14.02.2015

Skawa, Wafel Elitesse



Jakie opakowanie taka elita

Zabawnie w tym roku się kalendarz ułożył. Tłusty czwartek i Walentynki w jednym tygodniu, prawie dzień po dniu. Nagrody nie ma za zgadnięcie które święto bardziej lubię. Tłusty czwartek to lawina pączków i faworków, a Walentynki to lawina kiczowatych pluszowych serduszek, różowych  misiów i napisów I LOVE YOU  w różnych odcieniach czerwieni. Nie zrozumcie mnie źle, wyrosłam z hejtowania Walentynek. Jak ktoś chcę niech se obchodzi. Tylko ten natłok LOVEMIŁOŚĆSERCEMISIORÓŻE  powoduje, że mam ochotę spacerować po mieście z zamkniętymi oczami. A jeszcze w dodatku w telewizji nie sposób nie trafić na zapowiedź filmu „50 twarzy erotycznych fantazji znudzonej pani domu”, czy jakoś tak. Który jest reklamowany jako idealny film na Walentynki. Czasami aż brak słów żeby skomentować coś wybitnie głupiego. To jest jeden z tych momentów.
Skawa, wafel przekładany kremem kakaowym w czekoladzie. Specjalnie wybrałam najbardziej przaśny produkt z mojej skrzyni skarbów. Co nie znaczy, że niedobry (pisane przed degustacją). Po prostu patrząc na ten trójkąt w przezroczystej folii i z żółtą etykietą ma się wrażenie, że cofnęło się do czasów, kiedy papier toaletowy był produktem deficytowym, babki polowały na podpaski, bo nie zawsze były, a dżinsy z Pewexu były większym szpanem niż obecnie najnowszy model Ipoda z autografem Kwiatkowskiego/Biebera/One direction/Pies ich lizał. Krótko mówiąc, produkt jest jakby rodem wzięty z PRLu. Ale już pomijając opakowanie to spodziewałam się, że może wybuchów namiętności nie będzie, ale może rozczarowania także nie. Skawa to porządna marka. Lubię ich wafelki, lubię ich pierniczki i lubię draże Korsarz*. Taka prosta swojska marka. I tego oczekiwałam po tym wafelku, dobrego, prostego, swojskiego smaku.
*to mi przypomina, że powinnam o nich też kiedyś napisać.

Smak: jakość polewy pozostawia wiele do życzenia, ale koszmarna nie jest. Bardziej deserowa niż  mleczna, z lekkim kakaowym posmakiem i nie przesłodzona. Jednak nasuwała skojarzenia z twardą margaryną. Wafel również nie jest doskonały. Twardawy, zupełnie odmienny od normalnych wafli. Tak twardy, że podczas krojenia musiałam włożyć więcej siły niż zazwyczaj. Łatwo dał się odczepić od nadzienia. A  nadzienie jest osobliwe. Ma w sobie taki dziwny, obcy posmak, nie do końca mi odpowiadający.  Również trudno zlokalizować konkretny smak tego kremu. Niby  kakaowy, ale równie dobrze mógłby być orzechowy, albo śmietankowy, albo kawowy. Producent mógłby napisać tam byle co, bo ja i tak czułam tylko smak lekko słodkiego zatęchłego CZEGOŚ.

Czy jestem rozczarowana? Nie, w ogóle. Nie spodziewałam się niewiadomo czego. Biorąc pod uwagę cenę marny smak wafelka mogę skwitować jedynie wzruszeniem ramion. Najlepszym elementem była cienka polewa czekoladowa, ona jeszcze jako tako smakowała. Zaś co do wafla i nadzienia to im mniej się powie tym lepiej. Produkt był tak niewielki, że dał się zjeść, nawet z twardym waflem i zatęchłym nadzieniem. Nie powiem jednak żebym ponownie miała się skusić na takie doznania.
Ocena: 3/10
Kaloryczność: nie podana
Gdzie kupiłam: Real
Cena:0,56zł

Pamiętajcie, że niedługo jest Dzień kota :)

34 komentarze:

  1. Pamiętam, że w dzieciństwie jadłam te wafle, nie pamiętam jednak, czy mi smakowały. W dorosłym życiu zrobiłam kilka podejść do nich i za każdym razem były nieświeże - zatęchłe i dziwne w konsystencji, jakby leżały gdzieś długo bez papierka i straciły chrupkość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nawet nie pamiętam czy je jadłam w dzieciństwie. One właśnie są takie jakby przeterminowane, widocznie taki ich urok :P

      Usuń
  2. Przypomniałaś mi o drazach Korsarz. Ciekawe, czy teraz smakowały by mi tak samo jak te 6-7 lat temu. Faktycznie musisz o nich napisać. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem ciekawa tego samego, dawno nie jadłam :)

