12.02.2015

Cortez Premium Chocolate. Mleczna z miodem, śliwką i cynamonem



Czas na czekoladę

Robiliście kiedyś drzewo genealogiczne swojej rodziny? Ja musiałam, na pierwszym roku był to jeden z warunków zaliczenia jednego przedmiotu. Całe szczęście, że musiałam robić to tylko w linii prostej, bez żadnego rodzeństwa, bo byłoby to bardzo rozgałęzione drzewo. Od strony tatuśka daleko nie zaszłam, za mało informacji, księgi kościelne poplątane, a ksiądz w archiwum archidiecezji był bardzo nieprzyjemny*. Za to od strony mamuśki dotarłam, aż do początku XIX wieku, dalej mi się nie chciało. Z informacji wynikało, że ta część pochodzi od szlachty i to jeszcze posiadającej herb. Jaki to herb to nie wywiedziałam się, ale zbyt gorliwie nie szukałam. Przecież i tak bym go sobie nie wytatuowała na łonie. Ale do czego zmierzam. Mimo mojego jednostronnego szlacheckiego pochodzenia moje kubki smakowe są typowo plebejskie. Lubię prostą Milkę i nie potrafię docenić bogactwa gorzkiej czekolady. Jestem prosta jak Jagna z Chłopów, ino tylko nie uważam snopów siana za dobre miejsce na małe ten tego owego. I nie chcę zostać wywieziona na gnoju, nos mam raczej hrabiowski, więc podziękuje. Samo chamstwo moich kubków smakowych nie powstrzymało mnie przed kupnem chyba najdroższej czekolady do tej pory, z  nadzieją, że nie będę tego żałować.
*tak jak sprzątaczka, która była przekonana, że przyszłam chyba podrywać  przyszłych księży z seminarium duchownego
Cortez Premium Chocolate, Mleczna z miodem, śliwką i cynamonem. Ta czekolada reprezentuje moje powolne staczanie się w szaleństwo. Innego wytłumaczenia nie ma na wydanie 17zł na 85g produktu, którego nie znam.  Przynajmniej mogę powiedzieć, że wspieram polską czekoladę. Tak, Cortez to firma polska i raczej nie należy do żadnego zagranicznego koncernu.  Czekolada jest wykonana ręcznie, zawiera prawdziwe owoce i nie posiada w składzie żadnego innego tłuszczu niż ten kakaowy. W ich ofercie znajduję się 10 czekolad, zarówno biała, mleczne jak i ciemne (ciemna =/gorzka, nie wiem ile posiadają masy kakaowej) oraz czekoladki do roztopienia w mleku. Zresztą, co ja będę pisać, macie obślińcie się tu. O istnieniu tej marki wiedziałam już od dawna, w jednym komentarzu ktoś o niej napisał. Wahałam się jednak i miotałam, bo co by nie patrzeć tanie to, to nie jest. Ale jak już się testuje czekolady to nie ma odwrotu, trzeba szukać nowych doznań.  Te doznanie znalazłam w herbaciarni Czas na herbatę i prawdopodobnie głównie tam trzeba szukać produktów tej firmy. Sama miałam ciężki orzech do zgryzienia, ostatecznie z kilku dostępnych na miejscu smaków wybrałam ten

Smak: pierwszy gryz i o mamo. Zachwyt, totalny zachwyt. Śliwki mają moc. Ma się wrażenie, że je się doskonałe powidła śliwkowe. Suszone owoce nie są mocno gumowe i dają się łatwo przegryźć zalewając usta tym szczególnym jesiennym, lekko kwaskowatym smakiem. W odróżnieniu od czekolad Heidi ten dodatek nie służy tylko dla ozdoby. Rozkoszując się dalej natykamy się na obecność miodu. Jest tak charakterystyczny i mocny, że nawet bez napisu na opakowaniu mogłabym zgadnąć, ze go dodali. Przy dokładniejszej analizie znajdujemy pewien cynamonowy akcent. Nie jest nachalny, nie jest silny, ale jest, tam gdzieś hen w oddali. Sama czekolada bez tych dodatków również nie ma co się wstydzić. Mleczna, posiadająca oprócz słodyczy pewną kakaową głębię. Tak dobra, że dreszcz przyjemności towarzyszył przy każdym kolejnym gryzie, a oczy same się zamykały w ekstazie. Nie powiedziałabym, że jest mało słodka, jednak jeszcze nie osiągnęła poziomu „wsypał mi się kilogram cukru do filiżanki herbaty”. Jest idealna.

Z jednej strony  jedzenie tej czekolady było czystą przyjemnością, niezmąconą żadnym smakowym zgrzytem. Z drugiej jednak każdy kolejny kawałek przybliżał mnie do końca tego wyśmienitego produktu, co napawało mnie lekkim żalem. Nieczęsto się zdarza żebym była tak zachwycona. Szczególnie biorąc pod uwagę, że miałam dość wysokie oczekiwania z powodu ceny. Ta czekolada nie tylko spełniła owe wymagania, ale również je przebiła. Smaki są dokładnie takie jak je opisano na opakowaniu. Mamy słodko-kwaśną śliwkę, mamy słodycz miodu, delikatną obecność cynamonu i niezbyt tłustą mleczną, świetną czekoladową podstawę. Jakby produkty Cortez była tańsze to bez wahania pobiegłabym nakupować kolejne egzemplarze. Niestety rozsądek każe mi się powstrzymać, aż będę miała napływ gotówki. Aż miło na sercu, że polska firma wyprodukowała tak znakomitą czekoladę. Wedel, ucz się i bierz przykład.
Ocena:10/10
Kaloryczność: nie podana
Gdzie kupiłam: Czas na herbatę
Cena: 17zł

