19.07.2015

Lindt Excellence Cherry Intense



Czery czery lejdii

Każdy ma jakieś wspomnienie z dzieciństwa, o którym wolałoby się zapomnieć. Nie, nie chcę poruszać kwestii zdarzeń traumatycznych, mówię o czymś co my jako dzieci zrobiliśmy, a teraz na samą myśl o tym zalewamy się czerwoną falą zażenowania. A teraz szczerze, jak na przesłuchaniu u brutalnych policjantów, wymienię dwa wydarzenia przez które do tej pory mam ochotę teraz zapaść się pod ziemię. 

      1)      Kradłam owoce ze straganu. Dobra, miałam z 6 lat, rzadko kupowało się wtedy coś innego niż jabłka, gruszki i truskawki, a ja najbardziej lubiłam czereśnie i maliny. Właściwie do tej pory tak mi zostało.  Więc jak mamuśka wchodziła do budki by tam zapłacić za zakupione owoce, ja korzystając z nieuwagi innych, chwytałam po jednej czy dwóch czereśniach, wiśni czy agreście. Za maliny nigdy się nie odważyłam, bo w końcu były one miękkie. Może i nie była to jakaś straszliwa kradzież na niewiadomo jaką sumę, ale wyrzuty sumienia miałam straszne. Przestałam dopiero jak jakaś babka przyłapała mnie jak chwyciłam za wiśnie, dostałam od niej w łapę (nie łapówkę, dosłownie dostałam w łapę), zwiałam na bezpieczną odległość i od tej pory już nie ryzykowałam. Co tylko świadczy, że nie mam zadatków na geniusza przestępczości skoro tak łatwo się złamałam. Inna kariera mi pisana.
Gdy przed snem przypomnicie sobie to, co chcielibyście zapomnieć
      2)      Pierwsza klasa podstawówki. Został ogłoszony w szkole konkurs śpiewania. Byłam dzieckiem nieśmiałym, wycofanym, nie lubiłam uwagi innych. Więc co mi strzeliło o łba, że się zgłosiłam to do tej pory nie wiem. Początkowo planowałam zaśpiewać czołówkę z programu Ciuchcia, ale tempo było zbyt szybkie i nie dałam rady. Stanęło na „Witaminki, witamiiinki, dla chłopczyka i dziewczyyynki”. Wyszłam, zaśpiewałam i zeszłam ze sceny, a jak w końcu sobie uświadomiłam co uczyniłam  to zrobiłam jedyną sensowną rzecz, zwiałam z sali i modliłam się o utratę pamięci wszystkich obecnych, wliczając w to siebie. Na szczęście mój wygłup przeszedł bez echa i jedynie wewnętrznie przeżywałam swoje piskliwe śpiewanie. Kariera piosenkarki również nie była mi pisana

A wy, macie jakieś wstydliwe wspomnienia? Niekoniecznie takie XXX, po prostu zawstydzające.
Ten wstęp ma się niczym pięść do oka do poniższej czekolady, ale miałam natchnienie, a natchnienia nie wolno blokować
Lindt Excellence Cherry Intense Dark, czekolada ciemna z wiśniami i płatkami migdałów. W końcu postanowiłam otworzyć tą sztukę, tyle przeleżała, że aż mi się szkoda jej zrobiło. Stali czytelnicy powinni już znać moją słabość do serii Excellence, a tu mamy do czynienia jeszcze z wiśniami i migdałami, czyli dwa dodatki które zdecydowanie aprobuje. W dodatku kolor opakowania, taka czerwień wpadająca w ciemne wino, działa na moje zmysły , zachęca do zapoznania się z zawartością. I z  tego zaproszenia chętnie skorzystałam.

