17.09.2014

Łatwe ciacho Delecta, Bourbon Mochi Chocolate



Łatwa niestrawność i powtórka z rozrywki

Dzisiaj będzie taki polsko-amerykański miks. Chociaż, chociaż może powinnam była napisać polsko-japoński miks, w końcu ten drugi produkt jest wyrobem pochodzącym z kraju kwitnącej wiśni. Ale jako, że kupiłam go w Nowym Joru pozostanę przy pierwszej wersji. Zacznę od Polski, będę patriotką z krwi i kości. Chociaż z drugiej strony może z miłości do własnego kraju nie powinnam przyznawać, że poniższy produkt został wyprodukowany u nas
Delecta, Łatwe ciacho z płatkami czekolady. Idea wyraźnie zerżnięta z internetowego przepisu na szybkie ciasto z mikrofali.  Przepis banalnie prosty, mąka+kakao+cukier+jajko+proszek do pieczenia połączone w kubku i wstawione do urządzenia, którego notabene nie posiadam (a szkoda, bo pragnę go jak kot szynkę) na krótki czas. Jak pisałam, banalnie proste. Jednak Delecta (a teraz i Dr.Oetker) stwierdzili, że jeszcze bardziej ułatwią robotę, wszystkie suche składniki połączyli w jedno i wsypali do małej torebeczki, dodając do tego parę ulepszaczy, barwników, tłuszczu, syropu… mniam. Teraz to piszę z pewnym przekąsem ale szczerze powiedziawszy ten proszek mnie ciekawił i kusił. Ostatecznie, mimo braku mikrofali, postanowiłam to wziąć. A zamiast mikrofalówki użyłam kombiwara. Trochę musiałam pokombinować z czasem i temperaturą. Straciłam cierpliwość  po 15 minutach (235 stopni C). Myślę jednak, że jeżeli po tej recenzji nadal będziecie chcieli to kupić (by to zrobić w piekarniku czy coś), to jeszcze z 5 minut bym to przetrzymała bo spód był niedopieczony. Czytając mój opis weźcie pod uwagę, że nie mogłam postępować zgodnie z instrukcją na opakowaniu, i nie wiem czy to nie wpłynęło na smak (wątpię ale wolę uczciwie to przyznać). Miałam wersję z płatkami czekolady (bwahaha), oprócz tego jest smak czekoladowy i karmelowy. A teraz przejdźmy do efektów końcowych tego „cuda”.

Smak: ja już przemilczę ilość tego „ciacha”, może tylko stwierdzę, że ten kubek nie jest największym  kubkiem w moim posiadaniu, tyle. Zapach jest dziwny, absolutnie nie zachęcał do spróbowania. Zazwyczaj te gotowe mieszanki przynajmniej mają przyjemny zapach, tu tego nie było. Potem było tylko gorzej. Znaczy tego, nie powiem, że to było obrzydlistwo nie z tej Ziemi, na upartego można było to do końca zjeść. Tylko pytanie: po co? To nie smakowało jak pyszny, domowy, waniliowy biszkopt. Ten twór miał tak dziwny, nieokreślony chemiczny posmak, że nie za bardzo miałam ochotę na dalszą konsumpcję. Średnio słodki, z delikatnym waniliowym aromatem i beż żadnego smakowego śladu czekoladowych płatków. Tylko naprawdę, ten niezidentyfikowany posmak CZEGOŚ tak mnie zniechęcał, że po trzech łyżeczkach upieczonej góry darowałam sobie dalsze jedzenie. Bez większego żalu wywaliłam resztę. 
Ale na tym się nie skończyło, o nie. Nawet 3 minutowe szorowanie zębów nie pomogło w pozbyciu się do końca tego posmaku, a pół godziny po spożyciu zwinęłam się w mały żałosny kłębek bólu i mdłości. Ja nie jestem hrabianką żeby od byle czego brzuch mnie miał rozboleć, jadłam naprawdę o wiele gorsze rzeczy bez żadnych skutków ubocznych. A tu trzy, dosłownie trzy łyżeczki tego produktu i już dalsze jedzenie miałam z głowy na resztę dnia. Tak więc sami zdecydujcie czy chcecie to zjeść. Mi to wybitnie nie przypasowało, już żadnego takiego produktu nie kupię ale komuś może smakować. Tylko pamiętajcie, robicie to na własne ryzyko.
Ocena: 1/10
Kaloryczność:100g/361kcal, porcja(65kcal)/235kcal
Gdzie kupiłam: osiedlowy Chorten
Cena: nie pamiętam

