10.04.2016

Lindt Milk Carrot Cake




Czy marchewka to pomarańcza?

W życiu każdego człowieka w końcu nadejdzie moment w którym się ostatecznie stwierdzi, że nie można całego życia przeżyć na kanapkach, a i matka nie będzie do końca życia podstawiała każdy posiłek pod ryj. Wcześniej czy później większość ludzi nabywa zdolności zrobienia chociażby kilku potraw składających się z czegoś więcej niż chleba, sera i ketchupu. W końcu nawet pierwsza jajecznica, zrobiona w wieku 7 lat, smakuje sukcesem! I przypaloną cebulą, ale sukces jest w tym zdecydowanie wyczuwalny.  A co z ciastami, ciastkami i deserami? Tutaj nie każdy odczuwa potrzeba zdobycia tajemnej wiedzy ubijania białka w idealny sposób. I nie musi, w końcu są cukiernie. Ale ja swoje pierwsze ciasto pamiętam doskonale – Ciasto na nów - z książki „Magia, wróżby, zaklęcia, amulety”. I przysięgam, jeżeli zaczniecie się śmiać to rzucę na was klątwę. Poza tym to było bardzo dobre ciasto. Mimo, że żadnych magicznych właściwości nie miało. Jak już zaczęłam, to nie mogłam poprzestać tylko na jednym wypieku. Zaczęłam szukać przepisów i piec: babki, biszkopty, ciasta czekoladowe i owocowe, kruche i półkruche, z bezą , kruszonką, orzechami czy przyprawami korzennymi. I w końcu trafiłam na ciasto marchewkowe. Ciasto zrobiłam, posmakowałam i pokochałam. I jest to ciasto do którego co jakiś czas wracam. Dzisiaj znowu wróciłam, tym razem jednak to ma nieco inną postać.


Lindt Milk Carrot Cake, czyli czekolada mleczna z nadzieniem o smaku ciasta marchewkowego. Wspominałam już wam o wymiance słodyczowej z Nesją i o „przygodzie” z Pocztą Polską. Ta czekolada jest jednym z kilku produktów, które ja otrzymałam. I jak tylko ją zobaczyłam to wiedziałam, byłam pewna, że będzie pierwszą otwartą. Wprawdzie obawiałam się nieco zbyt mocnego marchwiowego smaku, ale skoro moje ciasto marchewkowe nie smakuje jak marchewka, to żyłam nadzieją, że w tym wypadku będzie tak samo. Recenzja Kimiko mnie uspokoiła w tym zakresie. 

Smak: wiecie, podoba mi się ta kapsułkowa tabliczka. Dzięki temu mogę z łatwością mogę oddzielnie posmakować czekoladę, a oddzielnie nadzienie, bez bawienia się nożem. Już po rozerwaniu sreberka (rany boskie, jak ja nie lubię zgrzanych razem sreberek) dało się poczuć aromat słodko-kakaowej mleczności z nutą jakby migdałów. Mogłam tylko pokiwać z aprobatą głową i zabrać się do jedzenia.

Czekolada, jak już wiecie,  jest mleczna, ale w ten specyficzny Lindtowski pyszny i głęboki sposób. Gładko się rozpuszcza zalewając usta posmakiem śmietanki, wanilii i nutką kakao z pewną maślanością. Maślanością, która chociaż wyczuwalna, nie daje wrażenie jakbym żuła słodką kostkę masła, czy też, nie daj Thorze, margaryny. Słodycz, chociaż dość mocna, nie przekracza granicy przesłodzenia, balansując ostrożnie na cienkiej linie. A weźcie jeszcze pod uwagę, że moja tolerancja cukru ostatnio bardzo spadła. I tak porównując tą czekoladę do tej użytej w Lindorach to mogę stwierdzić, że różnicę zdecydowanie czuć. To jest ten Lindt, ten smak w którym kiedyś się tak zakochałam.

Nadzienie na pierwszy rzut oka wygląda jak pomarańczowy mus i takowo pachnie. Kimiko porównała jego konsystencję do bardzo wilgotnego marcepana i musze się z nią w tym zgodzić. Jest taki grudkowaty, zbity ale jednocześnie mokry. Zdecydowanie pasuje do tej czekolady. Nie wiem czy to nie mój mózg mnie oszukuje, ale w smaku czułam coś na kształt cytrusów, pomarańczy wręcz. Jest w tym pewna kwaskowatość, która świetnie uzupełniała słodycz nadzienia.  Ale oprócz tego pojawia się smak, który po chwili zidentyfikowałam jako migdały. Trochę trąciły marcepanem, ale to tylko ułamek smaku, który zamiast mnie obrzydzić zachwycił, bo idealnie pasował do całości. Marchewkowy posmak przewija się gdzieś tam daleko, nie jest nachalny, daje wręcz wrażenie, że zamiast marchewki mamy do czynienia z nieznanym owocem daleko spokrewnionym z przysmakiem królika Bugsa.

