19.08.2015

Ritter Sport Olympia




Będzie wieniec olimpijski? Czy pogrzebowy?

Z cyklu „młodzież tego nie pamięta” . Każde pokolenie ma jakieś wspomnienie związane z czymś co ja nazywam  szkolnym szałem.  Cóż to jest, można się zapytać. Otóż, dla mnie, jest to jakieś zjawisko, które zdobyło taką popularność, że szkolne przerwy były zapełnione głównie tym. Na początku podstawówki były to kolorowe kartki do segregatora, którymi wymieniało się, niczym lekami na czarnym rynku. Były jajka Tamagochi, których niestety nie miałam szansy mieć, mogłam tylko zazdrościć. Był etap ekscytacji Big Brotherem, podczas której stałam z boku i nie miałam pojęcia o czym ludzie rozmawiają z wypiekami na twarzy, bo ten program mnie nudził i nie widziałam sensu go oglądać. I były Tazosy.
 O tak, na każdej przerwie korytarze były pełne dzieciaków kucających na podłodze, rzucającymi tymi chipsowymi dyskami. Nie za bardzo wiem o co w tym chodziło. Wiem tylko, że najpopularniejsze były te z Pokemonami. Nie oglądałam Pokemonów, było to za bardzo „na fali”. A wtedy miała podejście, że jak coś jest popularne to ja tego nie chcę. Taka mała hipsterka z lat 90/00. Kojarzę głównie, że były małe stworki, był też żółty niewiadomoco Pikachu i głównym hasłem było „Gotta catch ‘em all”. Czyżby chodziło o stworzenie kolekcji małych potworków? Nie odpowiadajcie, to pytanie retoryczne. Właściwie mogę zrozumieć kolekcjonowanie, tylko, że u mnie bardziej sprawdziło by się hasło „Gotta eat ‘em all”
Ritter Sport Olympia, czekolada mleczna nadziewana kremem jogurtowo-miodowym z orzechami laskowymi. Jest to jeden z niemieckich produktów przysłanych mi przez Aishę i jedna z resztek niepróbowanych ritterek. Patrząc na niemiecką stronę widzę, że nie próbowałam: Edel-bitter(gorzka 73% kakao), Erdbeer Joghurt (truskawkowa, NIE), Joghurt (wiadomo), Knusperflakes ( z płatkami kukurydzianymi), Marcipan (marcepan, NIE), Rum Trauben Nuss (rodzynki i rum, NIE), Weiss+Crisp (biała z płatkami). Z tej całej listy to tylko 3 biorę pod uwagę do spróbowania, reszta może się bujać.
W sumie to troszkę się boję tej czekolady. Moja ostania orzechowa ritterka była przeżyciem iście kanalizacyjno-śmieciowym. A tu mamy orzechy. Więc jestem ciut nieufna. I jeszcze nie wiem w jakim stanie będzie ta tabliczka. Delikatne zmacanie wykryło, ze wprawdzie czekolada jest w formie stałej, ale znaczna miękkość nie zapowiadana niczego pięknego. Ale mogę się mylić. I jedynym sposobem by się o ty przekonać to rozerwać opakowanie.

Smak: wprawdzie czekolada wyglądała jakby pamiętała lepsze dni i momentalnie  lepiła się do palców, ale tabliczka pozostała w całości. Smak czekolady to niewątpliwie tłuste przeżycie. Zdecydowanie mleczna z orzechową nutą oraz dziwnie kwaskowata, ale nie jestem pewna czy to nie wina nadzienia. Nieprzesłodzona i naprawdę tłusta. Aczkolwiek przyznam, że mi smakowała, tylko kakao nie ma co szukać. Nie jest to poziom do którego powinno się  aspirować. Ritter robi lepsze, bardziej kakaowe  czekolady, ta była w sumie dość prosto-mleczna. Bardziej jak Kinderki.  

Nadzienie jest grudkowate od dodatków i rzeczywiście, to od niego pochodzi tej kwaskowaty posmak, jogurt, sami rozumiecie. Grudki to głównie orzechy laskowe. Aż się roi od nich. Wyraźnie chrupią pod zębami i, co przyjęłam z ulgą, nie były zatęchle, ani nie waliły kanalizacją. Smak orzechów był taki jaki siła wyższa przykazała, orzechowy. Obok orzechów chrupało coś jeszcze, mam wrażenie, że to wafelki pocięte na kawałki. Słodycz stała lekko na uboczu dając pierwszeństwo kwasku, jedynie pod koniec nabrała mocy i miodowego charakteru. Nie jest to jednak cała moc miodu, tylko ułamek prawdziwego smaku, raz był, raz go nie było. Mogło być lepiej.

