08.06.2015

Ferrero Kusschen, Weise Schokolade Nusspralinen



A trzeba było uczyć się szprechać po niemiecku

Ból, cierpienie, pot i krew. Nie, nie zmieniam się w Artura Schopenhauera, nie zamierzam również startować w maratonie, ani przejść na dietę, co to, to nie ja. To zaskakujące jak można sobie samemu komplikować życie. Mam słodyczy od groma, człowiek rozsądny i trzeźwo myślący, mający ochotę na słodkie po prostu by sięgnął do szafki i otworzył co dusza zapragnie. Słowo klucz „rozsądny”. Ale ja taka nie jestem, no i mam zobowiązania blogowe. Kijowe to zobowiązania ale jednak sumienie mnie gryzie i szarpie na myśl, że sobie wezmę coś z szafki recenzenckiej i zjem ot tak. Rozsądna osoba by ostatecznie obfociła jakiś produkt i połowę zeżarła pozostawiając resztę na opis, ale nie ja, bo czułam wewnętrzny sprzeciw by fotografować cokolwiek. Mówiłam, że jestem czasami nielogiczna? I co gorsza, nawet w zwykłej szafce, ogólnodostępnej nie było żadnych słodyczy, oprócz miętówek. Tak więc z rozpaczą w duszy nosiło mnie po mieszkaniu w poszukiwaniu chociaż malej zagubionej krówki, cukierka, ciastka, czegokolwiek. Nic, nihil, null, pustka, żałość i łzy. W akcie desperacji przeszukałam jeszcze raz swoje własne zapasy  szukając czegoś co mogłabym otworzyć i potem bez przeszkód znowu zamknąć by ładnie wyglądało do fotografii. I mój wzrok padł na niewielkie pudełko, a na ustach zagościła pieśń radości. Opakowanie czekoladek, alelluja!
Ferrero Kusschen, Weise Schokolade Nusspralinen-Specialitat.  Czyli emmm, ekm, no tego, zaraz *leci po google tłumacza* Pralina z białej czekolady z orzechem laskowym i chrupiącymi kawałkami orzeszków, chyba. No nie no, przecież rozumiem te szatańskie wersety  niemieckie napisy, ale te nadzienie to nie jest prosty orzeszek. Dobra, jak opiszę tak opiszę, nie ma co się rzucać. Wyjdzie w praniu. Z tego co widzę na stronie to Ferrero K. robi czekoladki z orzeszkami laskowymi. Oprócz białasków mamy również czekoladę mleczną i iiiii nic. Wprawdzie była jakaś limitka z ciemną czekoladą, ale limitka, jak to limitka, zniknęła w odmętach paszczy i historii. Z naciskiem na to pierwsze. Trochę ubogo, ale co tam, nie ważna ilość, ale jakość. A co z tą jakością?

Smak: biała czekolada jest  porządnie grubaśna. Nie tam żadne cieniutkie polewy grubości pergaminu. W smaku jest bardzo słodka, jakby to była cała tabliczka to przypuszczam, że zasłodzenie byłoby murowane, ale w takiej ilości jest idealnie. Mocno mleczna, wyraźnie śmietankowa z lekkim waniliowym kopem. Maślano-tłusta, a nie margarynowo-zjełczało-tłusta. Wspaniała biała czekolada, co tu mówić. To jest coś co można oczekiwać od niemieckiej czekolady, ot co. Ostatnio jakoś mam szczęście do białasków, aby ta dobra passa trwała jak najdłużej. Ma jeszcze pewną orzechową obecność, ale to pewnie przesiąkniecie nadzieniem. A nadzienie, no chyba sami widzicie czemu miałam wątpliwości co do tłumaczenia. Oprócz jednego porządnego orzecha mamy malutkie kawałki otoczone w niewielkiej ilości kremu mleczno-orzechowego.  Wszystko jest delikatnie słodkie, mocno (a jakżeby inaczej) orzechowe i chrupiące. Nie mam tu miejsca na zjełczałe, stare, niedobre orzechy, wszystko jest smaczne i bardzo, bardzo idealne. Jest to rzeczywista potrójna orzechowa moc, w odróżnieniu od ostatniego Rittera.

