24.04.2016

Lindt Champs – Elysees, praliny



Biedne Pola Elizejskie

Niektórzy na wiadomość, że wstaje nieco przed 5 rano robią duże oczy i stwierdzają, że pewnie bardzo wcześnie chodzę spać. Bardzo wcześnie – w znaczeniu o 21, w końcu musze się jakoś wyspać. I nie powiem, czasami jestem tak zmęczona, że rzeczywiście kładę się do łóżka przed 22, ale nie jest to norma. Normą dla mnie jest kładzenie głowy na poduszkę o 22:30, plus-minus parę minut. Ile to godzin snu? Mniej niż 7. Czy to starczy? W zależności od pogody, ciśnienia i mojego cyklu hormonalnego  - czasami starczy. A czasami w południe Morfeusz się zjawia i ględzi mi do ucha, obsypując mnie przy tym piaskiem. Skurczybyk. Dzisiaj jest taki dzień i dlatego nie wiem do czego właściwie zmierzałam zaczynając ten wpis, więc litościwie dla samej siebie przejdę do produktu.

Lindt Champs – Elysees, asortyment 21 nadziewanych pralin czekoladowych. To przynajmniej zrozumiałam z przydługiego napisu na opakowaniu. I chociaż jest to jeden z ostatnich produktów francuskiej paczki od Aishy to jestem pewna, że takie fancy pudełko można także kupić w Polsce.  Chyba tylko w święta ale można. Również jestem pewna tego, że jest to  bombonierka koszmarnie droga i sama z siebie bym jej nie kupiła. 

Tak jak na początku twierdziłam w pudełku jest 21 pralin, po 3 z siedmiu różnych smaków.  Byłam na tyle miła, że większością podzieliłam się z rodziną. A może nie tak miłą biorąc pod uwagę … STOP, bez spoilerów!  Swoją drogą opakowanie jest piękne. Pola elizejskie w zimowym klimacie, co wyraźnie wskazuje, że jest to bombonierka przeznaczona do zjedzenia na Boże Narodzenie. Na co ja mogę tylko stwierdzić – Ojtam ojtam.
Rocher Lait Noisettes: nazwa od razu kieruje skojarzenia w stronę klasyki Ferrero. Tylko od razu widać, że Lindt jest bardziej pękatym i niezgrabnym kuzynek F. Rocher. Ale w końcu nie liczy się wygląd ale środek, co nie? Ten Rocher jest bardzo kruchy ale jednocześnie twardy - niezbyt przyjazne połączenie dla niedawno odkurzane dywanu. W powłoce czekoladowej jest zatopionych od groma malutkich kawałków orzechów, które wspomagają wzrastający okruszkowy sajgon. Wiecie jaka jest główna zaleta smaku tej czekolady? Można ją szybko podsumować! Tylko dwoma słowami:  o fuj. Smakuje staro, jakby przeleżała w kredensie kilka lat. Taką stęchlizną. Ale żeby nie było, nie jest to jedyny smak czekolady.

Jest również mleczna i odpowiednio słodka, ale nie ma tego głębokiego posmaku zwykłej mlecznej czekolady Lindta. Jest płaska niczym polska Milka, aczkolwiek nie tak słodka i plastikowa. Nadzienie jest zbite i jest nieco lepsze od czekolady. Nieco. Początkowo miałam wrażenie, że ugryzłam kawałek słodkiej margaryny, lecz po chwili w ustach rozlał się smak kakao wymieszanego z orzechami laskowymi. Tu również słodycz była na normalnym poziomie, aczkolwiek nie zabrakło tego posmaku stęchlizny. Nie jest to Rocher, to jest coś gorszego, aczkolwiek jeszcze zjadliwe. Ocena:  5/10