A teraz może coś przyjemniejszego.
Bourbon Mochi Chocolate. No i kurcze za bardzo nie mam co się tu rozpisywać. Jakiś czas temu pisałam o Mochi Chocolate, w ramach cyklu o japońskich słodyczach. Smakowało mi, więc gdy zobaczyłam w azjatyckim markecie te oto pudełko wzięłam bez wahania. Myślałam, że to będzie inna wersja smakowa, w końcu grafika była inna. Ale niestety, żadnej różnicy smakowej nie odczułam. Warstwa ryżowa była lepka, słodkawa, gumowata, lekko dławiąca i smaczna mimo pewnego niebezpieczeństwa śmierci z uduszenia. Nadzienie było czekoladowe, średnio słodkie, kakaowe, nieco mleczne i dość zwarte, jak glina. A sam środek był z czekolady deserowej.
 Nie ma sensu się rozpisywać na ten temat, tu macie link do recenzji poprzedniego Mochi, to jest to samo. Żałuję tylko, że nie wzięłam innej wersji. Jednak sam smak był w porządku i ocena jest taka sama jak poprzednio.
Ocena: 9/10
Kaloryczność: 15g/60kcal
Gdzie kupiłam: USA
Cena: patrz wyżej
A tak wracając do ciast z kubków, naprawdę poszukajcie przepisu i zróbcie sami. Wyjdzie smaczniej i na pewno trochę zdrowiej.
Pa

53 komentarze:

  1. O fuuu. Myślałam, że może to "ciacho" to średniak, ale widzę, że nic nie stracę nie próbując go.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Także nie spodziewałam się wielkiego WOW po tym produkcie, ale szczerze to tak złego wyrobu też nie oczekiwałam. Myślałam, ze może przynajmniej będzie 6/10

      Usuń
    2. Nie no, ja obstawiałam 4-5, bo 6 to bardzo przyzwoity produkt jak na gotowiec. Ale ja nie szastam dziesiątkami, mało co mi aż tak smakuje :D

      Usuń
    3. Nie polecam tego "ciacha" zwijam się z bólu po tym świństwie! Powinni zakazać produkcji tego!

      Usuń
    4. Widzę, że jest i kolejna ofiara tego produktu, znam ten ból :)

      Usuń
  2. Kurcze,a tak czekalam na to ciacho :/ ale skoro bolał cie brzuch to nir będę ryzykować. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, nie mogę powiedzieć z pewnością, że każdego rozboli po tym brzuch ale tak osobiście to będę każdemu zalecać ostrożność.

      Usuń
  3. Sernik do kubeczka też wychodzi jakiś taki dziwny,konsystencję ma taką"piankową",smak o ile pamiętam też niespecjalny, ledwie spróbowałam i zrezygnowałam z jedzenia ...alaM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A sernik to nawet nie kusił, jakoś podejrzany mi się wydawał, nawet w opakowaniu ;)

      Usuń
  4. Oj to dobre ciacho dla odchudzających zjesz boli Cię brzuch i do końca dnia już nic nie tkniesz innego:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha XD może takie było zamierzenie ;D

      Usuń
  5. Moja siostra wzięła to ciacho i wyrzuciła po pierwszym spróbowaniu, w ogóle nie wyrosło i ciągle było surowe-takie dziwne, jakby proszek się nie rozpuścił. Nie, żałowałam pieniędzy na ten eksperyment i dobrze zrobiłam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ja teraz pomyślę, że w niższej temperaturze i krócej piekłam normalne muffinki to zaczynam się zastanawiać co ja właściwie w siebie wpakowałam. Toż właśnie 235 stopni i 15 minut i nadal nie było do końca upieczone, trochę to dziwne.