Ogólnie to całą tabliczkę można by podsumować jako „mogło być lepiej”. Bo mogło. Czekolada mogła być bardziej kakaowa, jak prawdziwa ritterka, a nadzienie mogło bardziej walić miodem. Mogło, mogło, mogło. Mimo tych wszystkich uwag musze przyznać, że tabliczka mi bardzo smakowała. Może to dlatego, że miałam bardzo niskie oczekiwania i brak posmaku siarkowodoru był tak wielkim plusem, że machnęłam ręką na całą resztę? Nie zaprzeczę, wszystko możliwe. Jednak suma sumarum, było całkiem smacznie. Nie mam zamiaru kłócić się ze swoimi kubkami smakowymi.
Ocena:7,5/10
Kaloryczność: 100g/567kcal
Gdzie kupiłam: dostałam
Cena: jak wyżej

Niech ktoś przyśle deszcz do mojego województwa, aż żal patrzeć na żółtą trawę i prawie wyschniętą rzekę.
Pa

49 komentarzy:

  1. charlottemadness19.08.2015, 05:47

    Jadłam ją b. dawno temu, jednak pamiętam ją jako tłustą i jak dla mnie trochę za słodki "ulepek".
    Pokemonami się "jarałam: pamiętam :P Karteczki też zbierałam, ale jakoś niedługi okres czasu.Co do Big Brother'a to oglądałam "jednym okiem" bez jakiejś większej ekscytacji.Ogólnie jakoś faza na takiego typu "dziecięce ekscytacje" szybko mi przeszła.. :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano, strasznie tłusta była
      Karteczki to szybko przyszły i poszły, może z pół roku były u mnie.

      Usuń
  2. Karteczki :D Byłam rasowym dilerem hahaha :p Big Brother mnie nie interesował i tak samo Pokemony :/
    A czekolada... kusi mnie już jakiś czas, ale jeszcze nie udało mi się jej dorwać :p Chciałabym spróbować wszystkie ritterki :D najlepiej to pojechać na wycieczkę do Chocoworld w Berlinie :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, tyle ritterek jest słabo dostępnych lub w ogóle niedostępnych w Polsce. Aż żal bierze.

      Usuń
  3. Hola hola.. A gdzie szał na te takie kolorowe, gumowe, sznureczki? Moment dla wujka Google.. Już wiem - filofun?! :)

    Czekolada brzmi pysznie, choć o ile kojarzę nie jest nazbyt lubiana :) Ale jogurt, orzechy, miód.. Kurcze.. Czy to może być niesmaczne? No i czekolada. Kocham w niej tę taką inną nutkę! :) Spróbowałabym?

    Ja mogłabym podrzucić Ci nieco wody.. Ale sama nie mam. :/ Pali nam się wszystko.. Ech. Boziu ześlij kilka kropelek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Filofuny to już był etap gimnazjum i w sumie też u mnie szybko minął.
      Spróbowałabyś ;) Nie gwarantuje, ze by smakowała, ale spróbowałabyś.
      Kilka kropelek przez cały dzień i przez tydzień :(

      Usuń
    2. Ech.. Poczułam się tak staro .. :(
      Jasne że bym spróbowała :D

      Wiem jak jest.. Jakie województwo ?

      Usuń
  4. Ja jestem rocznik 85 to mieliśmy też te karteczki,ale pokemony to już nie byliśmy za dorośli:),zbierało się historyjki z gumy Donald i turbo:) . Czekoladę tę jadłam 5lat temu u siostry w Niemczech pamiętam jaka była pyszna i jak czuć ją było miodem,gdy ja przywiozłam i częstowałam koleżanki w pracy to były zachwycone . Rodzynkowa z rumem jest też pyszna,ale dla tych co lubią alkohol w słodyczach ty go nie lubisz:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Historyjki z gumy Donald to pamiętam jak przez mgłę, moi bracia chyba zbierali :D
      Koleżanki z pracy, rozumiem, potem nosiły cię na rękach? ;D