Cafe Noir: piękna nazwa. Od razu pomyślałam o ciemnej zadymionej kawiarni mieszczącej się w bocznej ulicy Paryża. Ciemna intensywna czekolada i równie ciemna kawa, nie znająca ani litości, ani nabiału. Moja wyobraźnia zdecydowanie pogalopowała ścieżką huraoptymizmu. Czekolada topi się błyskawicznie w palcach, a tak tego dnia gorąco nie było. Z założenia jest ciemna i nawet jestem skłonna się z tym zgodzić. Ciemna w znaczeniu „nie ma tu mleka, ale z kakao również nie zaszaleliśmy”.  Typowa słodka deserówka z megadelikatną kakaową goryczą i dość mocną słodyczą. Nawet słodsza od Excellence. Maślana jak diabli, przypomina pod tym względem Lindorki, tylko smaczniejsze. Ale i tak szału nie ma.

Nadzienie kawowe jest jeszcze bardziej miękkie i słabo kawowe. Zaraz, czy to serio kawa? Już sama czekolada bardziej kawowo smakowała. To jest bardziej mleczno –kakaowe niż kawowe. Paryska kawiarnia zanikła na rzecz taniego przydrożnego baru, gdzie zamiast kawy podadzą ci płyn zrobiony z cukru,  wody i proszku „Napój kawopodobny”. Bardzo złe nie było, ale kawy w tym prawie nie było. Ocena:  6/10 

Triomphe Blanc: wszelkie nasuwające się skojarzenia odepchnęłam, wykopałam i przegoniłam z wrzaskiem. Pozwolicie, że przejdę do konkretów. Czekolada gładko odchodzi od nadzienia. Nie jest tak tłusta jak poprzednia. Niestety również ma ten zatęchły, nieprzyjemny posmak, który psuje radość jedzenia. Po chwili nieśmiało do głosu dochodzi waniliowa śmietanka i charakterystyczna dla Lindta słodycz. Niestety nie powiem, że był to zadawalający poziom czekolady, nie tego oczekiwałam od tej marki. Ale może orzechowe nadzienie będzie lepsze. I owszem, jest lepsze, bo nie ma starego posmaku. Jednakże jest zbyt mało orzechowe, a zbyt bardzo słodkie abym mogła być z niego zadowolona.  W większej ilości może stać się wręcz mdłe. Ma się nawet wrażenie, że jest w tej masie coś margarynowatego. I nie powiem ogólnie jest zjadliwe, ale od tej marki oczekuje czegoś lepszego niż „zjadliwe”. Ocena:  5/10

W tym miejscu poddałam się i spożycie kolejnych pralin przeniosłam na kolejny dzień

 Lindor Lait: może zwykła mleczna czekolada z kakaowym nadzieniem mnie przynajmniej nie zawiedzie. No cóż, NIE. Mamy powtórkę z Rocher Lait Noisettes. Czekolada smakuje stęchlizną. Po prostu: stęchlizną. I staro. Sorry Lindt, ale WTF? Płaski niezadawalający smak, znaczna słodycz i tłustość. Rozczarowujące jak diabli. Nadzienie jest bardziej kremowe od czekolady i równocześnie bardziej zatęchle. Dobry boże, co ja jem? To Lindt??? Miękka, słodka margaryna z zatęchłym, zwietrzałym kakao. Nawet nie wiem co dalej pisać. Ręce opadają. Ocena: 2/10

Luna: z wielką niechęcią sięgnęłam po kolejną czekoladkę. I jeżeli to nie świadczy wystarczająco o dotychczasowym poziomie pralin to już nie wiem co może świadczyć. Z czym więc musiałam się zmierzyć?  Luna jest twarda. Mamy, białą czekoladę przeplątaną paskami ciemniejszej, mlecznej. Dalej jest coś, co na oko wygląda jak krem karmelowy albo orzechowy i warstwę chrupiącą, znaczy twardą. Znaczy skamieniałą. Czekolada na szczęście nie ma posmaku starości. Na nieszczęście w ogóle nie ma żadnego charakterystycznego posmaku. Jest słodka z pierwiastkiem mleczności, ale to tyle. Jest niczym cienka biała powłoka na tanich wafelkach typu Princessa. Żal.pl. 

