27.07.2015

Lody na patyku Toblerone




Czekolada czy lody?

„Przepraszam, czy mogłaby pani pożyczyć 2 złote?” Zazwyczaj na takie odzywki reaguje albo ostrym, chrapliwym NIE, albo olaniem pytającego. Tym razem jednak w pierwszym momencie zaczęłam sięgać do torebki. Wzięło mnie z zaskoczenia. To nie był żul czy żulietta, cyganka z otumanionych dzieckiem czy kaleka, który pod koniec dnia magicznie ozdrowieje.  Nie, to była czysta, ubrana w dziwne, ale porządne rzeczy, kobieta prowadząca za rękę na oko 7 letniego chłopca. Pierwszą moją myślą było to, że chce kupić dziecku loda, a akurat nie wzięła pieniędzy. Po sekundzie włączył mi się jednak tryb „podejrzliwość granicząca z paranoją” i odmówiłam. Zresztą dostaję alergii na słowo „pożyczać” gdy jest wymawiane przez osobę, która mi z pewnością niczego nie odda. Następnego dnia idąc z mamuśką znowu natknęłam się na tą samą kobietę. I znowu była prośba o 2zł. I już wszystko jasne, krótkie warkniecie NIE i odciąganie zaskoczonej mamuśki, która już miała dłoń w torebce. Dwa dni potem, razem z matką, obserwowałyśmy jak paniusia zaczepia kolejne osoby. Każda odruchowo sięgała po portfel. Niektóre się opamiętywały, ale niektóre dawały. Przyznam, pani jest sprytna. 
Wszyscy jesteśmy przyzwyczajeni do żebraków o określonym wyglądzie i zapachu, więc za bardzo już nie robią wrażenia. Ale zadbana kobieta z dzieciakiem prosząca z uśmiechem o niewielką sumę? Wzbudza zaufanie przez co wyciągamy odruchowo pieniądze. I wiecie co mnie wkurza? Mieszanie w to dziecka. Ale co zrobię, nic nie zrobię. Skoro policja i straż miejska nie radzą sobie z cygankami klęczącymi pod kościołem z półprzytomnymi dziećmi na rękach, to co mają zrobić z kobietą w ruchu? Jedynie mogę ostrzec innych mieszkańców Białegostoku, by uważali na krótko obciętą blondynkę ubraną w seledynowe i lazurowe ciuchy z parasolką w ręku i z dzieciakiem. Trzy razy widziałam ją w okolicy Lipowej i Rynku Kościuszki. Są przecież specjalne organizację pomagające ubogim osobom, pamiętajmy, że dając jałmużnę wspieramy cwaniaków i pijaczków. I po tym apelu, przechodzę do ciekawej cześć.
Lody na patyku Toblerone, czyli lód kakaowo-miodowy z kawałkami czekolady mlecznej z miodem i nugatem migdałowym i z kawałkami białego nugatu w polewie z mlecznej czekolady Toblerone. Masło maślane z masłem w polewie masłowej z kawałkami masła. Nazwa taka zamotana, że nawet nie próbowałam ogarnąć gdzie i w jakiej postaci jest czekolada, nugat i miód. Już parę osób pisało o tym produkcie, więc nie będę się za bardzo rozpisywać. Przypominam tylko, że należy on do tej samej rodziny co lody: Milka, Oreo, Daim i Jacobs, czyli do grupy Mondelez. Producentem jest Zielona Budka należąca do R&R Ice cream. A w zagranicznej ofercie R&R Ice Cream mamy lody Cadbury i czekoladową wersję Oreo. Zaraz spazmów dostanę i tak to się skończy.

