17.04.2016

Yan Yan Creamy Vanilla Flavoured Dip Biscuit Snack I Piratki ze Skawy



Piraci w Japonii

Nie potrafię się cieszyć tegoroczną wiosną. Nie dość, że ¾ czasu czuję się jakbym przy dłuższym zamknięciu oczu mogła zasnąć nawet na stojąco, to i również alergia dokucza znacznie bardziej niż w latach poprzednich. I nie tylko ja to zauważyłam. Osoby, które do tej pory nie miały kataru siennego nagle zaczynają kichać na potęgę a alergicy „z doświadczeniem” mają zwiększone dolegliwości. U mnie ataki zaczynały się w okresie sierpień-wrzesień i starczyło, że łykałam po tabletce co drugi dzień. Teraz bez codziennej dawki oczy mnie dosłownie swędzą, budzę się z katarem, w gardle mnie drapie i głowa mi za przeproszeniem napierdala. Nie wspominając o pokrzywce, która co jakiś czas wyskakuje mi na dłoniach i policzkach. Mam ochotę spakować manatki i na pewien czas przeprowadzić się gdzieś, gdzie nie pyliłoby to, co obecnie pyli. Hmm, jak teraz sprawa wygląda w Japonii?

Meiji  Yan Yan Creamy Vanilla Flavoured Dip Biscuit Snack. Kojarzycie Meiji? Już parę ich produktów recenzowałam. Te opakowanie wraz zawartością otrzymałam w ramach współpracy ze sklepem Scrummy, który nie skupił się tylko na asortymencie Amerykańsko-europejskim, ale wszedł również w cześć azjatycką. Właściwie mogłam to również napisać już przy dziwacznych KitKatach.  Ale zapomniałam. Tutaj sprawę mamy prostą: paluszki + krem waniliowy. Niby nic skomplikowanego, ale jak to wyjdzie  praktyce?  Aha, jeszcze jedno, przegródka na krem jest znacznie mniejsza niż się wydaje. Jest głęboka na jakieś 3 cm. Tak, też myślałam, że kremu nawalili do samego dna. 

Smak: sam paluszek jest bardzo chrupki. I od razy może lepiej to powiem, nazwy „paluszek” używam dla ułatwienia, bo jakotako paluszek to, to nie jest. To jest herbatnik w kształcie paluszka. Chociaż nie, wróć! Może nie tyle co herbatnik ile mieszanka herbatnika z krakersem, Ale, że co? – mógłby się ktoś zapytać. Paluszek  posiada krakersową tłustość i dziwny, kojarzący mi się z krakersami,  posmak kminku, którego notabene w składzie nie ma. Za to już słodycz jest typowo herbatnikowa, tak samo jak chrupkość. Ogólnie przyjemna przekąska ale ten kminkowy posmak mnie zdziwił. Nie, nie obrzydził, tylko zdziwił. 

Krem również jest dość dziwaczny. Bardzo gęsty, przypominający smarowidło do chleba. Pachnie waniliowo, to mogę przyznać. Smakuje na początku totalnie niczym, dopiero po sekundzie pojawia się nieprzesadzona słodycz, wymieszana z posmakiem mydlanej białej czekolady i … ananasem???  Wzrok w skład i szukam, szukam i jest! Nie, nie ananas, ale coś co mogło wpłynąć na smak kremu. Papaina – enzym otrzymywany z mleczka zielonych owoców i liści melonowca właściwego (papai). Czy to, to sprawiło, że miałam wrażenie, że czuję ananasa? Możliwe, ale nie mogę tego z całą pewnością stwierdzić.
Razem smakują dość przyjemnie. Bez szału, ale przyjemnie. Lekko słonawy herbatnik fajnie się uzupełniał ze słodyczą kremu, przez co nie czuło się za bardzo dziwnych posmaków. Czuło, ale nie przeważało w ogólnym odbiorze.  

Ocena: 7,5/10
Kaloryczność: porcja(opakowanie 50g)/252kcal, 100g/504kcal
Gdzie kupiłam: dostałam (Scrummy)
Cena: jak wyżej

Ale to nie wszystko!