Warstwa kolejna jest orzechowa. Orzechy laskowe się kłaniają i to mocno. W końcu jakiś charakterystyczny smak! Zdecydowanie nie da się tego pomylić z czymkolwiek innym. Szkoda tylko, że jest go tak mało. I szkoda, że nieco za bardzo sypnęli tu cukru. Kolejno mamy krem z chrupiącymi orzechami. Smak samego kremu jest daleko orzechowy. A właściwie to taki lukier o aromacie orzechowym. Stwardniały lukier, że tak dodam. Strzelam, że chrupkie kawałki to orzechy, ale ja czułam smak… zgniłych bananów. Dobry Panie zlituj się nad moją duszą. Ocena: 4/10

Kolejna przerwa na opatrzenie ran moich własnych kubków smakowych.

Pyramide Noir: po poprzednich pralinach jedyne skojarzenie jakie miałam to te z trupami. Zaczęłam spodziewać się czekoladowego odpowiednika mumii. Ponownie mamy ciemną czekoladę, która zgodnie z oczekiwaniami smakuje niczym zasuszona mumia. Nie żebym wiedziała jak smakuje mumia, ale przypuszczam, że całkiem podobnie do tego. Tak, tak, stęchlizna i staroć, jak niemiło was widzieć. Jednak ta czekolada różni się od Cafe Noir. Jest bardziej gorzko-kwaśna i zdecydowanie mniej słodka, ale i tak posiada pierwiastek margaryny w sobie. Nie byłaby jednak taka zła, gdyby nie ten obrzydliwy posmak starości  i zepsucia!. I również te nadzienie posiada kawałki, a raczej pył orzechowy. A może waflowy? Nie, jednak waflowy. Nie czuć tu smaku orzechów tylko wafla. Dobra, może być. Ogólnie to krem jest kakaowy i niezbyt słodki. Muszę przyznać, że  ze wszystkich nadzień to on mi najbardziej smakował. Naprawdę, to mogłoby być super smaczne, gdyby nie początkowy posmak. Ocena: 5/10


Meringue: po przekrojeniu zrozumiałam skąd pochodzi nazwa. W kremie zatopione są małe białe kropki, które na początku wydają się ryżowymi kulkami. Dopiero po sekundzie przypomniałam sobie, że meringue to po naszemu beza. Ale po kolei. Czekolada mleczna .. no cóż, jest nieco lepsza niż poprzednie, ale i ona zalatuje starością. I cukrem. Słodycz jest w tym nieco przesadzona. Jednak mam wrażenie, że zostało tu użyte znaczne większe ilości kakao niż w innych mlecznym. Smak jest nieco głębszy ale co z tego skoro wszystko psuje sami-wiecie-co (nie, nie Voldemort)Nadzienie jest zbite i po kolei da się w nim wyczuć słodycz, starość słodkie chrupkie coś, mleczność, coś na wzór kakao i starość.  Równie dobrze mogłabym jeść tekturę posypaną cukrem i szczyptą słodkiego kakao. Na to samo by wyszło. Ocena: 4/10


Otworzyłam pudełko z myślą, że oto czeka mnie boska przyjemność. Wygląd pralin obiecywał niebo. Obiecanki cacanki a głupiemu (czyt. czoko) radość. Zrąbałabym te pralliny nawet jakby były firmy „Słowomir i Spółka z Pęcina Krowiego”, kupione na targu w słoneczny dzień. A co dopiero mówić o Lindt! Po Lindtcie spodziewałam się przynajmniej średniego poziomu, Aisha wysyłając mi te czekolad zapewne spodziewała się, że będą bardzo smaczne. A tu Guciu. Lindt zawiódł i to ostro. Istnieje możliwość, że smak czekoladek zmienił się przez złe warunki przechowywania czy coś, ale przecież inne produkty smakowały całkiem dobrze. Tylko praliny, kosztujące w PiP 40zł, są do niczego. Zjadłam 7, reszta poszła do rodziny. Niech oni się z tym męczą.
Kaloryczność:100g/569kcal
Gdzie kupiłam: dostałam
Cena: jak wyżej

