22.05.2016

Katjes Grun-ohr Hase, wegańskie żelki



Weganie jak króliki

Chociaż mój stosunek do weganizmu nieco złagodniał, nadal nie widzę siebie żyjącej według  tej ideologii (jak dla mnie weganizm to nie tylko dieta, ale też styl życia). Łatwo nie jeść mięsa, za to trudniej jest unikać nabiału, jajek i produktów odzwierzęcych. Są słodycze wegańskie, ale co zrobić jak chce spróbować mlecznej czekolady marki, która nie ma wegańskiego odpowiednika? I tak jak sama przygotowuje sobie danie bezmleczne, bezjajeczne i bezzwierzęce, tak nie mogę z czystym sumieniem powiedzieć o sobie weganka. Bo jem mleczne czekolady, bo jem lody na bazie śmietanki i mleka, bo nie stronię od miodu, bo używam kosmetyków, których składniki mogły być testowane na zwierzętach, bo mam (chyba) skórzane buty, bo mam obojętny stosunek do żelatyny. A jak jesteśmy przy żelatynie to czy można zrobić żelki nie używające tego składnika?

Katjes Grun-ohr Hase, wegańskie żelki w kształcie zajęcy. A właściwie głów zajęcy. Albo królików. Pozostańmy przy królikach może. Co czyni te żelki wege? Brak żelatyny w składzie. Zamiast tego został użyty… no właśnie nie wiem co w zamian zostało użyte. Stawiałam na agar, ale nie mogę go znaleźć w składzie. Z drugiej strony na widok niemieckiego moje oczy odruchowo omijają przydługie słowa próbując znaleźć cokolwiek zrozumiałego. Mogłam przegapić.  Jedyne co jestem pewna to , to, że nie ma w tym żelatyny. Nie sprawdzając dalszych opisów (przed spróbowanie)zabrałam się za testowanie tych wegańskich żelków od Nesji.

Smak: w opakowaniu mamy po dwie królicze głowy – różową i białą. Z tego co widzę na opakowaniu mają się różnić w smaku, ale jak dla mnie obie głowy pachną tak samo.  Słodko, nieco waniliowo z owocową nutą i jakby pierwiastkiem piankowości (marshmallow).

Pierwsze co mnie zadziwiło w tych żelkach to struktura. To tak jakby wymieszać piankę z gumą rozpuszczalną i żelką. Łatwo się rwie, jednocześnie będąc trochę rozciągliwą, ale nie typowo żelkowo. Nieco twardawe, ale szybko mięknie w ustach. Zachęcające do sięgnięcia po kolejną i kolejną i kolejną żelkę. 

Biały łeb – ogólnie cała głowa ma bardzo mocny owocowy posmak kojarzący się z jogurtem wiśniowym. Bardzo owocowym jogurtem, gdyż przeważa delikatna kwaskowatość.  Jednak jest też tu dość mocne wskazanie ku wanilii. Różowe ucho smakuje typowo porzeczkowo. Miła niespodzianka, gdyż rzadko kiedy porzeczka pojawia się w słodyczach. Zaś ucho zielone trąci dalekim krewniakiem truskawki. Zieleń i truskawka? Mój mózg tego nie pojmuje. Ale jak na truskawkę to smak był całkiem do przeżycia. Całość jest dość słodka, lecz nie mdła.

Różowy łeb – tutaj miałam problem ze skojarzeniem jaki to smak. Z pewnością owocowy, jednak nie było wyraźnego posmaku wskazującego na konkretny owoc. Poddałam się, sprawdziłam na opakowaniu i wpisałam w Google co się kryję pod niemiecką nazwą. Wyszukiwarka wypluła zdjęcia malin. No cóż, może niemieckie maliny tak smakują, ale a pewno nie polskie. To nie świeże owoce, to nie malinowa Mamba, to dziwne słodko-kwaskowate coś.  Gdyż owszem i ta wersja posiada pierwiastek kwaskowości. Brakuje tylko malinowego akcentu. A same kolorowe żelki smakują tak jak wyżej. 