Smak: zapach przyjemnie kakaowo-wiśniowy. Skojarzył mi się od razu z wiśniami w czekoladzie, tylko bez dodatku alkoholu. Tabliczka łamie się bez trzasku, była dość miękka, ale nie tak mocno jak typowa mlecza. Czysta czekolada Excellence jak zwykle, nie zawiodła. Słodycz i cierpkość , oba te elementy walczyły o pierwsze miejsce, jednak żadne z nich nie było przesadzone. To nie był wyścig rugbystów, tylko baletnic z obolałymi stopami. Była w tej tabliczce maślana tłustość oraz subtelny wiśniowy aromat z orzechową sugestią. Oznacza to, że czekolada lekko przesiąkła zapachem dodatków. Dodatki? Nie powiedziałabym, że sypnęli bogatą ręką, ale nie mogę powiedzieć że ich pożałowali. Wiśnie były  w postaci maleńkich scukrzonych  cząstek. Miały dziwną konsystencje, miękkie ale równocześnie lekko zgrzytały. Smak ponownie przypominał mi wiśnie w czekoladzie. Na pewno kojarzycie ten smak. Odejmijcie tylko alkohol i będziecie mieli wyobrażenie tych cząstek. Migdałów jest dużo, ale niestety są w postaci małych posiekanych kawałków. Dają miłe wrażenie orzechowości i chrupkości, ale nie miały intensywnego migdałowego posmaku. Trochę szkoda.

Nie ma tu jakiegoś strasznego WOW. Bardziej od tej smakowały mi wersje z sezamem i limonką. Nie mogę się wprawdzie przyczepić do smaku, ale nie było w tej czekoladzie niczego chwytającego za podniebienie. Może bardziej intensywne migdały zmieniłyby moje zdanie? A tak mamy bardzo smaczną, nieco orzeźwiającą czekoladę na lato, która owszem polecam, ale nie muszę po niej zbierać opadniętych z wrażenia części garderoby.
Ocena:8,5/10
Kaloryczność:100/527kcal
Gdzie kupiłam: Społem
Cena: 8,99zł

Zaczyna mi się ostra chcica na coś ostrego/słonego i  bardzo niezdrowego, chipsy czy Vifon, chipsy czy Vifon, hmmm.
Pa

40 komentarzy:

  1. charlottemadness19.07.2015, 05:50

    Oj też mam parę wstydliwych wspomnień z dzieciństwa, o których wolałabym zapomnieć :> aż wstyd pisać :P
    Co do czekolady.. Jadłam ją i uważam za udaną. Choć nie było to wielkie wow, ale jadłam ją z przyjemnością.Dla mnie szkoda,że Lindt włożył "podróbki" wiśni a nie całe liofilizowane owoce. Do migdałów nie mam zastrzeżeń,fajnie chrupały pomimo małych kawałeczków.Uważam,że większe części byłyby "za ciężkie" do takiej delikatnej czekolady. W ogóle tabliczki z serii Excellence w 99,9% wychodzą udane, nie można się zawieść ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nie tyle większe kawałki ile bardziej charakterne, może podprażone żeby dawały więcej smaku...

      Usuń
  2. Preparat wiśniowy, fajne wynalazki ;)
    Moim wstydliwym wspomnieniem hmm mam ich za dużo. Na komunii spadła mi halka i but, jak niosłam Kielich, uwieczniono to na filmie, i wszyscy dowiedzieli się, że z wrażenia zaczęłam się rozbierać przed księdzem....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja swojego filmu z komunii wole nie odtwarzać XD

      Usuń
  3. Ciekawie ten lindt wygląda, choć jakoś nie przepadam za czekoladami z suszonymi owocami :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to nie jest jako tako suszony owoc, tylko bardziej jakby wiśniowa żelka :)

      Usuń
  4. Gdybym miała tu przedstawić wszystkie żenujące momenty mojego życia.. Nie starczyłoby miejsca w internetach - zabawne, to wszystko w sumie jak tak teraz o tym myślę :)

    Co do czekolady. Wiśnie i czekolada to zawsze świetne połączenie. Jedno z lepszych. Dodatek migdałów na bank robi swoje.. Ale czy nie jest to zbyt pospolite? Może faktycznie, gdyby czymś podkręcić smak byłoby lepiej? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, aż tak źle na pewno nie jest ;)
      Może nie tyle co pospolite ile takie hmm, nie przeciętne, ale nieporywające.

