31.07.2014

Cheesecake Brownie, kolejki i upiorne melodie

Wyobrazcie sobie taka sytuacje. Wracacie wieczorem samotnie do domu. Ulica jest pusta, ani ludzi, ani samochodow. Nawet nie zdajecie sobie sprawy, ze idziecie szybciej niz zwykle. Cale spiete obserwujecie bacznie okolice. I wtedy to slyszycie. Melodie, ktora powoli sie do was zbliza. Jest to dzwiek niby z dzieciecej pozytywki, wesoly, z dzwoneczki. Powinien wywolac usmiech na waszej twarzy. Ale jest w niej cos upiornego. Jest jak mala urocza dziewczynka z szalenstwem w oczach i usmiechem psychopaty, trzymajaca zakrwawiona siekiere. Ta melodia sprawia, ze przypominaja wam sie wszystkie horrory jakie kiedykolwiek obejrzeliscie. Z przerazenia nie mozecie sie ruszyc, serce dudni wam w piersi, a oddech przyspiesza. Melodia jest coraz blizej, tuz za rogiem. W koncu widzicie co wydaje te dzwieki, jest to... samochod z lodami. Te cholerstwo przejezdza pod moim oknem wieczorem jak ide spac. Ta muzyczka autentycznie wzbudza we mnie niepokoj. Nie musze jednak polegac na tych wozach, jezeli chodzi o lody. W zamrazarce czekaja inne.
Wypatrywane Ben&Jerry's. Lody tej marki byly jednym z moich must try. Jak widzicie smak to sernik z kawalkami brownie. Sama bym wybrala inny smak ale ciotka kupila takie, a jako, ze to nie truskawka narzekac nie zamierzalam.
Smak jest swietny. Moze sa nieco za slodkie ale tak szczerze wiekszosc slodkosci tu jest "za slodka". Autentycznie czuc sernik, taki dobrze przyrzadzony sernik, nie skwasnialy. Rowniez kawalki brownie byly wyraziste. Mocno czekoladowe, z mocnym kakaowym kopniakiem. Nie za slodkie, miekkie delicje. Calosc idealnie sie zgrywala ze soba. A teraz jak mam przezyc w Polsce bez tych lodow?
Bylam w Trader Joe's, glownie by kupic maslo orzechowe (sklad: peanuts, salt, to wszystko) ale na sprobowanie wzielam sushi. Sprobowalam i tylka mi nie urwalo ale z obrzydzenia tez nie plulam. Dalo sie zjesc.
Na szybko wpadlam na dolny Manhattan, do Battery Park. Ladnie tam bylo ale nieco slamazarni turysci mi przeszkadzali. Tak jest, turystka narzeka na turystow, czekam na spadajace kamienia. Przekonalam sie rowniez ze znalezienie bezkolejkowego Deli/kawiarni w porze lunchu w okolicach Wall street graniczy z cudem, ludzie, wszedzie ludzie.
Nie bede was zanudzac opowiesciami jak potem znowu sie wloczylam po srodkowym Manchattanie. Tym razem wybralam 8 i 9 aleje, zawsze to mniej turystow.
Milusio
Jeszcze musze sprobowac wloskiego cannoli i jakiejs babeczki, z tym ostatnim problemow nie bedzie. Chetnie bym poprobowala jeszcze innych dan ale jak w domu czeka na mnie obiad to nie bede sie za bardzo opychac na miescie.
A juz niedlugo czeka mnie kombinowanie z waga bagazu.
Pa

