04.04.2015

Milka Oreo Eier



Zostałam zrobiona w jajo

Z moją religijnością jest słabo. Chyba najprościej moją wiarę można podsumować w ten sposób: antykościelna chrześcijanka. Co oznaczy tyle, że mam w głowie zakodowaną wiarę w Chrystusa, ale jestem przeciwna  zinstytucjonalizowanej religii. Nie potrzebuje żadnego kościoła by wierzyć. Nie potrzebuje by obcy facet, o może i większych przewinieniach, miał mnie rozgrzeszać. Nie potrzebuje by kościół miał mi mówić co jest dobre, a co złe. Jestem katoliczką tylko na papierku. Tylko dlatego, że nie chcę mi się bawić w różne kościelne czary mary, by się z tej instytucji wypisać. Mogę policzyć na palcach jednej dłoni okazje, w których pojawiam się w kościele: ślub, chrzest, komunia, pogrzeb i święcenie jajek. To ostatnie jest moim pójściem na rękę mamie. Mi tam nie szkodzi pójść na te 5 minut z koszykiem by ksiądz skropił je wodą. Zazwyczaj i tak stoję jak słup i „podziwiam” wyjątkowo paskudne ekh freski znajdujące się przy ołtarzu. W tym roku dojdzie kompletacja, jak by ludzie reagowali widząc w koszyku te oto jajo.
Milka  Riesen Ei & Oreo Eier, czyli jedno duże jajo z czekolady mlecznej i małe jajeczka z czekolady mlecznej z nadzieniem mlecznym i pokruszonymi ciasteczkami Oreo. Przyznam się, że kupując ten produkt myślałam, że  środku tego wielkiego jaja będzie nadzienie Oreo. Przeżyłam więc lekki mindfuck, gdy po zanalizowaniu składu wyszło mi coś zupełnie innego. Dla pewności zajrzałam jeszcze na YT i tam, jak w mordę strzelił, było pokazane puste w środku czekoladowe jajo. Rozczarowanie było prawie takie samo jak wtedy gdy dowiedziałam się, że Mikołaj nie istnieje. Z tego też względu skupię się na małych pralinkach-jajeczkach, które również są obecne w tym opakowaniu. Jednak focha konkretnego strzeliłam.

Smak: jajeczko jest podzielone przez czekoladową „ściankę”. na dwie komory Zaczniemy właśnie od warstwy czekoladowe, zwyczajowo. Z łatwością można było ją oderwać od nadzienia, bez pomocy noża.  Jest zdecydowanie mleczna, jak to Milka. Bardzo słodka (ale nie jak Loffel Ei) jak to Milka. Tłuściutka, bez wyczuwalnego kakaowej cierpkości, jak to Milka. Jest to po prostu czekolada Milka w najlepszym jej wydaniu. Nic dodać, nic ująć. Nadzienie jest kremowe, ale w formie stałej. Bardzo mleczno-śmietankowe z nutą wanilii. Słodycz jeszcze na poziomie wytrzymania, szczególnie, że nie ma tego dużo. Trochę maślane. Kawałki ciastek są niesłodkie, kruche i chrupiące, nie nasiąkły wilgocią z nadzienia.  Kakaowe z nutą sodowego posmaku. Całkiem smaczne.

Czy te jajeczka były dobre? Tak. Czy było warto je kupić? Nie. Powiem, tak, jakbym wiedziała, że jest to tylko puste duże jajo i kilka mini czekoladek Oreo to bym się stuknęła w głowę i odłożyła produkt na półkę. Forma jest atrakcyjna, ale jest to właściwie 100g. mlecznej Milki i 49g. Milki Oreo. Przepłaciłam i tyle. To może być fajny prezent dla dzieci na Wielkanoc, może stanowić pewną alternatywę dla niby czekoladowych zajączków. Ale dla mnie to było wyrzucenie kasy w błoto. Smaczne i dobre, ale nie warte swej ceny.
Ocena:8/10
Kaloryczność: 100g/545kcal (czy to się tyczy samego jaja, czy jajeczek nie wiadomo)
Gdzie kupiłam: Rossmann
Cena: 9,99zł

