25.10.2015

QuestBar, Protein Bar, Vanilla Almond Crunch



Rehabilitacja?

Nie jestem typem osoby „Forgive and forget”. Bardziej do mnie pasuje “Resent and remember”. Co nie znaczy, że w ogóle nie wybaczam, mniejsze przewinienia wybaczam, ale pamiętam. Oooo tak, pamiętam. Jestem taką jednostką, która w kłótni przypomni co powiedziałeś/zrobiłeś  7 maja, 2007 roku o godzinie 13:23. Ogólnie pamięć mam słabą, ale jeżeli o osobiste urazy to już sprawa ma się inaczej. Mogę udawać, że zapomniałam, ale tak naprawdę mam w głowie wielką szufladę do której wkładam prawdziwe i wyimaginowane zniewagi i krzywdy. I mogę ich użyć jako amunicji w sporze z winną osobą,  lub w dyskusji „dlaczego nie chcę gadać z XXX”. Ale to się nie tyczy tylko ludzi. Produkty też mają swoją specjalną przegródkę „Rozczarowałeś mnie jak mało co” . Jedne od razu wpadają pod moje „Resent and Remember”, a innym daje jeszcze jedną szanse na poprawę. Ten baton zalicza się do drugiej kategorii.


QuestBar, Protein Bar, Vanilla Almond Crunch, czyli baton proteinowy o smaku eeee, wanilii migdałów i chrupkości? Nie, to nie tak. Na opakowaniu jest ciasto, więc poszukałam czy istnieje wypiek o takiej nazwie. Nie znalazłam. Czyli mamy do czynienia z prostym, chrupiącym batonem waniliowo-migdałowym. I oszukańczą grafiką. 
Będzie to czwarta i decydująca recenzja QB. Pierwszy był całkiem, całkiem, drugi był przewspaniały,  a trzeci to była jedna wielka pomyłka i gwałt na kubkach smakowych. Jeżeli waniliowo-migdałowe połączenie okaże się udane to będę kontynuować serie z innymi smakami, jak tylko  uda mi się pokonać przerażenie na myśl o wejściu do sklepu dla mięśniaków. Jeżeli zaś będzie paskudnym wypierdkiem Belzebuba to podziękuje QB (chyba, że dostanę za darmo), bo  te batony za dużo kosztują bym sobie ot tak ryzykowała. Więc? Co będzie?

Smak: Surowy : konsystencja jest taka sama jak przy poprzednich wersjach, odsyłam do nich. Zapach mnie mile zaskoczył, ale też zdziwił, pachniało identycznie jak cukierki Kopiko, tak kawowo-słodko-mlecznie. Z wykluwającą się nadzieją wzięłam pierwszy gryz. Hmmm, słodko-kwaśne, skąd tek kwasek? Mnie nie pytajcie. Ale jakoś wydaje się znajomy. Słodycz jest taka na poziomie, ani nie za słodko, ani nie za mało słodko. Może być.  

 Nie mam pojęcia gdzie jest ten crunch, bo ja się czułam jakbym żuła wyjątkowo oporną gumę Mambę. Ja rozumiem, że to baton jakby dla sportowców, ale mi gimnastyka szczęk aż tak potrzebna nie jest. Ale muszę przyznać, w środku są dość sporawe kawałki migdałów, tyle, że one nie są chrupiące, tylko rozmiękłe i gumowate. Może jakby ten batonik był świeższy… Na początku nie poczułam smaku orzechów, dopiero jak już jednego rozgryzłam to poczułam resztę. Smakowały jakby ktoś je trochę zbyt mocno podprażył. Jest to taki nadpalony posmak. Również, tak jak poprzednio, wyczułam charakterystyczną obecność mleka w proszku. Mimo zapachu smaku kawy nie poczułam, o to pretensji nie mam. Ogólnie surowa wersja jest bardziej na plus niż na minus
surowy