      Usuń
    2. Jest - uwierz:) Jak się jest pierdołowatym człowiekiem z niewyparzonym językiem, żenie ida jedna za drugą :) :D

      Och, tak, to dokładnie to określenie. Tego słowa mi brakowało :)

      Usuń
  5. Ciemnych nie lubię chociaż pewnie Lindt nawet przy ciemnej tabliczce by mnie zachwycił. :D Za to dodatkowym problemem są te wiśnie. Też nie są to moje ulubione owocowe dodatki... poza tym preferuje nadzenia aniżeli twarde dodatki w czekoladach. Jednak migdały brzmią fajnie i ze względu na to mogłabym sobie kosteczkę podkraść. :-)
    Ja też mam mnóstwo wstydliwych wspomnień. Owoców ze sklepu nie kradłam, za to groszek z ogródka sąsiadki już tak! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, pozostaje ci polować na kogoś kto kupi tą tabliczkę i chętnie się z tobą podzieli ;)

      Usuń
  6. Ja mam masę takich sytuacji! :P Jedną mam za czasów 3-4 latka, co mi sama familia opowiadała, bo ja nie pamiętam :P W tedy jeszcze nie było mi za to wstyd, ale teraz jak pomyślę...boże. Więc byliśmy nad morzem, a że ja byłam dzieckiem, które ciągle musiało korzystać z toalety, to co 30 min chciałam iść siusiu. Tacie się już nie chciało iść ze mną do toalety, mamie też, więc tata wpadł na genialny pomysł, abym zrobiła siusiu w morzu. Powiedział, że mam to zrobić cicho i szybko wrócić. No ja posłuchałam, poszłam, a jak skończyłam to drę się na cały głos : ''TAAAATAAAA JUŻ ZROOOBIAŁAAAAM!'' :P Dlatego teraz brzydzę się wchodzić do morza :P

    A co do czekolady, kusi, ale wolę moją gorzką z musem czekoladowym <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, ze tylko siusiu a nie coś grubszego. ale nie oszukujmy się, dwójkę też robią w morzu/jeziorze :P
      No ja ci tej z musem podkupywać nie będę ;)

      Usuń
  7. Znasz moje zdanie na temat Lindta i dobrze wiesz, że ciężko mi się do niego przekonać... zresztą cena robi swoje. Ale jeżeli zastanę ją w promocjii to się skuszę ^^ a nie bd zwiewać jak zawsze :D
    Hahaha dziewczyno ile ja miałam takich gaf!? Multum! Nawet nie wiem o której mogłabym napisać :D Ale podziwiam Cię za odwagę, że napisałaś to publicznie, takie katharsis potrzebuje każdy człowiek :)
    Opiszę dwie niewinne, które raczej mnie nie zhańbią jak inne :D

    Jak był pogrzeb mojej babci to mama mnie i moją kuzynkę wysłała do sąsiadów do domu byśmy przesiedziały ceremonie... i było wszystko okej, bawiłyśmy się, sąsiadów rzecz jasna nie było, i strasznie zachciało mi się siku. Szukałyśmy toalety bezskutecznie. Więc kuzynka poleciała po inne dzieci po pomoc, kuzynów, brata, siostrę, znajomych. Przyszli gromadą i kiedy właśnie wchodzili nie wytrzymałam i posikałam się na kostke przed domem sąsiadów i przed wszystkimi dziećmi... Usłyszałam jedynie: PAtrzcie AGNIESZKA SIĘ ZSIKAŁA! HAHAHA ... zwiałam rozbeczana... masakra,,,

