04.05.2016

Milka Leo – wafelek z kremowym nadzieniem



 Leo i  krowa

563 – tyle  jest w sumie postów na blogu. Kilka wpisów jest bezrecenzyjnych, za to kilkanaście zawiera po dwie recenzję. Czyli w sumie powiedzmy, że na blogu jest ze blisko 600 produktów. A to oznacza, że osoba z pamięcią złotej rybki z alzheimerem (czyt. czoko) może nie pamiętać dokładnie co już było opisywane. Owszem, jest wyszukiwarka, ale sama widzę, że nie jest idealna. Jak jest to produkt, który ma własny tag to mogę jeszcze pod nim szukać. I to właśnie robiłam w sobotę aby zobaczyć czy nie będzie powtórki z rozrywki przy tych wafelkach. 

Milka Leo – wafelek z kremowym nadzieniem, wersja mleczna i biała. Nie byłam pewna czy tego nie recenzowałam. Chociaż dostałam je od Aishy z Francji to jednak mam wrażenie, że w Polsce również były lub nadal są*. Ostatecznie okazało się, że jednak ich nie opisywałam, więc nie musiałam tym razem robić Back to the past (ale za jakiś czas zrobię, tylko z czymś innym).
Nie ma co się rozpisywać na temat tych wafelków. Jest to coś w rodzaju KitKata, tylko z Milkową czekoladą. Wersja z polewą mleczną posiada nadzienie bodajże śmietankowe/waniliowe, zaś z polewą białą ma nadzienie kakaowe. Nic skomplikowanego ani wyszukanego. Czyli idealnie do mnie pasuje.
*poprawka, nie było i nie ma

Czekolada mleczna: cztery cienkie wafelki połączone w jedno aż się proszą żeby je zniszczyć w sposób mało fotograficzny i zgodny z liniami łamania. Jednak ostatkiem sił powstrzymałam się przed sianiem chaosu i ugryzieniem wszystkich czterech paluszku naraz. Po przybliżeniu do nosa poczułam głownie słodycz i … nic poza tym. Po prostu słodycz. Niezrażona zaczęłam łamanie.

Czekolada bardzo szybko się zaczęła rozpuszczać w palcach, ale akurat wtedy byłam zgrzana po marszu, więc i moje palce była cieplejsze niż zwykle. Czekolada wręcz maziała mi się w palcach. W ruch poszły zęby. Zdecydowanie czuć, że nie jest to Milka przeznaczona na polski rynek. Warstwa czekolady ma lepszy smak!  Bardziej mleczna, głębsza w smaku, maślana i zupełnie nie plastikowa. Aczkolwiek miałam wrażenie, że jest też również słodsza. Była całkiem blisko „cukier wypala dziurę w gardle”, ale poziomu Loffel Ei jeszcze nie osiągnęła.

Wafelek nie do końca dobrze się odrywał od nadzienie. A tak właściwie to koszmarnie się odrywał. Jednak nie był jakiś szczególnie suchy czy mokry. Pod tym względem był dość przeciętny. Trudności były z cienkością wafla i przyczepnością nadzienia. A skurczykot twardo się czepiał. Przy czym sam  krem nieco zbił mnie z tropu. Początkowo byłam przekonana, że był śmietankowy, ale ostatecznie pozostawił w ustach posmak orzechów laskowych. Dodam, że w składzie nie ma śladu orzechów (znaczy pewnie sa pod postacią „może zawierać”, ale nie są w głównej rozpisce). Uznając orzechowy posmak za fragment mojej wyobraźni postawiłam na smak śmietankowy. Generalnie warstwa kremu była zbyt mała bym mogła zdecydowanie coś stwierdzić.

Całościowo wafelek prezentuje się prosto i słodko ale przy tym smacznie i może lekko zamulająco. Możecie jednak żałować, że go nie ma w powszechnej sprzedaży.
Ocena: 8/10
Kaloryczność: 100g/535kcal, 33,3g/178kcal
Gdzie kupiłam: dostałam
Cena: jak wyżej


Czekolada biała: tu się nieco zdziwiłam bo po otwarciu opakowania ujrzałam … brązowy spód. Nie, nie w ten sposób brązowy. Fuj. Chodzi mi o brąz mlecznej czekolady. Ale tylko spód był brązowy, cała reszta była barwy prawilnej białej czekolady. Znaczy była biała wpadająca w żółć. Po powąchaniu stwierdziłam, że zapach był nieco wyraźniejszy niż w poprzedniej. Kakao, śmietanka i wanilia połączone w aromatycznej milkowej fuzji. Jako, ze ciągle mówimy o Milce to przypuszczam, że to nadzienie przebijało zapachem kakao, a nie czekolada spodnia. 