Nie traktujcie tego wstępu jako atak na Kościół. Mi tam nic do tego w co kto wierzy i gdzie chodzi. Ja się nie zgadzam z doktrynami kościelnymi i hierarchami. Dlatego przestałam uważać się za katoliczkę. Jednocześnie nie potrafię nie wierzyć w nic. Więc wyszło jak wyszło.
Pa

44 komentarze:

  1. charlottemadness04.04.2015, 06:00

    Moim smakiem dzieciństwa są "jajeczka" Barona. Objadałam się nimi,że hoho. Ostatnio nie mogę ich znaleźć, a bardzo chętnie bym powróciła do tego smaku ;)
    Dla mnie bardziej kuszącą propozycją niż jajeczka milki jest Jajo Heidi
    http://lila24.pl/4104,heidi-jajko-dark-extreme-82-czeko-130g
    http://lila24.pl/4103,heidi-jajko-hazelnussen-cranberry-milch-czeko-130g
    http://lila24.pl/4102,heidi-jajko-mandel-pistazien-zart-czeko-130g
    Miało być w carrefourze ale gdy wczoraj byłam to nigdzie nie widziałam ;(
    Sklep Lila jest w moim rodzinnym mieście, jednakże te święta spędzam gdzie indziej..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zupełnie zapomniałam o jajeczkach Barona! W Biedronce je widziałam i miałam zamiar je kupić. Teraz to pozamiatane.
      Te jaja prezentują się pięknie, może jeszcze dorwiesz :)

      Usuń
  2. To dobrze,że to jajo mnie nie kusiło ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też jr kupiłam, bo myślałam, że to wielkie jajo Oreo. Smaczne ogółem, ale ja za to zapłaciłam prawie 13 zł, więc przemilczę. Te malutkie to zostały przeze mnie zjedzone, połowa dużego też, ale mimo, że wydaje mi się, że czekolada jest lepsza, niż w zwykłej Milce, reszta leży w sreberku i czeka na 'święte nigdy', czy jak tam się mówi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, widziałam w Społemie te ceny, dobrze, zę jednak w Rossmannie to kupiłam.
      Ja sama nie byłam pewna czyta czekolada jest lepsza, czy mi się tylko wydawało, więc wolałam ten fakt przemilczeć.

      Usuń
  4. Też bym sie bardzo zawiodla kupując takie puste jajo... producent zagrał niefair.

    A co do Kościoła... jak to u mnie wygląda, długo by opowiadać. W skrócie napiszę, że uważam się za agnostyczke. Ale wczoraj przezylam Wielki Piatek mocniej niz niejeden katolik moja prywatna droga krzyzowa :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez jakiś czas tez zastanawiałam się czy jestem agnostyczką, jednak po poczytaniu na ten temat stwierdziłam, ze nie do końca to pasuje do moich przekonań.

      Usuń
    2. Oj tam oj tam, na Allegro po 30 zł sprzedają! :))

      Usuń
    3. ... poszaleli niektórzy.

      Usuń
  5. Sama bym się rozczarowała. Takie pełne jajo to by było coś!
    Co do kościoła... Mamy identyczne podejście. Piąteczka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już widziałam oczami wyobraźni te nadzienie. I co? W wyobraźni pozostało ;)
      Pjona

      Usuń
  6. Ja zaraz wskakuje w ciepłe ubrania i idę do Kościoła ze swięconką. Nie dlatego, że w jakikolwiek sposób wierzę w moc (?) tego, a dlatego że nie chcę robić przykrości bliskim. Mimo to wolę Boże Narodzenie, jest bardziej skomercjalizowane. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Też miałabym focha na Milkę, wcale Ci się nie dziwię tutaj.
    Cena trochę wysoka biorąc pod uwagę gramaturę.
    Na szczęście Milka Oreo dawno mi się przejadła, więc nawet przez chwilę mnie to jajo nie kusiło.
    A co do kościoła i religii, to mam takie samo podejście, jak Basia, ostatnio w kościele byłam 2 lata temu, a wcześniej 3 lata temu i jakieś 5 lat temu. W ogóle nie przywiązuję wagi do religii, raczej nie jestem wierząca, ale też nie uważam się za ateistkę, po prostu jest to dla mnie kwestia kompletnie nieistotna i nawet się nad tym nie zastanawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaszaleli z tą ceną, ot co :( a ja głupia dałam się naciągnąć.
      Mnie z racji zajęć na studiach brały przemyślenia o wierze i religii, z tego wyszło mi to co wyszło :)