Skawa, Piratki -  Draże kokosowe w polewie kokosowej. Każdy zna, a kto nie zna ten trąba. Chociaż przyznam, że opakowanie mnie na początku zmyliło, to nie to do czego byłam przyzwyczajona. Jednak informacja z tyłu opakowania wyraźnie mówi, że to draże produkowane przez firmę Skawa. Tylko, że dla Żabki. Czyli mamy znanego Korsarza, tylko złagodzonego na Piratki specjalnie dla Płaza. Jak dla mnie ani nazwa, a ni opakowanie się nie podoba, jest takie na siłę zdziecinniałe. A Korsarz to Korsarz, marzenie dziecka, które zamiast pysznych mleczno-kokosowych draży dostawało kamyki, czyli tanie orzeszki ziemnie w kolorowej, cukrowej skorupce. A teraz jak już się dzieckiem przestało by (przynajmniej teoretycznie) to i draże straciły jakoś urok. Jednak, żeby w końcu napisać recenzję czegoś co jest dostępne w większości sklepach musiałam coś wybrać, padło na to. 

Smak: kulki pachną niczym słodka polewa kakaowa, jak na razie na plus. Nie są one  identycznej wielkości, są mniejsze i większe i w dodatku nie idealnie „kulowe”, miejscami są wręcz kanciaste. Przy gryzieniu stawiają lekki opór. Polewa jest cienka, z resztą nic dziwnego.  Z tego co udało mi się obgryźć to z całą stanowczością i autorytetem (którego nie mam)mogę stwierdzić, że jest badziewna. Tłustawa w sposób wręcz wrzeszczący  „margaryna!”, plastikowa  i powiedzmy kakaowa, tylko w stylu wyrobu czekoladapodobnego. Znaczy jakby ktoś dostał  zadanie odtworzenie smaku kakao bez użycia samego kakao. Czyli cienkość tej warstwy jest zaletą, bo w większej ilości byłoby to niezjadliwe.

Jeżeli chodzi o polewę to zdecydowanie jestem na nie. Pod tym kryje się  twardsza warstwa powłoki cukrowej? Waflowej? Sama nie wiem.  Słodka i chrupiąca w zębach, nic nadzwyczajnego. A teraz najważniejsze: środek kuli, samo jądro korsarza, piratka, kuli. Tu przynajmniej się nieco postarali i dali tego kokosowego aromatu, tak że smakuje nie tylko bardzo mlecznie, ale i również kokosowo. Przyjemnie rozpada się  pod naporem zębów, poczym powoli się roztapia. Nie jest to jednak smak Raffaello. To jest nieco inny mleczno-kokosowy smak. Troszkę chemiczny. 


Nie będę się rozpisywać. Całość jest już bardzo przesłodzona. Po kilku kulkach miałam już dość, bo czułam głównie słodycz, a dopiero mleczny kokos. Rozumiem czemu mi to tak smakowało jak byłam mała, ale teraz czar minął.
Ocena:6/10
Kaloryczność: 100g/466kcal, opakowanie(70g)/326
Gdzie kupiłam: Żabka
Cena: 1,19zł

Co jakiś czas będę musiała robić takie podwójne recenzje.
Pa

38 komentarzy:

  1. A wiesz,że ja też potwierdzam-mam silniejszą alergię. Non stop mi cieknie z nosa, kaszlę na potęgę i okropnie boli mnie głowa. Biorę tony leków i nic. Nie wiem co tak pyli,ale to straszne jest.
    Kiedyś nałogowo jadłam te Piratki dla nadzienia, ale to w szkolnych czasach się kupowało:)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Według kalendarza pylenia to teraz brzoza ma swój czas. Ach te brzozy ... ;)
      W końcu to nadzienie jest najlepsze :D

      Usuń
  2. Hej.cos z kalorycznoscia tego cuda źle podalas.... :) chyba cos podobnego (chyba )jest w polsce nie ?stoi w lodowlach...czekaj kiri ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, jedną cyferkę zgubiłam, dziękuje za zwrócenie uwagi :)
      Kiri jest dość podobne, ale chyba krem jest inny, mniej słodki z tego co wiem.