      Usuń
  3. Za czasów gówniarskich uwielbiałam te wafle, a teraz są jakieś inne - sztuczne i niedobre. A na 50 mordeczkach Szarego byłam wczoraj i jedyna korzyść to taka, że starałam się nie czytać napisów a słuchać oryginału więc z korzyścią dla tunningowania angielskiego spędziłam ten czas. Poza tym fajnie popatrzeć na ładne wnętrza, samochody i krajobrazy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, biorąc pod uwagę główny wątek filmu to pewnie twój angielski wzbogacił się o parę ciekawych słówek ;D

      Usuń
  4. Zawsze chciałam go kupić i nawet wielokrotnie brała, ale potem myślałam 'eee, nieeee' i odkładałam. Spodziewałam się mniej więcej takich atrakcji, jak opisane przez Ciebie, więc mnie nie zaskoczyłaś. A obleśnego wafla i tak z chęcią spróbuję :P

    P.S. Kokosowe Korsarze - raaaany - produkt podstawy każdego sklepiku szkolnego i kiosku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Próbuj, próbuj. Nie żebym ci źle życzyła, ale trzeba się samemu przekonać jaki to jest specyficzny produkt. :D
      I każdych wakacji :D

      Usuń
  5. Jak byłam dzieckiem to jadłam te wafelki nawet mi smakowały,ale pewnie ich smak uległ pogorszeniu jak większości słodyczy z lat dzieciństwa:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie tak, lepiej więc nie kupuj ich teraz bo możesz się rozczarować :)

      Usuń
  6. cena bardzo atrakcyjna jednak już wyglądem nie kuszą mnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już lepiej zapłacić więcej i mieć smacznego wafelka :)

      Usuń
  7. Też zupełnie nie rozumiemy tego szału na ekranizację tej popularnej książki... Zdecydowanie do kina wolałybyśmy pójść na Pingwiny :P
    O tym wafelku już kiedyś czytałyśmy, że jest dość kiepski, więc jakoś nigdy nie kusiło nas aby go kupić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym wolała pójść nawet na jakiś film Wajdy (którego nie lubię) niż na to. Próbowałam przeczytać książkę i takiej szmiry dawno moje oczy nie widziały.
      I niech dalej nie kusi :)

      Usuń
  8. Jadłam go jako dziecko, smaku nie pamiętam, dawno go już nie widziałam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Weź, w PiP cały kosz jest tego, w innych sklepach zazwyczaj jest na dolnej półce, tam gdzie wzrok nie sięga ;D

      Usuń
  9. Ja też mam dość Walentynek i tej całej miłości dookoła, bo się aż rzygać tęczą chce :P
    Co do tego wafelka, to jadłam go na rajdzie szkolnym (no tak najlepiej kupić dla ''dzieci'' najtańsze gówno) - NIGDY WIĘCEJ

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele osób myśli, że jak dzieci to zjedzą wszystko co słodkie. No zjedzą, ale głownie w akcie desperacji i z braku laku :P

      Usuń
    2. Taaa, od razu mi się przypomina:
      -Mamo jest coś słodkiego?
      -CUKIER!
      :D

      Usuń
  10. jadłam je ostatnio chyba rok czy dwa lata temu, jakość jest taka sama jak cena ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Wafelek z dzieciństwa ... teraz już nie zachwyca ani wyglądem ani pewnie smakiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem tak, wygląd jest lepszy niż smak ;D

      Usuń
  12. uwaga uwaga, przynoszę wspaniałe wieści :D jest już gazetka z produktami z tygodnia amerykańskiego z lidla!

    OdpowiedzUsuń
  13. oo cieekawił mnie ten wafelek ... Ale coś już do mnie nie przemawia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lepiej niech ci zaczną przemawiać inne wafelki, a ten niech zamilknie na wieki ;)

      Usuń
  14. Zawsze na dolnych półkach, obecne od niepamiętnych czasów... Ktoś je musi kupować ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że miłośnicy się znajdą (!?!?!), są też osoby skąpe i osoby starsze (wezmę coś słodkiego dla wnuczka/ki). ;D

      Usuń
  15. Te wafelki to moje smaki z dzieciństwa, od tamtych czasów opakowanie rzeczywiście sie nie zmieniło. Skład pewnie troszkę "zyskał" chemicznych dodatków.
    Smak - z tym różnie bywa bo czasem te wafle leżą zbyt długo na półkach i są zeschnięte :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ten mój to chyba stanowczo zbyt długo przeleżał na półce ;)

      Usuń
  16. ja je uwielbiam ;x
    własnie za ten dziwny smak...

    OdpowiedzUsuń