Tak jak nie jestem jakąś szczególną fanką żelek tak te mnie nawet zauroczyły. Może nie tyle ze względu na smak co przez konsystencję. Niewątpliwa słodycz tego produktu nie przeszkadza tak bardzo dzięki użytemu kwaskowi, który sprawia wrażenie jakbyśmy jedli nieco dziwne, soczyste owoce. Paczka poszła pierwszego dnia.
Ocena: 8/10
Kaloryczność: 100g/340kcal
Gdzie kupiłam: dostałam (Nesja)
Cena: jak wyżej

Miałam jeszcze opisać miód, ale moja energia i żywotność jest tylko poziom wyższa od świeżego trupa, więc w sobotę zrobię sobie wolny dzień od pisania (nie licząc komentarzy). Muszę w końcu wziąć wolne.
Pa

35 komentarzy:

  1. Kupiłam takie w Niemczech,idenatyczne!I czekają w mojej szafce na recenzje XD Mam nadzieje,ze mi tez posmakują ;)
    Ja nie wiem,czy tez mogłabym zostać weganka-o ile mięso ,miód ,jajka i żelatyna gładko odstawiłam i nie ma problemu,tak nabiał jem,tylko serki wiejskie i twarogi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powinny, są to jedne z lepszych żelek jakie kiedykolwiek jadłam.
      Właśnie u mnie też głównie z nabiałem jest problem :)

      Usuń
  2. Czytam o wega żelkach i poszłam sprawdzić w swoich zapasach jakie ja mam żelki . Dostałam żelki tej firmy od szwagra z Niemiec,tylko ja mam jakieś takie jogurtowe w innym kształcie. Strasznie mi się podobają te króliczki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawie było szkoda je jeść. Prawie ;)

      Usuń
  3. nigdy nie lubiłam żelek, wolę konkretne słodycze:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie żelki są właściwie prawie na samym końcu listy "co kupić ze słodyczy", ale zawsze z chęcią je zjadam.

      Usuń
  4. Czuję, że by mi smakowały, akurat za żelkami też nie przepadam, ale od jakiegoś czasu ich mi się chce i jak na złość bez żelatyny nigdzie nie widuję :D Podoba mi się ich struktura ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ktoś kiedyś mówił, że w Lidlu są żelki bez żelatyny, ale nie jestem pewna czy nadal są i jak wyglądają.

      Usuń
  5. Kiedyś miałem fazę na żeli, taką jak na chipsy. W liceum wręcz je uwielbiałem, potrafiąc w ciemno rozpoznać kilka firm. Potem, jak z chipsami, coś mi się poprzestawiało. Obecnie większa część z nich jest dla mnie zbliżona. Owszem, nie przeczę: nieśmiertelne Haribo nadal mi smakują, ale już bez takiego mniampycha.

    Po piankowce sięgałem w ostateczności. Zresztą do tej pory to robię. Jeeednak, będąc weganem, powyższe bardzo by ucieszyło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy miał kiedyś jakieś fazy, w których jadły tylko jedną-dwie rzeczy. :D Pamiętam jak cała rodzina nałogowo żarła pestki słonecznika. A Haribo to klasyka żelków, niedościgniony ideał.

      Usuń
  6. Ze wszystkich żelków, których i tak nie lubię, zawsze najbardziej nie lubiłam żelkowo-piankowych (jeśli chodzi o konsystencję). Myślę więc, że o ile dałabym radę zjeść całe - albo chociaż połowę - opakowanie, to z odwrotnego niż Ty powodu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie znoszę tych mega twardych, niczym źle przyrządzona galaretka. Twarde żelki to jak gryzienie czyjegoś ucha.

      Usuń
  7. Pektyna żeluje ;)

    Za mało urocze te króliczki, jak na mój gust.

    Rzeczywiście niejedzenie mięsa jest łatwe - sama to kultywuję. Ale weganką to w życiu nie dałabym rady być x_X Raczej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogły być bardziej urocze, to fakt ;)
      Weganizm to jednak ciągłe pilnowanie produktów. Nie każdy ma na tyle samozaparcia, w tym i ja. :)

      Usuń
  8. Ostatnio miałyśmy okazję jeść żelki wegańskie i też bardzo nam smakowały choć nigdy za takimi słodkościami nie przepadałyśmy :) A te królicze główki są urocze, nawet trochę jak myszki wyglądają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiecie, że teraz i ja widzę myszki oO Co się zobaczyło to się nie odzobaczy.