      Usuń
  3. Wow,dwie recenzje za jednym razem! :D
    Te paluski przypominają mi trochę japońską wersję,nutelli&go,,.Al ciekawy jest ten krem,skoro wyczułaś ananasa XD
    A Piratki/Korszarze też pamiętam!Ale muszę przyznać,żę mi nigdy nie smaowały ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypuszczam, że w Japonii mają też czekoladową wersję tego kremu :D
      Nie smakowały? Jako dziecko miałaś lepszy smak niż ja :D

      Usuń
  4. Te patyczki mnie nie kuszą ani trochę,ale na widok draży się uśmiechnęłam:) . Wspomnienie dzieciństwa kokosowe były nr 1 ,później te czekoladowe i kamyczki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kamyczki na samym końcu u mnie, ta cukrowa twarda skorupa nieźle mnie irytowała :D

      Usuń
  5. Na uporczywy katar sienny jedynym ratunkiem irygacja zatok. Już nawet leki nie działają :( pyli mocniej przez nasza coraz dziwniejszą pogodę, nie było praktycznie przedwiośnia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Irygacja zatok brzmi przerażająco oO Krótka i słaba zima, brak przedwiośnia i wiosna i lato będą kłopotliwe :(

      Usuń
  6. Ja tylko raz w życiu jednej wiosny miałam problem z pyłkami i to mi wystarczy. Straszliwa dolegliwość, tylko, że u mnie to było lata temu i znosiłam to kilkakrotnie gorzej, niż chyba byłoby teraz. Współczuję... A w Japonii... no, jak Ci tam wiśnie kwitnąć / pylić zaczną... xD

    Dobrze, że Scrummy się stara i tak sprowadza różne ciekawostki, bo od tych amerykańskich zlepków już niedobrze się robi.

    Meh, te paluszki zupełnie mi się nie podobają, a draże... pierwszy raz w życiu widzę to opakowanie! Jednak produkt kojarzę. Bardzo je lubiłam i, po Twoim opisie, potrafię wywnioskować dlaczego. Cieszę się, że dalej właściwie są po prostu w głównej mierze przesłodzone, bo ich draże śmietankowe po latach okazały się... wszystkim obrzydliwym, co można sobie wyobrazić, a nie tylko przesłodzonymi kulkami. Wrócić to ja do nich nie wrócę. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak jeszcze parę lat temu nie brałam leków to potrafiłam się w środku nocy budzić z powodu kataru. A jak jeszcze niektórzy mają reakcje astmatyczne to teraz pewnie koszmar przeżywają.
      Szczególnie, że jak ile w końcu można wybierać Hersheya, amerykańskie batony czy Resee's :D
      Aha, muszę zapamiętać by broń boże nie kupować śmietankowych draży. Nigdy. Wolę mieć dobre wspomnienia z nimi związane.

      Usuń
    2. Taa, zwłaszcza, jeśli KOMUŚ (czyt. mi) Reese's itp. przestały smakować. :(
      http://chwile-zaslodzenia.blogspot.com/2015/08/wadowice-skawa-draze-o-smaku.html - Twój komentarz: "będę musiała kupić i sama się przekonać" - hihi, od tamtej pory trzymam Cię za słowo! Chciałam poczytać, jak ktoś inny niż ja cierpi, no ale nie chcę Cię wspomnień jednak pozbawiać. :P

      Usuń
  7. Jako dziecko uwielbiałam draże - tylko teraz za cholerę nie mogę sobie przypomnieć które najbardziej - śmietankowe czy kokosowe. Są one jednak tak specyficzne w smaku, że na samą myśl czuje je niemalże w buzi. Nie można go absolutnie pomylić z niczym innym. To jeden z tych słodyczy, który jest tak obrzydliwy, że aż dobry. :D
    Te paluszki - fajne. Lubie sobie chrupacze smarować jakimiś kremami, humusami i pastami więc pewnie byłabym zadowolona.