Do końca daty ważności również trochę czasu zostało, więc na to zwalić też nie można.
Pa

51 komentarzy:

  1. To w sumie dobrze,że nigdy takich nie widziałam i nie skusiło mnie piękne pudełko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tak, przez cenę, pewnie byś się dwa razy zastanowiła przed kupnem

      Usuń
  2. We wtorek mąż mi kupił ich pralinki tylko inną wersje . Byłam rozczarowana,że takie są proste w smaku jedynie kawowa mi kawowa smakowała i posiekane migdały w czekoladzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może smak zależy też od konkretnej wersji :)Dobrze, że tylko "proste" a nie "popsute" ;)

      Usuń
    2. No nie u mnie nie było czuć starości w smaku:)

      Usuń
  3. charlottemadness24.04.2016, 07:09

    Ostatnio praliny jadłam lata świetlne temu i nie specjalnie mnie do nich ciągnie.Może dlatego,że nigdy nie trafiłam na udane,pomimo wydatku większej sumy pieniędzy,na coś "niby z wyższej półki" Zawsze jakoś trącały mi starością i starą margaryną.
    No w tym przypadku Lindt pokazał całkiem,co potrafi.. :> Rodzince smakowały :P ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście lepiej kupić jedną dobrą czekoladę, zamiast pudełka marnych czekoladek. A rodzinki się nie pytałam, ale pudło nadal stoi, więc chyba słabo ;D

      Usuń
  4. Eeeeee,a myślałam,ze bedzie pyszne,bo to przeciez Lindt!A teraz widze,ze zjadłabym tylko te pierwsza orzechowa i biała

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem, że też liczyłam na wyższe oceny ;D Ta pierwsza zachęca nazwą i wyglądem, ale ze smakiem ... no cóż.

      Usuń
  5. Jeju jak coś tak pięknego może tak źle smakować? W głowie mi się to nie mieści! :D Ale z drugiej strony np. flaki wyglądają obrzydliwie, a ludzie wcinają aż im się uszy trzęsą. :D Najbardziej oczywiście mnie ciekawiły - białe. Mi pewnie czekolada by smakowała, bo lubię białą Lindta mimo że fakt - tłusta jak diabli, ale jest przyjemnie śmietankowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak łatwo człowiek daje się oszukać pierwszemu wrażeniu :D Tylko niestety te praliny nie miały tego śmietankowego smaku, były słabe i mało "lindtowe"

      Usuń
  6. Może były źle przechowywane? Ja ostatnio kupiłem bombonierkę Lindt Pralines Classic i te czekoladki były naprawdę wysokiej jakości. Smak, zapach, konsystencja - wszystko się zgadzało i było czuć tę cenę w nich. Nie było to mazidło jak od Wedla czy Wawelu, tylko pyszna, aromatyczna mleczna czekolada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może w sklepie były źle przechowywane, bo u mnie wszystkie słodycze leżą w jednym miejscu i żadne tak źle nie smakowały :(

      Usuń
    2. Też myślę, że się popsuły. Kiedyś trafiła mi się taka paczka mlecznych Lindorów, miały inny smak niż zwykle i były paskudne. Lindt tożzaden szał, ale czekolady robi jednak na pewnym poziomie, po prostu w sklepie, magazynie lub transporcie musiały przebywać za długo w wysokiej temperaturze.

      Usuń
    3. Też racja. ostatecznie Lindt jakąś renomę ma i raczej nie wypuściłby tak złego produktu.