    Druga to jak ściągałam na sprawdzianie w podstawówce, i koleżanka poskarżyła do Pani, że mam ściągi. Do tej pory mam to przed oczami jak do mnie szła wściekła. Potem strasznie to odchorowałam, dzieci uważały za zdrajcę, a nauczyciele stracili zaufanie, mama codziennie przychodziła do szkoły na przerwie by mnie uspokoić i potem po szkole. Na szczęście moja święta mama uratowała mnie, z kolegami jeszcze bardziej się zaprzyjaźniłam, nauczycielki jeszcze mocniej polegały. Nie ma tego złego co czasami na dobre nie wyjdzie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, akurat seria Excellence taka strasznie droga nie jest i często jest w promocji :)
      Biedna, musiałaś czuć się strasznie :( a takiego skarżenia to nigdy nie zrozumiem. Pod koniec podstawówki to ściąganie raczej nie było niczym strasznie nagannym w oczach kolegów i koleżanek, Ale na początku to jednak dzieci bardziej się tym przejmują.

      Usuń
    2. nie taka droga? Osz ty, no wcale xDD
      Nie ukrywam, wpadłam m..in. przez to w nerwicę, z którą walczę od lat... ona pewnie nawet się nie spodziewała, że mi tak zaszkodzi... w sumie sama byłam sobie winna. Jeszcze bardzo przykro mi było bo się z nią świetnie dogadywałam. Wiesz masz całkowitą rację... wtedy to było jak grzech niemalże, a w gimnazjum to każdy się wspiera :)
      Zapomniałam napisać: Zajedwabisty kot, normalnie jak ja na wykładach :D

      Usuń
  8. O rety ja to takich wspomnień mam masę i wolę nie pamiętać. Moje życie jest jednym wielkim pechem i wstydem. Np. ostatnio poszłam do kościoła w białej sukience i była parada, rzucanie kwiatków, przejście po wsi - 2godziny! A po powrocie do domu skapnęłam się że miałam czarną bieliznę i bardzo mocno prześwitywała.
    Myślę, że ta czekolada może być idealna na lato. Ale połączenie wiśni i płatków migdałów jakoś mi nie pauje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prześwitująca bielizna jest akurat dość częstą wtopą ;D
      Chyba większość jest przyzwyczajona do połączenia jabłka z orzechami, więc wiśnia na pierwszy rzut oka może wydawać się czymś dziwnym,.

      Usuń
  9. Nie przepadam za wiśniowymi smakami, ale naprawdę chętnie wciągnęłabym tą czekoladę :)

    OdpowiedzUsuń
  10. W zasadzie to mi też wersje z limonką i sezamem bardziej smakowały, były bardziej naturalne i charakterystyczne. Nie mniej, Cherry Intense również dała radę. A gdy tylko przypomnę sobie scenerię, w której ją jadłam... Ahh!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skojarzenie czekolady z miejscem jej spożycia z pewnością podnosi jej jakość ;)

      Usuń
  11. Musiałam przypomnieć sobie jej smak [zaczęłam zostawiać sobie po kawałku,żeby nie polegać tylko na pamięci ;-) ]. Faktycznie szału nie ma,ale nie jest też źle.Choć ja bym chyba wolała trochę więcej wiśni w środku.
    Myślę jeszcze nad zakupem jagodowej.
    Próbowałam już nowych tabliczek nadziewanych co uświadomiło mi, jak dobrą Lindt robi czekoladę mleczną,chociaż występuje ona tylko w tabliczkach alkoholowych i nadziewanych "świątecznych " i pewnie pistacjowej w zielonym papierku (w końcu też muszę spróbować) -bo już mleczne nadziewane Creation o ile pamiętam są już nie tak ''aksamitne'' .ala

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwykła jagodowa też była dobra, mogę polecić :)

      Mleczne Lindty to w 90% mistrzostwo, szkoda, że nie mam ich sklepu w pobliżu, bo tak to mam niewielki wybór.

