30.08.2014

Godiva Milk Chocolate Salted Caramel



Goła baba na koniu z solonym karmelem

Goście zgromadzeni w modnym klubie Nazwtotalniewymyślona z pewnością nie spodziewali się takich atrakcji. Powszechnie znana celebrytka Lady G. pokłóciła się ze swoim mężem,  surowym acz odnoszącym sukcesy producentem filmowym hrabią L. Dokładny powód rozpoczęcia awantury nie jest znany lecz niektóre źródła podają, że poszło o wykorzystywanie i mobbing, których to czynów miał się dopuszczać hrabia wobec swoich pracowników. Wyraźnie pod wpływem alkoholu producent L,. rzucił wyzwanie żonie, które ta , niewiele myśląc, przyjęła.  Zaskoczeni goście nie zdążyli zatrzymać podchmielonej Lady G. gdy ta zrzuciwszy całą odzież wyszła na zewnątrz i wsiadła na stojący nieopodal rower. Zniesmaczeni i zażenowani zgromadzeni zgodnie odwrócili wzrok. Niestety podczas swojej nagiej podróży Lady G. natknęła się na starszego wiekiem mężczyznę, który na widok gołej celebrytki dostał zawału. Obecnie mężczyzna ten przebywa w szpitalu na intensywnej terapii. Lekarze twierdzą, że nie istnieje zagrożenie życia.  Wesoły rajd Lady G. został zakończony w radiowozie. Bohaterce grozi kara grzywny za publiczne sianie zgorszenia. Jednak  potwierdzone źródła donoszą, że hrabia L. był pod tak wielkim  wrażeniem wyczynu żony, że podwyższył pracownikom pensje. Więcej informacji o tym zdarzeniu będzie w sobotnim wydaniu, razem z ekstra dodatkiem w postaci różańca i rozkładówką z cycatą blondyną.
No dobra, legenda o Lady Godivie tak raczej nie brzmi ale potrafię sobie wyobrazić taką akcje.
Godiva, Milk Chocolate Salted Caramel czyli mojej obsesji z solonym karmelem ciąg dalszy.  Czekolady Godiva  można kupić w naprawdę dużej ilości sklepów. W marketach, warzywniakach, księgarniach, outletach itp. Wiedziałam, że kupię jedną tabliczkę na spróbowanie, pozostawała jedynie kwestia jaką. Napaliłam się na białą, jednak jak w końcu się obudziłam parę dni przed wylotem, nigdzie nie mogłam jej dorwać. Jak na złość. Tam gdzie wcześniej była, już jej nie było. Ostatecznie wzięłam wersję karmelową, bo jak nie ma tego co się chce, to się bierze co się również lubi. Z patetycznych zdań na pudełku wypatrzyłam informację, że czekolada jest belgijska, więc dobrze się zapowiada. Jest  również dekadencko zachwycająca i takie tam rzeczy.  Sama marka wywodzi się z Belgii, powstała w 1926 roku, a pasja w doskonaleniu tejże czekolady zabrała wszystkich zainteresowanych na „epicuream” * podróż. Wspominałam, że informacje są strasznie patetyczne? Oferta może nie jest bardzo bogata jeżeli chodzi o różnorodność smaków ale spójrzcie na inne cuda prezentowane na stronie . A teraz czas na moje prywatne cudo.
*tego słowa nie znałam, w tłumaczeniu wyszło mi epikurejski „pursuing pleasure, especially in reference to food or comfort” czyli po naszemu hedonistyczny