29.07.2014

Slowianska krew, ONZ i Ben&Jerry's

Spedzilam ostatnio pare chwil nad gapieniem sie w lustro. Nie dlatego zeby podziwac swoja urode (khem), ani zeby wypatrywac nowych stanow zapalnych. Nie, stalam i wnikliwie badalam swoje rysy twarzy. Dokladniej to badalam czy naprawde mam slowianska morde. A wszystko to przez lekko podpitego faceta, ktory z silnym ruskim akcentem wrzasnal  do mnie "Ty ukraina?". Z trudnoscia powstrzymalam sie by nie odwrzasnac, ze ja polsza, lechlandia, mazurki, pierozki i sandaly ze skarpetami. I wprawdzie z narodowoscia nie trafil, to cos jest w tym, ze wzglednie latwo mozna wyczaic slowian w tlumie nowojorczykow. Pare razy zdarzylo sie ze na widok jakiejs babki stwierdzilam, ze to polka, a ona za chwile wyciagala komorke i i nawijala po polsku. Tak wiec przy dzwiekach My slowianie (ale bez cyckow, tych nie posiadam) przejde do krotkiej recenzji batonika Lindt Hello my name is Dark Chocolate Cookie
Zapewne wiecie jak dlugo i uparcie polowalam na nowa serie Hello. Dlatego jak wlazlam do sklepu Lindt i zobaczylam  te produkty nie myslalam dlugo. Jedyne co mnie powstrzymywalo przed zakupieniem wszystkich czekolad to upal na zewnatrz i obawa o stan tychze czekolad po powrocie.  Nie mylilam sie,  batonik byl w wersji plynnej jak wrocilam, dlatego nie wyglada na zdjeciu zbyt ladnie. Ale przeciez tu nie o wyglad chodzi. Chociaz mozliwie, ze smaki nadzienia i czekolady sie wymieszaly.
Warstwa czekolady i musu nie rozni sie zbytnio smakiem. Obie smakuja swietnie. Nie jest to gorzka czekolada ale nie jest tez to klasyczna mleczna czekolada. Tak jakby deserowa z odrobina mlecznosci. Bez zbytniej cierpkosci kakao ale rowniez bez przesadnej slodyczy. Mus byl nieco bardziej maslany i miekkki niz czekolada, a w srodku bylo czuc male kawalki ciasteczek. Batonik byl swietny, szkoda, ze nie moglam sie nim nacieszyc w niezniszczonej formie.
Jak jest sie zagranica to wiadomo, ze trzeba kupic prezenty rodzinie. Dlatego w niedziele pojechalam do "malla" kupic brakujace elementy. Akurat z tym, o dziwo, uporalam sie dosc szybko i zostalo mi troche pieniedzy, a ze w poblizu byl kolejny wielki sklep polazlam jeszcze tam.
I tam trafilam na zyle zlota, sklep Yankee Candle. Wczesniej ponakupowalam troche woskow wiec tu nie szalalam, wzielam tylko jeden, na ktory polowalam (Chocolate layer cake) i taki, ktory wydawal mi sie interesujacy (Hazelnut coffe). Ojciec mnie zabije za te woski
Przypadkowo trafilam tam jeszcze na sklep Hot Topic. Musialam sobie wmawiac, ze jestem za stara na gadzety z Harrego Pottera, nie musze miec koszuli z logo Avengers, i odloz ten brelok Doctor Who, przeciez i tak nie ogladasz tego serialu. Tak to jest jak kasy coraz mniej a lista potrzebnych rzeczy nadal jest dluga.
Postanowilam przejechac sie pod siedzibe ONZ i szczerze mowiac nic ciekawego. Wchodzic tam nie zamierzalam, wiec znowu zaczelam sie krecic po Manhattanie. Jakims sposobem trafilam pod  budynek Rockeffelera i zdecydowalam, ze wejde do srodka. Wlazlam, schodkami zeszlam na dol i tam byly punkty jadlowe. I w koncu trafilam do lodziarni Ben&Jerry's.
Ani sekundy sie nie wahalam,. Mialam ochote na smak Crunky Monkey ale niestety nie bylo. W zamian wybralam Chocolate Fudge Brownie. To co widzicie to wersja small, az strach pomyslec jak wielka bylaby porcja medium czy large. Na moje oko small to dwie spore polskie galki. America,this is why you're fat.
Ale smak tego byl przeswietny. Slodkie, mocno czekoladowe, nieco takie krowkowe i z kawalkami miekkiego ciasta. Zjadlam wszystko z czysta przejemnoscia, chce wiecej. Po uporaniu sie z ta porcja dla odmiany powloklam sie na 8 aleje, tam jeszcze nie bylam. Nic wartego odnotowania tam nie bylo, oprocz tego, ze im blizej Times Sq tym tlum jest wiekszy. A wlasnie, przy okazji skoczylam szybko na wyzej wymieniony plac do Toys R us. Moje wewnetrzne dziecko chcialo dokladnie je sobie obaczyc. A  tam bylo te oto miejsce.
Nic nie kupilam, bo ceny byly zabojcze. Jednak przyznam, ze jakbym trafila na pojedynczy podajnik na cukierki jak na ponizszym zdjeciu to bym bez zadnego ale wziela.
Moje wewnetrzne dziecko wylo z rozpaczy, ze wyszlam z niczym ale musze sie hamowac rowniez ze wzledu na to, ze jakos to wszystko bede musiala przewiezc z powrotem do Polski. Za nadbagaz placic nie chce.
A teraz sie zastanawiam jak przewiezc lodowke pelna Ben&Jerry's do domu ;D