Czapki z głów, skarpety z nóg, ręce w ruch i oklaski. Spodziewałam się, że to będzie dobre, bo biała czekolada, bo niemieckie, bo orzechy, ale nie spodziewałam się, że będzie aż tak dobre. Pyszna, słodka, ale jednocześnie delikatna i głęboka w smaku biała czekolada połączona z wyśmienitymi, chrupiącymi orzechami laskowymi. Czego chcieć więcej? Nie daję najwyższej oceny tylko z jednego powodu, podczas jedzenie nie czułam tego ogarniającego każdą komórkę mego ciała zachwytu. Nie było tego „achh, jem ambrozję”. Rozumiecie, był entuzjazm, ale bez niemal narkotycznej euforii. Jednak ostateczny wyrok jest taki, warto spróbować, to jest pyszne.
Ocena: 9/10
Kaloryczność: 100g/642kcal
Gdzie kupiłam: dostałam
Cena: jak wyżej

Słońce świeci nad nami, okrywa nasze poparzone ciała pokrzywką uczuleniową na promienie. Lato, lato szukanie nowego filtra niech już skończy sięęę.
Pa

47 komentarzy:

  1. charlottemadness08.06.2015, 05:47

    Ładnie się prezentują,ale chyba wolałabym wersję mleczną lub deserową ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi do szczęścia potrzeba jedynie mlecznej :D

      Usuń
  2. Po takiej recenzji napewno się skusze. Mają je u mnie na rynku. Zimą jadlam wersję w deserowej czekoladzie i muszę powiedzieć że była powalającya. Nigdy wczesniej nie jadłam czegoś tak pysznego. W smaku p9dobne do kiedyś spotykanego duplo w gorzkiej czekoladzie. Ale w porównaniu do niego czekoladka miała bardziej wyrazisty smak i naprawdę grubą warstwę polewy. Ferrero to mistrz :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam napisać, że smak skojarzył mi się z Duplo, no cóż, teraz już nie będę poprawiać :D

      Usuń
  3. Wygląda smacznie.
    Ja mam problem z innym uczuleniem, wszędzie pylące trawy, drzewa i całe to dziadostwo. :<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To też mnie uczula, dzisiaj kaszlę od tego jak astmatyk :(

      Usuń
  4. Widziałam u kogoś na zdjęciu te czekoladki,ale zazdrościłam:) . Mówisz o uczuleniu na słońce jak ja tego nie lubię:( nie mogę się opalić od początku maja mam swędzącą twarz teraz gdy odsłoniłam ręce to i już krostki są i tam. U mnie jeszcze chyba jakieś uczulenie na pyłki doszło do m-ca mam katar,suchy kaszel i problemy z oczami są zaczerwienione i ropieją:( . Lekarka dała mi jakieś leki,ale testy dopiero wykona pod koniec sierpnia gdy nie będzie tak pylić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co bierzesz? Ja biorę Allertec i na katar to pomaga, ale kaszel, pokrzywka i łzawiące oczy nadal jak były tak i są.

      Usuń
    2. flonidan biorę,u mnie łzawiące oczy to pikuś i tak ropieją,że czasem oczu nie mogę otworzyć po nocy:(,ale po tych tabletkach to jakaś głodna ciągle chodzę:(

      Usuń
    3. Koleżanka też z typu nieopalających się? Ja nie rozumiem - mamuśka opala się spokojnie na brąz, siostra opala się spokojnie na brąz a ja opalam się na czerwono >< Jestem jedyną osobą w tym domu która używa kremu z filtrem bo inaczej się nie da.

      Usuń
    4. Ja się śmieję, że mam arystokratyczną skórę, lub jestem wampirem :D

      Usuń
  5. A co do uczulenia-ja weszłam na poziom uczulenia na leki na uczulenie. Mam wrażenie,że świat to wielki alergen...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o_O to już wyższy poziom wtajemniczenia.

      Usuń
  6. Jadłam wersję w czekoladzie mlecznej i była pyszna! W białej czekoladzie na pewno też spróbuję, bo widziałam je ostatnio na rynku :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to już wiesz co brać następnym razem ;)

      Usuń
  7. Na taką wersję białej czekolady skusiłabym się nawet mimo iż jej nie lubię "as fuck" :) Kurcze, jaka szkoda że nigdy jej nie spróbuję. Serce mi pęka na pół - to takie niesprawiedliwe :)

    Pozdrawiam spieczonych - sama jestem czerwona jak burak :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie mów nigdy :D Może kiedyś trafisz i sama spróbujesz
      Pozdrawiam :D

      Usuń
  8. kocham białą czekoladę, a to dziadzostwo choć nie polskie wygląda i smakuje jak piszesz obłędnie... gdybym miała tylko okazje je dostać, nie wachałabym się :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że ten produkt jest łatwiejszy do zdobycia niż niemieckie Lindt :D

      Usuń
  9. Jako absolutny maniak białej czekolady i jeszcze większy orzechowy potwór - JADŁABYM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest produkt stworzony dla miłośników białej czekolady :D

      Usuń
  10. Tak się zastanawiam ile w tak niewinnie wyglądającej, poczciwej, dziewczynie może być z kata. Trzeci z rzędu wpis(!), który mnie wnerwia.

    Oreo białe - to już apogeum
    Masło orzechowe - nawet nie słone, to zawsze masło orzechowe... z takim składem jeszcze
    Teraz ta pralinka...