Smak: jak sama nazwa wskazuje czekolada jest mleczna ale nie jest to mleczność jak u Milki. W tym przypadku oprócz delikatnej słodyczy i mlecznego posmaku da się wyczuć pewną kakaową cierpkość. Daję to całej czekoladzie pewnego charakteru, pełnie smaku, lekką wytrawność. Fajnego kopa smakowego daje również maślaność, która jest obecna nie tylko w kawałkach karmelu ale w całej czekoladzie. Niebo w gębie. A jak już jesteśmy przy karmelu to jest on w postaci malutkich kawałków, drobinek, które były lekko twarde ale dały się z łatwością przegryźć. Smak palonego cukru połączonego z masłem był przejmujący i  taki dobry, że aż słów brakuje. I jeszcze sól. Sól również była obecna. Nie za mocno ale też nie za słabo. Idealnie komponowała się z resztą składników, nie przytłaczając ich, tylko uzupełniając.
 I wiecie co? Ta czekolada jest smaczniejsza niż wersja Lindt z solonym karmelem. A jak pamiętacie to tamta czekolada bardzo mi smakowała. Godiva jednak strąciła z piedestału Lindta. Jeżeli będziecie mieli możliwość kupienia jakiejś czekolady Godivy to z całego serca polecam tą.
Ocena: 10/10
Kaloryczność: 4kostki/210kcal
Gdzie kupiłam: USA
Cena: patrz wyżej

Wiem z pewnością, że Godiva również sprzedaje lody. Wiem, bo widziałam punkt w którym były oferowane owe mrożone pyszności. Zapisałam sobie w pamięci aby potem tam zajść (szłam wtedy na stację metra) ale nie zapisałam w którym dokładnie miejscu to było. Zgadza się, już tam nie trafiłam, bo nie pamiętałam  gdzie to było. Żałuje bardzo.
Pa

28.08.2014

Milky Way USA i Masło orzechowe z Trader Joe’s



Karmelowa droga mlecza i orzechowa rozkosz.

Doprawdy, nie wiem  czemu amerykanie czują taką potrzebę by być innym niż cała reszta świata. Nie mogą mieć normalnych kibli, o nie. Musza mieć kible z tak wąskimi rurami, że potrzebny jest odpowiednio cienki papier toaletowy, by nie zapchać owych rur (khem winna khem). Wiecie co ja czułam patrząc na tą żałość, która nie miała nawet grubości chusteczki do nosa i wyglądała jakby miała się rozlecieć przy pierwszym kontakcie z cieczą? No niezbyt ciekawie, to wam powiem. To jest kraj, który piłką nożną (football) nazywa sport, który cała reszta świata nazywa „rugby” „football amerykański” i „Te coś w którym gromada facetów w mega ochronnych strojach i kretyńskich portkach próbują się zwalić na jednego gostka, który zwiewa z piłką pod pachą. I są tam takie bramki, które wyglądają jak niepełnosprawne widelce”.  Oraz pozostaje kwestia batoników Milky Way.
Milky Way Fun Size, wersja amerykańska. Jak widzicie niżej zrobiłam małe zdjęciowe porównanie tej wersji i europejskiej. Trochę szkoda, że nie mam MilkyWay U.S.A pełnowymiarowej tylko miniaturki ale i tak można wywnioskować, że skoro „mini” jest niewiele mniejsze od normalnego europejczyka, to wersja „normal” będzie znacznie większa. Oczywiście na pierwszy rzut oka widać też różnicę w wyglądzie polewy, USA jest bardziej gładka, a EU pofałdowana.  Już nie wspominając o środku. 

Smak: polewa czekoladowa, jak mi się wydaje, jest lepsza niż w europejskim MW. Ciut mniej słodka i troszkę kakaowa. Bardzo mleczna i gładka. Porządna warstwa. Kolejno mamy karmel, to już zdecydowanie oddala tą wersję od naszej znajomej. Karmel był słodki na jeszcze akceptowalnym poziomie, jednak nieco uciekał z batonika na palce, co jakąś wadą jest. Dało się wyczuć smak palonego cukru i śmietanki. No i na końcu pozostał nugat. Jest ciemniejszy, co jest spowodowane niewielką zawartością kakao. Niewielką, bo raczej nie dało się tego za bardzo wyczuć. I znowu myślę, że jest mniej słodki niż EU, za to bardziej śmietankowy. Miękki i nieco gumowaty, jak to zazwyczaj bywa w batonikowych nugatach.
 Podsumowując, całość jest bardzo słodka ale jednak nie tak bardzo jak mój przysmak z dzieciństwa. Ta wersja bardziej przypomina batonik Mars niż Milky Way. Jest smaczny acz jako, że nie jestem fanką Marsów, nie pochwycił mnie za serce i żołądek.
Ocena: 8/10
Kaloryczność:porcja (2batoniki)/160kcal
Gdzie kupiłam: USA
Cena: patrz wyżej

