01.07.2015

Snickers Intense Choc, Edycja limitowana



Wieprza brak i tylko prezentów żal

Chyba nikt nie lubi dostawać nietrafionych prezentów. A jeszcze bardziej nikt nie lubi dostawać prezentów, o których się głośno  prosiło, żeby ich nie kupować. Parę razy. Wspominałam, że głośno? Prosiłam: „Nie kupujcie mi żadnych durnostojek, obrazków czy szmat, żarcie jest najbezpieczniejszym prezentem”, kilka razy to powtarzałam. No i git, dostałam ciastka i nugat zakupione w Kuchniach świata i jest fajnie i z tego się cieszę. Ale dostałam również obraz, na widok którego część mnie umarła, a resztki dobrego gustu wrzasnęły z przerażenia i poszły popełnić seppuku. 
Lubię koty, uwielbiam koty, mogę mieć bluzki, kubki, kapcie, biżuterię, wszystko z kotami. Ale nie, jednak nie wszystko. Nie chce żadnych kocich figurek ani obrazów. Szczególnie obrazów przedstawiających białe puszyste, zezowate kocie na pudrowo-różowym tle. Obramowane czymś co wygląda jak resztki najtańszego drewnianego stołu…(przerwa na pozbieranie się). Nie jestem ani 10 letnią księżniczką, ani sfiksowaną starsza panią podającą kocie żarcie na ozdobnych porcelanowych talerzykach, która wybiera dla swoich pupili imiona w stylu Sir Puszek Mordkołapek. To nie pasuje mi do pokoju, to nie trafia w mój gust, to jest szkaradne. Mogłabym przemyśleć jeszcze zawieszenie w pokoju tego, tego czy tego. Ale nie tą taniochę, która w trybie natychmiastowym powędrowała do moich bratanic, bo od razu stwierdziłam, że prędzej trupem padnę niż powieszę to u siebie. I jest mi trochę przykro, bo widać jak się mnie słucha. Za tę kwotę to mogli kupić porządną czekoladę. Podejrzewam nawet, że kilka czekolad, bo im gorsze szkaradztwo tym droższe. I nie wiem co mam zrobić żeby w końcu dotarło, że jak mają mi kupować jakieś nieprzydatne graty to niech już lepiej nic nie kupują. Chyba jakie pismo urzędowe wystosuje czy coś.

Limited Edition, Snickers Intense Choc. Ze dwa lata temu była w Lidlu limitka Snickersa w ciemnej czekoladzie. Wtedy jej nie kupiłam, bo zanim się zabrałam do zakupów zniknęła ze sklepów. Tym razem tego błędu nie popełniłam.  Rozpisywać się na jej temat nie będę, bo jaki koń jest każdy widzi. Przeczytałam już trzy recenzję na temat tej wersji, jedną raczej mało pochwalną ze względu na zapach, a dwie pozostałe raczej pozytywne. Z tego też względu specjalnie wybrałam ją na dzisiejsza recenzję. Albo podzielę zdanie Olgi i z czystą przyjemnością zjadę smród tego Snickersa dając upust swoim emocjom, albo podzielę zdanie Szpilki i Słodkich abstrakcji i ukoję nerwy smacznym wytworem marsowym. W obu wypadkach wygrywam, więc bez dalszej zwłoki zabrałam się do sekcji.

Smak: po ostrożnym niuchnięciu mój nos szczęśliwie nie wyłapał żadnych nut Eau de grille porc. Zamiast tego poczułam zapach taniej ciemnej czekolady i czegoś co jednoznacznie kojarzy mi się ze Snickersem. Po rozkrojeniu moim oczom ukazał się miły widok grubego karmelu z kawałkami orzechów i cieńszą warstwą nugatu. Warstwa czekolady była średniej grubości, jak to zwykle w batonikach marsowych bywa. I jest zaskakująco słodka, jak na ciemną czekoladę. Wprawdzie posiada w sobie pewną nutę kakaowej cierpkości, ale powiedziałabym, ze jest jej bliżej do mlecznej czekolady niż do gorzkiej. To tak jakby producenci sami się wystraszyli zawartości kakao i próbowali załagodzić efekt dodając cukier. Nie powiedziałabym jednak, że jest mocno przesłodzona czy niesmaczna.  Sucha i mało tłusta. Gładko rozpuszcza się w ustach nie pozostawiając żadnej goryczki czy proszkowości.  Trudno ją oderwać od środka. Właściwie jest to niemożliwe i musiałam odkrajać kawałki nożykiem. 

