06.03.2015

Jubileu Czekolada gorzka z limonką i chili, Biedronka



Nadal nie przekonana

Trzeba pokonywać słabości i podejmować nowe wyzwania. Warto wysunąć się czasami ze swojego kokonu bezpieczeństwa i chociaż poniuchać co się kryję za horyzontem. Tak jest, nie można tylko dreptać w miejscu i mieć nadzieję, że to w życiu wystarczy! Czy wielcy odkrywcy i podróżnicy byliby wielcy jakby nie zeszli ze znanej ścieżki i podążyli w nieznane? Nie, nie byliby. A przecież w odróżnieniu od nich mi nie grozi niebezpieczeństwo w postaci mało zadowolonych tubylców, głodnych dzikich zwierząt i nieprzyjemnych chorób tropikalnych, nie mam się czego bać. Tak przynajmniej sobie wmawiałam patrząc na czekoladę z zawartością kakao przekraczającą moją sferę bezpieczeństwa.
Jubileu Noir fruits & flowers, Lime & Hot Pepper, czekolada gorzka z limonką i chili. Produkt zakupiony w Biedronce podczas tygodnia portugalskiego. Oprócz tej wersji były jeszcze dwie inne: gorzka z różą i gorzka z pomarańczą i bazylią. To, że wzięłam gorzką czekoladę mogę wytłumaczyć jedynie moim gapiostwem. Tak się napaliłam na ten smak, że w ogóle nie zwróciłam uwagi na napis Noir, a tym bardziej na listę składników i ilość masy kakaowej. Dopiero w domu zrobiłam klasyczny wytrzeszcz, a mój żołądek zacisnął się z przestrachu na widok liczby 70. Będę jednak odważna, nie mam wyboru. Czekolada Jubileu jest naprawdę z Portugalii, nie jest to wyrób polskiej firmy udającej portugalską, ale hej, o ile dobrze kojarzę to Biedronka jest portugalska. Jubileu ma w swojej ofercie również inne czekolady, takie jak bardziej mi pasujące mleczne z nugatem czy migdałowe, proszę link. A oni musieli rzuć akurat tylko gorzkie, a fe, nieładnie.

Smak: po otwarciu podetknęłam czekoladę do nosa i podejrzliwie niuchnęłam. Zapach nie był zły, był słodko-kakaowy, niczym dobra, porządna deserówka. Gryz i lekkie zdziwienie, produkt nie był twardy, nie łamał się z trzaskiem, tylko bezdźwięcznie poddawał się pod naporem kłów i siekaczy. Lecz bez wątpienia miałam w ustach gorzką czekoladę. Nie była to delikatna cierpkość z nutą gorzkiego posmaku jak w deserowych czekoladach, ale nie była to jeszcze wykrzywiający twarz gorycz, która by sprawiała, że myśl o zawodach w pluciu na odległość  stawała się bardzo zachęcająca. Nie, ta ilość cierpkości jeszcze mieściła się w moich granicach wytrzymałości ,tańczyła obok niej patrząc się na mnie złośliwie i śmiejąc się z lekka szyderczo, ale tej cienkiej linii nie przekraczała. Słodycz była obecna, przez co czekolada była bardziej do wytrzymania, ale była to słodycz subtelna. Widzicie pewnie na zdjęciu te zielone, stwardniałe gluty  trolla kawałki limonki. Jak na limonkę, przedstawicielkę owoców cytrusowych, smakowała zadziwiająco mało cytrusowo. Lekko słodka z sugestią kwasku, trochę gumiasta ale szybko rozpadała się w ustach. Dopiero przy samodzielnym gryzieniu dawało się poczuć coś limonkowego, kakao nieco tłumiło ową cytrusowość. A chili? O tak, jest, zdecydowanie jest. Początkowo nie czułam nic, ale przy dłuższym przetrzymaniu kostki w ustach coś zaczyna się dziać. Powoli zaczyna szczypać  język, podniebienie i czujemy charakterystyczne pieczenia. Jednakże nie jest to inferno, szaleńczy bieg po szklankę wody i łzy w oczach, na szczęście dla osób o wrażliwszych kubkach smakowych. Całość się dość dobrze komponowała.