27.07.2014

Zgub sie naa Manhattanie i Big Gay Ice Cream Shop

Idac przez Manhattan, obok najbardziej znanych punktow latwo mozna zobaczyc turystow z przewodnikami. Zazwyczaj przewodnik trzyma ponad glowo jakas parasolke czy kijek z przedmiotem na koncu (nie, nie glowe Starka), a za nim podaza stadko ludzi z zawieszonymi aparatami na szyi. Jak dla mnie przewodnik ma sens jedynie w okreslonych miejscach, na przyklad na zamku aby dokladnie wytlumaczyc ludziom, co jak i prosze nie dotykac tego krzesla, to eksponat i moze sie rozwalic pod ciezarem panskiego grubego dupska. Ale przewodnik po miescie? Nie, dziekuje. Co oni zobacza? Co oni zapamietaja z tego potoku slow, ktory zalewa ich przewodnik?
Naprawde lepiej zwiedzac samemu lub z osoba o takich samych zainteresowaniach. Zoorganizowane grupy maja dokladnie wyznaczona trase i nie maja czasu na spontaniczne skrecenie w inna ulice, bo akurat eden budynek na koncu sie spodobal. I naprawde, nawet najgorszy osiol nie zgubi sie na Manhattanie, wystarczy miec mapke i dzialajace szare komorki.  Ulice ida dosc prosto, jest duzo punktow orientacyjnych, na kazdym skrzyzowaniu sa tabliczki z nazwa ulicy, i zawsze gdzies sie zajdzie. W Bialymstoku latwiej sie zgubic niz tu.  Wiec przyznam, ze patrze nieco z gory na tych wolnych, tarasujacych droge turystow. I nie zwracajcie uwagi na zmiejszenie sie miejsca, to tylko moje ego tak sie rozroslo, ze zaczyna zajmowac coraz wiecej przestrzeni.
Bedac w NY nie mozna nie odwiedzic miejsca katastrofy 9/11. Stoi tam teraz pomnik upamietniajacy ofiary. A wlasciwie dwa takie same, na miejscu gdzie staly wieze. Wypisane tam sa rozwniz nazwiska i to one najbardziej mnie przytloczyly. Tyle ludzi, tyle zyc, tyle rodzinnych tragedii. Dziwnie jest pomysle, ze minelo juz prawie 13 lat.
Przeszlam obok Wall Street, bo to tez taki punkt-mus na trasie wycieczek i poszlam na Soho. I wszedzie krecilo sie duzo osob, juz nabralam wprawy w omijaniu ich.
Myslalam , ze kupie spodnie ale uj. Na tylku dobre, w lydkach dobre, na biodrach dobre, na udach zbyt luzne. Biore mniejszy rozmiar i przez lydki nie chca przejsc, az tak obcislych spodni nie chce. Jeszcze mi krazenie sie zatrzyma i w ogole.