Warstwa nugatu jest słodko-słona i taka jakby chrupiąca, nie gładka, grudkowata. Z tego co widzę jest to zasługa maleńkich ziarenek orzeszków. A tak poza tym nugat jak nugat.  Karmel również jest pełen kawałków prażonych orzeszków, przyzwoitej wielkości.  Chrupały i były jak zawsze doskonałe.  One sprawiają, że mam taką słabość do Snickersa, prażone orzechu to jest to. Karmel był nieco mleczny, bardzo słodki i taki jaki zazwyczaj jest w tych batonach. Dobra, stara klasyka.

Jakbym miała podsumować ten produkt jednym słowem byłoby to „zachowawczy”. Ciemna czekolada była dobra jak na standardy polewowe, ale oczekiwałam czegoś bardziej kakaowego, charakternego. A dostałam produkt który smakował jak mieszanka Milki z Lindtem o 45% masy kakaowej. Moim zdaniem niewiele się różni smakowo od zwykłego Snickersa, może tylko subtelnym kakaowym posmakiem i słonawym nugatem. Nie zmienia to faktu, że mi smakował. Jednak, tak jak już wyżej pisałam, mam wrażenie, że sami producenci się wystraszyli ciemnej czekolady i poszli bezpieczną ścieżką, bez szaleństw.
Ocena:7,5/10
Kaloryczność: 100g/487kcal, 50g/244kcal
Gdzie kupiłam: Chorten
Cena:1,99zł

Uwierzcie lub nie, ale ten obraz tak dał mi się we znaki i takie emocje wywołał, że musiałam ostro skracać wstęp, bo wyszedł na całą stronę.
Pa

50 komentarzy:

  1. Wstępem znów make me day ,chętnie obejrzała bym rzeczony obrazek ;-)))
    Snickersa jadłam,ale szału nie zrobił,bo nawet nie pamiętam już dobrze jak smakował.Wersja jednak podstawowa rządzi .ala

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No "niestety" nie mam go w domu i nie mogę pokazać jak wygląda ;)
      Oj, nie zrobił. Po prostu bardziej kakaowa opcja wersji podstawowej.

      Usuń
  2. charlottemadness01.07.2015, 05:36

    Wnętrze wygląda kusząco, jednak szkoda,że brak wyraźnej intensywności kakaa. Jeśli widnieje napis "Intense choc" też bym oczekiwała mega dawki kakaa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i choc może było ale zabrakło intense ;)

      Usuń
  3. Dla mnie zwykły jest za słodki, więc tego bym spróbowała,ale jak mówisz,że dla Ciebie za mało czekoladowy to w sumie już sama nie wiem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na słodkość to oba są na tym samym poziomie :)

      Usuń
  4. Hahaha, jeśli ten obraz jest taki, jak go sobie wyobrażam, to jest iście szkardno-szpetny z domieszką obrzydliwości. :P

    Co do batona, ja nie kupiłam i nie zamierzam. Ta ciemna czekolada z batonów zawsze i tak jest na tyle słodka, że jest prawie taka sama, jak mleczna. Twoja recenzja tylko mnie w tym przekonaniu utwierdziła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie dobrze go sobie wyobrażasz ;D
      Skoro dla mnie było za słodko i za mało kakaowo to wiedz, że coś się dzieje ;)

      Usuń
  5. Znam Twój ból, znam w to w 100 procentach. Mam tak z moją chrzestną, która zawsze kupi mi szmelc, który leży/wisi/jest schowany i nikt tego nie chce. Zawsze jej mówię, że ma mi figurek/obrazków/kalendarzy/BIAŁYCH rzeczy nie kupować, a ona swoje i zawsze dostaję albo obrazek z koniem (których mam już tysiące), albo białą rzecz (bluzka, spodnie, poście, etui, portfel), która za chwilę jest brudna, albo ciuch, który jest rodem stylu 9 letniej dziewczynki,albo przeklęty kalendarz! Eh...

    Snickersa tego uwielbiam, jest lepszy niż klasyczny, bo czuć w nim tą minimalną ''goryczkę''. Fajny, fajny, ale mogliby wypuścić z PB na Polski rynek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam jak inne osoby wiedzą lepiej co ktoś chcę, lepiej od rzeczonej osoby.
      Ogólnie mogliby rzucić więcej produktów z PB na polski rynek :D

      Usuń
  6. Pamiętam, jak kiedyś na urodziny dostałam spódnicę. Po pierwsze już fakt, że była to spódnica ją u mnie dyskwalifikował, po drugie okropnie mi się nie podobała. Jak już "dorosłam" do założenia jej (bo trochę zmienił mi się gust), to okazała się być za mała. Dlatego nie lubię jak ktoś, poza moją mamą, która zna mój gust, daje mi w prezencie ciuchy. A potem jest głupio, bo w tym nie chodzę. -_-