Smak: a może zaczniemy od wyglądu? Bo wygląda nawet ciekawie. Wprawdzie jest mały, ale byłam na to przygotowana. Polewa jest upstrzona, niczym trawnik przed blokiem psiarzy nielubiących sprzątać po swoich pupilach. Tylko w odróżnieniu od rzeczonego trawnika ten widok był przyjemny i cieszący oko. Powłoka czekoladowa była niezbyt gruba ale przyjemnie chrupiąca. Zatopione kawałki nugatu  przyklejały się lekko do zębów, sprawiając, że język się nieźle nagimnastykował próbując usunąć klejącą masę ze szkliwa. Również kawałki migdałów znalazły się w tejże polewie. Co do samej czekolady to po prostu rozpływała się w ustach. Bardzo mleczna i słodka z dalekim kakaowym echem. Było w niej coś miodowego. No nie, jak dla mnie ta polewa jest znacznie smaczniejsza niż przeciętna mleczna tabliczka Toblerone.  Po rozprawieniu się z polewą nadeszła kolej na masę lodową. Środek jest puszysty i jednocześnie tłustawy, taka tłusta lekka chmurka. Mocno kakaowy i nie tak słodki jak polewa ale nadal bardzo słodki. Jednak miodu nie wyczułam, wbrew opisowi. Miejscami wyczuwałam kawałki czegoś, chyba czekolady, ale nie jestem tego pewna, za szybko jadłam, rozumiecie?

Są to lody bardzo słodkie, ale równocześnie pełne smaku. Nie jest to produkt w którym głównie czuć cukier, a reszta jest nie do scharakteryzowania, nijaka. Mamy nugat, mamy orzechy, świetną polewę czekoladową i puszysty, mocny kakaowy środek. Jeden punkt odejmuje za nieco przesadną słodkość i brak miodowego kopa. I za cenę, to nie ma tak dobrego składu bym wybaczyła cenę. Za jakość składników mogę płacić więcej, ale jeżeli cena pochodzi głównie „za markę” to trochę mi wąż w kieszeni syczy. Jednak raz na jakiś czas można kupić. Kto nie jadł niech nadrabia swój błąd.
Ocena: 9/10
Kaloryczność:100g/360kcal, 66g/238kcal
Gdzie kupiłam: Piotr i Paweł
Cena:3,79zł (w promocji)

Następny wpis będzie w czwartek.
Pa

47 komentarzy:

  1. charlottemadness27.07.2015, 05:44

    Wygląda apetycznie, a szczególnie wnętrze :> Minus za nadmierną słodkość, która mnie trochę odrzuca :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak po prawdzie to nie są one tak słodkie jak lody z Lidla :)

      Usuń
  2. Fakt, kieszeń boli. Jednak w dalszym ciągu nie jestem przekonana - czy watro ;) Mimo dobrego smaku, Daim wyrządził mi mnóstwo krzywd. O tym tak szybko się nie zapomina :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto, mówię, że warto. I nie tylko ja mówię, ze warto. WARTO!

      Usuń
  3. U mnie w mieście chodzi starsza kobieta, która prosi o niewielkie kwoty, bo ma rentę i raka w piersi i nie wystarcza jej na jedzenie. Raz jej dałam 2 zł, ale też później się otrząsnęłam - w końcu ja też groszem nie śmierdzę i nie chodzę żebrać na ulicy. Poza tym jak następnym razem mnie też zaczepiła powiedziałam, że nie mam...zresztą tak jak i za trzecim razem...mam nadzieję, że w końcu przestanie podchodzić...w końcu zawsze jest MOPS i może nie pomogą jej zbytnio, ale jak nie ma na jedzenie to nawet te racje z banku żywności i może bloczki na obiady by ją uratowały...

    Co do lodów, to mam nadzieję, że w końcu zrobią u nas Piotra i Pawła i będę mogła narzekać, że przez Ciebie zostawiam tam kupę kasy, ale może będę w końcu mogła spróbować więcej dobroci, o których piszesz ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym dawała. Staram się pomagać biedniejszym osobom. Tym bardziej, że babka jest chora. Współczuję. Żebranie jest upokarzające.

      Usuń
    2. Włąsnie, są organizację, również pozarządowe, które pomagają osobom w potrzebie.Jak moja matka mówi "Ja mam rodzinę i mam komu pomagać finansowo"
      Hehe, nie biorę odpowiedzialności za ewentualne bankructwo.

      Usuń
  4. Mi też bardzo smakował, chociaż to akurat nie dziwne, bo jestem fanką tej czekolady.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam tak samo, mleczną Toblerone to kiedyś lekko zjechałam.

