02.03.2016

7 Days Peanut



Siedem dni, siedem dni

Dopóki nie skorzys­tałem z In­terne­tu, nie wie­działem, że na świecie jest ty­lu idiotów. – prawdopodobnie wiele osób mogłoby się podpisać pod słowami Stanisława Lema. I to nie jest tak, że to przez internet ludzie głupieją. Ludzie od zarania wieków byli idiotami. Dzięki www mamy tylko okazję przeczytać czy zobaczyć więcej przypadków, niż tylko oznaki galopującej głupoty we własnym środowisku. I żeby nie było, nie uważam się za kogoś  kto nie robi głupot. Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi. Jednak są takie momenty, kiedy zastanawiamy się czy są jakieś granice bezmyślności. Dziewczyna trafiła do szpitala po tym jak po 9 dniach przypomniała sobie, że nie wyciągnęła tamponu. Nie, nie z torebki. Zapewne oprócz pamięci  również i zmysł węchu jej szwankował, bo  zapach musiał być zabójczy. Przestępcy, którzy są tak zadedykowani mediom społecznościowym, że znacznie ułatwiają zadanie policjantom. Kobiety, które chleją podczas ciąży, bo co tam sobie będą odmawiać. Czoko, która na widok poniższego produktu zanuciła „You look like my next mistake” i nie używając ani przez chwilę rozumu poszła z tym do kasy. 

7 Days Peanut, Croissant z nadzieniem z orzeszków ziemnych i kakaowym. Jak tylko rozum wrócił z przechadzki po Nibylandii walnęłam sobie facepalma. Stopą. Pisałam kilka razy w komentarzach, że rogal  7days i Chipicao uważam za coś niewartego moich pieniędzy. Już nawet nie chodzi o koszmarny, chemiczny skład, ale o sam smak tego pożal się Thorze rogala i o minimalną ilość nadzienia.   A kiedyś te wypieki, jak po raz pierwszy pojawiły się na rynku, były dla mnie czymś niezwykłym, niemal luksusowym. Po prostu pysznym. Czy wtedy mi smakowały, bo miały dla mnie smak czegoś rzadko jedzonego – czegoś co należy celebrować?   Czy po prostu na początku rzeczywiście te rogale miały porządny smak? Mam wrażenie, że oba stwierdzenia są prawdziwe. I ja to kupiłam. Nie wiem czemu, chyba żeby mieć na czymś się wyżyć.

Pisząc  „te rogale” mam na myśli zarówno 7days jak i Chipicao. Oba produkty należą do tej samej marki, i  oba mają składy nad którymi dietetycy wylewają morza słonych łez. Jedyna różnica polega na tym, że Chipicao jest jakby skierowane dla młodych konsumentów, a 7days dla osób, które nie chcą wydawać się infantylne przez trzymanie w ręku jaskrawo-żółtego opakowania.

Gadu, gadu, a o nadzieniu „z orzeszków ziemnych” nic jeszcze nie wspomniałam. Nadzienie „orzeszkowe” w 25% składa się z pasty z orzeszków ziemnych. Ile w tej paście jest fistaszków tego nie wiemy. Będę optymistką i założę, że pasta to 100% fistaszków, co mi tam szkodzi. O to, że będzie smakować orzechowo się nie martwię, w końcu widzę aromat w składzie. Yay!

Smak: no dobra, zapach nie jest jeszcze taki zły. Jest wprawdzie nieco chemiczny, ale ogólnie czuć słodycz, mleczność i rogalikową nutę. Nawet wygląd nie jest jakiś bardzo straszny. Ale jakby ktoś po raz pierwszy zobaczył jak wygląda rzeczywisty 7Days w porównaniu do rogala z reklamy, to mógłby być niemile zaskoczony. Słowa „znoszony kapeć” przychodzą do głowy.  Po przekrojeniu widać, że  ilość nadzienia jest jak zawsze rozczarowująca. To daje takie poczucie bezpieczeństwa, świadomość, że niektóre rzeczy pozostają niezmienione. Wyobraźcie sobie ten szok na widok produktu Chipity wypełnionego gęstym nadzieniem. Właśnie, jeszcze serce by tego nie wytrzymało. I co wtedy?