    O jej istnieniu wiem od jakichś 2-3 lat. Nawet była wpisana na listę do zamówienia paczki z Niemiec. Biała czekolada, orzech, Ferrero. Odlot.

    To, że F. potrafi zrobić cuda z tym maślano-tłustym cudem wiemy wszyscy. Dostępne od lat Kinder Bueno, czy niedostępne u nas.... ale obłędne Duplo.

    Jeszcze tylko Giotto brakuje... chyba, że je masz i wstawisz... Oby następny wpis dotyczył jogurtu z figą i marakują.... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poczciwej??? O, za taką zniewagę to szykuję kolejny smakowity wpis ;)
      A wiesz, że smak tych pralinek nieco trąci Duplo? Takim starym dobrym Duplo przywożonym w latach 90 z Niemiec, zapomniałam tylko o tym napisać.
      Wprawdzie mam dwie rzeczy z figami, ale nie ich pora. Mogę cię pocieszyć, że w tym tygodniu otworzę coś, co ma szanse być niedobre :D

      Usuń
  11. Miałam to opakowanie w rękach żeby nie skłamać: z 10 razy? Za każdym razem jednak odkładałam, bo słodyczy już mam sporo, a cena tych cudeniek nie zachwyca... Wiedziałam jednak, że są dobre. W końcu to Ferrero no dajcie spokój, to nie może się nie udać. Jak przeczytałam uwaga cytuję: ,,Mocno mleczna, wyraźnie śmietankowa z lekkim waniliowym kopem." to już wiem, że kiedy wezmę je do ręki po raz 11 to po to aby udać się z nimi do kasy, zapłacić, schować do torby, a potem spałaszować w domu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I najlepiej wtedy wyłącz myślenie, bo jak zaczniesz analizować to znowu w drodze do kasy odłożysz ;)

      Usuń
  12. I dostałaś takie cudo? My też chcemy takie prezenty dostawać xD Dla Ferrero warto zapomnieć o wszelkich żywnościowych zakazach i zagłębić się w tą piekielną otchłań xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet ból brzucha jet niestraszny ;)

      Usuń
    2. Jedyna firma która jeszcze trzyma poziom, w przeciwieństwie do Lindta który jakoś się popsuł. Była niedawno w Carrefourze przecena 50% na Lindt creation i wiedziona sentymentem kupiłam tabliczkę Tiramisu. Kiedyś za nią szalałam a teraz meh, szału nie ma. A już na pewno nie za tą cenę!

      Usuń
  13. Biała czekolada? Nie bardzo. Ale za to dostałam ostatnio w prezencie (za uratowanie ojca przed oszustami) pudełko Ferrero rocher i Rafaello, mniam! :) W idealnym momencie bo akurat po prostu nie mam ochoty na zapasy Milki, czekolady z Lidla to też nie to i marudziłam że nie mam co jeść :P

    (Mój ojciec dostał maila że regulamin jego sklepu internetowego łamie przepisy prawa handlowego i jeśli natychmiast nie skorzysta z usług firmy XYZ która stworzy mu nowy regulamin, to podadzą go do sądu z przepisu XYZ. Ojciec się na nowomowie prawniczej nie zna więc wystraszył się nie na żarty, na szczęście przypomniał sobie że ma bardzo ale to bardzo podejrzliwą córkę która w mig zauważy wszelkie przekręty, drobne druczki, gwiazdki i kanty w umowach. Córka przejrzała, sprawdziła w internecie, oszuści jak nic. Ojciec stwierdził że czekoladki i tak go taniej wyszły bo za "nowy regulamin" oszuści chcieli 400zł).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oszustów jest pełno, dobrze, że był na tyle podejrzliwy, że najpierw poszedł do ciebie. A i nagroda zacna, Ferrero zawsze w cenie ;)

      Usuń
    2. Niestety, nawet przy szukaniu pracy trzeba teraz uważać. Z pół roku temu znalazłam ogłoszenie o pracy w kancelarii prawnej w moim mieście a konkretniej o przepisywaniu zawartości archiwum do komputera. Praca dla mnie a stawka też była rozsądna. Wysłałam swoje CV na podany adres a w odpowiedzi dostałam BARDZO długiego maila, pisanego chyba przez komputer. W mailu "pracownik odpowiedzialny za rekrutację" prosi mnie o podanie danych osobowych (pierwsza czerwona lampka miga - przecież oni to już mają w CV?) i wypełnieniu "przelewu weryfikującego" który jest "najszybszą i najsprawniejszą metodą weryfikacji danych osobowych" (druga czerwona lampka). Po weryfikacji, firma wyśle mi umowę a ja razem z nią mam im odesłać...skan dowodu osobistego. Jak to mówił Blooregard Q Kazoo, "Podejrzane!". Sprawdziłam dane firmy - adres jest ale w Tarnobrzegu, NIP jest ale w Poznaniu a firma jest w Warszawie. A przelew weryfikacyjny służy do brania pożyczek chwilówek. Skasowałam maila.