      Usuń
    2. Faktycznie z dostępnością jest różnie.Ja kupuję Lindta w Almie (bo mam po drodze i bardzo często są tam promocje cenowe ,teraz np. Excellence są po 7,99 zł ) i tam jest chyba cała (lub większość ) dostępna w Polsce oferta czekolad; a jak czasem trafię do Reala lub Leclerca (a zawsze wtedy oglądam półki z czekoladą...) to już takiego wyboru nie ma.
      Jagodowa,pistacjowa w zielonym i pralinki Lindor w formie kostek wpisałam na listę do kupienia,chwilowo muszą poczekać,bo poszalałam ostatnio z tymi nowymi owocowymi a niestety wypłata jest tylko raz w miesiącu ;-))) ala

      Usuń
  12. Zastanawiam się jak bardzo nudnym dzieckiem byłem. Z biegiem czasu wszystko, co kiedyś wydawało się być traumą, teraz jest błahe.

    Wgonienie (ale nieumyślne) kury do toalety (takiej na zewnątrz) na wsi, ganiając za nią, bo ta rozdziobała mi budowlę w piaskownicy, można uznać za coś złego? chyba nie ;)

    Największym problemem u mnie zawsze była nauka. Niechęć do odrabiania lekcji, czytania lektur. Z tym mama walczyła. Nieudolnie, ale walczyła.

    Coroczne obietnice, że będzie inaczej spełzały na niczym, bo... akurat pojawiał się nowy Tomb Raider, Mortal Kombat, Fifa, Need For Speed. Zamiast zrobić lekcje w piątek i przez weekend grać, ja wolałem grać od piątku przez weekend. A przez to, że nieprzygotowania wykorzystałem już we wrześniu, potem kilka "wpadek" kończących się ndst. zaliczałem.

    Zapytani rodzice o moje wybryki, pewnie by przedstawili długą listę, ale ja... jakoś tego nie pamiętam. Pewnie część z nich była tak wstydliwa, że skutecznie nie dopuszczam wspomnień do siebie [bez ironii].

    PS. Czekolada natomiast jest taka hmmm solidna. Ok, ma płatki (sporo, za co plus), ma i owoce (bez alk. za co plus), ale sumujac wszystko, laurki bym jej nie wystawił. Podać na srebrnej tacy, na wystawnym przyjęciu, też bym nie podał.

    Nie mówię, że nie zjem (bo zjem) w przyszłości, jednak zacznę od wspominanego sezamu. Tak by mieć "punkt wyjścia" z czymś płaskim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niechęć do odrabiania lekcji :D skąd ja to znam. Miałabym znaczne lepsze oceny na świadectwie jakbym dotrzymywała własnych obietnic i odrabiała lekcje :D
      Trudno określić tą czekoladę, jest smaczna ale taka niewyszukana , po prostu "bez WOW"
      A sezam jak najbardziej polecam.

      Usuń
  13. Czekolada totalnie nie moje klimaty, za to Twoje podkradanie owoców z targu przypomniało mi moje kradnięcie owoców z sadów i działek. Najlepsze były gruszki z ogrodu grubego gościa, który był kościelnym (wspominałam o tym w recenzji Jogobelli). Nie mógł nas gonić, bo nie dogoniłby nawet ślimaka, za to zawsze wylatywał z domu i krzyczał przez płot :D Dużo później (w gimnazjum) kradłam z ekipą znajomych brzoskwinie z działki, też przez płot (trzeba się było wdrapać) i piękne, soczyste, czerwone jabłka z plantacji jabłek. Co za czasy... Najlepsze jest to, że wcale się tych kradzieży nie wstydzę i dziś zrobiłabym to samo, gdybym była głodna :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, pamiętam ten wpis :D Wiesz, jakoś przed podbieraniem owoców z czyjegoś ogródka nie miałam wyrzutów sumienia, ale już na straganie to czułam się jak złodziejka. Może to zależało od tego, że na straganie od razu trzeba było płacić?