      Usuń
  8. A juz myslalam, ze jest tam tak duuuuuuuużo tego kremu :c
    Jednak wole kupic zwyklą milke, niz isc po to jajko do rossmana :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, ze nie jestem odosobniona jeżeli chodzi o oczekiwania co do zawartości tego jaja ;)

      Usuń
  9. Piona! Początkowo też myślałam, że to wielkie jajo z nadzieniem Oreo, dlatego niecierpliwie wyczekiwałam wieści, kiedy "zajdzie" do mojego Rossmanna. Potem jednak odkryłam, że jest dokładnie tym, czym jest, a więc wielkim kawałem mlecznej czekolady i kilkoma maluchami. 10 zł i sztuczne wydłużanie listy ze słodyczami? Nie, dziękuję.

    A z Kościoła, wbrew pozorom, wystąpić bardzo łatwo. Jeden telefon, jeden spacer do księdza, a potem czekasz na odpowiedź (pozytywną) i załatwione. Sumienie czyste, a ciebie nie wliczają do tej rzeszy katolików, której w Polsce jest rzekomo milion procent.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, zę ja tego nie odkryłam wcześniej :(

      To też zależy od nastawienia księdza. Z pewnych źródeł wiem, że w parafii, w której miałam chrzest i do której należę księża tak utrudniają i przedłużają sprawę, że nie chcę mi się w to bawić

      Usuń
  10. a ja miałam sobie kupić jajko z niespodzianką do koszyka, ale jakoś mi z głowy wyleciało, kupię sobie po świętach i będzie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dostałam jajko niespodziankę :D miało być dla moich bratanic, ale ostatecznie wylądowało u mnie, a one dostaną po króliczku Heidi :)

      Usuń
  11. a jajeczka owinięte w te ładniutkie papierki z kaczorkiem, kurką i zajączkiem? :D
    każdy kupuje, ale smak taki sobie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie chodzi o Barona. Mi tam one smakują :)

      Usuń
  12. Słyszałyśmy o tym jaju ale nie widziałyśmy nigdzie ale to dobrze, bo pewnie długo biłybyśmy się z myślami czy je kupić :P A tak wiemy, że nie warto :)

    Co do wiary to nie ma niedzieli, w której Monika nie pojechałaby do kościoła łącznie z gorzkimi żalami, różańcami itd. Z kolei ja bywam na mszy tylko z okazji większych świąt i nie czuję potrzeby uczestniczenia w nich częściej. Jednak obie wiemy, że na tej podstawie nie możemy stwierdzić czy któraś z nas wierzy bardziej, mocniej. Po prostu każda z nas ma swoje własne wewnętrzne przemyślenia, które realizuje na swój sposób :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie warto i macie szczęście, że nie trafiłyście na nie.
      To dość ciekawe, ze bliźniaczki, wychowane w tym samym domu mają różne podejście do wiary. Zazwyczaj się twierdzi, ze to dom ma duży wpływ na religijność. Jak widać nie do końca :)

      Usuń
  13. Faktycznie za taką cenę też bym się nie skusiła, choć wcześniej mnie zastanawiało..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dobrze, ze się skończyło na zastanawianiu się :)

      Usuń
  14. dostałam owe jajo i dobrze, że to był prezent bo gdybym sama to kupiła to byłby płacz i zgrzytanie zębów :D to jajko to niestety nieporozumienie, dokładnie pomyślałam jak Ty, że ze względu na formę na prezent sprawdzi się super. jednak nie zapominajmy, że najważniejsze są doznania smakowe, a tu już wypada blado. toż to zwykła mleczna milka. smaczna bo to w końcu milka ale nic więcej :D dla paru cukiereczków nie warto kupować chociaż one są równie dobre nie zaprzeczam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie by było jakby te cukierki były sprzedawane oddzielnie i w niższej cenie, bez tego jaja. Wtedy byłoby warto kupić a tak to klapa po całości.

      Usuń
  15. Jak to jest. Powiedźcie mi dziewczyny... jak to jest.