Rozpoczęłam tą czekoladę w czwartek.  W piątek rano o świcie zostały tylko 3 kapsułki. O godzinie 9 nie było już ani jednej. Jako, że zazwyczaj tabliczki takiej wielkości mogę nawet jeść trzy dni to chyba świadczy o tym jak bardzo zachwycił mnie smak tego Lindta. Było pysznie! Nie mogę tego określić w inny sposób. Czekolada była bosko-mleczna, to  lindtowski ideał, nieprzesłodzony i nie za tłusty. A nadzienie było takie inne od do tej pory jedzonych, że cała moja samokontrola poszła w pizdu. Mogę jedynie szlochać ze smutku, że ta tabliczka nie jest dostępna w powszechnej sprzedaży w Polsce.
Ocena: 10/10
Kaloryczność: 100g/519kcal
Gdzie kupiłam: dostałam
Cena: jak wyżej

Jeśli ktoś jest ciekawy z jakiego przepisu robię ciasto to podałam go we wstępie, polecam.
PS znowu kombinuje jak ustalić kolejność słodyczy do recenzji.

36 komentarzy:

  1. O jejku,chyba bym ją pokochała:)

    OdpowiedzUsuń
  2. AAAA!Ja chcę!Dlaczego musiałaś zjeść całą?! Przecież już do ciebie jechałam,żeby spróbować !XD
    A tak serio,to narobiłyście mi z Kimiko poprostu niezłego smaka :P A kysz,siło nieczysta! XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zdążyłabyś dojechać ;)
      Przepraszam xD

      Usuń
  3. charlottemadness10.04.2016, 07:07

    Jak na ostatnie wybryki Lindta ta tabliczka wychodzi zaskakująco dobrze.Na pewno gdybym ją zobaczyła w polskich sklepach,to by wylądowała w moim koszyku,jednakże wątpię,ze zobaczę ją kiedyś u nas na horyzoncie :>.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też w to niestety wątpię, szkoda :(

      Usuń
  4. Czoko kusisz od rana:) . Ja ciasto marchewkowe pokochałam ze 2 lata temu na równi z sernikiem. Czekoladę tą chcę w Polsce!!!! . Znowu można się tylko oblizać smakiem:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba chyba jakąś petycje do Lindta napisać, że chcemy tą czekoladę w Polsce ;)

      Usuń
  5. Zazdrość mnie zżera, że miałaś taką piękną tabliczkę!
    Ja zbyt czepialska jestem, bym mogła 10/10 wystawić, ale w sumie... zgadzam się z każdym słowem recenzji. Wg mnie było w niej za mało ciasta marchewkowego, elementów charakterystycznego dla niego (marchewki, korzennych przypraw), ale, co, jeśli powiem, że i tak długo otwarta u Ciebie leżała? :P Jak otworzyłam około godziny 15-tej, to gdzieś o 17-tej gapiłam się na zgniecione sreberko. :>

    Kolejność? Na najbliższą dawaj najekstremalniejsze, co masz! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ważny wygląd, ważne,że dobrze smakowała :D
      Włąsnie zabrakło mi w tym nieco przypraw, ale ja jako miłośniczka korzennych smaków do swoich wypieków sypię wszystkiego niemal do przesady ;D O, czyli z moją samokontrolą nie jest jeszcze tak źle xD
      Właściwie to nie mam niczego co można by opisać jako ekstremalny wyrób.

      Usuń
  6. Nie pamiętam za bardzo jak smakuje ciasto marchewkowe, jadłam je ze 2-3 razy w życiu, ale wiem że to jedno z najlepszych ciast jakie istnieje. Tak, stwierdzam to mimo braku wspomnień xD I barrdzo bym spróbowała tej czekolady, co prawda mało w niej chyba marchewki, ale mnie kupuje w 100% samo opakowanie :P
    Już wiem co zrobię. Po 1) muszę kupić zwykłego, mlecznego Lindt'a i wreszcie posmakować go samego, 2) muszę upiec ciasto marchewkowe. To prawie jakbym jadła tą tabliczkę xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nie pamiętasz jak konkretnie te ciasto smakowało, ale zapewne pamiętasz jak bardzo ci smakowało xD
      Prawie, prawie :D Ale może nawet lepsze by wyszło

      Usuń
    2. Patrząc na kształt kostek mam wrażenie,że sama czekolada jest taka sama jak w tabliczkach alkoholowych (whisky,williams brandy, itd )czyli najlepsza jaką Lindt robi(zwykła mleczna już tak mi nie smakuje),więc nie dziwię się,że tak szybko zniknęła :-))) ala

      Usuń
  7. Kocham ciasto marchewkowe i choć ciasto z marchewki podobno jak czekolada o smaku jej brzmi obrzydliwie to jestem pewna, że jest to cudowne, zresztą widząc ocenę pewnie się nie mylę. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam jak bardzo byłam zdziwiona, gdy dowiedziałam się o istnieniu ciasta marchewkowego.Byłam przekonana, ze będzie niedobre :D Widać jak się myliłam

      Usuń
  8. Mimo tak pozytywnej recenzji, czekolada nie zachęca mnie jakoś szczególnie, choć fajne jest w niej to, że nadzienie da się zjeść oddzielnie :D Czekolady z nadzieniami nigdy nie były moimi ulubionymi i jak już jem to wolę wnętrze w nutach czekoladowych/orzechowych/ karmelowych i pokrewnych, a owoce i warzywa to wolę jeść luzem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat ta czekolada jest jedną z nielicznych z owocowym nadzieniem, która mi posmakowała. Zazwyczaj unikam takiego dodatku :)

      Usuń
  9. Już po recenzji Kimiko wiedziałam, że chciałabym spróbować. Nie, nawet wcześniej - po Twoim zdjęciu na Insta. Teraz się tylko utwierdziłam.

