05.01.2015

Ciastka Manner Mio, Hazelnut



Mamma Mia

Obiecałam, że z końcu pojawią się ciastka no i są. Wybrałam te konkretnie, bo kojarzą mi się z bardzo wczesnym dzieciństwem. A konkretnie to z czasem kiedy mój tatusiek jeździł do Niemiec do pracy, po której przywoził do domu od groma słodyczy*. I nie wiem nawet czy produkty konkretnie tej marki przywoził, ale jak tylko zobaczyłam kiedyś w Piotrze i Pawle wafelki to od razu pomyślałam o tym okresie mego życia. Wtedy nie wzięłam tego wafla, ale podczas ostatnich zakupów w Biedrze wypatrzyłam  charakterystyczne różowe opakowanie.
*które w większości znikały w paszczach moich braci, ciężka dola najmłodszego dziecka.
Manner  Mio, wafle chrupiące przekładane kremem orzechowym, pokryte mleczną czekoladą i Krokant (em). Marka której produkty coraz bardziej zalewają polski rynek. Znaczy jeszcze ze 3-4 lata temu to może widziałam tylko pojedyncze sztuki wafelka neapolitańskiego, a teraz jest tego od groma i ciut, ciut. Sama oferta jest niezwykle bogata, szczególnie jeżeli weźmiemy pod uwagę rodzime państwo Manner, czyli Austrię. Od chwili powstania w 1890 roku ilość oferowanych produktów zdecydowanie się zwiększyła. Nie będę podawać po kolei wszystkich cudów, wolę pójść na łatwiznę i dać wam link.  Tak jak wspominałam na początku, moje wafelki kupiłam w Biedronce, z wypatrzonych wersji miałam do wybory jeszcze karmelową i chyba czekoladową.  Niezbyt pokaźna paczuszka zawiera  niewiemilebonieliczyłam mini wafelków, takich na jeden gryz. Figura pani na opakowaniu mogła oznaczać kilka rzeczy, że a)jest to produkt przeznaczony tylko dla kobiet, a mężczyźni po zjedzeniu mogą  dostać okres i zajść w ciąże, b)jest to produkt dietetyczny/light (hahaNIE), c)te wafelki to prawdziwa delikatna rozkosz, którą trzeba się delektować. Sami wybierzcie którą wersję wolicie.

Smak: posypka z niby krokantu nie smakuje jak krokant. Bardziej jak lekko słodkie niezidentyfikowane COŚ. Jakbym nie widziała powiedziałabym, że to miękki plastik w cukrze. Nic maślanego, ani orzechowego w tym nie było. Polewa czekoladowa również zachwycająca nie jest. Bardzo cienka, średnio słodka i tylko teoretycznie z czekolady mlecznej. W praktyce to bardziej czekoladowe wydają się te plastiki w jogurtach straciatella. Wafelek jest już nieco lepszy w tym, że smakuje jak wafelek.  Nie za suchy ale też nie zawilgocony, nie osypywał się zbyt mocno. Nadzienie jest bardziej  mleczne lub śmietankowe niż orzechowe. Musiałam się nieźle natrudzić żeby poczuć tam cokolwiek orzechowego. Nie lubię się trudzić podczas jedzenia, to nie przystoi i zgagi można dostać. Ale ogólnie  jest całkiem dobre, niezbyt słodkie, gładkie, lekko tłustawe bez zbędnym posmaków.

Nie są to wafelki z marzeń, to tak przeciętne, ze aż to boli. Całościowo to są do przeżycia, mogą nawet smakować, ale  delektować się tym nie da rady. Można bezmyślnie podgryzać podczas maratonu LOTR/Hobbit , wtedy nie będziemy analizować poszczególnych elementów, wtedy mają możliwość bardzo smakować. Ale jak już próbujemy doszukiwać się jakiegoś elementu, który jest opisany na opakowaniu, wtedy sprawa się rypie. Biorąc te wszystkie rzeczy razem ocena wyszłaby mocno średnia, ale daje punkt dodatkowy, bo jednak smak tych wafelków przypomniał mi pewien okres dzieciństwa.
Ocena: 7/10
Kaloryczność: 100g/534kcal, 3sztuki/70kcal
Gdzie kupiłam: Biedronka
Cena: wywaliłam paragon

Postanowiłam, że w czwartek pójdę w końcu na Hobbita. Nie wiem w jakim stanie wrócę, ale oczu malować nie będę, a na film wezmę paczkę chusteczek. A najlepiej kilka paczek.
Pa

29 komentarzy:

  1. Widziałam te wafelki, ale ilość w środku mnie odstraszyła w stosunku do ceny.
    Rodzeństwo poszło od razu po premierze na Hobbita, zgodnie orzekli,że najgorsza część. Chyba by nie tęsknić zbytnio?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kocham Hobbita miłością bezgraniczną, więc pewnie tak krytyczna nie będę ;)