Idac przez Ny nie sposob nie zauwazyc pewnej sieciowej hmmm... chyba kawiarni. I nie mowie tu o Starbucksie ale o Dunkin' Donuts. Jako, ze jest ich duzo doszlam  do wniosku, ze dobrze sie im powodzi ergo dobra kawe maja. Wzielam zwykla mrozona i takiego paskudztwa dawno nie pilam. Kwasne to i takie paskudne i malo kawowe. To ja juz wole Starbunia.
Pyszne byly za to lody od Big gay ice cream shop. Trafilam tam dzieki pewnemu blogowi kosmetycznemu, moze skojarzycie. Nazwa jest swietna,wystroj byl cudny (jednorozec i kotki) a smak tego co zamowilam byl fenomenalny. A zamowilam Salty pimp, delikatnie slone lody smietankowe w grubej polewie z mlecznej czekoladzie. Matko boska jakie to bylo smaczne. Dobrze wydane 6$
Lodziarnia znajduje sie na East Village. Nie mialam jednak ochoty tam spacerowac. Wszystkie moje zmysly wrzeszczaly mi, ze mam sie wynosic z tego miejsca. Nie to zeby tam bylo strasznie czy pustawo ale czulam sie tam nieswojo. Znacie te uczucie? Mi jeszcze w NY sie to uczucie nie przydarzylo, dopiero w tamtej dzielnicy.
Zrobilam rundke Przy Chinatown i Little Italy, Ludzi multum. I po raz kolejny trafilam na Union Sq ale przynajmniej moglam zajsc do Sephory po primer Urban decay. A jako, ze ludzi robilo sie coraz wiecej postanowilam wracac. Zaszlam jeszcze tylko do 4 pietrowego Barnes & Nobles (tyle ksiazek, cudo, moglabym tam zamieszkac) i znalazlam stacje z moim metrem.
Pa

25.07.2014

Muzeum, Manhattan i Haageny

„Najkrótszą jednostką czasu w multiwersum jest nowojorska sekunda, definiowana jako okres pomiędzy zmianą świateł na zielone i uruchomieniem klaksonu przez taksówkę z tyłu.” Ten cytat z Pratchetta (Panowie i Damy) jest prawdziwy do bolu. Mozna ogluchnac od wszechobecnych klaksonow. Jeden zatrabi aby ktos sie pospieszyl, ten ktos odtrabi na wzor "Odpie... sie". Potem pierwszy znowu zatrabi i moze cos wrzasnie brzydkiego, a inny kierwoca zatrabi zeby popedzic tamtych  dwoch i tak sie to kreci. Moim zdaniem powinni do wody dodawac napar z mallisy, strasznie nerwowi ludzie tu mieszkaja.
 Wiecie czemu lubie chodzic sama? Jak idziemy do muzeum to lubie dluzej postac przy ciekawych dla mnie eksponatach, a te mniej ciekawe obleciec szybko swinskim truchtem. Dlatego wizyta w Muzeum Brooklynskich nie nalezala do najbardziej ciekawych przezyc, bo musialam  CZEKAC. Musialam czekac, az inni obejrza dokladnie to co ich interesuje (a mnie nudzi).
W muzealnej kawiarni sprzedawali takie duze ciasta owsiane po dolarze. Nie dosc, ze duze to jeszcze grube i nieco za slodkie. Wole mojej wlasnej roboty.
Jak, ze wbrew pozorom Muzeum na Brooklynie nie jest takie wielkie zaszlismy jeszcze do pobliskiego ogrodu botanicznego. Tam obejrzalam kilka roslinek i wysluchalam wscieklego monologu na temat upalu i jak w tym ogrodzie jest beznadziejnie. Rozumiecie chyba, ze przez takie cos stracilam ochote do dalszego ogladania i chcialam tylko wrocic. I sie dziwia potem, ze tak nalegam zeby chodzic sama.
W czwartek mialam urodziny. Stara jestem straszliwa, bo mam tyle lat ile demokracja w Polsce. W czerwcu byly obchody, powinniscie to jeszcze pamietac. Obama byl i rozne wazne person. Ale przede wszystkim byl Obama. Prezent byl, mini torcik czekoladowy byl, zyczenia byly, czekolady zamiast kwiatow byly, wszystko bylo.
Musialam znowy jechac na srodkowy Manhattan, by wymienic uszkodzona szminke. Zrobili to bez problemu. Musialam przy tym podac swoje nazwisko i imie. Wprawdzie chcialam podac cos w stylu Brzeczyszczykiewicz ale sie zlitowalam i napisalam swoje prawdziwe. Nie badzmy sadystami. To, ze koles mial lepiej umalowane rzesy niz  ja nie upowaznia mnie do pastwienia sie. Przy okazji, moje imie wymiwia sie Ursla ,nawet mi sie podoba, powinnam zmienic na to. Tak, sie zaplatalam w tych ulicach, ze trafilam na takie ekskluzywne, Chanel, Prada i inne, ktore mnie oniesmielaly samym wygladem.Z 5 dolarami w kieszeni nawet nie byloi co wchodzic, moze jakbym mieala jeszcze ze  trzy 0 to jeszcze, jeszce.
Jak juz wylazlam z tego luksusu trafilam na sklep spozywczy, a tam trafilam na male opakowanie
Haagen Dazs. Smak czekoladowy z maslem orzechowym. Te z Lidla sie nie umywaja. Jakie to bylo dobre! Maslo orzechowe bylo naprawde maslem orzechowym, a smak czekolady byl tak mocny i pyszny jak malo co. Jestem w zalobie, ze nie kupie tego w Polsce.
Co jeszcze? Okrazylam Central Park, zaszlam na Truskawkowe Pole, obejrzalam Plaza Hotel i manewrowalam miedzy turystami i korposzczurami idac w strone Chrystler Building. I przy okazji zaszlam na Grand Central, mozna sie tam pogubic.
A teraz planuje pojechac w okolice dawnego WTC, tam jeszcze nie bylam.
Pa