Pieczony: a raczej smażony. Nie chciało mi się odpalać piekarnika, ani wyciągać kombiwara, więc zawinęłam baton w papier do pieczenia i położyłam na suchą patelnie. I wszystko byłoby dobrze gdyby  nie jedna rzecz, zapomniałam, że ta patelnia szybko się nagrzewa. Za szybko. Gratulacje czoko, zjebałaś batona, przypalił się nawet przez papier do pieczenia. Ale dobra, nie takie węgle się jadło. Słodycz, w odróżnieniu od poprzednich pieczonych wersji,  nie zniknęła, nadal można ją wyczuć. Nadal nic nie chrupię, oprócz spalonego wierzchu, którego nie liczę. 

A wiecie co się zmieniło? Mam wrażenie, ze migdały  dały czady. Teraz je bardziej czuć, zdecydowanie. Nie chrupią, ale ich smak rozprzestrzenił się po całym kawałku. Nadal jest mleko w proszku i  kwasek i już wiem z czym mi się kojarzy. Z jogurtami waniliowymi. Wiecie, takimi „naturalnymi”, w której wanilii jest tyle ile kot napłakał. A jako posiadaczka kota mogę powiedzieć, że koty nie płaczą. Powodują płacz, owszem (szczególnie jak wbiją się pazurami w przedramię), ale same nie płaczą. Wracając do batona, konsystencja i struktura tak przyrządzanego znacznie bardziej mi się podoba, niż surowego, nawet ze spalenizną.  Zamiast gumowatego, twardego klocka powodującego zakwasy w zawiasach szczękowych mamy takie niby ciasto z  suchym chrupkim wierzchem i  z miękkim bułeczkowatym miąższem. Znacznie lepiej się to gryzie.

Czyli jaki jest ostateczny wynik? Baton w wersji surowej był taki MEH. Zdecydowanie nie warty swej ceny. Dobry, ale na 5zł góra. Pieczony był zdecydowanie lepszy.  Bardziej wyrazisty i z odpowiednią konsystencją. Więc wychodzi na to, że nie pożegnam się z QB. Jednak nie będę za nimi latać jak pies z wywieszonym jęzorem. Jak się trafi to fajnie, ale nic na siłę.
Ocena: surowy 6/10, spalony pieczony7,5/10
Kaloryczność:60g/210kcal
Gdzie kupiłam: Świat suplii
Cena:9zł

I tym sposobem nie mam już żadnych produktów z datą ważności do tego roku.
Pa

31 komentarzy:

  1. charlottemadness25.10.2015, 05:58

    Kiedyś obiecałam sobie,że muszę tych batonów spróbować, jednak to "wow" już minęło..Połączenie wanilii i migdałów wydaje się być ciekawe, ale nie do końca dopracowane.Ten baton trzeba samemu "dopracowywać" by wyłonić odpowiedni smak..(piec etc.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, spróbować zawsze możesz, tylko radze nie kupować od razu nie wiadomo jakiego zapasu, bo serio mogą nie smakować.

      Usuń
  2. Tego Quest próbowałam i na ciepło i na surowo, ale szału nie ma. Najbardziej smakują mi cookies&cream i raspberry&white chocolate :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może kiedyś spróbuje ciasteczkową wersję. Kiedyś.. ;)

      Usuń
  3. A jakoś mnie nie kuszą takie batony :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Chrupiące migdały, ja Cię kręcę ;). Grafika na opakowaniu kojarzy mi się trochę z francuskim nugatem. Z każdą Twoja recenzja te batony wydawaja mi się coraz bardziej dziwne - na pewno po nie nie sięgnę, a w góry nadal będzie jeździć ze mną stos czekolady :D.