A to jeszcze nie koniec 
Creamy Salted Peanut Butter. Szukając inspiracji (hahaha) co by tu kupić w Stanach trafiłam na filmik Nissiax83 o zakupach w Trader Joe’s.  I tam dojrzałam jedną rzecz, która mnie niesamowicie zainteresowała, czyli masło orzechowe. Nic więc dziwnego, że jak trafiłam do tego sklepu to od razu zaczęłam rozglądać się za odpowiednimi słoikami. I normalnie trafiłam na żyłę złota. Było parę różnych wersji, solone, niesolone, gładkie , z kawałkami orzeszków, organiczne i nieorganiczne. Były również masła migdałowe i chyba sezamowe ale już takiego zawrotu głowy dostałam, że nie dałam rady wszystkiego ogarnąć umysłem. Jak widać wzięłam wersję gładką soloną. Czemu taką? Ponieważ byłam ciekawa jak wyjdzie zwykłe masło, bez dodatkowe chrupiącego efektu, i obawiałam się, ze wersja niesolona będzie nico mdła.  

 Jakbym zrobiła zdjęcie od razu, słoika z całą zawartością, to byście zobaczyli na powierzchni dużą warstwę czegoś co wyglądało jak olej. Wydaje mi się, że jest to normalne, w końcu produkt nie zawiera żadnych dodatkowych substancji, które zapobiegłyby rozwarstwianiu się masła. Mogę się mylić, nie jestem w tym zakresie specjalistką.  Jednak ta warstwa raczej apetycznie nie wyglądała, wiec ją wylałam bez żadnych szkód dla całej reszty produktu. A teraz do smaku.

Smak: przy pierwszym posmakowaniu o główne miejsce walczyły sól i orzeszki ziemne. Ostatecznie orzeszki wygrywają, a sól schodzi na drugi plan. Taaa, to ja rozumiem, to jest mega dobre. Skład do czegoś zobowiązuje, orzeszki są tu tak intensywne, że równie dobrze mogłabym je chrupać w formie podstawowej. Ale tu nie ma chrupania, masło jest gładkie, gładziutkie, bez ani odrobiny czegoś co mogłoby chrupnąć lub skaleczyć podniebienie.  Jest też bardzo tłuste ale przecież są to zdrowe tłuszcze, więc niewielka ilość (hahaha) tego masełka nie zaszkodzi. 
Można się spytać: z czym to się je? Na przykład ja dodaje trochę do bananowych koktajli, do owsianki, do bananowych* placuszków, smaruję nim wafle kukurydziane, dodaje do jogurtu greckiego, do pokrojonego jabłka, do lodów,  różnie. Nie jest słodki, więc pasuje do dużej ilości produktów. Jest tak dobry, że go próbuje oszczędzać, wprawdzie mam jeszcze jeden słoik ale ten jest już z gorszym składem i nie wiem jaki będzie w smaku. Masło z Trader Joe’s jest w mojej opinii o niebo smaczniejsze niż wielbione masło z lidlowskiego tygodnia amerykańskiego i tego się będę trzymać.
Ocena: 10/10
Kaloryczność: 2łyżki (32g)/190kcal
Gdzie kupić: USA (Trader Joe’s)
Cena: patrz wyżej