      Usuń
  6. za takie "atrakcje" pierwszemu produktowy przyznałabym punkty ujemne, naprawdę nie zasługuje na dodatnie.
    ten drugi produkt wygląda ciekawiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten jeden punkt to za to, że przy pierwszym kęsie nie plułam z obrzydzenia ;)

      Usuń
  7. Jadłam, okropny smak, zjadłam kęsa jednego, okropieństwo, mama zjadła za mnie, też ją bolał po tym brzuch....-,- ale jak ktoś chce spróbować-czemy by nie, nie umrzemy od tego xD ale lepiej robić w szklance, ja robiłam, wtedy wychodzi ok xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam, że pomyślałam o szklance ale brzydko by to wyszło na zdjęciach ;) A jako, ze na opakowaniu był przedstawiony kubek to pomyślałam, ze czemu nie.
      No pewnie, nie umrzemy, tylko może lepiej mieć pod ręką coś na żołądek ;D

      Usuń
  8. nie rozumiem idea pieczenia w komiwarze skoro produkt jest ewidentnie do mikrofalówki i widac autorka nie poradziła sobie z jego zrobieniem. ja zrobiłam i wyszlo super puszyste ciastko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo nie mam mikrofalówki a chciałam to spróbować. Bo w kombiwarze udało mi się kiedyś zrobić prawidłowe ciasto z kubka (bez mikrofali wow). Bo mikrofala to urządzenie które ogrzewa przedmioty znajdujące się w środku a to samo robi piekarnik i kombiwar, czyli powinno też wyjść w porządku ino dłużej się piecze. I ja się tu nie czepiam konsystencji czy długości pieczenia tylko smaku i efektu końcowego.

      Usuń
    2. O ile się nie mylę, to mikrofala nie tyle grzeje ( tu emituje promieniowanie podczerwone powszechnie zwane ciepłem), co emituje promieniowanie podczerwone wchodzące w rezonans z cząsteczkami wody i wywołując ich drgania, co podnosi ich prędkość, zbiorczo rozumianą jako temperaturę.
      Do proszku dodajemy właśnie te cząsteczki, na czym opiera się działanie wynalazku, z tego może wynikać jakaś różnica.
      W mikrofali konsystencja nie straszy, ale nie ma co oczekiwać przypieczonej skórki.
      A co do relacji żołądkowych, w składzie ( przynajmniej w teorii) nie ma jakichś wielkich okropieństw. Może cecha indywidualna.
      Za to zastanawia mnie z czego właściwie zrobione jest to japońskie "coś" (oświeć mnie, nie mam pojęcia co to jest)

      Usuń
    3. Ps. jak dla mnie, to czekolada i wanilia są niezłe, ale karmelu nie polecam

      Usuń
    4. Dziękuje za jasną i kulturalną wypowiedź :) Może to jest cecha indywidualna a może ilość tych składników czy ta mieszanka, bo nie tylko mnie rozbolała brzuch.
      Mochi to takie jakby glutowate ciastka zrobione z ubitego klejącego się ryżu. Ryż tak długo się ubija aż powstanie coś przypominające surowe ugniecione ciasto drożdżowe. Można też to zrobić mieszjaąc mąkę ryżową z wodą w odpowiednich proporcjach. Dodatkowo dodaje się różne nadzienia, w tym przypadku czekoladowe.

      Usuń
  9. A próbowałaś w tosterze? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie potrafię sobie wyobrazić jak by to miało wyglądać ;)

      Usuń
    2. Może chodziło o opiekacz ;)

      Usuń
    3. To by miało większy sens, może by coś w rodzaju gofrów wyszło ;D

      Usuń
  10. Hmm... mam dwa te ciacha (z płatkami czekolady i karmelowe), ale z recenzją (i w ogóle konsumpcją) czekam na: a) jesień, bo na razie za ciepło ciepłe ciacha, b) dokupienie trzeciej wersji - czekoladowej. W tej chwili nieco zwątpiłam w opcję "b", bo skoro to aż tak paskudny produkt, to może wystarczy mi spróbowanie jednego, a drugi i tak poleci do kosza? Kurcze... moja ciekawość pewnie i tak popchnie mnie do zakupu (od jutra 3 smaki w Tesco; w promocji?), a potem będę żałowała. No nic... drogi nie jest, to można próbować :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, jak ciekawość cię pcha to możesz dokupić trzeci smak, może tobie nic nie będzie i będzie ci nawet smakować. W końcu to nie majątek, najwyżej zjedziesz wszystkie trzy wersje zamiast jednej ;D

      Usuń
  11. To ciasto pachnie ciastoliną....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe jak smakuje ciastolina... może też tak samo ;D

      Usuń
  12. Ja takich gotowców wystrzegam się jak ognia! Gunwo i tyle...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym przypadku akurat się zgodzę ;)

      Usuń
  13. Dzięki za szczerą opinię!