      Usuń
    4. Zastanawiam się czy nie jest też tak, że słodycze lepszej jakości są bardziej podatne na zepsucie, bo mają mniej chemii? Czoko, może daj drugą szansę bombonierkom Lindt, chętnie przeczytam recenzję innego wariantu :) Ja tę moją kupiłem w Empiku na promocji za 20 zł, ale nie wiem czy to nie była jednorazowa akcja, bo w innym Empiku już ich nie było.

      Usuń
  7. Nie wiem czy by mi smakowały, czytając o stęchliźnie mam co do tego trochę wątpliwości, choć czekoladę Lindt bardzo lubię i wyglądają smacznie, ale jak wiadomo pozory mylą ;)

    A co do wstawania, to też często wstaję koło 5, ale kładę się spać ok. 24, nie mogę się wcześniej wyrobić niestety :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To moim zdaniem smakowało znacznie gorzej niż normalne czekolady Lindta, dlatego byłam tak zaskoczona.Szczególnie, że wygląd zachęcał do jedzenia.
      Uuu, współczuje takiej małej ilości snu.

      Usuń
  8. Z reguły fenomenem bombonierek jest to, że pralinki ładnie wyglądają, a w smaku są albo na jedno kopyto, albo plastikowe w smaku. Także wolę jedną dobrą czekoladę a nie pudełko ładnych i takich sobie. Kolorowe napoje gazowane też mają śliczne słodkie kolory a smakowo wartościową są... no cóż.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najgorsze są takie praliny z płynnym lub półpłynnym nadzieniem :/

      Usuń
  9. Też wstaję koło 5 i chodzę przez to wcześnie spać - mi zdarza się zasypiać już o 20 ;) A co do czekoladek - w mojej szuflsdzie czekają podobne. Ja do każdych mam słabość i tymi bym nie pogardziła. Ale mam lepsze wspomnienia niż Twoje odczucia przy tych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może trafiła ci się lepsza wersja :D

      Usuń
  10. Witam,
    nie jadłam tych pralinek ale Lindt gości u mnie bardzo często i w różnej postaci-jedna z najlepszych Marek słodyczy jakie kiedykolwiek jadłam-dlatego też staję w obronie! Dodam, że jem "oryginały" jako iż obecnie mieszkam w Szwajcarii. Uważam, że ocenianie zagranicznych słodyczy kupionych w Polsce nie jest zbyt adekwatne do rzeczywistości.. Mi nawet Nutella kupiona w Polsce nie smakuje.. Podsumowując mój komentarz-polecam oryginalne produkty :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama Lindta raczej lubię, więc obronę rozumiem. Ale te pudełko nie zostało kupione w Polsce, tylko we Francji ;)

      Usuń
    2. Haha, czyli że niby ten wyrób Lindta nie był oryginalny Anonimie?

      Też mi się wydaje, że ktoś w sklepie dał ciała.

      Usuń
    3. Co jak co, ale taki smak jest poniżej poziomu Lindta :)

      Usuń
  11. :-( "Król" jest coraz bardziej nagi,szkoda,myślałam,że będzie lepiej...
    Podobnie mam z czeskimi słodyczami,kupiłam sobie parę różnych rzeczy do spróbowania ,gdy byliśmy w Czechach i szału nie ma (jeszcze mam trzy czekolady) .ala
    PS.Też mam Coffee Toffee :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym wypadku to król przebiegł całe miasto bez odzieży drąc przy tym gardło ;D

      Usuń
  12. Aż żal to w ogóle komentować... Wkurzyłybyśmy się mega gdybyśmy wydały nasze studenckie pieniądze na takie tanie coś. Szkoda, że nawet jednej czekoladki nie możemy wybrać, której mimo wszystko chciałybyśmy spróbować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje się pieniądze z myślą, że to będzie coś "lepszego" a dostaje się coś mało smacznego, wielka szkoda.