    Co do pylenia, piona! Mam silną alergię na trawy i niedługo zacznie się mój koszmar. <3 Ach te łzawiące oczy, duszności i opuchnięte, bolące gardło. Jeszcze woda z nosa i cudowna wiosna jak się patrzy. :d

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obrzydliwie słodki, mleczny z posmakiem śmietanki czy kokosa = mało które dziecko nie lubiło tego smaku :D
      I codzienne zastanawianie się czy to alergia czy zaczyna się przeziębienie :D

      Usuń
  8. Dobrze, że nigdy nie jadłam kokosowych draży, bo pewnie także zapamiętałabym je bardzo dobrze (zresztą jak Rafaello, które już mi nie smakuje) i potem był by gorzki zawód :P Jak z większością przysmaków z dzieciństwa, ech. Paluszki wyglądają na takie 'nitonisio' - bo co to, przekąska, deser, co xD - ale podobają mi się, spróbowałabym.
    Na szczęście nie znam bólu jaki niesie za sobą alergia, ale obecnie też dostaję trochę pie*dolca bo nie ma to jak być obłożnie chorym w tak ciepły i piękny czas, na który tyle się czekało :')

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście podeszłam do tych draży bardziej jako do ciekawostki niż do cuda spożywczego z dzieciństwa. Wolę nie myśleć co bym czuła jakby nagle Raffaello przestało mi smakować.
      Zdrowia życzę :)

      Usuń
    2. czoko, wyobraź sobie jak ja się czułam, gdy poczęstowałam się Rafaello (kojarząc je z minionych lat i nawet pamiętając fakt wystawienia 10/10 na blogu) i... pokonała mnie margaryna i cukier. :( Już mniejsza o sam fakt, że przestało smakować, ale jeszcze ta świadomość, że ocena na blogu taka nieadekwatna!

      Zofija, też zdrowia życzę!

      Usuń
    3. Wiesz, przypuszczam, że jakbym wróciła teraz do części słodyczy z wysoką oceną (m.in. Milka) to bym musiała dużo ocen pozmieniać xD

      Usuń
  9. Jak ja się cieszę, że nie mam żadnych alergii <3 Cierpię na tyle chorób, ale w tej jednej rzeczy los mnie oszczędził.

    Yan Yany wyglądają tak obleśnie - ten krem, jak zastygły smalec, fuuuj - że nawet nie chciałabym spróbować. Za to draże, które dzisiejsze starcie przegrały, ze względu na dzieciństwo przygarnęłabym z otwartymi ramionami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przynajmniej tyle ;D
      Wysłałabym ci pocztą ale niestety już oddałam niezjedzoną resztę xD

      Usuń
    2. Też mi się ten krem skojarzył ze smalcem :D A draże to jeden ze smaków dzieciństwa ;)

      Też się cieszę, że nie mam alergii, mimo innych chorób - i dla mnie pod tym względem los był łaskawy, nie licząc niewielkich reakcji na niektóre kosmetyki. A Tobie współczuję :/

      Usuń
    3. O dziwo na kosmetyki to rzadko mam reakcję alergiczną. Tylko na parafinę muszę uważać :D

      Usuń
  10. Teraz wszyscy tak reagują na alergie, bo nie da się ukryć mamy osłabione organizmy. Czytałam gdzieś o tym, że żywność jest teraz tak wyzbyta witamin i składników odżywczych, że dostarczamy sobie tylko połowę tego, co powinniśmy. Druga sprawa jest taka, że zmienił nam się totalnie tryb życia i totalnie nie zwracamy uwagi na to ile kosztuje nas to wszystko stresu :/ Moja mam co prawda jeszcze nie ma alergii (dopiero gdy trawy zaczną pylić) ale już chodzi senna, a to początki objawów.

    Co do paluszków, nie kuszą mnie już takie wynalazki po zawodzie na Nutella&Go! Niby fajne, ale jednak nudne. Ostatnio Korsarza jadłam chyba z 8 lat temu i nigdy już do nich nie wrócę. Nie chcę aby mój ''czar'' prysł jak u Ciebie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Natrafiłam jeszcze na informacje, że zanieczyszczone powietrze "dokłada" do alergii. Nie tylko naturalne alergeny robią się agresywniejsze, ale również tworzą się nowe, chemiczne :(
      Nie jedz, nie warto psuć sobie humoru takimi kulkami ;)

      Usuń
  11. Te paluszki z kremem są dla nas tak dziwne, że aż interesujące :P Co prawda pewnie po jednym paluszku zaspokoiłybyśmy swoją ciekawość a resztę oddały ale i tak z chęcią byśmy spróbowały :)
    Tych drażetek już wieki nie jadłyśmy i jak większość ludzi byłyśmy w nich zakochane :) Ciekawe jak teraz byśmy je odebrały, choć mleczne też nam bardzo smakowały :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ile rzeczy chciałoby się w ten sposób wypróbować :D Chyba większość "ryzykownych" czekolada :D
      Mam przeczucie, że lekko byście je zjechały, bo jednak już tak dobrze nie smakują, jak kiedyś się wydawało.