      Usuń
  14. Jak miałyśmy może z sześć lat to na jednej z wiejskich imprez (chyba dożynki) mama ubrała nas w sukienki w misie a wszystko byłoby ok gdyby nie fakt, że jedna z nas poszła skorzystać z toalety i kiedy wróciła to okazało się, że przez tłum ludzi przeszła z podwiniętą z tyłu sukienką, która była przytrzaśnięta białymi rajstopkami... czyli cały tyłek był odsłonięty... Może to przez to teraz nie lubimy sukienek :P Generalnie mamy tak, że kiedy wspominamy jakieś sytuacje to nigdy nie wiemy, której z nas to się przytrafiło :P

    A czekolada nas już wcześniej zaciekawiła i sobie obiecałyśmy, że jak na nią natrafimy to na pewno kupimy, ale... obiecanki cacanki jak to mówią xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, ja sama parę razy omal nie wyszłam z domu z sukienką w rajtkach :D Ahaha, urok bliźniaczek XD
      Znam te obiecanki. Nawet nie wiecie ile razy obiecuje sobie coś kupić i nie kupuje ;D

      Usuń
  15. Vifon z chipsami! ...bleeeh, ale też coś takiego mam... około raz na rok. ;P
    Wstydliwe wspomnienie z dzieciństwa? Zaczynałam uczyć się czytać i już mi całkiem nieźle szło. Rodzice zabrali mnie na jakiś domek czy coś i było tam pełno ich znajomych, a ja chciałam się pochwalić, jak to czytać umiem i zobaczyłam jakiś napis na ławeczce, po czym złożyłam słowo po literce: K-u-r-*-a. To było też słowo, przy którym chyba po raz pierwszy dobrze wypowiedziałam 'r'.

    A czekolada mi także smakowała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polska krew u ciebie się wtedy odezwała. Ja kiedyś uczułam syna kuzynki jak poprawnie mówić kurw*a. Na usprawiedliwienie, miałam wtedy 5 lat a on był 2 lata młodszy :D

      Usuń
  16. Wisnie czy w czekoladzie czy czekoladkach albo innych słodyczach mnie kuszą. Po prostu to lubię. A lindt spróbowałabym zawsze i wszędzie. Nawet podczas nieprzytomności w chorobie i\czy grypy żołądkowej. Tak samo mam z Milką, Ritter Sport i Schogetten.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lindt Excellence to klasa sama w sobie. Jedynie z Schogettenem bym się nie zgodziła.

      Usuń
    2. Eee tam.
      Prawdopodobnie mam do nich sentyment dlatego, ze się wychowałam na ich. Z resztą chyba już to pisałam. ;-;

      Usuń
  17. Brzmi i wygląda ciekawie, bo wiśnie bardzo lubię, a tej czekolady póki co nie jadłam.
    Z bazarku owoców nie kradłam, ale raz ukradłam krówkę :P A co gorsza, byłam z siebie bardzo dumna, że nikt mnie nie przyuważył :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To koniecznie kup i wypróbuj, powinna ci posmakować.
      Heh, złodziejska duma ;)

      Usuń
  18. U mnie wersja z jagodami:)oby była dobra:) . Ja przedwczoraj miałam ochotę na słodko-słone i padło na ciastka holenderskie posmarowane masłem orzechowym przykryte drugim ciasteczkiem,ale pycha zjadłam dwa takie 'markizy' i byłam syta mniam . Wstydliwe wspomnienia z dzieciństwa mam ehh

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo. to musiało być mega smaczne, narobiłaś mi apetytu :)

      Usuń

Włączyłam moderację komentarzy, dzięki temu nie powinno już być weryfikacji obrazkowej.