      Usuń
    2. Tak dobrze to nie miałam a szkoda:)

      Usuń
  5. Pamiętam, że próbowałam jarać się pokemonami, bo upatrzyłam sobie córkę koleżanki mamy jako przyjaciółkę, a ona je uwielbiała. potem doszłam do wniosku, że to nie dla mnie, a jeszcze później... nawet je polubiłam, mimo, że to było raczej gapienie się bez sensu. Co do karteczek to taak... to się pamięta, ale ja nigdy nie byłam "na fali" żadnymi rzeczami do zbierania.

    Co do czekolady to próbowałam ją, ale jeszcze zanim założyłam bloga. Coś mi w niej nie pasowało. Wydała mi się trochę plastikowata, ale połowę tabliczki chyba i tak zjadłam, to nie było aż tak źle. Sama nie wiem, na ile bym ją oceniła, musiałabym chyba sobie jej (wg mnie oczywiście) plusy i minusy dokładniej wypisać, bo po Twojej recenzji to widzę ją w raczej neutralno-pozytywnym świetle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właściwie z czystej przekory nie oglądałam japonskich bajek. Dopiero w liceum wkręciłam się w Naruto i podobne anime :D
      Wiesz, może jakbym zjadła ją po zotterze czy innej wysokopółkowej czekoladzie to bym ją zjechała, ale skoro ciągle miałam w pamięci wiosenną limitkę to ocena wyszła taka a nie inna.

      Usuń
    2. Pokemony mnie jakoś niespecjalnie kręciły (ciekawostka - powstało już 19 serii Pokemon a główny bohater nadal ma 12 lat! :D) za to miałam ogromną fazę na Beyblade i Digimony (zwłaszcza te niewyemitowane w Polsce - Revolution a z Digi to Tamers i Frontier). I na wszystko z gatunku "Magical girls" (jeśli nie oglądałaś, bardzo polecam Madokę. Tylko z góry uprzedzam że typowe magical girls to to nie jest!)

      Ale nic, NIC, nie przebije starych dobrych Yattamanów <3 I tego koszmarnego dubbingu - japoński przełożony na włoski a włoski na polski. A już piosenka tytułowa to już był szczyt tłumaczenia <3 ("Yattaman bywa tu, bywa tam, bywa też gdzie indziej!").

      Usuń
  6. Trochę żal że smak do poprawki, bo opakowanie jak dla mnie przecudne i trochę się ślinię na jego widok :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Mm, czekolada wygląda smacznie.
    Pokemony to ja uwielbiałam, ba, nawet teraz mogłabym obejrzeć. Chociaż mój wakacyjny repertuar to Wojownicze Żółwie Ninja.

    OdpowiedzUsuń
  8. Coś tak mi się z Tablerone kojarzy smakowo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Różnica taka, że Toblerone mi nie smakował :D

      Usuń
  9. Ja zawsze chciałam spróbować Ritter "Olympia". Ma w sobie coś co mnie przyciąga ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to, że jest niedostępna tak cię kusi :)

      Usuń
  10. Może i mogło być lepiej. Dla mnie byłoby NAJlepiej, gdybym w ogóle ją miała. To jedna z absolutnych dream-Ritterek i dream-czekolad. Szesnaście kostek... krem... zapach... słodycz i tłustość :3

    OdpowiedzUsuń
  11. Spróbowałabym tej białej z płatkami ^^ ale tą też bym nie pogardziła, wygląda całkiem smacznie ;)
    A co do deszczu, u mnie też okropnie sucho, aż żal patrzeć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, białą z płatkami koniecznie będę musiała dorwać <3

      Usuń
  12. U mnie padał raz i znowu susza :/ Ale przynajmniej się ochłodziło.
    Taaak, doskonale pamiętam karteczki, pokemony (mama mi nie powalała oglądać), te jajka ''Tamagoczi!'' i kapsle z chipsów. Mama ni nigdy nie chciała kupić tego jajka, bo uważała to za jeden wielki kicz :D

    A czekolada...cóż, w ogóle mnie ten smak nie kusi, ale gdybym dostała w prezencie to z chęcią bym pożarła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chłodek, chłodkiem, ale porządny długi deszcz by się przydał :(
      Mamuśka by chyba wolała bym oglądała Pokemony niż to co normalnie oglądałam :D Bajki z CN nie były za bardzo cenzurowane XD

