A co do planowania, to też nie chciałoby mi się tak wszystkiego ozdabiać - takie ładne prowadzenie dziennika też wymaga wpisania w planer, bo sporo czasu zajmuje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba być niezłe zorganizowanym człowiekiem żeby móc prowadzić dziennik do codziennego organizowania spraw xD

      Usuń
  5. Już kiedyś kilka razy podchodziłyśmy do prowadzenia dzienników i tylko na kupieniu odpowiedniego bloczku się kończyło xD
    Smaczna ta czekolada, byłyśmy nią usatysfakcjonowane ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha xD Mogę powiedzieć to sama, mam z 5 różnych dzienników i wszystkie są w 80% puste.

      Usuń
  6. Vivani można łatwo dostać, ale mam wrażenie, że jednak brakuje im "tego czegoś", czego oczekuję od czekolad. Na razie próbowałem tylko białej, ale te ciemne mnie nie kuszą, są jakieś takie... zwyczajne. Dobre, ale bez pazura. Może kiedyś, z ciekawości, kupię jakąś o wysokiej zawartości kakao.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że nawet po tabliczkach z dużą zawartością kakao nie ma co się spodziewać. Po prostu jest to dość przeciętna marka w świecie Prawdziwych Czekolad.

      Usuń
  7. Też mi się bodobają takie fikuśne ozdobione dzienniki, ale ja po pierwsze jestem zbyt leniwa żeby prowadzić coś takiego, nie jest mi to do niczego potrzebne, wszelkie terminowe rzeczy zapisuję w małym kalendarzyku podręcznym a częściowo w notesie leżącym na biurku (taki zwykły zrywany notes z jakiegoś szkolenia). Poza tym ja nie korpolud żebym miała taski ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę po komentarzach, że nie ja jedna nie nadaję się do prowadzenia kalendarzy i plannerów xD

      Usuń
  8. O nie! Ja się nie zgadzam! Dlaczego wszyscy już próbowali czekolad vivani, tylko ja jedna jedyna sierota nie? Ale koniec tego dobrego (juz za dlugo zwlekalam), jutro idę, pomimo tej mojek gorączki do eko sklepu (bo tylko tam je widziałam) i wychodzę z dwiema tabliczkami (a tak zaszalejmy ^^). Może i jakieś szałowe to one nie są, ale chodzi o sam fakt, że nigdy ich nie próbowałam xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, że już możesz się pochwalić dwoma pięknymi tabliczkami :D

      Usuń
  9. Ponownie - dla mnie zbyt nudna aby tle płacić ;)
    A co do takich pamiętników/dzienników to ja również kompletnie się nie nadaję. Mam swój kalendarzyk i tam mniej więcej zapisuję co mam robić, ale i tak o większości zapominam :P Tam głównie tylko trafiają rzeczy związane ze szkołą ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przede wszystkim trzeba pamiętać żeby wpisać do dziennika to co trzeba pamiętać xD

      Usuń
  10. Mój kalendarz to dopiero jest bajzel - ale znajdę w nim wszystko :P

    A to ciekawe, że taka różnica w na pozór takich samych czekoladach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest najważniejsze a nie poświęcanie iluśtam godzin w miesiącu na rysowaniu tabelek.
      Szczególnie, że nie jest to są to jakieś specjalne ziarna kakao z różnych miejsc świata tylko zwykła czekolada.

      Usuń
  11. Ciekawe, w czym tkwi tajemnica. Miałaś lepszy dzień? Tabliczkę lepiej przechowywano? W składzie są aż tak duże rozbieżności? Tak czy owak, fajnie, że smakowała (:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pracownikom sypnęło się mniej cukru do kotła z czekoladą xD Nie wiem w czym tkwi sekret, ale dobrze, że przynajmniej ta tabliczka smakowała :)

      Usuń
  12. Czy ja się mylę, czy ta czekolada już była? :)
    http://posypanacukrem.blogspot.fi/2016/01/czekolada-viviani-zarbitter-mandel.html

    OdpowiedzUsuń

Włączyłam moderację komentarzy, dzięki temu nie powinno już być weryfikacji obrazkowej.