01.09.2014

Meijii Hello Panda, herbatniki z czekoladą



Przynajmniej pandy są fajne.

Wprawdzie miałam w planach recenzję nowej edycji limitowanej KitKata, jednak z powodu hmmm… powiedzmy zawirowań hormonalnych i apetytu na dziwne połączenia zrezygnowałam z tego pomysłu. No chyba, że byście chcieli przeczytać jak smakuje bardzo, bardzo słodki batonik maczany w ostrym chrzanie (zaskakująco dobrze). Nie, nie jestem w ciąży po prostu momentami mam takie odchyły. Jednak przez wyżej wymieniony powód musiałam zmienić plany i opisać coś, co nie było wcześniej maczane w chrzanie/musztardzie/podsmażanej cebuli*.
*to spotkało sezamki
Meiji Hello Panda, biscuits with choco cream, czyli takie herbatnikowe paczuszki z czekoladowym nadzieniem. Już chciałam napisać, że jadłam te pandy tylko inną wersję smakową ale po dokładnym przetrzebieniu bloga stwierdziłam, że nie. Wprawdzie jadłam coś podobnego przy cyklu o japońskich słodyczach ale to były koale a nie pandy, a firma to było Lotte a nie Meiji. Tym lepiej dla mnie, przynajmniej nie kupiłam czegoś co wcześniej już próbowałam. A kupiłam te urocze, super słitaśne pandy w azjatyckim markecie. Jak widać niżej na każdym ciasteczku jest obrazek pandy, w tej edycji owe misie uprawiają sport. Po pozachwycaniu się jakie to urocze, zaczęłam dokonywać mordu nad niewinnymi zwierzaczkami.

Smak: ciastko jest herbatnikowe, samo w sobie jest minimalnie słodkie.  Nie jest ani za suche ani za wilgotne, takie pomiędzy, jak zwyczajny, przeciętny herbatnik. Nie chrupie, nie jest tłuste, jest okay. A nadzienie to jedno wielkie kłamstwo! Na opakowaniu jest przedstawiona grafika jak czekolada wręcz wypływa z ciastka. Otóż nie wypływa. Ba, jest jej tak mało, że nawet nie zajmuje połowy wolnej przestrzeni w herbatniku. Smak jest przyzwoity. Nie jest super smaczna ale tez nie jest paskudna. Tłustawa, nieco mleczna i mało słodka. Nic powalającego. No cóż, wyrób nie zachwycił. Największym plusem jest urocza grafika. Smak już trochę kuleje ale z obrzydzenia mnie nie wykrzywiło. Średniak.
Ocena: 6/10
Kaloryczność: 4ciastka(15g)/80kcal
Gdzie kupiłam: USA
Cena: patrz wyżej

Wiem, że mało porywający opis ale jestem w mało porywającym nastroju. Następny wpis będzie ciekawszy. Przynajmniej mam taką nadzieję.
Pa

29 komentarzy:

  1. Często się zdarza,ze na opakowaniu widać jakie jest płynne i bogate nadzienie a po otwarciu hmm suche nadzienie z pustą dziurką w pewnych płatkach śniadaniowych też tak mnie oszukali . Ja też nie jestem w ciąży a wczoraj wieczorem jadłam chleb z masłem i ogórkiem kiszonym a wcześniej tort też dziwne połączenie,ale to hormony tak działają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nieładnie jest tak okłamywać ludzi tyle ;)
      Dobrze wiedzieć, że nie tylko u mnie zawirowania hormonalne powodują dziwne zachcianki.

      Usuń
  2. hmm w chrzanie.. to ja ogórki małosolone solę (logika, yay) i smaruję masłem orzechowym. : ] albo jabłka z żółtym serem, najlepiej zapieczone, klasyk.
    ciasteczka nie wyglądają wg mnie kusząco, nawet się nie dziwię twojej recenzji.

    a w ogóle to dorwałam milkę z preclami.. ja to jednak jestem czasem prostym człowiekiem, łaknącym milkowej słodkości - przez cały wieczór tak skubałam, skubałam i opędzlowałam całą. :D bardzo udana edycja wg mnie ta z dodatkami, wszystkie mi smakowały. :)
    a i jeszcze kupiłam okazyjnie nowego w pl lindta z prażonym sezamem, jestem ciekawa bo uwielbiam sezam, ale na razie leży.

    wybacz takie prywatne wyjazdy, ja nie mam bloga i widocznie czasem za bardzo wczuwam się tutaj w klimat. :D
    pozdrawiam ciepło i życzę małego porwania. ; ))
    ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. małosolne ofc*. te małosolone chyba mi się napisały, bo je solę.
      ola

      Usuń
    2. Jak dobrze, że są tez inni ludzie mające upodobania do dziwnych smaków ;D
      Tak, tak "zjem tylko kawałek, no następny nie zaszkodzi, o rany całkiem niezła ta czekolada, omnomnom, szlag, znowu całą zażarłam" ;D
      Widziałam na niemieckiej stronie tego Lindta ale na razie się nie napalam, może uda mi się trafić na niego, może.