23.07.2014

Szwendam sie, lamie polsie przepisy i jem czekolade z wolowina

Najwieksza trudnoscia jaka bede miala po powrocie do Polski to przyzwyczajenie sie od nowa, ze na czerwonym swietle pieszy stoi. Niezaleznie czy cos jedzie czy nie. Tutaj w pelni zrozumialam slowa "wolna amerykanka". Jak pieszy ma na przejsciu biale(no, biale) to idzie, jak ma czerwone to patrzy czy cos jedzie i ...idzie. Nawet nie trzeba sie rozgladac czy w poblizu nie stoi policjant, nawet jak stoi to nie zwroci uwagi, mandatu nie wlepi. Przyjecie tych zasad przeszlo mi zawstydzajaco szybko, teraz sama tak chodze. Chociaz przyznam, ze czasami w mojej glowie odzywa sie maly glosik "Gdzie leziesz krowo, czerwone masz, stoj, wracaj, gdzie debilko!?" A o jezdzie amerykanow lepiej nie mowic, jest to zatrwazajace. Potrafia oni zatrzymac sie na pasie jazdy aby wyskoczyc do pobliskiego deli by kupic kawe, a reszta musi wymijac przy akompaniamencie klaksonow. A jak juz podzielilam sie z wami tymi wrazeniami to czas na mala, inna niz wszystkie recenzje.
Wild Ophelia All Natural Beef Jerky milk chocolate bar, 41% cacao. Wild Ophelia to dosc niestandardowa marka, szczegolnie jezeli chodzi o smaki. Jest takze organiczna, naturalna, bez glutenu i bez konserwantow.Po raz pierwszy i jedyny ujrzalam ja na blogu theobrominium-overdose i nie powiem, zaintrygowala mnie. Oczywiscie takze przerazila, bo smaki maja oryginalne. Jednak  jako, ze wspomniana wyzej blogerka zachwalala te czekolade i nalegala abym ja poszukala, to uleglam. Szkoda tylko, ze w aptece/drogeii/sklepie spozywczym Walgreens znalazlam tylko ten smak. Beef Jerky, suszona wolowina. Wolalabym wersje nieco normalniejsza, jak z maslem orzechowym i bananami ale do odwaznych swiat nalezy.
Slowem ktory nasuwa sie po skosztowaniu tej czekolady to "specyficzna".W pierwszym momencie czuc glownie smak normalnej mlecznej, nieprzeslodzonej czekolady, a potem wkrada sie obcy, dziwny element. Czuc sol, to na pewno. Mozna tez poczuc cos na wzor dymnego smaku po wedzeniu oraz cos jeszcze, cos czego nie potrafie okreslic, cos miesnego. I przyznam szczerze, sama nie wiem co sadzic o tym produkcie. Nie powiem, ze jest obrzydliwy i nie do zjedzenia ale rowniez nie powiem zeby mi szalenie smakowala. Z pewnoscia nie jest dla kazdego. Niby wszystko gra ale jak dla mnie czuc tu troche falszowania. Nie pasuje mi to polaczenie. Daje 6.
A tak z innej beczki, to znowu poczulam wolnosc i sama szwendalam sie po srodkowym Manhattanie. Zaszlam do Katedry sw. Patryka, szkoda tylko, ze obecnie jest remontowany. Przez rusztowania niewiele widac. Ale byl piekny i zaskakujaco wielki, tego sie nie spodziewalam widzac fasade.
Rockefeller
Zaszlam do Macy's kupic szminke MACa i chuj. Tak olana przez pracownikow dawmo nie bylam. A chcialam tylko zeby mi wyjeli szminke z szuflady, kolor juz mialam wybrany. Kazda proba zaczepienia kogokolwiek konczyla sie totalnym olewactwem i pedzeniem do lepiej ubranych klientek. Tym swoloczom zarobic nie dam, poszlam do innego MACa. I tam zostalam obsluzona idealnie. Od razu przy wejsciu przywital sie ze mna mily koles (gej na mur beton) i bardzo mi pomogl. Sympatyczny, wesoly i odpowiednio sie pozachwycal odcieniem na moich ustach. Zadam aby w polskich drogeriach rowniez pozatrudniali przynajmniej jednego takiego geja do obslugi. Chcialam go przytulic, byl uroczy.
Tak wlascowie to lazlam nieco bez skladu i ladu, trafilam dzieki temu na ksiegarnie Barnes i Nobles. Kalendarze i teminiarze mieli swietne, szkoda tylko ze drogie.Trafilam na sklep Lindt ale kupilam tylko jednego batonika, ktory i tak sie stopil zanim wrocilam do domu, jest za garaco na zakupy slodyczowe. Dokupilam tylko troche kosmetykow i woskow YC. Zaszlam  rowniez na Penn Station, bo tam sprzedawali Haagen Dazs na galki, maly wybor mieli, wzielam tylko kawowe.
Przeszlam obok najbardziej znanej nowojorskiej bilioteki i obok konsulatu Polski, calkiem ladny budenek.
 A tak na koniec, wydaje mi sie, ze idealnie wtopilam sie w tlum nowojorczykow. Ci naganiacze od autobusow zwiedzajacych nawet nie zwracali na mnie uwagi i nie zaczepiali mnie :D
Pa