Dobra, ciasto. Ciasto, które smakuje niczym tektura. A nie, chwila, da się wyczuć dziwny posmak chemiczności. Chemiczna tektura, pycha. Jest miękkie, dość suche i rozpuszcza się w ustach dając do zrozumienia, że to nie jest dobry wybór dla kogoś, kto chce zapełnić żołądek. Za to jest to dobry wybór jeżeli chce się mieć cienką powłoczkę tłuszczu na języku. Ogólnie nie jest paskudne, ale te ciasto jest słabe. Napompowane niczym cycki gwiazd porno.


Nadzienie składa się jakby z dwóch części. Krem  kakaowy, o dziwo jest całkiem niezły, Owszem, jest bardzo słodki. Owszem, nie ma co się w nim doszukiwać cierpkość i kakao. Owszem da się w nim wyczuć chamski spirytus ale jak na 7days i tak  było niezłe. Taka roztopiona tańsza podróbka kremu czekoladowego za 5 zł. 

 Krem orzechowy, również jest bardzo słodki, za słodki wręcz. Wiecie, mam wrażenie, że pomylili się przy dodawaniu przypraw. Zamiast cukru i soli dodali podwójną dawkę cukru. Przepraszam bardzo, ale  prawidłowy krem orzechowy powinien być choć trochę słony. A przynajmniej nie tak słodki! Moje kubki smakowe, rozkapryszone porządnymi masłami orzechowymi były zdegustowane takim obrotem wydarzeń. Ponadto, mimo dodanych aromatów, sam smak fistaszków był bardzo delikatny, Nie było ziemnego kopa w zad. Było echo prawdziwej orzechowości. Taki krem mleczny o posmaku orzeszków. Nie, to nie to, Znaczy nie jest niesmaczny, ale to nie ten poziom orzechowości do jakiego jestem przyzwyczajona.

Zjadłam tego „croissanta” bez większej przyjemności, ale też bez wstrętu. Nie było paskudne, było tylko nijakie. Nijaka tektura ze słodkim nijakim  kremem kakaowym z nutą nijakiego kremu mlecznego  o smaku fistaszków. Plus nieco ciekawszy chemiczny posmak.  7Days reklamuje się jako następca drożdżówki. Przepraszam, ale nie. Wolę porządną drożdżówkę, którą się trochę najem niż tą płaską nijakość. Na plus tego produktu idzie to, że mimo oczekiwań nie miałam po nim rewolucji żołądkowych. No i , że nie był ohydny i dał się zjeść. Więc ostatecznie nie polecam, ale też nie przestrzegam przed nim. Róbta co chceta.
Ocena: 5/10
Kaloryczność:100/460kcal, porcja/129kcal (cały rogal to, według producenta, dwie porcje. Chyba inaczej rozumiem słowo „porcja”)
Gdzie kupiłam:Bi1 (dawny Real)
Cena: 1,59zł

Przynajmniej cena nie jest wygórowana.
Pa

49 komentarzy:

  1. Hahah, zaczelam sie smiac przy tym,swietna recenzja! :D
    A 7daysa to ja juz chyba od 2 lat nie jadlam, ta chemicznosc i w ogole.... Wole kupic tak jak ty swieza drozdzowke :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Porządna drożdżówka jest zdecydowanie lepsza niż napuszony 7days

      Usuń
  2. Szkoda mi tych 2 złotych na te rogaliki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że to tylko niecałe 2 zł ;)

      Usuń
  3. O fu, to jedna z tych rzeczy, które wyjątkowo mnie odrzucają. :P Nie wiem, czy paskudniejsza wydaje mi się w nich sucha, chemiczna buła, czy paskudny słodko-sztuczny krem. Niby jadłam kiedyś tylko wersję podstawową, ale za wszystko inne podziękuję.
    Z kolei cena mnie dziwi. Ja zawsze przy nich widziałam o wiele wyższą, albo mi się wydaje.

    Co do wstępu... no tak, w internecie głupota najłatwiej i najszybciej się zapisuje, bo wątpię, żeby byle-jaki-głupi mógł np. brać się za zdobienie sarkofagu faraona hieroglifami. :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapach, zapach buły może odrzucać osoby wrażliwe na chemiczne aromaty. Może na promocje trafiłam? A może po prosty hipermarket jest tańszy? W PiP na pewno bym tego nie kupiła.
      Ale za to w Pompejuach podobno znaleziono napisy z czasów starożytnych o treści "Spałem z matką Marka" xD

