22.01.2017

Oreo Red Velvet: cream cheese flavored creme



Komu ciasto komu?

Czy istnieją osoby, które nie lubią dostawać paczek? Które na widok kuriera z pakunkiem krzywą się z niechęcią i ze wstrętem przystępują do rozcinania taśmy? Pomijając oczywiście osoby, które spodziewają się zobaczyć w rzeczonej paczce zakrwawione części ciała, materiały wybuchowe czy „podarki” niebezpiecznego stalkera. Ale raczej takie osoby są ułamkiem populacji dostającej paczki i mają większe zmartwienia na głowię niż opinią jakiejś tam czoko z blogosfery. Reszta zapewne odczuwa pewien dreszczyk radości i podekscytowania na myśl o zawartości paczuszki. Co ciekawe największa radość często mija wraz z wyciągnięciem rzeczy z pudła. I tu mogłabym poszukać czy istnieją jakieś badania naukowe analizujące pod kątem psychologicznym to zjawisko, ale no, po prostu nie jestem tu od badań naukowych, tylko od słodyczy. Co pozwala mi zwinnie przejść do dzisiejszej recenzji.

Oreo Red Velvet: cream cheese flavored creme. Oreo jakie jest każdy widzi. Ale czy na pewno? W końcu mamy tu do czynienia z dostępnym na razie jedynie z USA wariantem na temat popularnego, szczególnie na południu, red velvet cake. Ciasta, które jest właściwie dość zwyczajne w smaku (co nie znaczy, że złe) ale robi wrażenie dzięki swej nietypowej, głęboko czerwonej barwie. Podobno dawniej kolor pochodził od reakcji chemicznej, która następowała po wymieszaniu kakao i octu jabłkowego*. Obecnie z braku owej chemicznej reakcji (bardziej oczyszczone kakao) stosuje się barwniki. Znaczy nie jest to ciasto dla osób, które unikają takich składników w żywności. 

 Ale wracając do ciastek, jak już stwierdziłam te Oreo są dostępne na razie tylko w Stanach Zjednoczonych i stamtąd je dostałam. I raczej nie spodziewajcie się innej recenzji „made in USA” – nic innego wartego uwagi wśród słodyczy nie było. Składu nie zamieściłam bo to nie jest Halloween żeby was straszyć. Niech o jakości tego  wyrobu świadczy wiele mówiący napis na opakowaniu: „Artificially Flovored”. Zazwyczaj producenci nie chwalą się tym na dzień dobry, ale okay.

*historia znaleziona na pewnym portalu tak przy okazji, ale nie sprawdzona. Inne portale podają coś innego.

Smak: zamiast typowego, czarnego niczym węgiel herbatnika, ujrzałam coś pomiędzy głębokim brązem a czerwienią (kolor starej, niedopranej z dywanu, krwi), znaczy barwniki w akcji. Sam zapach nie zapowiadał niczego strasznego – trochę tani serek o smaku waniliowym. Ani szczególnie apetyczny ani odpychający.

Do herbatnika nie ma co się czepiać. Jest ciut słodszy niż klasyczny czarny ale nadal posiada swą cudną kakaową gorzkość i głębię. Twardawy, lecz nie suchy, nie osypuje się i jest naprawdę smaczny. I serio do szczęście  potrzebuję samych herbatników Oreo bez tego koszmarnego kremu. Co zaś się tyczy kremu…

Plus jest taki, że, w odróżnieniu od zwykłej wersji, ten posiada jakiś smak. Jest to smak sztuczno- waniliowy, ale jest. I na tym się kończą zalety, bo jest również koszmarnie słodki, tłusty do przesady i sztuczny do bólu. Przypuszczam, że tak by mogły smakować zapachowe świeczki jakby zeżreć je z cukrem. Jednocześnie, o dziwo, momentami czułam jakby w środku był kwasek cytrynowy. Więc równocześnie krzywiłam się z powodu słodyczy jak i kwachu. Można by pomyśleć, że te dwa smaki będą się wzajemnie łagodzić i tworzyć harmonijną całość ale nie. To był czysty chaos.

A na sam koniec, już po zjedzeniu, w moich ustach zrobiła się powódź śliny. Znacie to wrażenie: wystarczy popatrzeć na osobę liżącą przekrojoną cytrynę. To, to samo. I nie było to przyjemne. Więc nawet nie podjęłam próby z mlekiem, nie dość, że samo mleko jest u mnie na cenzurowanym to jeszcze w połączeniu z tym tworem … cóż, myślę, że mój żołądek głośno by zaprotestował przeciwko takiemu traktowaniu.

Oreo Red Velvet są koszmarnym tworem, Dało się zjeść, ale były zbyt sztuczne w smaku, zbyt słodkie i kwaśne równocześnie bym mogła się nimi cieszyć. Raz starczyło, drugiego podejścia nie będzie.