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazwyczaj zakładam taką rzecz raz, a potem niechciany ciuch leci do czyśćca :D

      Usuń
    2. Parę lat temu ciotka (nie słynąca z dobrego gustu, że tak to delikatnie ujmę) spytała mnie co chciałabym dostać na święta. Wskazałam na długi, czarny albo granatowy płaszcz żebym mogła na przystanku siadać. Dostałam bardzo krótką, żółto - pomarańczową kurtkę w której mnie było widać na kilometr. Innym razem dostałam od niej zestaw chińskich ozdób do włosów - mimo że wiedziała że ścięłam włosy na krótko. Poza tym, standardowy prezent u niej to jest zestaw "olejków do aromaterapii" czyli taki co można kupić w sklepie za 5zł i pachną przeokropnie.

      Usuń
  7. Czoko zamknij bloga albo wyrób sobie smak, bo TY SIĘ NIE ZNASZ NA SŁODYCZACH!!! Twoje recenzje to brednie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brawo Czoko, dorobiłaś się pierwszego hejtera! :) Ponoć jak nie masz hejtera to znaczy że nie istniejesz w internecie ;)

      Usuń
    2. A ktokolwiek się zna? proszę Was xDD Żyjemy w świecie subiektywnych opinii, ja osobiście go nie mam i przyznaję szczerze, chyba bym się zesrała ze szczęścia jakbym spróbowała dania od Gordona czy Amaro... ale codziennie się uczę, staram i przede wszystkim jem :)

      Usuń
    3. A ja prawdę mówiąc nawet nie wiem czy bym spróbowała dania od Amaro - jego dania wyglądają tak ślicznie że szkoda by mi je było ruszyć. Inna kwestia ze on słynie z dość niekonwencjonalnych połączeń smakowych - ilekroć oglądałam Piekielną kuchnię i podawali menu na serwis to musiałam sprawdzać w internecie co on podaje bo nie miałam pojęcia co to jest topinambur albo salsefia. I jestem pełna podziwu dla szefa Amaro że nie tylko zna ale i umie wykorzystać takie nietypowe składniki, pani Gessler to się do niego nawet nie umywa :)

      Usuń
    4. Normalnie bym usunęła ten komentarz, ale był taki nieporadnie śmieszny w swoim hejcie, że go zaakceptowałam, niech lud ma radochę :D
      Co do Amaro i Gordona to mimo, ze czasami podają dziwne potrawy to bym dała się pokroić żeby cokolwiek od nich spróbować, tak z ciekawości za to te gwiazdki.

      Usuń
  8. Piękny prezent dostałaś Kochana <3 Zazdrość mnie zżera! :) :D Swoją drogą mi też powinni kupować tylko słodycze. Ostatnio zamiast czekolady dostałam bransoletę.. Nawet nie wiesz jaka była awantura..

    Nareszcie ktoś wypośrodkował nasze recenzje. Okazuje się, że tego produktu po prostu trzeba spróbować. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękny, może tobie powinnam wysłać tego kota XD
      Jestem jak Szwajcaria, w gruncie rzeczy neutralna :D

      Usuń
  9. Kocham Twój wstęp, uśmiałam się chociaż nie powinnam chyba się przyznawać z powodu Twojego nieszczęścia. :D Też nie znoszę nietrafionych prezentów ojeju... znaczy ja w ogóle nie lubię dostawać prezentów. Głupio mi wtedy... a takich pierdułek niepraktycznych to już w ogóle. Kurz to tylko zbiera... Ja to przyjmuje tylko ubrania i biżuterie ale tylko jeżeli sama je sobie wybiorę i coś co wszyscy wiedzą, że mi sprawi przyjemność - KSIĄŻKI. Pod choinkę zazwyczaj dostaje tak z 6 sztuk... Lubię też kosmetyki, bo to w sumie zawsze się przydają, a co to za różnica czy balsam kokosowy czy waniliowy...
    Snickers. Baton. Czyli to po co ja z własnej, nieprzymuszonej woli raczej nie chwycę. Jeszcze mars czy milky way to tak ale snickers - te orzeszki są dla mnie katorgą. :< Tu dodatkowo ciemna czekolada, do której dopiero się przekonuję więc też byłoby słabo. :D Jednak fajnie, że takie limitki wychodzą chociaż z tego co zauważyłam to chyba jeszcze żadna limitka tych słynnych, osławionych, top top batoników nie pobiła klasyka. :D No way.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przed świętami zazwyczaj robię listę co można mi kupić :D na szczęście tego się trzymają, bo wolę dostawać rzeczy, które chcę. A z kosmetykami jest też taki problem, ze coś może mieć niechciany składnik, więc trzymam rękę na pulsie.
      Skoro dopiero się przekonujesz do ciemnej czekolady to ta polewa byłaby idealna dla ciebie, jest bezpieczna i wcale nie gorzka. Tylko te orzeszki...