      Usuń
    2. No cóż... przynajmniej dobrze, że nie z samym Markiem. xD

      Usuń
  4. nie znosze 7 daysow. Pamietam, ze w gimnazjum czy pod koniec podstawowki czasem to jadlam, ale nie moge pojac, czemu. Chyba dlatego, ze kazdy jadl to i chipicao jeszcze:) i bylo to w sklepiku. A 100 razy lepsze sa pyszne polskie drozdzowki, ktore tak doceniam w doroslym zyciu, a w ogole ich nie lubilam jako dzieciak. Ale 7 daysy do dla mnie symbol syfu:) no paskudne sa. Jakies takie waciaste, skrzypiace ciasto, ten krem smakuje jak najgorsza margaryna. A fu... Tez pokladalabym nadzieje w tym fistaszkowym, ale to po prostu nie moze byc dobre:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chipicao miało dodatkowo fajne obrazki, które się z nabożeństwem zbierało :3 były bardziej "zachodnie" niż zwykłe drożdżówki.
      Wydaje mi się, że 7days ma jedną z najgorszych opinii względem składu. Zresztą nie niezasłużenie.

      Usuń
  5. charlottemadness02.03.2016, 07:05

    Oba warianty 7days jak i Chipicao zdarzało mi się jadać w dzieciństwie.Matka zazwyczaj mi je kupowała.Ale specjalnie za nimi nie przepadałam, wolałam drożdżówkę.
    Do dziś widzę,jak niektórzy się nimi zajadają, a mnie odtrąca na myśl tego tekturowego ciasta.Już w dzieciństwie odbierałam z leksza go jako tekturowego.. Już nawet drożdżówkę średniej jakości można zakupić za tą kasę i co ważna świeżą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba największym urokiem tych rogali było ich nietypowość. Ale teraz, jak są już tyle lat, to znacznie straciły. Też jestem za opcją "lepsza drożdżówka z piekarni"

      Usuń
  6. Pamiętam, że widząc informację w sieci o tym smaku, bardzo się ucieszyłem. W końcu coś masłoorzechowego, w końcu coś z bułczaną otoczką. Potem oczywiście sklepy nawiedziło stado zombie i nowości nie widziałem ze trzy tygodnie. Pewnie wszyscy się na nie rzucili - myślałem.

    Dorwałem go jakiś czas później, wrzucając do koszyka z jakimś "pewniakiem słodkości'. W zasadzie to rogal miał byś wisienką na torcie, takim spełnieniem marzeń. Mając go w dłoni entuzjazm opadał. Fajny ale na jeden/ dwa razy. Szkoda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja pierwszy raz zobaczyłam ten rogal ze dwa miesiące po informacji, że jest xD
      Na szczęście ja się nie napalałam na niewiadomo jaki smak, ale jednak troszkę liczyłam na większy udział soli w kremie.

      Usuń
  7. Jadłam i chyba nawet ci go polecałam . Pamietam jak się pojawił na rynku to kupiłam od razu . Smakował całkiem dobrze,ale często jest tak z nowymi produktami,ze są dobre w pierwszych m-cach a potem już jada w dół.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe, że po roku nieco zmienili skład kremu, by bardziej się opłacał :)

      Usuń
    2. Dziś kupiłam nową czekoladę schogetten z krakersami i masłem orzechowym bardzo smaczna:). Widziałas już ją?

      Usuń
  8. Nie rozumiem jak ja kiedyś mogłam jeść te rogaliki - nie wiem czy mi smakowały, ale miały w środku naklejki z pokemonami, które wklejało się do magicznego albumu :D
    Teraz kojarzą mi się one z esencją sztuczności - mega sztuczny, margarynowaty krem ukryty w napowietrzonym, tekturowym cieście, to nie może być dobre :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba największa atrakcją były właśnie dodatki, a nie sam rogal :D
      Tak tylko stwierdziłam, ze od czasu recenzji czekolad Biedronki percepcja mi się nieco zmieniła i w porównaniu z tamtymi pomyłkami to 7days aż tak zły się nie wydaję. Przynajmniej dał się zjeść. ;)

      Usuń
  9. Nigdy się jakoś specjalnie nie zajadałyśmy tymi rogalami, jedynie przy okazji jakiejś wycieczki szkolnej gdzie kupowało się wtedy wszystkie słodycze jakie były pod ręką ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie wycieczki szkolne wyglądały tak, że z desperacją gryzłam miętowe cukierki próbując nie poddać się mdłościom xD.