    1. Widzę: produkt pusty w środku - cwaniactwo
    2. Widzę: Oreo tyle co kot napłakał - cwaniactwo
    3. Widzę: cena jak za 300g tabliczki, a nawet więcej - cwaniactwo

    A i tak... chętnie bym zjadł. To popieprzone :D

    W sklepie, na półce, widziałem jak te jaja wyglądają w środku.. bo ktoś rozwalił kilka sztuk. Myślałem, że wybrał wszystkie Oreo i uciekł, ale czytając recenzję (plus filmy na YT) jestem zszokowany, że było ich tak mało.

    Szkoda, że nie polecieli po całości. Pełne, podkreślam PEŁNE, jajko Oreo - nie w postaci cuksów, a wyłącznie nadzienia - byłoby super. Nawet o połowę mniejsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to Milka, Milka ma taki wpływ na wielu, że najpierw włącza się "kupię" a potem dopiero myślenie ;D
      Ja pomyślałam, że świetnym produktem byłoby mniej słodkie Loffel Ei z napowietrzonym nadzieniem Oreo :D

      Usuń
  16. Mnie w kościele nie pasuje tylko spowiedź. Nie cierpię tego, że obca mi osoba będzie słuchać co zrobiłam złego i mnie ''sądzić''. Rozumiem, że to pośrednik między Bogiem i blablabla, ale spowiedź koniecznie powinna być indywidualna. Ja teraz jeszcze muszę latać i zbierać głupie podpisy bo idę do bierzmowania, ale z moją ilością znaczków wątpię, że mnie wezmą :P Mama mnie zabije :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spowiedź to była najgorsza część.Na szczęście nie musiałam się długo tym stresować, bo już w 5 klasie podstawówki stwierdziłam, że nie mam zamiaru uczęszczać do kościoła. Bierzmowanie też mnie ominęło.
      Ja bym się tym nie martwiła na zapas, może uda ci się ubłagać jak ci na tym zależy.

      Usuń
    2. Ja z perspektywy lat bardzo żałuję czasu straconego na przygotowanie do bierzmowania - mechaniczne zbieranie obecności, zaliczanie modlitw, do tego w moim przypadku upokorzenia związane z tym, że chodziłam do innej szkoły i byłam w tym środowisku obca. Ale przecież trzeba było zacisnąć zęby i zdobyć papierek otwierający drogę do upragnionego sakramentu małżeństwa. Dziś jestem ateistką i nawet ślub cywilny raczej wykluczam. Zatem jeśli ktoś jest młody i już sceptyczny wobec praktyk religijnych, to radzę się dobrze zastanowić nad sensem takiego żmudnego przygotowania, które z wiarą ma niewiele wspólnego, prędzej z kolekcjonowaniem znaczków i oczywiście nabijaniem kasy klerowi.

      Usuń
    3. Ja z bierzmowania pamiętam kilka rzeczy (byłam żeby "nie robić babci przykrości") : raz, to straszenie przez katachetów rzekomym egzaminem do którego trzeba znać odpowiedzi na 150 pytań z zakresu wiedzy o piśmie świętym, i bardzo długą listę modlitw które ponoć trzeba będzie znać. Natomiast na samym egzaminie księdza interesowało tylko czy mamy kopertę ze wszystkimi niezbędnymi opłatami (za kwiaty jedne, za kwiaty drugie, za przystrojenie kościoła, za medaliki, za pamiątkowe obrazki, za pracę organisty etc etc etc) i czy mamy wszystkie pieczątki. Tyle, koniec.

      Po drugie, pamiętam że zaproszony biskup bardzo długo mówił (kazanie na wejście, 45 minut. Kazanie główne, ponad godzina. Kazanie na zakończenie, ponad godzina) a my byliśmy zobowiązani żeby przez cały ten czas stać. W środku głównego kazania ktoś zemdlał na co biskup stwierdził że będzie się teraz "streszczał" - gadał następne 30 minut.

      I po trzecie, że po otrzymaniu już tych sakramentów i imion które nie miały absolutnie żadnego znaczenia, przestaliśmy trzymać się wyuczonego na spotkaniach przygotowujących planu. Nikt nie śpiewał ku widocznej wściekłości katechetki i wszyscy siedzieli podczas ostatniego kazania.

      Usuń
    4. Pamiętam jak inni się uczyli odpowiedzi do tych pytań i moją radochę, zę mogę katechecie powiedzieć prosto w twarz, ze nie mam zamiaru iść do bierzmowania. Nawet nie wiem co ta się działo i nawet mi ta wiedza do szczęścia nie była potrzebna.