      Usuń
  5. Jadłam dosłownie parę razy ale bardzo, bardzo dobrze wspominam Toblerone. I utyrał mi się w głowie jakiś pyszny smak, którego po pierwsze nie pamiętam, a po drugie nigdy potem nie widziałam. :\

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty, szukaj jeszcze, może znajdziesz. Trza być wytrwałym :D

      Usuń
  6. Nie widziałam u siebie tych lodów, ale kiedy dotrą i na ten koniec Polski na pewno je spróbuję!
    Jadłaś już Magnumy o smaku truskawkowym z białą czekoladą? Muszę Ci powiedzieć, że były pyszne, o niebo lepsze niż same białe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magnumy? Nieee, nie jestem fanką magnumów, a tym bardziej z truskawką.

      Usuń
    2. Oh... zapomniałam, że nie lubisz truskawki w słodyczach :p Szczerze, to te Magnumy to jedyne lody w których toleruję smak truskawki ;D

      Usuń
  7. Wygląda ciekawie, tylko jest dość mały, na razie nie widziałam go w okolicy, także nic więcej nie mogę powiedzieć :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zaczepiła mnie jakiś miesiąc temu jak szłam z mamą przez Lipową, Na początku zupełnie nie wiedziałam o co jej chodzi i pierwsze co pomyślałam to, że coś z nią nie tak. Lepsza agentka chodzi po Piłsudskiego, 2 razy widziałam ją na odcinku od przejścia podziemnego do mojego ulubionego Marketu na Pałacowej. Okropnie uparta, prosiła o pieniądze, bo "wsadzili jej mydło do gardła i pali ją od środka". Cały odcinek za mną lazła z tym tekstem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A na tą drugą na szczęście nie trafiłam. Pewnie jest chora.

      Usuń
  9. U mnie koło uczelni stoi zawsze jedna kobieta, i stoi tam ponoć od niepamiętnych czasów. Zabiedzona, z brudnymi włosami, bez makijażu i jeszcze do tego udaje że się jąka. Historie się zmieniają w zależności chyba od dnia : syn nie ma na stancję, syn nie ma pracy po obronie, syn pracę stracił, syn zbiera na adwokata bo miał wypadek, syn zbiera na leczenie bo miał wypadek albo syn zginął w wypadku i ona sama, samiuteńka. W przypadku gdy ktoś panią zna i zada rozsądne pytanie w stylu "Ile ma pani tych synów?" (bo to ciut dziwne że jednego tygodnia syn ginie a tydzień później zaczyna studia :D) zamiast dać kilka złotych (standardowy tekst kobiety - "od dychy nie zbiedniejesz") to kobieta zaczyna wrzeszczeć, kląć, skakać i robić inne dziwne rzeczy. Policja nic zrobić nie może bo ponoć kobieta chora psychicznie. Tylko jak ja ją widzę w bardzo drogim markecie na literę A... albo w najnowszej galerii handlowej, to już ma nienagannie ułożone włosy, staranny makijaż i eleganckie ciuchy - w życiu byś nie zgadła że to ta sama kobieta. Zresztą, ja do żebraków szczęścia nie mam - zawsze trafiam na naciągaczy takich którzy na propozycję zaprowadzenia do stołówki dla ubogich mówią "Ale tam śmierdzi!" i zamiast tego woleliby dostać na największy kubełek w KFC ("Ja się muszę dobrze odżywiać, byle czego nie zjem"). Albo na duży kawałek ciasta z
    markowej cukierni bo im "cukier spada i chyba zaraz zemdleją". Albo zwyczajnie takich co wyrzucają otrzymane jedzenie do kosza...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dlatego uważam, ze nie warto dawać kasy. Ktoś rzeczywiście może jest biedny i głodny, ale z tego co wiem to duża część "biednych i głodnych" w dzień uzbiera więcej kasy niż uczciwie pracująca osoba.I tak, nieśmiertelne "jestem głodny, ale ani mi się waż dać mi bułki z konserwą, ja mam wymagania !!"

      Usuń
  10. A weź idź z tymi żebrakami, Na dworcu naciągają na zgubiony bagaż, w rynku na chore dziecko i różę, a nawet łażą po domach jako kominiarze, green peace i "proszę, daj chleb, albo lepiej 10 ZŁOTYCH". Potem schodzi się na dół schodami, a pod drzwiami losowego sąsiada stoi paczka z jedzeniem. Widać, jak żebrającemu zależało na jedzeniu ;]

    O lodach, wiesz, co sądzę. W skrócie i dla przypomnienia: pyszaste, tylko nie w tym kształcie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taa, tacy głodni, że wywalają kanapki do koszy. Głodni kasy chyba.
      Wiem, nawet sobie ostatnio przypomniałam żeby zobaczyć czy opinie są zbieżne.

