06.08.2014

Przydatne (lub nie) informacje i chwalę się zdobyczami.

Obiecuję, że to ostatni taki post. Następny będzie już normalną recenzją. Jako, że jedna osoba prosiła mnie, abym opisała przygotowania do podróży, postanowiłam w wielkim skrócie to zrobić. Przy okazji pochwalę się nowymi nabytkami.
1.Staranie o wizę
To krok podstawowy. Można wypełnić formularz wniosku samodzielnie albo można iść do biura podroży i oni to zrobią. Ja wybrałam drugie wyjście, zawsze to pewność, że wszystko będzie dobrze wypełnione. Trzeba mieć od razu przy sobie zdjęcia wizowe. Podobno niektóre pytania są dziwne, nie wiem, babka wypełniająca pytała się mnie jedynie o takie podstawowe rzeczy (dane osobiste, do kogo jadę,  po co, na ile itp.). Widocznie stwierdziła, że odpowiedź na pytanie o to, czy nie jestem terrorystką czy dilerką narkotyków jest dość oczywista. Od razu przy mnie wysłała formularz i podała datę wizyty w konsulacie. Wbrew temu co sądziła moja mama data nie była odległa, wręcz przeciwnie, długo się nie czeka.
Wizyta w konsulacie i rozmowa z konsulem to jedno z bardziej stresujących i jednocześnie najkrótszych przeżyć.Ważne jest aby odpowiedzi na pytania konsula były zwięzłe i wypowiedziane bez wahania. O co się pytał? Do kogo jadę, kim ta osoba dla mnie jest, w jakich celach jadę, czym się zajmuję, na ile planuje tam zostać i zawód rodziców. Pytania mogą być różne ale ja dostałam takie. I równocześnie musiałam zrobić dobre wrażenie, bo dostałam wizę na 10 lat. Paszport zostawiamy, potem odbierzemy w najbliższej placówce TNT.
2. Bilety i pakowanie.
Kolejnym krokiem jest zabookowanie biletów lotniczych. Trzeba to robić z odpowiednim wyprzedzeniem. Jak załatwiałam bilety w marcu na lipiec, to już dużo miejsc było zajętych. Wszystko  było załatwiane przy pomocy biura podróży ale można zawsze to zrobić samemu, wasz wybór.
Pakowanie to oddzielna kwestia. Trzeba pamiętać aby dokładnie przestudiować co można, czego nie można wziąć i limity wagi. Lecąc z LOTem, oprócz bagażu podręcznego, można mieć jeszcze torebkę damską. I pamiętajcie o limitach płynów, szkoda by było jakby wywalili wasze ulubione perfumy do kosza. I w żadnym wypadku nie można do Stanów wwozić produktów mięsnych, nasion i czegoś tam jeszcze. Mówię, trzeba wszystko dokładnie przestudiować aby nie było problemu. Nie pakujcie bagażu rejestrowanego do maksimum wagi, zostawcie miejsce na zakupy :D
3. Lotnisko i lot.
Warto pojawić się na lotnisku ze 3 godziny przed odlotem, nigdy nie wiadomo czy nie będzie kolejek do odprawy. Na lotnisku Chopina zaskoczyło mnie to, że musiałam sama wydrukować sobie zabookowany bilet. Stoją tam takie kioski, oraz ludzie, którzy w razie czego pomogą. Z biletem w ręku idzie się zdać bagaż rejestrowany (w innych miejscach tam się również odbiera bilet), mogą wtedy również zważyć bagaż podręczny ale ja miałam taki, że ani razu nie chcieli tego robić. Dalej idziemy do kontroli bezpieczeństwa. Do specjalnej kuwety (bez żwirku) wsadzamy bagaż, wyjmujemy z niego wszystkie elektroniczne rzeczy, a z siebie zdejmujemy wszystkie zegarki, metalową biżuterię itp., przechodzimy przez bramki. Jeżeli nie zapiszczy to gratuluję, znaleźliście się w strefie, gdzie są sklepy bezcłowe. Moim zdaniem nie warto tam kupować zwykle rzeczy, bo wyjdą drożej. Ciągle nie mogę przeżyć tej wody za 5-6 zł. Szukamy swego gate i tam czekamy, aż rozpocznie się wpuszczanie na samolot.