Czekolada jest całkiem smaczna. Bardzo słodka, tego nie da się ukryć, ale nie jest tylko płasko-słodka. To była maślaność z wyraźnym śmietankowym posmakiem i nutą wanilii. I lekkim mydlanym aromatem, ale tylko minimalnym. Dodatkowo nie topi się tak szybko jak mleczna, lecz i tak po chwili poczułam jak się lepi mi do palców. 

Wafel jest powtórką z mlecznego Leo. Ten sam nie dający się oderwać opłatek. Za to nadzienie jest zdecydowanie lepsze. Jego smak przypominał takie niewielkie i  grube wafelki kupowane na wagę z 10 lat temu (bardziej z 15, ale wolę nie pamiętać ile naprawdę mam rocznikowo lat) Smak ze względów nostalgicznych jest jak najbardziej na plus. Taki dość mocny i głęboki kakaowy smak, również bardzo słodki, ale nie aż tak jak można się po Milce spodziewać. Było go jednak bardzo mało i odrywanie od całości sprawiało dużo trudności. Ostatecznie po jednym paluszku przestałam się męczyć i resztę zjadłam w całości, tak jak się powinno. 

Ta wersja jest lepsza od mlecznej. Posiada głębszy smak i nie jest aż tak zasładzająca. Można powiedzieć wafelek jak wafelek, ale mając wybór między tym produktem a Prince Polo bez wahania wybrałabym Milkę.
Ocena: 8,5/10
Kaloryczność:100g/530kcal, 333g/177kcal
Gdzie kupiłam: dostałam
Cena: jak wyżej

Nie wiem co się dzieje, ale nie mogę przegrać bezpośrednio zdjęć z karty pamięci na komputer. Muszę się bawić w zgrywanie zdjęć na tablet a potem wysyłać na własny mail. Wkurzające.
Pa

33 komentarze:

  1. szkoda,że ich nie ma u nas:(

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie też irytują bloggerowe wyszukiwarki, bo są dość oporne. Ja chyba będę w końcu kombinować coś z podstronami, żeby sobie życie ułatwić.

    Z jednej strony to dziwne, że biała wersja nie jest aż tak zasładzająca, ale w sumie... z tego, co kojarzę, czystej Milki nigdy nie byłam w stanie jeść, a biała była po prostu biała.

    PS Nie mogę doczekać się powrotu do przeszłości. Ciekawi mnie, jakiż to produkt będzie tak "wyróżniony". :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już machnęłam na to ręką, nie mam na tyle zapału żeby się za to zabierać xD
      Zwróć uwagę, że kaloryczność też jest mniejsza. Pewnie mniej im się cukru do białej sypnęło.
      Wyróżniony z konieczności, dostałam ;)

      Usuń
    2. Akurat z cukrem i kalorycznością różnie bywa. :P Czasem kaloryczność jest wyższa, gdy jest więcej tłuszczu czy czegoś innego, niż cukru, więc może wyjść że coś z większą ilością cukru będzie mniej kaloryczne. Tyle się człowiek uczy przy czekoladach. xD

      Usuń
  3. Czoko jak ja nie lubię wafelków tak tym białym mnie skusiłaś:) . Dziś już chyba nie zdąży mój brat ich poszukać w Niemczech bo jedzie o 8 do mnie:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uuu, szkoda, że nie później :(

      Usuń
  4. Ciekawua mnie te batoniki,szkoda,ze u nas ich nie ma :( A teraz jak jestem w Czechach to tez nie widzialam :( A wszamałabym bialego,wiedzialam,ze bedzie lepszy XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Czechach też nie ma? No cóż, widać nasi sąsiedzi też są poszkodowani.

      Usuń
  5. Lubimy tego typu wafelki i na pewno byśmy się skusiły na białą wersję gdyby była dostępna w Polsce :)
    Ciekawe czy ten powrót do przeszłości będzie udany :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że jednak nie ma, Też bym zjadła, ponownie ;D
      Tego sama nie wiem, jeszcze nie otworzyłam xD

      Usuń
  6. To, że nigdy ich nie widziałam sprawia, że chętnie bym je zjadła, zwłaszcza tego białego :D Zawsze wolałam białe wersje batonów, np. twixa white czy kinder bueno white :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biała Princessa z kokosem to było to <3

      Usuń
  7. E? Fajne to to! Kit w mleczną, ale biel bym spróbował. Ten spód przed przeczytaniem recenzji (tak, najpierw sprawdziłem fotkę) od razu mnie zaciekawił. Miltowy KitKat... może nie candyporn, ale jestem w stanie uwierzyć w te 8.5.