21.07.2014

Manhattan i moje zakupy

Moja cera od czasu przybycia do Stanow wyglada tak zle jak juz dawno nie wygladala.Och, z pewnoscia nie jest, az tak zle jak pokazuja na niekturych filmikach o problemach tradzikowych ale dobrze tez nie jest. Sama nie wiem czym to jest powodowane, moze to woda, a moze to codzienna zywnosci. Od razu zastrzegam, ze slodyczy jem o wiele mniej niz w Polsce, tyle we mnie wpychaja zarcia, ze nie mam miejsca na nic innego. Ale wracajac do cery, leczyc ja bede dopiero w Polsce, teraz stawiam na mocne krycie. Dobrze wiec, ze mialam upatrzony juz dawno podklad dostepny glownie w amerykanskiej Sephorze, a jak Sephora to ruszamy na Manhattan.
Dobra, znowu wyruszylam z ciotka i jej znajoma, wiec slodyczy nie nakupowalam, ale do Sephory je zaciagnelam. One z kolei ciagnely mnie do ciuchowych sklepow. A chyba juz wspominalam, ze ja ciuchow i butow kupowac nie lubie, wiec nic mi nie wpadlo w oczy. Tak po drodze wstapilismy jeszcze na niby francuskiej hmmm kawiarni? knajpki? Trudno powiedziec, bo mozna bylo tam kupic zarowno satatki, dania glowne jak i zwykle slodkie wypieki i kawe. Obsluga byla slaba, dlugo czekalysmy na trzy ciastka i kawe. A ciastko rowniez bylo takie se, nie warte 4$. Ot ciasto francuskie owiniete wokol nadzienia jablkowego, w Polsce jadlam lepsze i tansze.
Kupilam to, Kat von D Lock-it Tatoo Foundation, odcien jasny. Czytalam dobre recenzje i widzialam efekty, bedzie na dzien paszteta. Jest to najdrozszy podklad jaki kiedykolwiek kupilam i kupie. Widzialam jakie ceny osiaga na polskich sklepach internetowych. Mnie kosztowal 34$+tax*. Jeszcze tylko szminka MAC i bede miala bardzo droga tapete.
* glupie to strasznie, jakby nie mogli od razy wliczac tax w cene. Biore 5 woskow po 1,99, wyliczam, ze to mniej wiecej 10$, a przy kasie place nieco wiecej, paranoja.
Kosciol przemioniony w mala galerie handlowa
Przy okazji zobaczylam, ze w jednym sklepie (Macy's) jest punk Godiva, tam tez zajde, sama. Co do obiadu to wybralysmy cos zdrowego, bar salatkowy. Ja mam veganska salatke Falafel. Co tam jest, jakas salata, pomidorki, falafel, marchewka(malo i dobrze)i groszek (lub ciecierzyca), polane sosem lemon herb. Smaczne.
Przeszlysmy przez Times Square. O marko przenajswietsza, ile tam ludzi! Czlowiek na czlowieku, czlowieka pogania. Po prostu stalam w ludzkim korku. Byly neony, byly reklamy, byl grajacyw majtkach kowboj i byly baby, ktere reklamowalu jakies show z cyckami zakrytymi jedynie cienka warstwa farby. Zgadnijcie gdzie byl najwiekszy tlum facetow.