      Usuń
  10. Jako dziecko uwielbiałam Chipicao. Niedawno z sentymentu chwyciłam po 7daysa i... jakież to było rozczarowanie. Kapeć z słodkim nadzieniem niemającym nic wspólnego z czekoladą. Oczywiście da się to zjeść i organizm po takiej dawce cukru mruczeć będzie z radości, ale to nic wyjątkowego dla kubków smakowych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieci jednak mają inne wymagania niż osoby dorosłe (lub próbujące za takie uchodzić) xD

      Usuń
  11. Ale przypomniało mi się, że z chęcią bym spróbowała tych małych 7 daysów z nadzieniem... szampańskim? Nie wiem, jakieś kremowe coś, pamiętam że jadłam raz w dzieciństwie i smak był intrygujący, ciekawe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zrób próbę smaku, jestem ciekawa wrażeń ;)

      Usuń
    2. Szampańskie, tak. Małych już chyba nie, duże powinny chyba jeszcze być w sprzedaży.

      Usuń
  12. Zakupienie i zjedzenie tego chyba się da zakwalifikować jako masochizm :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie "chyba", ale z pewnością

      Usuń
    2. Haha, dokładnie :D. Nie wiem co w Ciebie wstąpiło, że sama to kupiłaś i postanowiłaś wypróbować :D

      Usuń
    3. Zaćmienie umysłu xD

      Usuń
  13. Pośmiałam się, ale czas wrócić na ziemię i wyrazić niezgodę na bojkot Chipity. Ja te zdechłe, znoszone kapce lubię. Nie tylko przez sentyment, po prostu je lubię. Orzechowego nie jadłam, za to irytuje mnie, jak ludzie sobie dopowiadają butter, widząc peanut. Myślę, że kiedyś zjem, póki co nie mam czasu na powtórki :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, to ty Chipitę, a ja białą ritterkę z orzechami xD I z powodu braku słowa butter do opisania nadzienia użyłam słowa krem :D Jednak miło by było jakby dali do tego trochę soli.

      Usuń
  14. Ja wbrew większości komentujących mam dobre (niedawne) wspomnienia z 7-days'ami, a pochodzą one sprzed 1.5 roku. Byłam wtedy na baardzo rygorystycznej diecie, zero słodyczy/białego chleba/tłuszczy/kurde jedzenia :P I pewnego dnia niespodziewanie musieliśmy zostać godzinę dłużej w szkole, a ja już padałam na twarz z braku energii. Wtedy koleżanka wyciągnęła przy mnie rogalika i patrząc na mnie powiedziała, że mam wziąć przynajmniej jednego gryza bo im tam zaraz zdechnę. I ten kęs chemicznego, słodkiego 7-days'a był jak litr nektaru prosto z Olimpu xD Nigdy potem styczności z nim nie miałam i w chwilach takich jak ta jestem pewna, że wolę ten stan utrzymać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, zę twój organizm był tak zszokowany odstawieniem cukry, że wszystko co słodkie musiało mu się wydawać boskim nektarem ;D

      Usuń
  15. Ogólnie nie jestem fanką 7Daysów. Jem je tylko w ostateczności, kiedy naprawdę nie ma opcji (i czasu) na nic innego. Jednak kiedy tylko mogę wolę wybrać wersję z owocami leśnymi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wersja z owocami leśnymi jest mniej słodka?

      Usuń
  16. Czoko przychodzę z zażaleniem. Nabyłam ja drogą kupna Zottera Namaste Inia bo Ci zaufałam i teraz to zaufanie bardzo nadwątlone zostało, bo ta czekolada jest wstrętna. Nie da się jej jeść, smakuje jak ohydne alkoholowe trufle. I co ja mam teraz zrobić z tą tabliczką? Czy mam zbyt plebejskie podniebienie? Czy tylko ja czuję tam okropny spirytus i goździki jako dominujące aromaty?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem co nie tak :( Dla mnie ta tabliczka była niebem w gębie. Alkohol był słabo wyczuwalny, a goździków za bardzo nie wyczułam :(

      Usuń
    2. Może to inna partia czekolad była i coś w trakcie produkcji zmienili/inne proporcje zastosowali i efekt końcowy był trochę inny-gorszy.
      Czytając recenzję "spożywczą" trzeba zawsze pamiętać,że każdy ma inny smak i gust,swoje smaki i to czego nie lubi.
      Nawet jedząc tę samą tabliczkę czekolady jednej osobie może ona smakować a druga osoba powie,że niedobra była...ala

      Usuń
    3. Oj tam, wiem o tym, dziwi mnie jednak, że miałyśmy aż tak odmienne doznania, bo zwykle mój gust z czokowym się pokrywają (w piekle karmią jogurtem truskawkowym) Podzieliłam się z siostrą i też była negatywnie zaskoczona.
      Abstrahując- polecam z ciekawostek do spróbowania Popcornowe fasolki (ostatnio widziałam na Scrummy) i czekoladę Bean&Seeds- tu jestem bardziej ciekawa Twojej opinii, bo mi wersja cytrynowa wielce zasmakowała.