      Usuń
  13. A my właśnie niedawno cztery wielkie segregatory karteczek oddałyśmy małym kuzynkom, które strasznie się ucieszyły :P My mamy w końcu wolną półkę a kuzynki tym czasem kłócą się, która jaką karteczkę weźmie xD
    O tak, tego jajka to my też zazdrościłyśmy. Każda z nas chciała mieć swoje ale rodziców nie było stać na trzy zabawki, więc koniec końców mogłyśmy o nich tylko pomarzyć.
    A straszny szał na Pokemony miał nasz starszy brat! On je nawet lepił z plasteliny! Ze stówkę zwierzaczków to na pewno ulepił :D Potem po latach jak był zmuszony ze strychu karton z nimi wyrzucić to nawet łezka w oku mu się zakręciła ;) Ale nie powiemy, bo my też bardzo lubiłyśmy Pokemony oglądać :)

    Uwielbiamy jogurtową kwaskowatość w czekoladach a jak są tam jeszcze orzeszki w sam raz do pogryzienia to jest jeszcze lepiej :P Miód z kolei nas nie zachwyca aczkolwiek skoro aż tak go nie czuć to jesteśmy w stanie to przełknąć :) Czyli tą ritterkę musimy spróbować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wyobrażacie sobie jak bardzo żałuje, że powywalałam wiele pamiątek z tego okresu. Te segregatory, czasopisma, kaset i figurki Kinder, taki żal.
      Ahaha, a chociaż ładne były te figurki z plasteliny? :D
      Miodu można nawet nie zauważyć, to był tylko ułamek smaku.

      Usuń
    2. Jak tak sięgamy pamięcią to naprawdę ładne były :) Niby chłopięce dłonie ale talent był :D

      Usuń
  14. Jadłam Knusperflakes i jako nie-wielbicielka czekolady (tak, możecie mnie zjeść) mówię, że była...rewelacyjna! Płatki były obfite w każdym kawałku, ciągle było coś do chrupania, czekolada nieprzesłodzona, ogólnie musisz ją spróbować!
    A ja za to tej nie próbowałam i mimo nienajlepszej opinii chętnie bym spróbowała (w końcu gusta są różne).
    I oj tak, dzieciństwo to było to coś, ja do dziś zachowałam sobie całą kolekcję kartek i innych dupereli z Didla. Ah te wspomnienia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wersji z płatkami nie odpuszczę, koniecznie musze jej spróbować, skoro nawet nieczekoladowe osoby ją chwalą ;)
      Pamiętam głównie breloki Didla, szkoda, że nie było mnie wtedy na nie stać :(

      Usuń
  15. O, też pamiętam ten szał karteczkowy. Czasami, a nawet dosyć często zdarzały się nawet kradzieże z zazdrości. Pokemoy lubiłam oglądać, mimo że szału na nie nie było. I te 'dyski' z chipsów były fajne, ale miałam ich mało. Natomiast uwielbiałam zbierać zabawki z Kinder Niespodzianek. Eh, jak ja tęsknię za dzieciństwem. :c
    I znowu niezbyt dobra ocena mojej ulubione marki czekolad. Mimo to i tak bym spróbowała. Tak samo może się okazać jak w przypadku tegorocznych limitek, że będziemy miały odmiennie zdania. W każdym razie ta wydaje się być podobna do jednej z Mini Ritter'ków z tego roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja swoje kinderki oddałam dzieciom, teraz trochę żałuje :(
      Ale jak to niezbyt dobra, prawie 8 punktów to bardzo dobra ocena. Na 9 i 10 trzeba mocniej zasłużyć.

      Usuń
    2. Odniosłam takie wrażenie pewnie dlatego, ze moja skala jest o połowę mniejsza i taka mi wystarcza. ;)

      Usuń
  16. Nie miałaś tamagochi? Ja miałam <3 Niestety miał dziwną tendecję do ciągłego zdychania (wtedy sądziłam że on po prostu idzie spać). Tazosy miałam ale nie zbierałam (nie cierpiałam Pokemonów), zbierałam za to dyski z Beyblade. Natomiast w okresie końca podstawówki wpadłam w bunt antykonsupcyjny (został mi do dzisiaj) i podczas gdy klasa co 2 miesiące zmieniała styl ubierania/ piórniki/gadżety/okładki zeszytów/ulubione zespoły/etc to ja uparcie nosiłam ten same ciuchy, ten sam niebieski plecak, ten sam piórnik Herlitza i zeszyty z makulatury :P Że nie przyniosło mi to sympatii klasy, to jest inna historia.