      Usuń
  13. Zdaje mi się że widziałam ostatnio te czekoladki albo w Almie albo w Tesco. Nie wiem czy na pewno te, ale były w dużym niebieskim pudełku więc możliwe że te. I tak, są upiornie drogie. Kosztują coś ponad 50zł. Martwi mnie co innego: fakt że bombonierka francuska okazała się tak zła oznacza że Lindt posypał się na wszystkich frontach a nie tylko "Polska jako rynek kategorii C dostaje znacznie gorsze produkty niż Niemcy czy Wielka Brytania".

    Wstać przed piątą? O nie, nigdy w życiu. Ja mogłabym robić za śpiącą królewnę, 10 godzin snu u mnie to minimum ;) Kilka razy zdarzyło mi się spać 13 godzin ale wtedy to byłam ostro padnięta z różnych powodów. Na szczęście praca z domu pozwala mi spać do 10 ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawdopodobnie to te właśnie widziałaś :D Albo się posypał,albo rzeczywiście coś poszło nie tak podczas transportu.
      Nawet nie pamiętam kiedy ostatnio spałam do 10 xD Dłuższy sen oznacza u mnie ból głowy, więc wolę nie cierpieć.

      Usuń
  14. Zawsze wstaje 5.15 zaraz jak tylko tata wyjdzie do pracy. Mam 3 króliki wiec zanim je ogarnę, siebie i pokój, zjem śniadanie i wybiorę strój do pracy to czasu fo wyjścia mam na styk ...
    Ale ja lubię wstawać wcześniej robię to nawet w weekendy. Nie lubię marnować dnia. Rano jest tak cicho i przyjemnie. Za nim całe miasto wstanie można spokojnie cieszyć się porankiem
    Ptaki śpiewają szumia drzewa a ja siedzę i piję poranną kawę :D
    W sklepach z rana pustki i mniej psów na spacerze w parku. Żyć nie umierać. A wieczorem nudy i ciemno... o_O to też lepiej iść spać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, ten spokój, cisza i garstka osób na zewnątrz :)

      Usuń
  15. Witam:] Również kiedyś kupiłam bombonierkę Lindt która była okropna:[ Tyle, że była to Petit Desserts czy jakoś tak. Czekolada smakowała jak plastik:/ Coś okropnego!Wydaje mi się, że złe bombonierki Lindt to jakies podróby:] Ja swoją kupiłam w Kauflandzie, być może tańsze sklepy otrzymują jakieś tańsze zamienniki czy coś w tym stylu;] Pozdrawiam i czekam na kolejne recenzje:]
    Gwiazdeczka*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm, nie wiem czy Lindtowi opłacało by się robić tańsze gorsze zamienniki dla tańszych sklepów ;)

      Usuń
    2. Może i tak ale była tam czekoladka bodajże tiramisu, która odbiegala nieco wyglądem od czekoladki tiramisu która jadłam wcześniej w innej niemieckiej bombonierce Lindt:/dlatego uznałam że to jakaś podróbka.Coś w tym musi być:)Może Lindt nawet nie ma z tym nic wspólnego i nie wie,że ktoś robi podróbki jego czekoladek:)
      Gwiazdeczka*

      Usuń
  16. Co za zawód, a wyglądały tak pysznie :(

    OdpowiedzUsuń
  17. O nie, moja kotka ma na imię Luna... i takie paskudztwo nazywa się tak podobnie!

    W ogóle... WTF to chyba najlepsze podsumowanie. Ja rozumiem, że coraz więcej czekolad Lindt'owi się nie udaje. No dobra... ale śpiewanie takiej ceny (kiedyś gdzieś widziałam za ponad 50 zł) za coś tak paskudnego? W ogóle, na miejscu producenta wstydziłabym się zrobić tak smakujące praliny... ciekawe, czy on sam chciałby coś takiego dostać. Albo jeszcze lepiej: kupić.
    Eh i to uczucie, kiedy patrzę na Lindt'a i już nic nie czuję... a kiedyś tak kochałam ich wyroby.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Luna <3 Pasuje :D
      Uznaje, że jest możliwość, że w sklepie/podróży czekoladki się popsuły, ale mimo wszystko jakość Lindta spadła w ostatnim czasie.