I wiecie co? Wcale nie żałuje tych 17zł. To był wspaniała inwestycja :D
Pa

28 komentarzy:

  1. Wstęp przypomniał mi jak z bratem ciotecznym poszukiwalismy przodków. Cóż, nasz herb to.. (cytuję) pół murzyna z uniesionymi rękami. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się, ze na zajęciach z herbów taki opis by nie przeszedł ;D

      Usuń
    2. Ale pól murzyna może mieć tylko jedna rękę usuniętą! :D

      Usuń
  2. Ble, miód :D Ale tabliczka wygląda bardzo ładnie i kusząco.
    Moje kubki smakowe chyba ewoluują, bo Milka ani Schogetten, które od dzieciństwa lubiłam już mi nie smakują, może to nawet i lepiej :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może ci się po prostu przejadły ;)

      Usuń
  3. Musiałam pisać taką pracę na nauki pomocnicze historii, ale u mnie to musiała być praca na 10 stron, okazało się,że historia mojej rodziny to i na 20 byłaby za mała.
    Ta czekolada musi być boska!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście ja tylko musiałam rozrysować drzewko i zrobić fiszki każdej osobie z podstawowymi informacjami
      Jest boska <3

      Usuń
  4. Ja mam słomiany zapał, więc szczerze podziwiam to, że dotarłaś do XIX wieku - u mnie pewnie skończyłoby się na dziadkach :D
    17 zł - trochę dużo, ale życie składa się z przyjemności :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na dziadkach to by nie przeszło, trzeba był możliwie jak najdalej :)
      Tak, teraz to przynajmniej wiem, że ta czekolada jest tego warta :)

      Usuń
  5. Podekscytowałam się na wieść o drzewie genealogicznym, nie zaś czytając o czekoladzie. Nieprędko przekonam się do wyrobów obsypanych z jednej strony (czy nawet dwóch) licznymi dodatkami. Cieszę się jednak, że Twoje pieniądze nie poszły w błoto, a przy okazji odkryłaś coś polskiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nom, czasami zdarza mi się dokonać zakupu z którego jestem w pełni zadowolona :D

      Usuń
  6. Obłędne smaki i aż mnie kusi by kupić mniam mniam:) .Miłego pączkowego dnia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co ja mam powiedzieć, jak już wiem jak dobre to może być :D Nawzajem, ja zeżarłam 4 i na razie mam dość ;)

      Usuń
    2. Ja zjadłam dwa i pękam w szwach :( . Byłam w tesco i kupiłam lindt creme brulee bo jest termin do końca m-ca za 8zł:) Ty ostatnio chciałaś kupić.

      Usuń
  7. Ale narobiłaś nam teraz ochoty na taką czekoladę :) Jest jeden minus... Teraz każda inna tabliczka będzie przez Ciebie porównywana do tej i na końcu może się okazać, że Milka już tak wcale dobrze nie smakuje :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest pewien minus, ale jak się nie zniechęciłam do Milki po doskonałych Lindtach to pewnie teraz też mi to nie grozi :D

      Usuń
  8. charlottemadness12.02.2015, 14:14

    Chyba smakuje jeszcze lepiej niż wygląda ;) Ta posypka wygląda bosko. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znacznie lepiej, ta posypka była tym co mnie znęciło najbardziej :D

      Usuń
  9. Nie jest sztuką zrobić dobrą czekoladę za 17 zł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A bo ja wiem, można mieć najdroższe składniki, ale bez umiejętności może wyjść guano ;0

      Usuń
  10. Kurczę, kiedyś ją gdzieś widziałam w stacjonarnym sklepie, ale to nie była herbaciarnia... Też moją uwagę przykuła ta genialna posypka, ale wtedy nie zakupiłam tej tabliczki. Teraz narobiłaś mi nieziemskiego smaka. Kurczę, jak już opróżnię Magiczną Szufladę - to zrobię tak wielkie zakupy, że będę potrzebowała kilka Magicznych Szuflad :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe, ze w niektórych sklepach jest, ale na pewno nie w takim białostockich ;)
      Co się rozdrabniasz, najlepszym rozwiązaniem będzie Magiczny Szafa Gdańska ;D

      Usuń
  11. Odpowiedzi
    1. Ja mam ochotę na inne smaki ;)

      Usuń
  12. Ja kiedyś robiłam drzewo genealogiczne, ale po angielsku :P Potrzebowałam na angielski, aby na koniec roku mieć 5 i też było z tym dużooo zachodu. Ja pochodzenie szlacheckie od strony mamy też mam i herb też mieliśmy :D

    Co do czekolady...o mamuniu *o* Chcę, chcę, chcę! Cena duża, ale szczerze? Kupiłabym, bo wygląda wspaniale!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na zajęcia z angielskiemu by mi się nie chciało grzebać w księgach tak szczerze ;)
      Raz na jakiś czas można sobie pozwolić ;)

      Usuń
  13. Mam nadzieję, że rzeczywiście nie będzie przesłodzona, bo wygląda pięknie. Już tak spoglądam od kilku dni do szuflady na nią. :D

    OdpowiedzUsuń