* Nie chcecie wiedzieć ile ostatnio bananów kupiłam. Powiedzmy, że dużo ;D
Pa

26.08.2014

Milka Choco&Rice



Najlepszy przyjaciel to nie ale dobry kumpel już tak

9  lipca odbył się finał plebiscytu Milki na najmilsze miasto w Polsce. Wygrał dobrze mi znany Augustów. I mam nadzieje, że mieszkańcy Augustowa, którzy czytają tego bloga się nie obrażą, ale ja się z tym wyborem nie zgodzę. Czemu się nie zgodzę? Bo dla mnie Augustów kojarzy się ze żłopaniem alkoholu na wyścigi, darciem gęby przez nieprzystosowane do społeczeństwa jednostki, przepychaniem się i dostawaniem z łokcia w tłumie ludzi, znudzeniem i ogólnym psychicznym udręczeniem. To są jedynie moje prywatne odczucia, więc proszę się nie burzyć. Po prostu dla mnie opcja wycieczki do tego miasta wywołuje gwałtowny sprzeciw, ośli opór i propozycję, że do Augustowa mogą zabrać jedynie moje martwe ciało, bo żywą mnie tam nie zabiorą. Ale niech tam Milce będzie, dopóki będzie ta marka wydawać ciekawe limitki, to na najmilsze miasto mogą nawet wybrać  Ciudad Juarez.
Rice is Choco’s Best Friend, czyli czekolada mleczna z chrupiącymi kawałkami ryżu. Jest to jedna z milkowych limitek, które w Niemczech były w sprzedaży już od jakiegoś czasu. Wspominałam, że są do zakupienia w Społemie (przynajmniej u mnie) razem z Milkami TUC i Lu. A przecież już wcześniej miałam możliwość zjedzenia wersji z preclami i chrupkami kukurydzianymi. Nawet się zastanawiałam czy nie wziąć tej z preclami, aby porównać je,  jednak stwierdziłam, że tym razem wezmę smak, którego jeszcze nie jadłam.  I naprawdę, naprawdę podobają mi się te napisy na opakowaniach. Znaczy, „Pretzel loves Choco”, „Corn & Choco Forever”? No błagam was. Jeżeli wiecie pod jakim nickiem figuruje na pewnym forum, to się musicie domyślać czemu mnie to tak śmieszy.

Smak: i teraz mam wrażenie, że ta czekolada jest nieco gorszej jakości niż ta niemiecka. Niby wszystko jest ale brakuje mi tu takiej mlecznej głębi, jaką wyczułam w wersji dla zachodnich sąsiadów. Chociaż nie odrzucam myśli, że mi się tak tylko wydaję, więc nie bierzcie tego za czystą prawdę.  A tak poza tym, to jest to zwyczajna mleczna, polska Milka. Słodka i dla niektórych przesłodzona, bez śladu kakao, z lekką mlecznością. Tłustawa ale nie było śladu starego tłuszczu. Całkiem dobra, porządna Milka. W czekoladzie było od groma chrupków ryżowych. Dawały lekki posmak takich właśnie chrupek (o boże, co ja piszę, no shit Sherlock) ale raczej nie miały decydującego wpływu na smak całej czekolady. Głównie lekko chrupały (No shit Sherlock, the sequel) i delikatnie drażniły podniebienie, jednak nie kaleczyły. 
Ten produkt powinien smakować fanom zwykłej Milki, nie ma tu fajerwerków, ani cudów na kiju ale jest całkiem smaczna, a przynajmniej zjadliwa.
Ocena: 7,5/10
Kaloryczność:100g/510kcal, 16,7g/85kcal
Gdzie kupiłam: Społem
Cena:: 2,99zł

Ale i tak nie odpuszczę Milce z preclami, zobaczymy czy będzie równie smaczna jak ta niemiecka.

24.08.2014

Good & DeLish Premium German Milk Chocolate with Hazelnut Mousse



Nie oceniaj po opakowaniu.