Bedac na Times Square wlazlysmy do Toys R Us  zeby zobaczyc karuzela. Ja zobaczylam jeszce stoisko ze slodyczami Wonka, wiec nie patrzac na nic pognalam przez sklep, ktory w tym momencie bardziej przypominal pieklo z wyjacymi, potepionymi duszami (dzieci). Niestety byly tam tylko slodycze owocowe, nie bylo czekolad Wonki, smuteczek. Odwiedzilismy, takze najwiekszy sklep M&Msow na swiecie, ale tak szczerze to, to moge kupic w normalnym sklepie, bez ludzi wpadajacych na siebie.
Jeszcze pod koniec pognalysmy obok muzeum Madame Tussauds, kolejka ciagnela sie heeeen daleko, jeszcze nie zwiariowalam.
Za to kolejny dzien znowu spedzilam sama. Udalo mi sie nie dojechac metrem bez wiekszych przeszkod (oprocz tego momentu kiedy wsiadlam do metra jadacego w przeciwna strone, ale ciiiii). Dojechalam na Canal street, czyli na Chinatown, kupilam tam pare drobiazgow, zdjecie bedzie na koncu.
Niestety nie moglam sie napawac swoja samotnoscia, gdyz moj pecherz wolal o litosc i grozil strajkiem. W poszukiwaniu kibla trafilam na ta sam plac co dzien wczesniej. Wielkie hurra, bo obok stal duzy sklep, a duzy sklep oznaczal sedes, uff. Znowu nie wiedzac co i jak trafilam na 5 aleje. To wszystko brzmi szybko ale wierzcie mi troche chodzenia to zajelo. Bylam zmeczona, chcialam kupic lody. Szkoda tylko, ze na 5 alei znalezc sklep z lodami to niemaly wyczyn. Dopiero niemal przy samym Empire State Building znalazlam sklep, z ciekawymi slodyczami i lodami. Wzielam dwie czekolady i lody smietankowe miedzy dwoma ciastkami z czekolada.
Pech chcial, ze po zdjeciu opakowania baterie mi padly. Zapewniam jednak, ze lod wygladal tak jak na opakowaniu, byl troszke za slodki ale dalabym 7.
ESB zobaczylam z bliska, zrobilam zdjecia i zaczelam sie rozgladac za metrem powrotnym. Sama bymam zdziwiona, ze bez  problemow udalo mi sie wykombinowac dosc szybka  droge powrotna, tylko 2 przesiadki, mialam farta.
Przezylam samotna podroz na Manhattan, mam nadzieje, ze to bedzie dowod na to, ze moga mnie wiecej puszczac. A mysle, ze w nastepnej notce sprobuje dokonac malej recencji (miedzy innymi) jednemu z produktow wyzej. Kto obserwuje fanpage moze sie domysla, co mnie  intryguje najbardziej ;D
Pa

19.07.2014

Statua, Ellis Island i sama.

Stany Zjednoczone sa krajem wielkich mozliwosci, wielkich  budynkow, samochodow, porcji zywnosciowych, ludzi. Jest krajem wielkich... kolejek. Przysiegam na niesmiertelna dusze mojego kota, w Polsce jeszcze nigdy nie nastalam sie w kolejkach tyle, ile w NY. Mozna powiedziec, ze przekonalam sie jak wygladala rzeczywstosc w Polsce za czasow PRLu, i to w USA! Moglam to jednak przewidziec, rozpoczal sie sezon urlopowy, a przeciez duzo ludzi chce z bliska zobaczyc Statue Wolnosci.