      Usuń
  11. nie jadłam i zdaję sb sprawy, że muszę to odpokutować! :D Ale na razie póki siostry nie ma muszę czekać :> Hahaha ten kot to istny geniusz!? Czemu ja na to nie wpadłam, miałabym szmalu jak nie wiem co... tylko mój kot by nie wysiedział :) Co do bezdomnych, proszących o wsparcie... kiedyś byłam bardzo naiwna... teraz lituję się od czasu do czasu lub mówię, że co brakuje co chce do jedzenia i to kupuję. Jak nie chce... to odpowiedz jest jednoznaczna :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja zauważyłam, że prośby o kupienie jedzenie zostają wypowiedziane w miejscu, gdzie nie ma w pobliżu sklepu. To też takie naciąganie.

      Usuń
    2. trafne spostrzeżenie :)

      Usuń
  12. Zdecydowanie zakochałam się w tych lodach. Zdecydowanie są czekoladowe, a nie sztucznie kakaowe co najbardziej mi się w nich podoba. Mam bowiem problem z lodami czekoladowymi które zazwyczaj smakują jak kakao i to takie z najgorszej półki i zrobione z wodą. Te jednak są wyjatkowo kakaowe ale nie gorzkie lecz maja w sobie pewną mleczność. Polewa wspaniała ale wszystkie akurat je mają wybitną - Oreo zwłaszcza ,,wymiata" choć Daim też jest na wysokim poziomie. Szkoda, że to takie maleństwo, bo znika w 3 minuty aczkolwiek jest pyszny, no po prostu pyszny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, wielkość to też wada, powinni zrobić je większe ;D

      Usuń
  13. No nie wiem. Mi, zbzikowanemu na punkcie lodów, nie smakowały. Myślę, że lepsza byłaby postać w kubku z dużymi kawałkami kawy, mody i karmelu robiącego za środek. Mniej więcej jak B&J czy lody z tyg. amerykańskiego w Lidlu.

    Czekoladowych smaków nie lubię, więc mogłem być odrobinę uprzedzony. Niemniej lód nie był tym czym trójkątna tabliczka. Gdyby zawierał jej kawałki, coś tam z miodem.... byłoby znacznie lepiej. Poza tym, przynajmniej mój, był strasznie niestabilny. Delikatny jak puch. Jeden gryz i połamał się jak wali się domek z kart.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz, mi klasyczne Toblerone nie smakuje za bardzo, za to ten lód to cudo.
      Co do niestabilności to się nie wypowiem, kroiłam go na talerzu :D

      Usuń
    2. Bo i sama czekolada jest dość specyficzna. Nawet biała smakuje inaczej niż konkurencja. Trzeba się "wstrzelić" w bycie w grupie targetowej. Tabliczka kojarzy mi się z wyjątkowością, przełomem rynku, paczkami z zachodu... także nawet jeśli sama w sobie jest średnia, to i tak ma handicap.

      Co do krojenia na talerzu... przeraża mnie to, ale nie widzę w tym (krojeniu lodów do zdjęcia!) nic dziwnego :D

      Usuń
  14. Rozumiemy Cię doskonale też już jesteśmy z góry uprzedzone do wszelkich pytań o parę złoty.... Najlepiej takiej osobie wręczyć kanapkę i zobaczyć jaką będzie miała minę....

    Te lody nas ciekawią, nie powiemy, że nie ale rzadko jemy kupne lody i nie wiemy czy kiedykolwiek będziemy miały jakąś większą chęć na to aby wydać tyle pieniędzy na loda na patyku (jak już to wolimy kupić takie porządniejsze w litrowym opakowaniu i zbroić z nich deser dla całej rodziny) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepiej to odejść parę kroków i ukradkiem spojrzeć czy kanapka nie ląduje w koszu ;)
      Ja to rozumiem, w tym sezonie to głównie jadam lody na mieście, włoskie lub gałkowane. Nie za bardzo mam ochotę na sklepowe.