Ocena: 4/10
Kaloryczność: porcja (2 ciastka)/140kcal (tylko takie ilości były podane w tabeli)
Gdzie kupiłam: dostałam
Cena: jak wyżej

Haiku które wymyśliłam ślizgając się w piątek do pracy. Enjoy.

Pokrywa lodu
błyszcząca na chodniku
Wypierdolę się
Pa

34 komentarze:

  1. A ja mimo wszystko chce ich spróbować! Ciekawi mnie nadal ten krem,bo ja ,stety albo niestety,bardzo lubię oreo-i chce spróbować wszystkich możliwych z USA XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi niestety w Oreo krem zdecydowanie nie podchodzi, więc straciłam do tych ciastek serce.

      Usuń
  2. czyli nie żałujemy,że nie ma ich u nas;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie żałujemy i nie zamawiamy ;D

      Usuń
  3. Ja osobiście oreo uwielbiam i marzy mi się spróbowanie jak największej ilości smaków. Raczej nie mam na to szans (patrząc na ich cenę), ale i tak stawiam sobie to za cel ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powodzenia w osiągnięciu celu :D

      Usuń
  4. Ja mam wrażenie, że w Oreo wcale nie chodzi o to żeby one były smaczne. One po prostu mają być do bólu słodkie, żeby ludzie (Amerykanie) się cieszyli i mają mieć jakieś wydumane, ,,wykokszone" smaki, bo przecież nie można napisać, że to ciastka z kremem a'la truskawkowym. Banał! Za to ,,Red Velvet" każdy śliniąc się wsadzi do koszyka. A to tylko wierzchołek góry lodowej - oreo o smakach: ice cream, banana split, birthday cake... A ja bym napisała: Oreo o smaku cukru, bo wszystkie dla mnie są na jedno kopyto. A przy klasyku napisałabym Oreo o smaku bez smaku. Za to herbatnik fajny. Niemniej nie rozumiem szału na nie. Znaczy rozumiem, właśnie z tego powodu co napisałam u góry. Wystarczy nadać kiepskiemu produktowi fajną nazwę i wszyscy się cieszą jakby wygrali szóstkę w Totka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedynie Oreo z "masłem orzechowym" i Oreo oblane czekoladą dawały radę, ale i te były zbyt słodkie jak na europejski gust.

      Usuń
  5. Ja w ogóle nie jestem fanką oreo, ale jak gdzieś za granicą widzę smaki, których u nas nie ma, to nie umiem nie kupić, ale tak żeby zamawiać przez internet, to już za dużo zachodu dla tych ciastek. Te nie brzmią zachęcająco i już wiem, żeby się ich wystrzegać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogólnie wszystko co jest nieznane ciekawi :D W końcu może to coś być dobre.

      Usuń
  6. Fajny blog... był. Szkoda go będzie omijać ;)

    PS Dzięki za ciekawostkę o reakcji z octem. Zapamiętam i będę szpanował... Nie wiem wśród kogo, ale będę :P

    PPS ZJADŁBYM!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha :D tak myślącym, że komuś się narażę tą recenzją.
      Może lepiej nie, tą informację znalazłam na jednym portalu, ale teraz widzę, że inne piszą coś innego. Lepiej poprawię ten wpis.

      Usuń
  7. Ja się jeszcze nie spotkałem ze smacznymi Oreo, nie licząc produktów na bazie Oreo, np. lodów. Nawet Oreo z masłem orzechowym są niedobre :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dal mnie te ostatnie to jeszcze były zjadliwe, ale nie wiem jak bym teraz na nie zareagowała.

      Usuń
  8. Jadłam Oreo jakieś 9 lat temu:) Nie posmakowały mi na tyle, żeby do nich wracać:/ chyba nigdy nie zrozumiem fenomenu tych ciastek:P Za to z dzieciństwa pamiętam zwykłe markizy kupowane na wagę w różnych smakach: czekoladowe, orzechowe, chałwowe. One były pyszne:] Jadłaś może?:]
    Pozdrawiam Gwiazdeczka*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fenomen polega na tym, że są amerykańskie. I to wszystko włąsciwie. :D Markiz jadłam ile wlezie, na wagę też. A raczej szczególnie na wagę bo były tańsze niż HITy.

      Usuń
  9. A ja tak o nich marzyłam :D W ogóle chciałabym spróbować wszystkich Oreo z ameryki, ale tylko w tedy gdy dostałabym w prezencie. Szkoda marnować ponad 30 zł za paczkę ciastek, które mogą smakować beznadziejnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiedziałabym, że równie dobrze mogłabyś wywalić tą forsę do śmieci, wyszłoby mniej więcej to samo. ;)