      Usuń
    3. Też mnie ciekawi ten Lindt z sezamem... No ale nowe Creation z Lindta także :D

      Usuń
    4. Weź ;D mnie teraz te nowe creation męczą, bo chcę a prawdopodobnie nie uda mi się ich lokalnie znaleźć.

      Usuń
  3. Z wyglądu są tak urocze i słodkie, że ten smak bym wybaczyła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za uroczą grafikę dałam 1 punkt, bez tego ocena byłaby surowsza ;D

      Usuń
  4. Ehhh a widząc te słodkie miśki miałam już nadzieję, że to cud, miód i orzeszki w smaku :( Wygląd potrafi zwieść

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, apetyczność kończy się na wyglądzie.

      Usuń
  5. Nie martw sie! Ja bez ciąży jadam dziwnie. Hitem byly gofry bananowe z masłem orzechowym i mizerią. Zazwyczaj to jednak po prostu zagryzan słodkie kwaśnym bądź słonym. Standard. Czekolada zagryzana marchewką to pikuś i codzienność. Tak jak kiedys marchew maczana w mleku skondensowanym...:)

    A zresztą przeciez nasze mozgi kochają połączenie słodkiego ze słonym :) to tylko ludzkie ograniczenia i przyzwyczajenia narzucają nam ze na śniadanie to nie mozna jeść dania obiadowego a na obiad owsianki...;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyle tu widzę bratnich dusz ;D Nabrałam ochoty na ogórka z masłem orzechowym...

      Usuń
  6. Te ciacha to zwykły przerost formy nad treścią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę, czasami producenci powinni bardziej zainteresować się smakiem zamiast wyglądem. Znaczy wygląd tez jest ważny ale nie poprawi tego, ze ogólnie żarcie nie powala.

      Usuń
  7. Ciastka nie kuszą. Karmelowego KitKata właśnie dziś kupiłam i zamierzam zeżreć między kolacją a butelką wina po kolacji.
    Problemy hormonalne doskonale rozumiem, mam ostrą niedoczynność tarczycy i przez to całkowicie rozregulowaną gospodarkę hormonalną, tj. humory i zachcianki duuużo gorsze, niż stereotypowa ciężarna kobieta.
    Kiedyś obudziłam się nad ranem i całym sercem i żołądkiem zapragnęłam frankfurterek z Nutellą :D Na szczęście dla tego drugiego narządu akurat nie miałam frankfurterek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostrzegam uczciwie, że ten KitKat był bardzo, bardzo, bardzo słodki, może nawet przesadnie. ;)
      Oj humory też miewam, sama siebie wtedy nie lubię, bo jestem chodzącą burzą.
      Ja raz się obudziłam z ochotą na placki ziemniaczane z sosem grzybowym i z podsmażaną wątróbką. Żadnego z tych elementu normalnie nie zjem, tylko wtedy miałam jedno wielkie CHCĘ.

      Usuń
    2. Nieee, chyba nie miewam aż takich zachcianek, żeby zabić za coś, co normalnie wywołuje u mnie odruch wymiotny :D

      Usuń
    3. W tym wypadku zdusiłam swoją ochotę, bo po wątróbce pewnie bym wymiotowała dalej niż widzę ;D

      Usuń
  8. Ja takie zachcianki też miewam i jem sobie czekoladę zagryzając korniszonami więc nie jesteś jedyna :D
    Co do takich ciasteczek to są przecudowne! Raz widziałam w Kuchniach Świata tylko, że wersję w różowym (truskawkowym) kremem ale szkoda mi było 20 złotych...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My kobiety jesteśmy jednak dziwne ;D
      No i słusznie, grafika ładna ale nie warta takiej forsy

      Usuń
  9. "Narysujmy słodkie pandy, może nie zauważą, że nasze ciastka to nic specjalnego"
    Jaki to jest ból, kiedy ciastka są śliczne, ale podniebienie z zachwytu się nie urywa...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypuszczam, że tak wyglądał tok myślenia producentów ;D

      Usuń
  10. oj chrzan i słodkości - podziękuję...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę dobre połączenie... jak komuś szaleją hormony i ma dziwne zachcianki ;D

      Usuń
  11. Urocze.. aż mi się przypomniało jak będąc dzieckiem uwielbiałam jeść ciasteczka w kształcie zwierzątek. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam je :) Lubiłam odgryzać im najpierw głowy ;D

      Usuń

Włączyłam moderację komentarzy, dzięki temu nie powinno już być weryfikacji obrazkowej.