      Usuń
  12. Bleh, nie cierpię tych draży. Chyba nigdy mi nie smakowały. Ale jeszcze bardziej nie cierpię pianek marshmallow.

    Ja na alergię sezonową (trawa i pyłki) przechodziłam odczulanie - efekty są bo alergia mi się chyba zmniejszyła ale nie jest to przyjemny zabieg. Najpierw musisz przejść przez normalne testy skórne (co samo w sobie fajne nie jest) a potem dostajesz przez określony czas zastrzyki co tydzień >< No i musisz mieć trochę czasu wolnego w dniu w którym bierzesz zastrzyki bo musisz po zastrzyku zostać 30-45 minut na terenie przychodni, tak na wszelki wypadek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, że raczej byś nie pokochała przysmaku s'mores xD
      Testy skórne miała moja mama, pamiętam widok jej pleców, szczególnie, że wyszło, że jest na wszystko uczulona xD

      Usuń
  13. Po pierwsze: współczuję Ci pogody i zapylenia. Sam wiem jak reaguję na pokój z masa kurzu i kocią sierścią, także potrafię sobue wyobrazić taki stan od rana do wieczora :/

    Po drugie (choć powinno być trzecie): od kamyczków - won! Kto nie lubi, ten trąba. Kurde blaszka. Czasem je nawet kupuję by wrócić do tamtych lat. Czerwono-zielone opakowanie z przesłodzonymi przez chemikalia orzeszkami. Nie może być lepiej! ;)

    Po trzecie (choć w kolejności drugie): ciekawe czy ten biały krem jest u nich dostępny osobno. Tzn. czy to jakaś masa typu masa, czy jest to jakiś krem Nutello-podobny i dobrze znany. Aha - mydło nie mydło, biała czekolada zawsze spoko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przynajmniej nie mam uczulenia na własnego kota :D zawsze to coś
      Nie tyle, że nie lubiłam, ale jak dla mnie były nudne. Cukier i orzeszki i wszystko to twarde, żadnej radochy dla małej czoko ;)
      Strzelam, że masa typu masa xD

      Usuń
  14. Naprawdę, nie mógłby ktoś już opatentować testów alergicznych bez nacinania skóry? Jak dla mnie to jest najgorsza część >< Zwłaszcza jak masz "standardowe" testy czyli na wszystko ><

    OdpowiedzUsuń
  15. Takie sprzedawane paluszki z jakimiś kremami u boku, słodkimi czy też słonymi w ogóle mnie nie ciągną. No, raz się skusiłam na wytrawną wersję z hummusem, ale takich jak tutaj bym pewnie nie kupiła sama. A draże ..smak dzieciństwa! Kakaowe były moimi ulubionymi, a mlecznych bardzo nie lubiłam. Hah, a teraz mi się wydają takim zlepkiem cukru i mimo, że powspominać lubię, to nie kupuję :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I lepiej nie kupuj, nie ma co psuć wspomnienia :D

      Usuń
    2. Właśnie tak też zrobię, będę tylko wspominać patrząc na nie na sklepowych półkach :D

      Usuń
  16. Wolę nie odczarowywać magii tych draży, nie sięgnę po nie za nic :d

    OdpowiedzUsuń
  17. Witaj Kochana, mam taka sprawę, pracuje z dziecmi niepelnosprawnymi.i szukam ciekawych pojemniczków w ktorych mogłabym chowac ziarenka karmy dla psów [ taka manulane ćwiczenie), że sporo słodyczy i innych rzeczy kupujesz to może zostawila bys dola mnie jakieś ciekawe pojemniczki ? opakowania? np juz mqam po jajka kinderkach [ te malutkie] ale jakies duze by sie przydały, no i każde inne, odkręcane, zamykane ...no wiesz:D wszelkie! bedziesz o mnie i o chorych dzieciach pamiętać? odwdzięcze się napewno!

    OdpowiedzUsuń

Włączyłam moderację komentarzy, dzięki temu nie powinno już być weryfikacji obrazkowej.