      Usuń
  17. Ile to już czasu się z 7daysem nie widziałam, wstyd się przyznać, ale jadłam jedynie wersję klasyczną, jak zaczęły wchodzić nowości to ja przestawałam jeść, a jak już sięgałam to znów po klasyczny wariant, mimo, że zdechlak z niego jak każdy inny to przekonywał mnie bardziej niż te wszystkie kombinacje, duo, borseto i inne :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam wstyd :D Ja kojarzę jedynie wersję klasyczną, chyba waniliową i teraz tą. Inne wersje jakoś mnie nie interesują.

      Usuń
  18. Kiedyś je lubiłam, zwłaszcza kokosowy a potem nieoceniona pani Bosacka prześwietliła ich skład na wylot. Sprawdziłam dla pewności - tak, one naprawdę mają 13 linijek składu. I
    ja to jadłam?! Nie, nigdy więcej.

    A co do idiotów w internecie, jest takie mądre zdanie "Suma ilorazu inteligencji na Ziemi jest stała. Liczba ludności wciąż rośnie”. Wystarczy popatrzeć po lokalnym Spotted żeby to potwierdzić. Tydzień temu ktoś znalazł na ulicy psa rasy yorkopodobnej i napisał posta na spotted. Komentarzy ponad 100, wybrałam te najlepsze:

    "Ten york to jeszcze aktualny? Chętnie się nim zaopiekuję. Moje córki mają uczulenie na sierść więc taki yoreczek będzie idealny" ("Kobieto, ty chcesz kupić psa córkom które są uczulone na sierść?!", odpowiedź pani "Yorki mają włosy, nie sierść wiec są idealne dla alergików.")

    "Jak za darmo to chętnie przygarnę pieseczka"
    "Od wielu lat marzyłam o yoreczku no ale nie stać mnie na jego zakup. Chętnie się tym zaopiekuję"
    "A to jest rasowy york? Jak tak to wezmę nawet dzisiaj"
    "O, moja córka marzy o takim piesku. Nawet lepiej że jest za darmo, na psa z hodowli nas nie stać"

    Ciekawostka że 90% zainteresowanych znikneło po dodaniu informacji że pies to jest kundel, jedynie wygląda jak york.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem zdania, że od czasu do czasu można zjeść takie chemiczne "cuś", ale osłabia mnie myśl, że ktoś mógłby to jeść dzień w dzień.
      Wiesz, na Spotted najczęściej udzielają się specyficzni ludzie. No i ktoś kiedyś powiedział, że są właściciele Yorków i "yoreczków". W tych komentarzach co podałaś widzę myślenie ( a raczej jego brak) tych drugich.

      Usuń
  19. Jadłam, nawet chyba już z 2 razy i muszę przyznać, że to chyba najlepszy smak ze wszystkich :P Jednak 7Days pozostaną dla mnie suchymi kapciami i nie są to słodycze, które kupuję, wole drożdżówkę z piekarni.
    Internet daje świetne świadectwo tego, że ludzie to idioci, ale też potwory. Nawet nie zastanawiają się co publikują, a potem płacz, że są pośmiewiskiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drożdżówki górą :D 7days jest dobre jak już nie ma innego wyboru.
      O osobach, które chwalą się okrucieństwem mam wyrobione zdanie, które nie nadaje się do druku.

      Usuń
  20. Próbowalam, całkiem, całkiem, ale myślę, że wiśniowy lepszy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierzę na słowo, ale na tą chwilę raczej podziękuje rogalom tej marki :)

      Usuń
  21. Bardzo dawno nie jadałam,ale od jakiegoś czasu jak jestem w Lidlu (za rzadko,więc smak mi może jeszcze nie spowszedniał) to zawsze kupuję ich wypiekane rogaliki z nadzieniem czekoladowo-orzechowym ...Też pewnie trochę chemii w nich jest,ale są o wiele smaczniejsze a cena ta sama.ala

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem ci, że do lidowych wypieków mam uraz. Może to przez te wszystkie pudła ze zmrożonym pieczywem, które musiałam przenosić ;)

      Usuń