    Ja też już nie mam takich produktów. Nawet nadziewance Zottera jem już ze styczniowa datą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z jednej strony jestem ciekawa jak ty byś odebrała te batony, a z drugiej wydaje mi się, że QB nie są na twój gust.
      Ja się ucieszyłam, że żadne terminy nie będą mnie gonić ;D

      Usuń
  5. Kiedyś ktoś mi powiedział,że dobre chwile pamięta się długo,ale złe całe życie coś w tym jest . Powiedziała mi to osoba która mi zatruła praktyki nad morzem .Przy odjeździe dała mi tym do zrozumienia,że już sie postarała bym o niej nie zapomniała nigdy. Ten słodycz nie przemawia do mnie i jakoś nie lubie tego typu batoników.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście coś w tym jest, szkoda, że są ludzie, którzy czerpią przyjemność z uprzykrzania czyjegoś życia.

      Usuń
  6. Tyle czasu zbieram się do ich kupna ale jakoś mi nie wychodzi, ciągle zapominam ;d

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem nie musisz się śpieszyć ;)

      Usuń
  7. Jak tak siebie opisujesz to uważamy, że nasza młodsza siostra jest baaardzo podobna do Ciebie :D Też potrafi nie raz w kłótni wywlec na światło takie rzeczy, o których każdy normalnie by już zapomniał :P
    A batony nadal kuszą jednak póki co zostają naszym marzeniem na później :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to taka przypadłość młodszego rodzeństwa xD
      Tylko nie napalajcie się na niewiadomoco ;)

      Usuń
  8. I tak bym go zjadła, z racji że nie mam wyrobionego zdania o Questach. Ba, w ogóle nie mam o nich zdania, mam tylko wysokie oczekiwania i nadzieje. Ostatnio podgrzałam Fig Bara i też zauważyłam różnicę, ciekawa sprawa z tym ocieplaniem słodyczy.

    P.S. I ja też, niestety (dla ludzi), jestem typem pamiętającym wszystko, co zaszło. Może nie w powiązaniu z datami i godzinami, ale pamiętam długo. Ach, no i nie wypominam. Po prostu gromadzę informacje w głowie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może lepiej obniż oczekiwania. Bo natrafisz na nieudaną wersję smakowa i się zniechęcisz do całej reszty. Miałam raz ochotę podgrzać KitKata, ale zapomniałam i zjadłam normalnie :(
      Ja wypominam tylko jak potrzebuje amunicji do powalenia przeciwnika :D

      Usuń
  9. Gdybym był wredny, napisałbym: nie znasz się.
    Gdybym był wredny, napisałbym: to przez to, że spaliłaś baton!.
    Gdybym był wredny, napisałbym: dupa, a nie druga szansa - i tak byłaś uprzedzona.

    QB są inne. Trzeba je polubić. Nie są słodkościami, nie smakują jak czekolada. Myślałem czy by samemu nie wrzucić do siebie trochę więcej takich rzeczy. Myślę, że masło orzechowe od FA by Ci zasmakowało. Kokos w białej polewie od Olimpu to też klasyk. Sporo tego jest. Tylko wszystkie mają w opór węgli (20-30g na baton). QB są zdecydowanie dla miłośników LC, albo takich, co ww dobiją z innego źródła ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale zwróć uwagę, że spalony baton dostał wyższą ocenę niż nie podgrzany :D
      Naprawdę nie wiem co sądzić o QB, wersja Paenut Butter naprawdę mi smakowała, ale tamten kokosowy już nie. Próbowałam podejść do tego z otwartym umysłem i teraz mam w nim mętlik.

      Usuń
  10. Mam podobnie - bardzo długo pamiętam co dana osoba zrobiła wtedy i wtedy chociaż na codzień moja pamięć jest licha. Ale ogólnie na codzień staram się ukrywać że nadal pamiętam :)

    Tego smaku nie próbowałam ale questy mają to do siebie że jedne smakują a inne nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby tylko były tańsze to bym z większą śmiałością próbowała dalej. który smak jest dobry, a który nie.