      Usuń
  18. Kurcze, ja ostatnio się szarpnęłam na bombonierkę z Lindta, tą najzwyklejszą za 25 zeta - bodaj "pralines classic" i czekoladki były nieziemsko pyszne. Nawet marcepanowa mi smakowała i o smaku szampana, chociaż zazwyczaj te smaki to dla mnie czyste zło. Także chyba faktycznie musiałaś trafić na jakiś wadliwy egzemplarz :( Tej bombonierki bym nigdy nie kupiła, wolałabym zainwestować w kilka zotterów :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierzę na słowo, ale sama z pralinami Lindta ryzykować nie będę ;)

      Usuń
  19. Czytam, czytam, a szczękę mam na podłodze - serio! :O Aż się nie chce wierzyć, że Lindt taka gafę puścił i jeszcze tyle za to woła. Ostatnio nawet dumałam przy niej w PiP, ale 80 zł...na litość boską, jestem głupia, ale nie aż tak by dawać 8 dych za czekoladki :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 80zł? Może to było większe pudełko, bo nikt serio nie policzyłby tyle za 21 pralinek oO

      Usuń
    2. Tak, było większe, chyba 250-300 gramowe, ale to nadal przesada :/

      Usuń
  20. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  21. W podstawówce miałem takiego kolegę (później drogi edukacyjne się rozeszły, ale kontakt jakiś był), który sam z siebie stawał ok. 5 nawet w ferie. Bo mu to wystarczało. Kiedy ja przymierzałem się do zmiany boku ok. 9, on już dzwonił i pytał czy przeszedłem jakiś poziom w Tomb Raider ;) Fajne czasy...

    Czekolada: oceniając wizualnie to najpierw odrzuciłbym Lunę, która kojarzy mi się z marcepanem (oczywiście bez przekroju), potem wyrzucił Lait, bo... kojarzy mi się z bezsmakowymi odpowiednikami z innych bombonierek. Tzn. odrzucił jak odrzucił, zjadł najpierw by najlepsze zostawić na koniec. Jak widać, niewiele bym się pomylił ;)

    Tak sobie myślę, że gdyby to biała posiadała bezę, byłaby cudna. Orzechowy środek (a może lepiej kawowy) i kulka z cukru. No rewelacja ;)

    Aha. Jeszcze jedno. Rocher Lait Noisettes po przekrojeniu przypomina mi baklavę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, w podstawówce to żadna siła nie zwlekłaby mnie z łóżka w ferie przed godziną 9 :D Wiele się od tego czasu zmieniło.
      Lait ze wszystkich wygląda najtaniej :p
      Tyle, że baklava jest lepsza. Słodsza, ale lepsza :D

      Usuń
  22. Tak jak kilka osób wcześniej, sądzę, że to wina przechowywania. Chociaż wtedy konsystencja powinna być bardziej skalisto-pustynna. Najbardziej mi żal pralinki, którą otwarłaś drugi dzień degustacji. Dostało jej się za wszystkie inne.

    Zawsze lubiłam bombonierki, ale to chyba taki produkt, który trzeba dostać i od razu zjeść, bez zastanawiania się i kręcenia nochalem. Z Lindta nigdy ne próbowałam, ale chciałabym (niekoniecznie w takim stanie świeżości ;)). Jedno jest pewne: i tak nie przebije obrzydliwością Pasjonaty.

    A wstawanie o 5 to jakaś masakra.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta pralina zasłużyła na "dostanie się" :D Była okropna.
      U mnie bombonierki zazwyczaj długo leżą, chyba, że nie ma niczego lepszego do zjedzenia. To raczej nie moja broszka.

      Usuń

Włączyłam moderację komentarzy, dzięki temu nie powinno już być weryfikacji obrazkowej.