    Mając ochotę na coś słodkiego chyba zmienię sklep. Top Market, Społem, czy coś. Pewnie w nich prędzej taką zagraniczną rzecz znajdę niż w większych marketach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zbyt mało widowiskowe na candyporn, ale zdecydowanie warte swej oceny xD
      Ja nie mam pomysłu gdzie kupować słodycze, bo każdy sklep wzbudza moje zdegustowanie niewystarczającą ofertą xD

      Usuń
  8. Jako, że przypomina moje ukochanego WW od Wawelu, którego wersję White zawsze lubiłam pomimo ogroooomu słodyczy jaką niesie to jestem bardzo na tak. :D Chciałabym spróbować choć zdaję sobie sprawę, że szanse na to są niewielkie, bo to oczywiście jeden z tych produktów, który jest wszędzie, ale oczywiście nie u nas, bo jakże by to...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że to też całkiem dobre porównanie? Całkiem podobnie smakowało, tylko Milka mi lepiej smakowała.

      Usuń
  9. Skoro biały mniej słodzi, to może jego bym... niee, kogo ja chcę oszukać, i tak najpierw sięgnęłabym po mlecznego ;)

    Wyszukiwaniem produktów się nie martw, bo ja np. ostatnio zarzekałam się w rozmowie z koleżanką, że kokosowe Michałki nie istnieją, w związku z czym pokazała mi... moją własną recenzję :D

    Zanim zmieniłam telefon na nowy, w starym zepsuł się kabel i też nie mogłam przesyłać zdjęć (ani niczego innego). Wszystko wrzucałam na Dropboxa, co czasem zajmowało nawet godzinę (!), a po kablu szłoby 3 minuty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam to jak zostać zdradzonym przez własny wpis na blogu xD
      Problem w tym, że od niemal dwóch lat zgrywam zdjęcie wsadzając kartę do komputera. Teraz to nie działa, a kabelka do aparatu nie mogę znaleźć. Miałam, był, całe mieszkanie przetrzepałam i nie mogę go znaleźć. Podejrzewam udział osób trzecich :p

      Usuń
    2. O, zjadłabym. Ostatnio coś mnie wzięło na jedzenie paluszkowych kitkatów a wcześniej ich nie lubiłam (batoników dalej nie lubię). To ciekawe jak się z wiekiem człowiekowi smak zmienia: kiedyś nie cierpiałam szczypiorku, czosnku i sera pleśniowego a teraz jem je na okrągło.

      Czoko,to może być głupie pytanie ale jak zgrywałaś pliki z karty bezpośrednio na komputer? Gdzieś masz slot na karty pamięci? Może mi by to ułatwiło zgrywanie zdjęć mamuśki na kompa.

      Usuń
    3. Zmienia się oj zmienia. Kiedyś kręciłam nosem na szpinak a teraz makaron ze szpinakiem to jedno z moich najukochańszych dań
      Zgadza się, bezpośrednio. U mnie jest to z przodu komputera, pod miejscem na płytę, obok jest na pendrive.

      Usuń
  10. Kurcze no następna rzecz która bardzo chętnie bym skosztowala a nie ma jej w RP ... o_O a w tesco są milkowe waffelini ale tylko w opakowaniu zbiorczym jak małe prince polo no więc też mnie ominie bo nie zjem ponad 20 sztuk :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jesteś pewna. :D zawsze możesz sobie zostawić część na później :D

      Usuń
    2. No nie wiem, ale mam taki zapas słodyczy w schowku, że lepiej nie ryzykować, a jeszcze dzisiaj nowego kit kat dołożyłam do kolekcji :D

      Usuń
    3. Takie z orzeszkami? To one się nazywają Nussini i uwierz mi, 20 sztuk zniknie szybciej niż się zorientujesz :P Ale super że to mówisz, bo ja za nimi szaleję a w Almie ich ostatnio nie ma >< Roladek Milki też już nie sprzedają, foch!

      Usuń
    4. Właśnie nie z orzechami zwykle czekoladowe i nazywają się Wafelini

      Usuń
  11. Już po pierwszym zdjęciu wiedziałam, że wolałabym spróbować białego (co nie znaczy, że nie chcę obu :D), przeczytałam i zdanie podtrzymuję, jak zwykle szkoda, że nie mamy takich w Polsce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Szkoda, że nie ma ich w Polsce" - to chyba jedno z najczęściej przewijających się zdań na blogach o słodyczach

      Usuń
  12. Chciałabym oba, ale nie za wszelką cenę więc zamawiać nie będę :D Poczekam, może kiedyś będą w Polsce?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może kiedyś... za kilkanaście lat xD

      Usuń
    2. Jak PIS wyprowadzi Polskę z Układu Słonecznego XD

      Usuń
  13. Nigdy nie przepadałam za batonikami typu Kit Kat, ale czuję dziwny pociąg do tych, które tu opisujesz. Szczególnie do wersji z białą czekoladą... Podejrzane :D

    OdpowiedzUsuń