      Usuń
  9. Osobiście nie rozumiem weganizmu. Nie wiem, co niektórzy weganie widzą złego w piciu mleka, skoro niewydojona krowa może cierpieć, a pozyskiwanie mleka nie oznacza trzymania zwierząt w okropnych warunkach. Są przecież ludzie, którzy po prostu trzymają zwierzęta i mają je dla siebie, nie dla zysku. Nie rozumiem, nie zrozumiem i mimo że nie krytykuję i nie mam nic do wegan, to sama dalej będę zajadać produkty pochodzenia zwierzęcego z czystym sumieniem.

    Co do żelek... żadnych zajadać nie będę, a te królicze twarze mnie przerażają. :P Swoją drogą... czy jedzenie głów królików jest wegańskie? xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam kiedyś argumenty wegan na temat mleka, ale czytałam również argumenty drugiej strony, więc w tej kwestii jestem neutralna z naciskiem, że każde zwierzę, w tym i mleczna krowa, powinno mieć godne warunki i nie cierpieć niepotrzebnie. A niektórzy weganie zniechęcają do siebie używając agresywnego słownictwa i rzucając się ludziom do talerza. Każdy je to co uważa za słuszne i tyle :)
      To takie zamiennictwo xD Zamiast króliczego mięsa mamy królicze żelki.

      Usuń
    2. Te ich wypukłe białka oczu pewnie mają przypominać, czemu nie je się mięsa. xD

      Usuń
    3. Czoko, ja mam właśnie taką agresywną wegankę za koleżankę. Jak się zbulwersowałam że jedna z dziewczyn na roku przyszła w futrzanej kurtce, to ona zrobiła mi wykład że jestem hipokrytką i jeśli nie jestem 100% wege to nie mam prawa krytykować innych ludzi. Nie ma "jestem trochę wege", "ograniczam mięso" etc. Albo jesteś w pełni weganką albo nie jesteś nią w ogóle. Stwierdziłam że propozycje stopniowego ograniczania mięsa chyba jednak lepiej działają na ludzi niż "masz radykalnie zrezygnować z mięsa, nabiału i wszystkiego co pochodzi od zwierząt".

      Usuń
  10. Mam dokładnie ten sam problem niestety - bez mięsa (poza okazjonalnym kurczakiem którego niestety za bardzo lubię) da się obejść ale życie bez nabiału zdecydowanie odpada. Pilnuję żeby moje kosmetyki były nietestowane, nie noszę niczego co jest zrobione z prawdziwej skóry/futra, jestem przeciwko wykorzystywaniu zwierząt dla rozrywki lub dla wygody ludzi (jak ktoś chce zobaczyć Morskie Oko to ma iść z buta a nie zamówić sobie bryczkę! To nie jest nie wiadomo jak wyczerpująca trasa żeby nie móc przejść do schronisko i z powrotem!). Ale życie bez lodów śmietankowych, kakao, płatków z mlekiem i sera pleśniowego? Odpada. No tak się zwyczajnie nie da.

    A Katjes to chyba kiedyś w Polsce było? Pamiętam że parę lat temu był chyba szał na ich jogurtowe żelki - mnie średnio smakowały. Natomiast z coraz większym zainteresowaniem patrzę na żelki Jelly Belly, mają ciekawe smaki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W kwestii futer zaczynam przypominać radykalnych wegan. Nienawidzę futer i nienawidzę całego tego przemysłu. A jeśli chodzi o "rozrywki" typu cyrki to jestem w 100% za Biedroniem.
      Jelly Belly wersja Beab Boozled to chyba najciekawsze żelki jakie mogą być ;)

      Usuń
  11. A ja nie wyobrażam sobie życia bez twarogu i serka wiejskiego. Miodu już nie jadam, mleka nie pijam (nawet Mullerów), jajek się brzydzę (ale to już od dawna) i jem bardziej ''vegan'' niż ''vegetarian'' ;) Bardzo mnie ten fakt cieszy, bo na prawdę po przejściu na taką dietę czuję się o wieeeeele lepiej, a moja cera super się poprawiła (a mniałam z nią mega problem :/).

    Aha - te żelki nie są wegańskie jak coś ;) Choć nie zmienia faktu, że są pyszne i bez żelatyny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę, że wystarczyło u ciebie zmienić dietę by poprawić cerę. U mnie to chyba tylko Izotek by pomógł, ale jego skutki uboczne są na tyle silne, że wolę nie ryzykować.
      A, dzięki za zwrócenie uwagi.