      2 miesiące później w Gazecie Wyborczej był artykuł o tym jak jednak pewna kobieta uwierzyła w to ogłoszenie, wysłała im wszystkie wymagane dokumenty i nawet jej nie zdziwiło to że "kancelaria na razie nie ma nowych zleceń". Zorientowała się dopiero jak przyszły jej kwity że nie zapłaciła rat za 6 pożyczek chwilówek! No i wtedy lament że oszuści, złodzieje, macie coś z tym zrobić, ja nie zapłacę!!

      Usuń
    3. Tak, słyszałam o tej metodzie. Jest też taka, ze wysyłają maila z linkiem do materiałów szkoleniowych z którymi trzeba się zapoznać przed rozmową. A żeby ściągnąć te materiały trzeba wysłać sms. Co rozpoczyna płatną subskrypcję i forsa z konta leci. Trzeba być teraz bardzo podejrzliwym.

      Usuń
  14. To niesamowite, że dzięki blogowi odkrywam, jak wiele dziwactw, na ogół spożywczych - ze względu na tematykę blogów, łączy mnie z innymi ludźmi. Wiedz bowiem, że i ja mam swoje słodycze "blogowe" i "własne". Czasem dopada mnie ten wewnętrzny sprzeciw wobec fotografowania i notowania spostrzeżeń i prędzej dam się pokroić niż się przemogę. Wtedy też odpalam słodycze nieblogowe, najczęściej będące powtórkami tego, co znam i lubię. Tyle że u mnie nie ma sytuacji braku takich słodyczy. Jak sama zarządzasz budżetem i kontrolujesz ilość i jakość pojawiających się w domu rzeczy, nie dasz się zaskoczyć pustką w barku, "bo ktoś wyjadł"/"bo ktoś nie kupił" itd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O jezu, ktoś kto mnie rozumie :D Do tej pory słyszałam tylko "przecież w szafce masz własne, otwórz se" A nie, chała. Nie otworzę, bo czuję wewnętrzny sprzeciw na myśl o zdjęciu do rąk aparatu.
      Ja kontroluje zakupy, problem pojawia się jak nadchodzi szarańcza i robi pielgrzymki do zakupionych ciastek. A chować do swojej szafki też nie chcę, bo to są słodycze ogólnorodzinne.
      Szarańcza znaczy mój brat ;)

      Usuń
    2. Słodycze ogólnorodzinne? O nie, nie, u mnie by to nie przeszło. O ile ja z mamuśką jesteśmy kulturalne i sobie nawzajem nie wyjadamy (zresztą ona je same dziwne rzeczy typu czekolada z kardamonem czy z chilli) o tyle mój ojciec robi w domu za szarańczę i opróżniłby zapasy w ciągu jednej nocy.

      Moje zapasy są schowane u mnie, mamuśki zapasy są schowane u niej a słodycze "ogólnodostępne" są w szafce w salonie. I nikt sobie w drogę nie wchodzi :)

      Usuń
    3. Ja bym pewnie twojej mamuśce wyjadała słodycze, lubię takie dziwactwa :D

      Usuń
    4. Poszukaj w sklepach benedyktyńskich czekolad Cortez - drogie są bo 14zł za tabliczkę ale bardzo dobre. Ostatnio mamuśka tam kupiła czekoladę z chilli i Lindt się do niej nie umywa.

      Usuń
  15. Ojejku, urzekły mnie. Coś czuję, że to by mi mogło posmakować. Kojarzy mi się z tym Lindtem: http://theobrominum-overdose.blogspot.com/2012/08/lindt-nocciola-biaa-z-nadzieniem.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym powiedziała, że ta biała czekolada była ciut smaczniejsza od białej Lindt :D

      Usuń
  16. Narobiłaś mi straszliwej ochoty tymi czekoladkami na... białego rittera z orzechami. Nie wiem, dlaczego, ale tak jakoś mi się skojarzyło, haha. Oczywiście zrecenzowane cudeńka również bym pożarła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słusznie się skojarzyło :D W końcu i tu i tu biała z orzechami ;)

      Usuń
  17. Uwielbiam! Jadłam białe i klasyczne ;) Podoba mi się w nich to, że ten orzeszek, mimo małego cukierka, jest w całości - mniam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten orzeszek to cudo normalnie <3

      Usuń
  18. Mieszkasz w USA?

    OdpowiedzUsuń

Włączyłam moderację komentarzy, dzięki temu nie powinno już być weryfikacji obrazkowej.