      Usuń
    2. Książki chętnie ale tylko te wskazane - za dużo razy dostałam Harlequiny.

      Usuń
  10. Łe, a już myślałam, że poczujesz wieprza. No nic...sama na polu bitwy nie zostałam, ale moja armia jest mała.
    A co do obrazka, wspominałam kiedyś gdzieś, że robiłam na studiach prezentację o kiczu. Kicz nie jest złą sztuką, jest czymś innym. Estetycznie wadliwym - tak, dla ludzi bez gustu w zakresie sztuki - tak, ale nie złą sztuką. Ludzie kupują kicz, bo sądzą, że podoba im się sam obraz, ale tak naprawdę kupują go ze względu na kota. To dlatego, że kicz zawiera ładunek emocjonalny (och, jaki on sssłodki!), a nie wartość artystyczną, jak sztuka. To tak z kulturoznawczego punktu widzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, ale nie będę walczyć w twojej wieprzowej sprawie :(
      Tylko czemu ten ładunek emocjonalny poszybował w moją stronę, to bym chciała wiedzieć ;)

      Usuń
  11. Po pierwsze: dupa, a nie "za długi wstęp". Serio lubię - i to bardzo - wplatania historyjek, czegoś pobocznego do wpisów. To tworzy z nich taką osobną hmmm epopeję. Coś emocjonalnego. Mogłabyś przecież rzucać samymi faktami, ale nie o to chodzi :)

    Po drugie baton. Faktycznie jest... bezpieczny. Zupełnie inny niż mleczny oryginał, ale bezpieczny. Zastanawiam się nawet czy nie dodać go u siebie. Ogólnie rozszerzyć działalność o wszystko co słodkie, ale z ciemną (gorzką i deserową) czekoladą.

    Snickersa oczywiście zjadłem z przyjemnością i... zaciekawieniem. Jedna z milszych limitek jakie miałem okazję próbować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwierz, jakbym pozostawiła to w wersji nieskróconej to by było za długo ;D
      Jeszce się pytasz? Rozszerzaj, bez żadnych wątpliwości.
      A, że smakował dobrze to już inna kwestia :D

      Usuń
    2. W Internetach to się nazywa "making of...", nie? :P

      Teraz, zupełnie bez posypywania cukrem, jeśli masz coś dłuższego - mówię to jako czytelnik - wrzucaj! Osoba niechętna, obojętna na "wyznania" i tak przewija tekst do akapitu zaczynającego się od słów "smak". Czy tego chcesz (tj. czy o tym pisze) czy nie. Jestem jednak głęboko przekonany, że "gdyby wybory parlamentarne odbyły się dziś, partia Tylko Długie Wpisy Polska otrzymałaby 73% głosów" ;)

      Wygadałaś się - teraz nie ma wymówek!

      Ps. Dzięki za "zaakceptowanie" ew. planu. Bo rozglądając się po półkach, takich batonów i innych dupereli "no, mogę sobie pozwolić" jest cała masa. Ot chociażby głupi Snickers, Bounty itp. Nie każdy przecież chce jeść czekoladę. Heh. Wrzucę tego Snickersa (mam go obfoconego) i zobaczę reakcję ludu.

      Usuń
  12. Patrząc na to jak zgadzam się z dużą częścią rzeczy które piszesz, mogłabyś być moją siostrą, na pewno bym się z tobą dogadywała lepiej niż z moją faktyczną. Ilekroć spodziewam się prezentów to głośno informuję że nie chcę ciuchów, nie chcę kosmetyków, nie chcę biżuterii i nie chcę żadnego plastiku. Tylko słodycze ewentualnie wyraźnie wskazane książki. No i słodycze zwykle są ale ciuchy i plastik też musi zawsze być. Jeśli ktoś nie wie co mi kupić to już lepiej dać mi pieniądze a nie kupować markową koszulkę w jaskrawym kolorze której nigdy nie założę. A już kwestię cudowności typu gliniane dzwoneczki do podłogi lub krajobraz kupiony chyba na chińskim bazarze to pominę. Jeśli to można jeszcze opchnąć na allegro to pół biedy ale co mam zrobić z glinianymi dzwoneczkami?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest po prostu jakaś plaga. jeszcze bym zrozumiała, że ktoś nie wiem co byśmy chciały/nie chciały wobec czego kupił cokolwiek. Ale jak ma się jasny przekaz to już po prostu pozostaje walić głową w mur.