    A co do Rittera - nie jadłaś jogurtowej? Przecież ona jest dostępna chyba w większości Stokrotek (w mojej głównej jest z pewnością) i powinna być w Almach, kiedyś była teraz w Lidlach - tak samo marcipan (jak można nie lubić marcepanu???). Kiedyś była to jedna z moich ulubionych czekolad bo nie była taka słodka jak jogurtowa milka tylko taka kwaśniejsza ale ostatnio chyba nadużywają mleka w proszku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bunt antykonsupcyjny , skąd ja to znam ;D to jest zbyt popularne, nie chcę tego
      U mnie nigdzie nie ma, ani w Stokrotce, ani w Lidlu, PiP czy Realu. No nigdzie. .
      Bardzo łatwo można nie lubić marcepanu :D

      Usuń
  17. wszysko o smaku jogurtowym trafia na moja czarna liste :D nie znoszę tego sztucznego kwasku, ale najgorsze co moze byc to np wafle jogurtowo-cytrynowe XD wtedy to juz powaznie nie wiem czy to zepsute czy co

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Waflle jogurtowo-cytrynowe, czyli wafle o smaku zepsutego mleka w proszku z dodatkiem płynu do mycia naczyń o zapachu cytrynowym :D

      Usuń
  18. Gdybym miał po samym obrazku z opakowania zdecydować czy ją zjem, odmówiłbym. Czystego mleka nienawidzę. Dwie łyżki zimnego czy ciepłego 'naparu" to dla mnie koszmar. No a tu, w tle, ewidentnie dali go pełną misę.

    Ja wiem, że czekolada mleczna itd. Ja wiem, że to składnik. Ja wiem, że tonie smakuje jak dar od krów. Ja to wszystko wiem. Ale kurde. Serio. Bleh. Aż mnie dreszcze przechodzą na samą myć czystego napoju ;)

    Całość opisałbym (jedynie wzrokowo oceniając) jako Monte z miodem. Czyli coś przedziwnego. Lepkiego, tłustego i słodkiego.

    Jeeednak. Jogurtową Milkę lubiłem, więc zapewne gęba i tyłem uradowałyby się od porcji 567kcal i z tej czekolady. Poza tym nadzienie sprawa wrażenie takiego granulatu. Mocniejszych strzelających kulek. No... tylko, że nie strzela, a fajnie(?) chrupie.

    Wiem, motam, mieszam. Jak kot czy pies chodzący i obwąchujący nową karmę. Dlatego już przestanę. Szturchając najpierw opakowanie dłonią i sprawdzając "czy to, to ... oby mnie nie zje pierwsze" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyyy, ale na opakowaniu nie ma miski mleka, ale miska jogurtu :D Jogurtem pogardzisz? Takim kwaśnym z dodatkiem miodu i orzechów?

      Usuń
  19. nigdzie nie widziałam tej wersji ritter, ale być może dlatego, że niezbyt im się przyglądam w sklepach ;) Co do lat 90, och jak za nimi tęsknie :< Wiem wiem... przeminęły z wiatrem, ale naprawdę z przyjemnością bym do nich wróciła... Kot wymiata, zresztą jak zawsze ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sklepach ja też jej nie widziałam, nigdy, w żadnym.

      Usuń
  20. Nie próbowałam tej czekolady :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Grałam w te pokemony i kurde nawet byłam w tym dobra :D. Wiedziałam o co chodziło, ale teraz Cię nis oswiece, bo nie pamiętam :P

    Olympia była dla mnie bardzo słodka, ale i tak stanowiła ulgę po poprzednich paskudztwach od Rittera. Niedługo u mnie pojawia się wszystkie letnie Ritterki i... no cóż :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś mam wrażenie po twoich słowach, ze nie powinnam się spodziewać ochów i achów na temat tych limitek.

      Usuń