Myślę, że w następnej notce zrobię krótką przerwę w pisaniu o amerykańskich słodyczach i w zamian napiszę o produkcie dostępnym w Polsce. Przypuszczalnie jeszcze niedostępnym we wszystkich sklepach ale jednak o takim, który stwarza nadzieje na kupno. Wiecie, nie chcę żebyście się za bardzo znudzili żarciem, które w najlepszym razie trzeba zamawiać w sklepach internetowych (polskich), a w najgorszym razie szukać na Ebayu lub Amazonie. Mam już wybrany produkt, więc nic nie stoi na przeszkodzie, bym na chwilę odstawiła moje bogate amerykańskie zapasy. Nie uciekną. A dzisiaj zapraszam jeszcze na czekoladę zakupioną w nowojorskiej drogerii/aptece/markecie (coś na wzór Superpharmu)

Good&DeLish Premium German Milk Chocolate with Hazelnut Mousse. Dziwne ale chyba ta marka nie ma strony internetowej. Przynajmniej ja nie mogę jej znaleźć. Ze szczątkowych informacji wywnioskowałam, że jest to produkt własny sieci Walgreen, produkowany w Niemczech. I jakbyście się zastanawiali, ta marka również posiada smak słony karmel. I tak, miałam ochotę go wziąć. Powstrzymałam się na rzecz musu orzechowego. Inne smaki (gorzka, mleczna, mleczna z pomarańczą, biała z tropikalnymi owocami) mnie nie kusiły. Za to mus orzechowy już bardzo. Nie wspominając już o tym, że szalenie spodobały mi się opakowania. Są takie eleganckie i proste. Grafika nawiązująca do szachów kojarzy się z inteligencją (nic dziwnego, ze nigdy się nie nauczyłam w to grać), a inteligencja z wytwornością, piciem wina z eleganckich kielichów (zamiast z gwinta) i delektowaniem się drogimi czekoladkami  (zamiast pożarciem na raz zawartości najtańszej bombonierki *).  Może skojarzenia mam niesłuszne ale co poradzić, oczekiwałam po tej tabliczce czegoś nieco wytwornego, przynajmniej na tę cenę.
*winna

Smak: widzicie jak nadzienie z musu odróżnia się od warstwy czekolady? Ja też nie. Patrzyłam nawet przez lupę, myśląc, że coś jest nie tak z moim wzrokiem ale nie. Czekolada jest połączona z musem i nie ma dwóch warstw.  Zaraz, co ja piszę, tu nie ma musu. Według mnie jest to czekolada smakowa, a nie z musem. Rozumiecie o co mi chodzi? Czekolada z musem powinna wyglądać tak, a nie tak jak przedstawiona na moich zdjęciach. A może to wina przewozu w upałach? Ale już pomińmy wygląd, a przejdźmy do smaku. Już przy pierwszym gryzie dało się poczuć, że jest to czekolada orzechowa. Smak orzechów laskowych jest tu intensywny i nieco przytłumia całą resztę. O tak, nawet nie mając opakowania człowiek bez trudu zgadłby co je.
 Poziom słodkości nie jest jeszcze milkowy. Słowo klucz: jeszcze. Jest dość blisko, tylko odrobinę cukru brakuje. Tę czekoladę z Milką łączy jeszcze jedna rzecz, brak wyraźnego kakaowego posmaku, no nie ma go tu.  Jest mleczny posmak ale kakaowego brak. Halo, halo, jest tu ktoś? Całość jest gładka, nieco maślana i miękka, szybko się roztapia. Całkiem przyjemna w spożyciu. Jednak nie powiedziałabym, ze jest to poziom jakiego oczekiwałam po tak eleganckim opakowaniu. Temu produktowi bliżej jest do Milki niż do Lindt. Niewątpliwym plusem jest tu smak orzechów i mimo wszystko brak przesłodzenia. Fajny i smaczny produkt, godny zjedzenia ale nie oszałamiający smakiem.
Ocena: 8,5/10
Kaloryczność: 4kostki(40g)/190kcal
Gdzie kupiłam: USA
Cena: patrz wyżej

Nie mam słów by wyrazić jak bardzo kocham Ice Bucket Challenge. Szczególnie jak tego wyzwania podjął się Benek. A teraz przepraszam, idę po raz kolejny obejrzeć Benedicta w mokrej białej koszuli :D
Pa