      Usuń
  10. Nie podoba mi się Red Velvet jako ciasto samo w sobie, nie podobają mi się rzeczy o tym smaku (zabarwieniu?), a już na pewno nie podobają mi się kombinowane Oreo. Zwłaszcza po tej recenzji. Kwach w kremie? Jeeny. Może to po to, żeby jeść z mlekiem i żeby było jak zsiadłe albo że niby maślanka? Haha. xD
    Swoją drogą, śmieszy mnie kaloryczność podawana przez Amerykanów. Na pewno uwierzę, że ktoś z typowych tamtejszych konsumentów na dwóch skończy. ;> Naszą normę wyrabiają... Ja chyba jednemu bym nie dała rady.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już nic nie chciałam pisać o porcji, bo w przypadku ciastek, które mi smakują, dwa to mogę zjeść ale rządki xD
      Akurat w tym przypadku to ledwo jednego zmęczyłam, więc myślę, że ty byś po jednym gryzie padła. Z zachwytu oczywiście xD

      Usuń
    2. Zależy, jak bym gryzła... jakby najpierw kawałek ciastka bez kremu, to może padłabym dopiero... przy drugim? xD

      Usuń
  11. Rany, jak dla mnie normalne Oreo są niezjadliwe to od tych lepiej bym się trzymała z daleka.Jeszcze powiedz że w składzie jest koszenila ><

    Do Biedronki wróciły ciemne M&M's (i Maltesers i cukierki Galaxy Minstrels) a ja jak na złość mam znowu zapalenie zatok i nie mam apetytu na nic. Tydzień zwolnienia dostałam z okazji zatok :/ Naprawdę, byłoby miło gdyby te wszystkie cudowne środki na zatoki działały tak jak w reklamie - jedna saszetka i jesteś zdrowa jak rybka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wolałam się temu nie przyglądać, ale przypuszczam, że nie, że użyli zwykłego barwnika spożywczego, którego nawet u nas można kupić w sklepie. Tylko, że w większej ilości.
      Jeden łyk i już jak ręką odjął. Zdrowiej, wiem co to zatoki dające w kość.

      Usuń
  12. Wpadłam przypadkiem, bo kiedyś byłam słodyczową potworzycą - choć do tej pory uwielbiam słodkie, to nie pochłaniam już takich ilości jak kiedyś. Wracając do tematu: chcę Ci z całego serca polecić gorzką czekoladę Luxmimo z Biedry (wersja z pomarańczą) - jest genialna, a przy okazji tania jak barszcz, bo zaledwie 2,49 zł za sztukę (teraz jest jakaś promocja)! Nie mogłam się oprzeć i kupiłam dziś... aż cztery tabliczki. Zrobiłam sobie zapas na miesiąc, ale cóż poradzę, że tak uwielbiam kombinację pomarańczy z czekoladą? :-D Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może w najbliższym czasie kupię, ale ostatnio straciłam serce do czekolad z pomarańczą. Teraz to połączenie wydaję mi się bardzo oklepane.

      Usuń
  13. Zobaczywszy poczatek recenzji pierwszt raz się ucieszyłam,że mój mąż jest w Stanach w tej chwili bo już mi się lapmeczka zapaliła,że mi je kupi!!!!:):)). W końcu na ślubie mieliśmy tort red velvet i był boski:). Czytam dalej uśmiech mi schodzi z buzi:(,ale nie ma tego złego przypomniałaś mi,że przecież tam w ameryce oni maja duży wybór innych smaków oreo to może mi kupić jakis ciekawy:) . Gdyby nie to,ze jeszcze musi lecieć do korei prosto ze stanów to bym cisnęła go o wiecej słodyczy:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany, ja już bym przed wylotem wręczyła pełną listę z "Kup mi to" xD

      Usuń
    2. Ja go męczyłam o sporo rzeczy,ale rozumiem go,że ze stanów do Korei nie chce mu sie wieź aż tyle rzeczy bo jeszcze tam coś musi mi dokupić i dziecku:) . Słodycze kupione juz dla mnie widziałam bo mi wysłał zdjęcia i są dwie wielkie paczki M&M-sów z masłem orzechowym ja je kocham:)

      Usuń
    3. Maż mi dziś wysłał zdjęcie co mi wczoraj kupił:) i kupił dwa opakowania oreo jedno cynamonowe a drugie to a o tym nawet mu nie pisałam.

      Usuń
    4. Ciekawe czy cynamonowe im się udało :)

      Usuń
  14. Plusik za krem, reszta brzmi źle. PONIEWAŻ JEDNAK jest to wersja zagraniczna, cholernie kusi. Spróbuję, jeśli będę miała okazję. Tego wariantu i pozostałego miliona także.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłam dziś w PiP i stwierdziłam, że nie napisałam prawdy w jednym akapicie - ten wariant był na półce sklepowej. Więc jeśli masz ochotę wywalić ponad 30zł to śmiało ;D

      Usuń
    2. Mam ochotę wywalić ponad 30 zł tylko wtedy, kiedy dostanę za to co najmniej 10 paczek ciastek. I kiedy nie mam na liście posiadanych słodyczy ponad 100 pozycji. Czyli chyba jednak nie mam ochoty ;)

      Usuń