      Usuń
  15. Och ja jeszcze ich nie znalazłam:( a czekoladę lubię bardzo . Nie wiesz co u Izy z Love,wining& dining ? jakaś cisza tam panuje prawie m-ąc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raz kiedyś w komentarzu napisała, że z powodu pracy nie ma czasu nawet na komentowanie na innych blogach, a co dopiero na prowadzenie własnego.

      Usuń
  16. Lody Toblerone? To samo w sobie brzmi genialnie ♥ Jestem ogromną fanką tej czekolady, więc cieszę się, że lody zyskały tak wysoką notę! Mniam!

    http://poranny-talerz.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak czekolada smakowała to na 80% lody też powinny :D

      Usuń
  17. jeju jak ja nie lubie jak ktos gra jakies ballady/piesenki o Bogu w podziemiac, a druga osoba lata z koszykiem i zbiera kase… czlowiek sie spieszy do metra i przejsc spokojnie nie moze.
    w centrum tez byl i czasami jest facet z kartka "zbieram na piwo" z nim duzo osob robi sobie zdjecia, a za zebrana kase moze kupic cala zgrzewkę :x

    co do Toblerone lubiłam tylko czarną chociaz tez troche słodka.. boje sie ze slodycz loda by mnie zmasakrowala :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, facet przynajmniej jest szczery ;D Śpiewaków i muzyków za bardzo nie lubię, większość rani moje uszy fałszowaniem. Ale jest taki facet co tak świetnie gra i śpiewa, że nawet się przemogłam i wrzuciłam trochę monet. Naprawdę miał talent.
      Czarną czyli tą deserową/gorzką? Nie powiem, ta tabliczka mnie nawet interesuje.

      Usuń
  18. W Poznaniu wielką sławę zdobył niby-ślepy gościu, bardzo chamski, żebrzący głównie w tramwajach. Założono mu nawet stronę na facebooku: https://www.facebook.com/PanNiewidomyZPoznania?fref=ts .

    Mój znajomy dał się nabrać na młodego gościa kręcącego się koło dworca kolejowego. Rozgorączkowany pokazywał na telefonie zdjęcie żony w zaawansowanej ciąży, że musi do niej jechać bo rodzi, a nie ma na bilet ;).

    Co do lodów - jadłam je i zostałam oczarowana. Bardzo mi smakowały. Wszystko mi w nich pasowało poza wielkością :). Z chęcią sięgnę jeszcze po nie kiedyś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No no, jak to żebraniem można sławę zyskać.Tacy w komunikacji miejskiej są najgorsi, nie można od nich uciec, bo nie ma gdzie.
      Przyznam, że mnie zaskoczyłaś, można by pomyśleć, że byłyby nieco za słodkie dla ciebie a tu taka niespodzianka :D

      Usuń
    2. Gość potrafił stać przy mnie i stukać mnie białą laską (bez skojarzeń). Myślałam, że wyjdę z siebie. Na domiar złego nie szczędził chamskich odzywek, gdy delikatnie próbowałam go zbyć. Ponoć teraz przeniósł się do innych miast w Wielkopolsce.

      Do Toblerone mam podobny sentyment jak do Studentskiej. Wiele wybaczam, te lody po prostu mi smakowały. Inna sprawa, że jadłam je na sporej gastrofazie.

      Usuń
  19. Zachęciłaś mnie,kupiłam i....mój był jaśniejszy (wiem,wiem,że to kwestia aparatu) i tańszy (3,29zł bez promocji). "Polewa " to faktycznie prawdziwa czekolada i to było smaczne,choć pod koniec zaczęło mi być za słodko.Niestety środek był dla mnie jakiś taki bez wyrazu (i bez drobinek ze zdjęcia na opakowaniu). Były dobre ale chyba już nie kupię...ala

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale najważniejsze, że smakował :)

      Usuń
  20. Przyznam bez bicia, że lody same w sobie bardzo dobre ale jednak trochę za słodkie. Z edycji na patyku na pewno nie kupię już Oreo ale gdybym się na nie natknęła, możliwe iż bym się skusiła 2 razy. Ciężko je znaleźć, niestety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogólnie to ciężko u mnie z tymi lodami, w najbliższym sklepie ich nie ma.

      Usuń