Zeby sie dotac na Statue trzeba wsiac na prom. Zaraz, chwila, wrocmy. Najpierw trzeba kupic bilet (jedna kolejka) potem trzeba isc aby zeskanowali owze bilet (kolejna kolejka) dalej sie idzie na sprawdzenia bagazu, jak na lotnisku (koooleeejkkaaa) a potem trzeba czekac, az wpuszcza nastepna partie tutrystow. Dobrze, ze przynajmniej te promy dosc czesto plywaja.Ku mojemu niezmiernemu zaskoczeniu nie mdlilo mnie podcza podrozy promem. Troche kolysalo ale nie mdlilo.I co mozna powiedziec o darze francuzow dla amerykanow? Jest duza, zielona i wokol niej kreci sie  masa turystow. Trudno tam przejsc aby nie wlezc komus w obiektyw.
Na gore nie wchodzilismy, bo trzeba bylo jakos wczesniej kupic bilety. Dobrze, bo i tak nie mialam zamiaru wczolgiwac sie po stopniach.Po okrozeniu statuy trzeba bylo postac w kolejnej kolejce aby dostac sie na Coney Island.
Nie bede wam tu robic wykladu z historii ale pare faktow musze przytoczyc. Na Coney Island przez wiele lat przyplywaly statki z imigrantami. Tam nastepowala selekcja, kto moze zostac, a kto paszol won. Po rozmowie z urzednikiem i badanich lekarskich przez jakis czas trzeba bylo pozostac na wyspie, byla to swego rodzaju kwarantanna. Dopiero po tym okresie mozna bylo wyruszyc dalej, na podboj Stanow Zjednoczonych (optymistyczna wersja).
Nie powiem zeby to bylo przytulne miejsce, na mnie zrobilo wrazenie chlodnego i posepnego. Nie bylo tam duzo do zwiedzania, wiec dosc szybko poszlismy postac sobie w kolejce,trzeba szukac jakichs rozrywek.
Przez te wszystkie kolejki ostro zglodnielismy, tym sposobem wyladowalismy na Chinatown, w chinskiej knajpie. Nie zamawialam tego, wiec nie wiem co to jest. Dostalam to, bo kelner sie pomylil i zamiast jednej porcji zupy dal dwie.
Jest to chyba cos w rodzajy rosolu z makaronem, szczypiorkiem i chyba chinskimi pierozkami. Przyznam, ze smakowalo calkiem dobrze. Ja zamowilam ryz z brokulami i z krewetkami. Temu juz zdjecia nie zrobilam, bo ludzie obok wykazywali niezdrowe zainteresowanie, pomieszanie z rozbawieniem, moimi probami posluzenia sie paleczkami. Moze nieco nieudalnie ale udalo mi sie  paleczkami zjesc zarowno makaron, jak i ryz, kretewki i brokuly, HA. Calosc bylaby smaczniejsza jakby nie dziwny slodkawy sos. Nie byl niedobry, ale byl dziwny.
Zgadza sie, dwa tusze, lubie tusze.
A w piatek w koncu, po wielu zastrzezeniach, informacja i upewnieniu sie, ze wiem jak jechac, w koncu moglam jechac sama na zakupy. Oczywisice plan jazdy poszedl w piz... tego, poszedl w dal, bo po 30 minutach czekania na autobus poszlam z buta. Jak widac nie zgubilam sie, nie porwali mnie, nie okradli i nie zgwalcili. To nie koniec zakupow, bo w tym sklepach, ktore odwiedzilam nie bylo zbyt ciekawego wyboru slodyczy. Kupilam oprocz slodyczy troche kosmetykow i woskow Yankee Candle.

Jak nie widac to pytac.
Nie moglam zbyt duzo kupic rowniez ze wzgledu na to, ze bym nie przytargala tego do domu, Mialam w torbie rowniez tablet z GPS. Tak zgadza sie, GPS. Tak dla swietego spokoju coitki. A bedac przy tablecie, to pochwale sie, ze dostalam wczesny prezent urodzinowy. Nowy, ladny tablet, na ktorym moge miec aplikacje Instagram. Musze tylko sie zorientowac co i jak.
Pa