      Usuń
  11. Mam tak samo, pamiętam wszystko, czy to dobre czy złe, zawsze zaczynam coś opowiadać, a inni patrzą na mnie z miną idioty jakby to nigdy się nie wydarzyło.. Zastanawiam się czy inni tak samo wszystko rozpamiętują, pamiętają moje wpadki? haha :D

    Marzą mi się QB, przynajmniej jeden na spróbowanie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małe wpadki ludzie szybko zapominają, ale takie wielkie to już tak :D Przynajmniej tak można sądzić słuchając plotek :D

      Usuń
  12. Ja to bym spróbowała jakiegokolwiek... nawet takiego co niepieczony wart jest góra na 5 zł. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To szukaj w pobliskich sklepach dla mięśniaków :D

      Usuń
  13. gratuluje wyjedzenia do tej daty ważności :) Ja niestety nigdy nie zwracam uwagii i sama jestem sobie winna :D Co do podziału ludzi i produktów, nie chciałabym Ci w życiu podpaść xDD

    Co do pamiętania przykrych rzeczy... Szczerze... odpuszczam... Nawet jeżeli ktoś mnie mocno zrani i wbije mi nóż, ale szczerze przeprosi i będzie się starał/starała wybaczę i zapomnę :) Taka już jestem, szkoda mi zatrzymywać w sercu gnijące we mnie złości :) Wierzę, że ludzie się zmieniają i sami chętnie cofneli by nieraz czas jak ja :) Nie potrafię trzymać urazy, a jak na kogoś się obrażam, za pare minut ewentualnie jakiś czas o tym zapominam, taka już jestem. Pewnie naiwna, ale wierzę w ludzi :)

    Co do batonów, aj nie wiem co myśleć, bo ty jeszcze ich nigdy nie pochwaliłaś , a gdzie indziej je wychwalają, zdurniałam xDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No włąsnie, ale skąd wiedzieć, zę są to szczere przeprosiny a nie próba zdobycia zaufania by z większą radością wbić nóż w plecy. Dlatego ja nieufnie podchodzę do niektórych ludzi, zbyt często się przejechałam na zaufaniu. Czego oczywiście nie życzę tobie, mam nadzieję, zę nikt nie da ci powodu byś straciła wiarę w ludzi :)
      Ej, jak nie pochwaliłam, a wersja Peanut Butter to co? ;)

      Usuń
    2. wyjątek tylko potwierdza regułę i właśnie ten z masłem orzechowym jako ten obrałam :)

      Aj dziękuję bardzo, ale niestety nie raz mi wbijano :) Ale chyba popadłabym w mega znerwicowanie jakbym nie odpuściła :D Dużo daje mi wiara, ale Ci spokojnie nie spamuje :* :) Straciłam zaufanie wiele razy, ale wiele razy przebaczałam i zostało mi to wynagrodzone :) Wierzę, że dobro tak czy inaczej się zwraca :)

      Usuń
  14. Mi z kolei jeszcze sporo produktów z datą do tego roku zalega. :P

    Niee, zdecydowanie mi się to to nie podoba. To nawet nie wygląda dobrze, chociaż... po... ekhem... obróbce termicznej, opis brzmi już lepiej, ale ja i tak bym się nie skusiła. Z chęcią poczytam jeszcze o jakiś smakach, mimo że wiem, że żadnego już nie spróbuję (mam uraz i koniec).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakby na pierwszy ogień trafiłby mi się ten poprzedni smak to też bym się ostro zraziła do wszystkich QB, więc w pełni rozumiem.

      Usuń
  15. No proszę, a ja myślałam, że będzie wspaniały. Jak na razie jadłam tylko jeden smak i byłam zachwycona, ciekawe jak ten by mi smakował ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co zdążyłam zaobserwować to niektóe QB są pyszne, a niektóre bleh, zależy na co się trafi.

      Usuń

Włączyłam moderację komentarzy, dzięki temu nie powinno już być weryfikacji obrazkowej.