      Usuń
  17. A co do Milki to ja też myślałam, że tam coś będzie w środku, a nie puste jajo i kilka cukierków Oreo (do tego strasznie małych i w małej ilości :/).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba większość osób tak myślało.

      Usuń
  18. no wiesz co... skutecznie mnie zniechęciłaś xD ale zakupiłam w końcu te zwykle jajka z milki w biedronce i aż mi ślinka leci kiedy o nich pomyślę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przygotuj się na zmasowany atak cukrzycy :D

      Usuń
    2. kurde jednak ciężko będzie, ciężej niż myślałam :D

      Usuń
  19. Jeśli chodzi o kościół, rozumiem cię doskonale bo u mnie w domu jest dokładnie tak samo. Moja rodzina zachowuje pozory religijności praktycznie tylko z powodu głęboko wierzącej babci której "nie będziemy robić przykrości". Babcia chodzi do kościoła minimum 3 razy w tygodniu, jest w kółku różańcowym a w domu regularnie leci znane radio na literę M. Natomiast moi rodzice do kościoła chodzą tylko w święta i tylko po to by babcia sądziła że jesteśmy dobrą, pobożną, katolicką rodziną. Z tego samego powodu, wszelkie dyskusje religijne czy narzekanie na nawiedzonego księdza proboszcza w mojej parafii (z kazania wielkanocnego "Wpuśćcie Jezusa do swojego domu, do swoich dzieci! On ich nie zdemoralizuje jak promowany wszędzie Gender i nie zgwałci ich jak "modny i fajny" homoseksualizm". No ale przynajmniej nie porównywał zwolenników UE do potomków mordercy Heroda jak na Boże Narodzenie) są zabronione. Tak długo jak babcia się nie dowiedziała, mogłam nawet w liceum nie chodzić na religię bo pokłóciłam się z katechetką (fanatyczka taka że przy niej Terlikowski to liberał!). Ale jak babcia prosi to trzeba z nią pójść na odmawianie koronki i trzeba udawać że się idzie do spowiedzi (nawet jeśli jestem zdania że instytucja spowiedzi jest niepotrzebna. Czy w Piśmie Świętym nie jest czasem napisane że Bogu wystarczy szczery żal za grzechy do ich odpuszczenia? Poza tym, dobija mnie że spis "grzechów" jest różny w zależności od księdza. W mojej parafii np. proboszcz na kazaniu stwierdził że dzieci które były na zabawie halloweenowej a są po I komunii powinny jak najszybciej się z tego wyspowiadać. Tak samo jak należy się spowiadać z czytania Pottera).

    Nie uważam się za osobą zupełnie niewierzącą - oglądam w niedzielę papieża Franciszka (który jest pierwszym papieżem którego lubię, szanuję i wierzę w to co mówi. Zabrzmi to pewnie jak herezja ale papież Jan Paweł II był mi kompletnie obojętny) i lubię czytać felietiony ojca Bonieckiego czy ojca Gużyńskiego. Ale do furii doprowadza mnie lament nad atakiem mitycznego gendera, wskazywanie palcem na mszy w dniu wyborów na kogo prawdziwy katolik ma głosować a z głosowania na kogo trzeba się spowiadać, zamiatanie wszelkich afer kościelnych pod dywan, wpychanie się kościoła we wszystkie sprawy Polski i nieustanne domaganie się jeszcze większych praw, jeszcze większych kościołów i jeszcze większych datków na kościół. I wielka histeria episkopatu w razie jak ktoś zrobi coś nie po ich myśli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wręcz smutne jak niekompetentni i próbujący wleźć w każdą dziedzinę życia kapłani potrafią zniechęcić człowieka do Kościoła. Na ostatnim pogrzebie musiałam gryźć się w język, bo ksiądz wkurzył mnie stwierdzeniem, że zmarły szybciej dotrze do nieba jak się będzie odprawiać za niego specjalne msze. Płatne oczywiście. Czyli płać rodzinko, bo wasz ojciec nie trafi do nieba ( a był to porządny i dobry człowiek).
      O JPII nie będę się nawet wypowiadać, bo już raz dostałam za szczere wyrażenie mało pochlebnej opinii.

      Usuń

Włączyłam moderację komentarzy, dzięki temu nie powinno już być weryfikacji obrazkowej.