Pozostaje przy opinii, że gorzkie czekolady to nie jest coś dla mnie. W porządku, przyznaje, ta mi nawet smakowała, ale pozostałe po jedzeniu uczucie, że ma się w ustach kakao w proszku nie jest tym co czoko lubi najbardziej. Tak jak deserową Lindt potrafię wtrąbić szybciej niż przyzwoitość nakazuje, tak w tym przypadku nie widzę bym dała rady wepchnąć w siebie więcej niż kostkę dziennie. Prawdopodobnie dla osób nie mających awersji do gorzkich czekolad ta bardziej by posmakowała niż mi. Potrafię docenić kakaowy smak połączony z delikatną ostrością i subtelną słodyczą, nie znaczy to jednak, że ponownie bym się skusiła na tą tabliczkę.
Ocena: 7/10
Kaloryczność:100g/558kcal
Gdzie kupiłam: Biedronka
Cena:6,99zł

W niektórych Biedronkach jeszcze te czekolady powinny być.
Pa

33 komentarze:

  1. Ja mam z bazylią, czeka na swój czas. Ale kocham gorzkie, takie intensywne. Tylko szkoda,że były tylko trzy smaki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wolałabym żeby oprócz tych gorzkich były także mleczne

      Usuń
  2. charlottemadness06.03.2015, 06:01

    Ja wcale nie wyczułam chilli.Za drugim podejściem dopiero poczułam niewielki "posmak" limonki. Jedynym plusem jest dość przyjemna kakaowość.Czeka na mnie jeszcze wersja pomarańczy z bazylią. Ciekawe jak się spisze. :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chili się wyczuwa jak przez jakiś czas przetrzyma się czekoladę w ustach, wtedy następuje lekkie pieczenie :)

      Usuń
  3. Mnie tydzień portugalski nie zachwycił (ale to może dla tego, że nie rozglądałam się za niczym konkretnym). Moja mama za to wzięła sobie jakieś dziwne "ryby z kartonu", że tak to ujmę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba było zainteresować się takimi oponkami-ciasteczkami-herbatnikami w polewie czekoladowej :D Smakowały jak Twix bez karmelu.

      Usuń
  4. Ja gorzkie czekolady uwielbiam:) pamiętam jak w ciąży miałam niedobór magnezu i ginekolog kazała jeść gorzką czekoladę kupowałam taką z 90%zawartości kakao dla mnie pyszna:) . Tej czekolady jakoś nie kojarzę bym ja widziała w Biedronce . Od kilku dni mam postanowienie ograniczyć słodycze jeść 2razy dziennie tylko w tedy jak piję kawę . Bo przesadzam czasem i 6razy dziennie podjadam słodkości:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O boże, 90% to dla mnie czysty popiół, nienienie. Nie kojarzysz, bo nie jest w stałej ofercie, tylko na tydzień portugalski ją rzucili ;)
      Powodzenia w postanowieniu :)

      Usuń
  5. Właśnie piszę recenzję tej czekolady :D. Topornie mi to idzie, więc nieco mnie natchnęłaś ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem ciekawa czy ty wyczułaś chilli :D

      Usuń
  6. Trochę mnie kusiły te czekolady, ale potem o nich zapomniałam, a i dobrze, bo tylko by leżały, czekolady ostatnio właściwie nie jadam, niedługo całkiem się odzwyczaję i mój chłop będzie musiał sam sobie poradzić z całą szafką czekolad :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twój chłop musi być szczęśliwy z tego powodu, toż miałaś od groma tych czekolad.

      Usuń
    2. Nie narzeka, straszny z niego łasuch :D
      Kusi mnie, żeby kupić gorzką Heidi, ale dwa Lindty męczę od grudnia i nawet nie jestem w połowie, a konsumpcja innych czekolad wygląda podobnie.

      Usuń
    3. To tą Heidi chyba kupiłabyś tylko jako okaz kolekcjonerski ;) Tylko do oglądania.