      Usuń
  12. Zjadłabym takie żelki, a szczególnie porzeczkowe ucha c:

    Cieszę się, że dla mnie nabiał nie był żadnym problemem. A jadłam go w ogromnych ilościach! Może to dlatego, że czuję teraz psychiczny spokój jak nigdy :) I optymizm nawet większy niż wcześniej xD
    Nie trawię fanatycznych wegan krzyczących na wszystkich wokół, ale tym bardziej bolą mnie mięsożercy którzy nie próbują przyjąć do siebie żadnych argumentów, a wręcz wyśmiewają idee weganizmu. Doszłam do momentu, gdy przykro mi, że takie rzeczy mówią bliskie mi osoby, to boli bardziej niż mogłoby się wydawać :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fanatycy znajdą się w każdej grupie. Zarówno weganie jak i 100% mięsożercy mają w swojej grupie od groma debili, których największym problemem jest zawartość talerza innego człowieka. Może twoi znajomi z czasem zmienią nastawienie :)

      Usuń
    2. Niestety ja mam koleżankę fanatyczną - ograniczanie jedzenie produktów odzwierzęcych jej zdaniem nie ma sensu bo "nie ma to żadnego wpływu na producentów". Jedynym rozwiązaniem jest definitywne zrezygnowanie z mięsa, nabiału i miodu. I jeszcze nazwała mnie hipokrytką! Że niby udaję że mi tak zależy na losie planety i zwierząt bo czuję się wtedy "lepsza" od innych ludzi a gdyby mi faktycznie zależało to przestałabym jeść nabiał. "Aha. A ty się przypadkiem nie czujesz lepsza ode mnie jak robisz mi taki wykład?". Koniec dyskusji.

      Usuń
    3. Tacy ludzie potrafią nieźle zniechęcić do zmiany diety. Moim zdaniem nawet ograniczanie jest już pewnym krokiem. Tacy weganie robią zły PR całej grupie niemięsożerców

      Usuń
  13. Faktycznie jakoś mało wegańsko wyglądają te żelki.. xD Nie kupiłabym, bo żelek nie znoszę, chyba że takie mega kwaśne żelki węże, które były kiedyś w szkolnych sklepikach.
    W weganiźmie najbardziej przeszkadza mi cała ta otoczka ideologiczna, to że weganie w większości czują się nadludźmi i prowadzą swoją marchewkową krucjatę. No i może jestem potworem, ale jakoś średnio obchodzą mnie uczucia krowy, którą ktoś wydoił z mleka XD No i oczywiście weganie zazwyczaj uważają się za wielce tolerancyjne osoby, ale jakoś tolerowanie upodobań kulinarnych ludzi jedzących mięso przychodzi im z wielkim trudem. Mam znajomą wegankę, która rozpłakała się kiedyś widząc mnie z hamburgerem i przez jakiś czas nie chciała się do mnie odzywać xD
    Swoją drogą, wczoraj będąc w Pradze i siedząc sobie w parku na Małej Stranie widziałąm wegańską parę (swoje upodobania kulinarne wyrażali już samym wyglądem ;o), która przystanęła sobie przy jakimś krzaczku i przez chwilę skubałą z niego liście i je zjadała, wtf XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mega kwaśne, które wykrzywiały usta od samego patrzenia a nie :D
      To właśnie zniechęca wielu ludzi do wege. Takie patrzenie z góry, agresja słowna, atakowanie i " ja-mądry-ty-głupi" niektórych wegan sprawia, że zamiast rezygnować z mięsa człowiek chce zjeść krwawego kotleta. I jeszcze te oszołomy, co karmią swoje zwierzęta wegańską karmę...
      Biedny krzaczek :(

      Usuń
  14. Agar to roślinny zamiennik żelatyny.

    OdpowiedzUsuń
  15. za zelkami nie przepadam, ale te wygladaja calkiem ciekawie i może nawet bym się skusila ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wygląd to jednak dość mocna zachęta do kupna ;)

      Usuń
  16. Wyglądają uroczo, chociaż weganką nie jestem, takie żelki wcinałabym z rozkoszą ;)

    OdpowiedzUsuń

Włączyłam moderację komentarzy, dzięki temu nie powinno już być weryfikacji obrazkowej.