    Pozdrawiam ciepło! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam tylko nadzieję, że tą szczerą opinią nie podpadłam za bardzo fanom tego produktu ;D

      Usuń
  14. Fuj fuj fuj i jeszcze raz FUJ!!! Ale tego japońskiego cudeńka bym spróbowała, przeapetyczne bobki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jako osoba, która po zjedzeniu tego cierpiała katusze zgadzam się z każdym fuj :)
      Kozimi bobkami mój brat ochrzcił domowe trufle czekoladowe, nie zdołał mi ich obrzydzić :D

      Usuń
  15. Od pierwszej chwili, gdy zobaczyłam reklamę tego "ciasta" z Delecty, miałam złe przeczucia. Ale sam koncept generalnie mnie rozbawił - internet miał swój przepis na BANALNE ciasto z mikrofalówki, a Delecta postanowiła uczynić to jeszcze prostszym. Ja sama jestem raczej kulinarną niedojdą, ale zastanawiam się jaki będzie następny level kuchennej fajtłapowatości i jakie "udogodnienia" za tym pójdą. Bo już teraz znam ludzi, którzy nie gotują ziemniaków (bo nie potrafią), tylko wcinają gotowe puree...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest przecież jogurt w proszku (YogoCrunch) i tak jak nie mam nic przeciwko gotowcom to jednak jakoś nie za bardzo mam ochotę eksperymentować z tym.
      Pamiętam jak kiedyś Nigella robiła placki ziemniaczane, jako ziemniaka użyła właśnie purre w proszku... ;D

      Usuń
  16. Odpowiedzi
    1. Tak, tak też można podsumować ten produkt ;)

      Usuń
  17. widziałam dziś reklamę tego dziwotwora jakim jest ciacho z różowej torebki i przez chwilę pomyślałam, że warto je kupić, ale po Twojej notce mi to troszkę przeszło. Ale znając mnie pewnie się skuszę, zrobię, spróbuję kawalątek a resztę wyrzucę i będzie mi żal zainwestowanych pieniędzy za które mogłabym kupić owoca :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też dzisiaj widziała, moja obolała mina wywołała wybuch wesołości mojej matki ;D
      No wiesz, majątku nie kosztuje (2zł?), zawsze możesz własne zdanie wyrobić.

      Usuń
  18. a ja właśnie zjadłam czekoladowe... zobaczymy, jaki efekt będzie po zjedzeniu... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę aby obyło się bez bólu :)

      Usuń
  19. Ja też wypróbowałam Łatwe Ciacho i tak samo jak Ty byłam bardzo zawiedziona. Jak dla mnie to najgorsza nowość jak do tej pory na rynku rzeczy instant, gotowe w 5 minut czy jakoś tak! http://minimki.pl/lifestyle/latwe-ciasto-delecty/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, jeden z najgorszych gotowców, lepsze są już budynie czy kisiele.

      Usuń
  20. to ciastko jest ohydne ,ewentualnie czekoladowe zjadliwe ale ogólnie nie polecam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnością już nie tknę żadnego smaku ;)

      Usuń
  21. Mi osobiście smakowało (z mikrofali), z ciekawości zrobiłem w piekarniku... Wyszło takie jak opisalaś powyżej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więc może rzeczywiście sposób przyrządzenia ma wpływ na smak, hmmm.

      Usuń
  22. Dzisiaj jadłam to świństwo! I błagam uwierzcie! Nie próbujcie odbija mi się do teraz, a jadłam to o godzinie 11 :( Wygląda apetycznie tylko na opakowaniu :( Zgadzam się z recenzentką, że po 3 łyżeczkach ma się ochotę wywalić. Wcale nie wyrosło tak jak obiecano :( To powinno zejść z rynku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Współczuje tych przeżyć. Ja nawet nie patrzę w kierunku tych produktów, szkoda żołądka.

      Usuń

Włączyłam moderację komentarzy, dzięki temu nie powinno już być weryfikacji obrazkowej.