      Usuń
  7. ładne opakowanie:)) jednak ja nie lubię gorzkich czekolad.... w dodatku chili i limonka jakoś mnie nie przekonują.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie tyko chilli i limonka przekonały do zakupu ;)

      Usuń
  8. Ubiegłaś mnie! Dziś właśnie wybieram się do Biedronki po te czekolady :) Również nie jestem fanką totalnej goryczy jednak trzeba wybierać mniejsze zło (dla sylwetki rzecz jasna).

    Bardzo "miła dla oczu" notka :) Świetnie się to czyta!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy ja wiem czy to takie mniejsze zło, jeżeli spojrzymy na kaloryczność to jest ona taka sama jak większość mlecznych czekolad. ;)
      Dziękuje, dziękuje :D

      Usuń
  9. Poczęstowana 90% Lindta byłam w stanie zjeść pół kostki naraz ...W mojej najbliższej Biedronce pojawiły się znów gwiazdy Momami....
    ala*
    Ps.Uprzejmie donoszę,że dużo nie straciłaś jeżeli chodzi o limitki zimowe Heidi (a może nawet jesteś wygrana,bo ja chwilowo mówię Heidi nie,minimalnie tylko zastanawiając się nad letnimi limitkami,które jeszcze mam szanse kupić ). O ile Creme brulee jest b.słodka i nadzienie minimalnie tylko się przebija smakiem da się ją zjeść ...Ale Brownie dla mnie to normalnie porażka jakaś (fakt nie jestem znawcą orzechowych nadzień i brownie też nie ). Dziwnie pachnie ,jeszcze dziwniej smakuje nawet nie umiem powiedzieć czym ,ale raczej niekoniecznie orzechami i ciastem czekoladowym :-((((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zjadłam całą kostkę, ale z wielkim trudem ;)
      Jesteś już drugą osobą, która piszę, że wersja Brownie była niezbyt udana. Mimo wszystko trochę mi żal, bo prezentowały się bardzo zachęcająco.

      Usuń
    2. Może jak nie dasz rady jej jeść można by ją przerobić na egzotyczne w smaku ciasto czekoladowe ? ;-)) ala*

      Usuń
    3. Troszkę za mało jej zostało żeby zrobić ciasto, tylko 3/4 tabliczki ;)

      Usuń
  10. Chili - pod jakąkolwiek postacią, a limonka w czekoladzie to już wystarczające zło, żebym tę czekoladę omijała szerokim łukiem. Już wolałabym Wawel, serio.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wawel?? oO ty nie żartujesz pisząc, że nie lubisz tych dodatków ;)

      Usuń
    2. Nie, nie żartuję. Chili to jedna z najgorszych przypraw w kuchni, wolałabym już zjeść anyżowe żelki.
      Limonkę uwielbiam, zwłaszcza w jogurtach, ale pomysł połączenia jej z czekoladą obrzydza mnie, tym bardziej, że wszelkie kandyzowane owoce są u mnie na nie, stoją gdzieś w poziomie anyżowych żelków. Jak mama robiła ciasta, to ZAWSZE wydłubywałam. Ble, ble.

      Usuń
  11. Patrzyłyśmy długo na te czekolady w okolicznej Biedrze ale ostatecznie stwierdziłyśmy, że w naszej szafce jest już zbyt dużo nietkniętych jeszcze tabliczek... Ale naprawdę nas kusiły :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, jedna - trzy więcej chyba nie zrobiłyby takiej różnicy ;)

      Usuń
    2. Tylko, że w tym samym dniu już kupiłyśmy w aptece czekoladę Panama 80% z eleganckim składem EKO :P

      Usuń
  12. Cytrusy i czekolada to zuo, zuuuo wcielone :D Tak samo czekolada i chili. I tak jak Olga już wolę Wawela :P
    Miałam brać tą wersję z różą, bodajże, ale się rozmyśliłam. Aż tak mnie nie kuszą :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedni nie lubią cytrusów w czekoladzie, inni truskawek, próbuje to zrozumieć ;)

      Usuń
  13. bue, nie wiem kto w ogole wymyslil gorzkie czekolady ;/ musi być słodka, i z oreo

    OdpowiedzUsuń

Włączyłam moderację komentarzy, dzięki temu nie powinno już być weryfikacji obrazkowej.