      Usuń
    2. Najgorsza?! Chyba najlepsza.
      [tu czoko ma przestać czytać!]
      Po jedynce robiło mi się mdło, bo to była jakaś farsa, nie film. Dwójka jako tako, typowy średniak, za to trójka 7/10 w skali FW: najgorsze sceny: ckliwe love story krasnolud-elifica i Legolas pomykający na znikających schodkach, haha, kupa śmiechu. Za to animacje: sam początek ze smokiem mniam, tak samo autorefleksja Thorina.
      Nadal uważam, że Hobbit do pięt nie dorasta LOTR, ale trzeciej części brakuje do wspomnianej serii najmniej.
      [czoko może zacząć czytać]
      ;*

      Usuń
  2. Widziałam je, ale nie kusiły, jakoś za wafelkami średnio przepadam, wolę ciastka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie skusiły, bo nie ja miałam wtedy portfel ;)

      Usuń
  3. Wafli nie kupię, ale za to czytając poznałam nowe słowo (krokant). ^ ^
    Co do Hobbita muszę się zgodzić z rodzeństwem Leny, niestety. :x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pierwszy raz spotkałam się z tym słowem w czekoladzie RS, od tej pory pamiętam co to jest.
      Mi się wydaję, że będę zadowolona z filmu, oprócz wiadomych fragmentów.

      Usuń
  4. Lubie takie małe wafelki w czekoladzie :) hobbita nigdy nie oglądałam raz czytałam i to mi wystarczy taka ignorantka ze mnie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E tam ignorantka, może nie twój gatunek. Ale i tak polecam obejrzeć :)

      Usuń
  5. Trzymałam je już w ręku ale jednak odłożyłam i w sumie dobrze. Teraz czekam na jakaś przecenę świątecznych słodyczy (czekolada Momami z piernikiem i migdałami mnie bardzo kusi, ale na razie 8zł przekracza mój budżet, a słabo zaczynać Nowy Rok z deficytem ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na piernikową Momami pewnie bym się zapożyczyła ;)

      Usuń
  6. 1) "bo kojarzą mi się z bardzo wczesnym dzieciństwie" popraw ;)
    2) opcja pierwsza, czyli ciąża, najb. opłacalna, bo wiesz ile Amerykanie zapłacą pierwszemu facetowi w ciąży?
    3) Nigdy nie słyszałam o tej firmie, ale zaraz pobuszuję po ich stronie
    4) Wyglądają apetycznie i zjadłabym je, ale żeby sama kupić to nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyle razy zmieniałam to zdanie, że w końcu zapomniałam wszystko poprawić ;D
      A wyobrażasz sobie faceta w ciąży? Widziałaś kiedyś takiego przeziębionego? to by było gorsze
      Buszuj, buszuj.
      No ja sama ich nie kupiłam, w sklepie miałam sponsora ;D

      Usuń
  7. już w sumie opakowanie mnie nie zachęca... dokładnie jak napisałaś: przeciętniak aż boli...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, dobrze, że przynajmniej to nie mój portfel teraz cierpki z nieudanego zakupu :D

      Usuń
  8. Kiedyś miałyśmy ochotę je kupić, ale w Intermarche były dość drogie, więc nie wzięłyśmy :P Może kiedyś się na nie skusimy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do najtańszych nie należą, już wolę teraz kupić Pryncypałki w Biedronce.

      Usuń
    2. Pryncypałki są genialne :D Zawsze babcia nam je kupowała :)

      Usuń
  9. Ja też pamiętam te ciasteczka :) ale niezbyt często miałam okazję je podjadać. pozdrawiam i dziękuje za przypomnienie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powrót do przeszłości, co nie :)

      Usuń
  10. Serio takie cuda są w Biedronce? Też miałam kupić w PiP, ale cena ponad 7 zł mnie odstraszyła :( Ja tam chcę wersję kokosową!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio, serio. W tych koszach, nie na półkach.

      Usuń
  11. A ja zakupiłam wersje czekoladową i uważam, że jest bardzo smaczna. Mocno czekoladowa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może czekoladowa jest lepsza :)

      Usuń
  12. Próbowałam, chociaż nie pamiętam czy akurat orzechowe ale nie smakowały mi. Podeszłam do nich jak do czegoś przepysznego i zawód na całej linii.
    A do wspomnianych wyżej w komentarzu Pryncypałek - cappuccino przepyszne, nie mogłam się od nich oderwać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Razem z tymi wafelkami wzięłam pryncypałki cappuccino. Chyba nie muszę mówić co szybciej zeszło ;)

      Usuń
  13. Nigdy nie jadłam niczego z tej firmy, a rzeczywiście coraz częściej widuję jej produkty na polskich półkach. Same wafelki wyglądają nawet zachęcająco (i pisze to osoba, którą wafelki rzadko ruszają) - szkoda, że to przeciętniak. Nie wiem, co musiałyby mieć w sobie wafelki, żeby urywały tyłek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co powinny mieć w sobie? No przynajmniej smak, który widnieje na opakowaniu ;)

      Usuń
  14. Mi bardzo smakowały karmelowe. Jadłam jeszcze kokosowe, ale średnio czuć w nich tego kokosa, bardziej margarynę z waniliowym posmakiem, a na wierzchu trochę wiórków. Mialam wrażenie, że są w deserowej a nie mlecznej czekoladzie. Ale karmelowe polecam :)

    OdpowiedzUsuń

Włączyłam moderację komentarzy, dzięki temu nie powinno już być weryfikacji obrazkowej.