    Ja zaczynałam kombinować w kuchni od ciast :D Jajecznicę zrobiłam bardzo późno, a i ciasto marchewkowe pierwszy raz jadłam na studiach, w domu rodzinnym ówczesnego chłopaka, bo moja mama nigdy nie robiła. Ale to było dobre!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie unicorna by nie było, ale wysoka ocena pewnie i u ciebie by padła :D
      Ja marchewkowe ciasto zrobiłam jak byłam chyba na pierwszym roku :D Też późno

      Usuń
  10. Pomimo swoich pokaźnych zbiorów i tak Wam zazdroszczę tej czekolady... Sentymentu do Lindta łatwo się nie pozbędę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja już pominę milczeniem jak bardzo tobie zazdroszczę zapasów ;)

      Usuń
    2. A już planuję kolejne zakupy, bo będę w Łodzi za dwa tygodnie, hihi :D

      Usuń
  11. bardzo sie ciesze, ze czekolada Ci smakowala:) moze jeszcze kiedys wypatrze jakies nietypowe smaki, ktore niekoniecznie beda dostepne w Polsce:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie ten Lindt ci się udał :D

      Usuń
  12. Już Kimiko zachwyciła nas tą czekoladą:D Oj jak nam się marzy taki słodki prezent, zwłaszcza, że ciacho marchewkowe kiedyś robiłyśmy bez przerwy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, że dopisujecie się do apelu do Lindta o sprowadzenie tej tabliczki do Polski :D

      Usuń
  13. Marchewka w czekoladzie, to brzmi ciekawie... Jednak gdyby nie twoja recenzja i idealna ocena, to chyba bym się nie skusiła :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakbym nie wiedziała jak smakuje ciasto marchewkowe tez bym była bardzo ostrożna co do tej czekolady :)

      Usuń
  14. Ja się nie mogę doczekać kiedy moja siostra osiągnie choć trochę umiejętności w kuchni. Stara ma już 12 lat, a nie umie ukroić chleba krajalnicą - serio XD Ja zaczęłam pichcić w kuchni jak miałam z 6-7 lat, a piec ciasta już w wieku 10 ;) Kocham to i zdecydowanie zawdzięczam tą miłośc do gotowania tacie i babci :) Co do czekolady - OJESUSMARIA CHCĘ *O* Zdecydowanie moje smaki, bo ciasto marchewkowe UBÓSTWIAM!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio? Dla mnie krajalnica była wybawieniem od nieporadnego krojenia nożem :D Ja kocham piec, bo rzadko kiedy ktoś inny to zrobi xD to była konieczność, jeżeli chciałam jeść ciasta :D

      Usuń
    2. Serio, serio, ta sierota nic nie umie :D Kanapki do tej pory robie jej ja, albo mama.

      Hah, u mnie mam omija kuchnię szerokim łukiem więc musiałam się od babci nauczyć piec!

      Usuń
  15. Gotowanie jest fajne. Wrzucenie pokrojonego mięsa na patelnie, zalanie go jakimś sosem (obojętnie czy zrobionym własnoręcznie czy kupnym) do trudnych rzeczy nie należy. Wypieki to już wyższa półka. Chciałbym naumieć się piec. Tworzenie ciasta jest czymś hmmm erotycznym w pewien sposób. Wkłada się w to o wiele więcej serca (i rozumu też) niż w w kotleta.

    Ciasto marchewkowe gdy jest świeże, jeszcze w piekarniku, pachnie... heh. Zajebiście. Do dziś pamiętam aromat dopiekajacego się "biszkoptu" u sąsiadów.

    Czekolada, jeśli to powiązanie powyższego z TĄ mlczenością Lindt, jestem kupiony. 10/10 nie dam jedynie przez marcepanowe porównanie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Robienie ciasta jest fajne o ile ma się już przygotowane składniki :D Nienawidzę siekać orzechów, po prostu nienawidzę. W ogóle najlepszy aromat w domu to ten pochodzący z piekącego się ciasta.

      Usuń
  16. Ja swojego pierwszego ciasta nie pamiętam, ale pierwsze marchewkowe - owszem! Idealne, wilgotne, piernikowe, wyrośnięte, puszyste. Do tej pory lubię do niego wracać i uwielbiam. I tę czekoladę bym z pewnością chwyciła chociażby idąc tropem samej nazwy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy kto zrobi lub zje idealne ciasto marchewkowe zakocha się w tym smaku :)

      Usuń

Włączyłam moderację komentarzy, dzięki temu nie powinno już być weryfikacji obrazkowej.