      Usuń
  13. hahaha wymiatasz z tymi kotami, ale żeby aż tak wymagać od prezentów takich standartów :D Oszalałaś :) Hahaha ja lubię twoje wstępy mógł być dłuższy :D Szkoda, że już o Zmierzchu przestałaś pisać, ale już przebolałam... kochałam twoje komentarze :D Wow naprawdę wgryzłaś się w tego batona, bo bardzo szczegółowo go opisałaś, niemalże jakbym ponownie go jadła ;) Dziękuję, dziękuje, że mnie podlinkowałaś i się do mnie przyznałaś ^^ Zapamiętam to i jak będę wstawiać jakiegoś kota to Cię koniecznie podlinkuje :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hejtowanie Zmierchu jest już passe, teraz powinnam naśmiewać się z 50 twarzy Greya, ale na samą myśl o tym dziele dostaje migreny i krwotoku z oczodołów ;D
      W końcu jesteśmy jedną wielką słodyczową blogosferą ;)

      Usuń
    2. Dajesz, tak się stęskniłam za twoim sarkazmem! I z 50 twarzy Greya, może być hardcore :D
      Słodyczowa blogosfera- piękne określenie xD

      Usuń
  14. Haha my też mamy głęboko w szafie schowane dwa obrazy (i to jeszcze nasze podobizny), które dostałyśmy na osiemnastkę :P Szkoda wyrzucić a nikt ich nie chce zresztą nie chciałybyśmy nikogo straszyć wisząc na ścianie xD

    W końcu musimy się skusić na tego batona, bo tradycyjnego Snickersa już bardzo dawno nie jadłyśmy a mamy ochotę na coś z orzeszkami :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypuszczam, ze nie są to zbyt udane podobizny ;D
      Zawsze to będzie nieco coś innego niż tradycyjny Snickers :)

      Usuń
  15. Zgaduję, że obraz od kogoś z rodziny? ;)
    Co do batona, to mi smakował. Ot, bez szału, ale miła odmiana.

    shariankoweleben.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rodzice kupili na rynku :)
      Wprawdzie mala, ale zawsze odmiana :)

      Usuń
  16. Jezu, tak bardzo się zgadzam co do obrazków. Wszystkie te plakaty, kotecki, piesecki, inne pierdółeczki i te mega "oryginalne" krajobrazy czy miasta... Rzygam już tym wszystkim, naprawdę. Nie lubię takich gadżetów, bo mam wrażenie, że ciężej trafić na coś nietandetnego i faktycznie ładnego i oryginalnego, niż na przysłowiowego księcia na białym rumaku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczególnie krajobrazy są tak tandetne, że aż oczy bolą jak się na nie patrzy.

      Usuń
  17. Jak ja nienawidzę tych wszystkich bibelotów i zbieraczy kurzu! Matki mojego Mena i moja uważają, że bez nich dom nie jest przytulny, co za bzdura! Dla mnie dom pełen takich ozdobników jest zagracony i nieestetyczny, totalnie niepraktyczny.

    Snickers jak to Snickers... Ostatnio na szkoleniu zjadłam z dwa klasyczne, bo dostawaliśmy je w pakiecie - lubię ten smak. Ciemna czekolada w takich produktach zawsze będzie potraktowana w sposób zachowawczy, więc choć limitowana wersja jest interesująca, to i tak sobie ją raczej podaruję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dość, że niepraktyczny to jeszcze uciążliwy w czasie ścierania kurzu
      Wiele nie stracisz, to tak jakby troszkę podrasowana wersja Snickersa.

      Usuń
  18. Haha fajny wstęp. :D Ciekawe, czy w ogóle istnieją ludzie, którzy cieszą się z takich bubli (oprócz babć, które dostają je od wnuków). :p
    Z ciemną czekoladą mi nie po drodze, zostanę przy innych wersjach.

    OdpowiedzUsuń
  19. ZEZOWATE! Jezó, wreszcie ktoś też to widzi! Pójdź w me ramiona! <3 One wszystkie na pewnym etapie życia mają zeza rozbieżnego i wypadają im oczki. Bue.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *wpada w ramiona* na żywo to jeszcze jest to urocze bo to takie małe nieporadne i cienko miauczące. Ale na niektórych fotografiach czy obrazach to już tak uroczo nie wyglądają

      Usuń
  20. Nie znoszę tych batonów ale dotąd to najlepsza limitka jaka w Polski wyszła.

    OdpowiedzUsuń