Lot jak lot, lądowanie i startowanie jest nieprzyjemne w związku ze zmianą ciśnienia ale da się przeżyć. Kible są małe, trudno zasnąć (ani minuty nie pospałam), jest trochę ciasno ale ogólnie nie było źle. Lecąc do USA dostaniemy specjalny formularz, w którym piszemy swoje dane, numer samolotu i ewentualne przedmioty, które mamy zamiar zostawić w Stanach, ja zaznaczyłam spożywkę, bo wiozłam cukierki na prezent. Po mniej więcej 8 godzinach lotu lądujemy w kraju wolności i wielkich porcji.
Po prawej to syrop klonowy
4. Urzędnicy imigracyjni i strażnicy celni.
Idąc za tłumem pasażerów dotrzemy do punktów, gdzie rezydują ci od imigracji. Słyszy się o ludziach, którzy w tych momentach zostali wsadzeni z powrotem do samolotu, bo urzędnik odmówił prawa wstępu. Ale to jest jedynie ułamek podróżujących, więc bez stresów. Dajemy formularz, który uzupełnialiśmy w samolocie. Znowu mamy pytania o cel podróży, co będziemy kupować i czy kochamy Jezusa (albo ja tak dziwnie trafiłam). Pobierają nam odciski palców, robią zdjęcie (nie chcę wiedzieć jak wyglądałam po 8 godzinach lotu, bez makijażu i snu), wbijają pieczątkę, zaznaczają ile możemy siedzieć w Stanach (ja mogłabym do stycznia), oddają formularz (trzymamy go, nie wywalamy) i wsio, idziemy odebrać bagaż. Po tym zostaje nam tylko przejście obok strażnika celnego, któremu na stałe oddajemy formularz. Jeśli wydamy mu się podejrzani weźmie na bok i przetrzepie nam bagaż. Ja podejrzana się nie wydawałam, więc mogłam spokojnie przejść i paść w ramiona stęsknionej ciotki.
A potem? A potem wszystko zależy, czy ktoś na was na lotnisku czekał, czy zostaniecie w jakimś hotelu czy czymś. Przy lotnisku stoją taksówki, więc jak coś problemów z transportem nie będzie. Pozostało jedynie dobrze się bawić przy zwiedzaniu miasta.
Miałam opisać skrótowo... no cóż, wyszło jak wyszło.
Co do słodyczy, to niektóre nie wyszły zwycięsko z podróży, ładnie to wyglądać nie będzie.
Pa

34 komentarze:

  1. Kurczę, tyle dobroci sobie przywiozłaś, że aż zazdroszczę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przywiozłabym więcej ale już by się nie zmieściło ;D

      Usuń
  2. Też zazdroszczę zdobyczy, aż mi się zakupów zachciało :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żałuje tylko, że więcej nie mogłam kupić :(

      Usuń
  3. Bardzo mi się łupy podobają. Czekam na recenzje-oby były :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będą, na 100%. Na piątek mam już jeden produkt :)

      Usuń
  4. faaaajne rzeczy!
    a czekolada, o której pisałaś na fb, jest wg mnie przepyszna (kokosowa). :)
    ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę musiała ją upolować i sama się przekonać :D

      Usuń
  5. Zazdroszczę tych smakołyków! Zjadłabym wszystkie na raz! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy byś zdołała. Moje dotychczasowe doświadczenie mówi, ze amerykańskie słodycze są bardziej słodkie niż polskie. Mogłoby cię ostro zasłodzić ;D

      Usuń
  6. to chyba w ogóle nie brałaś żadnego bagażu, oprócz cukierków, żeby ci się zmieściły te wszystkie zakupy? :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żebyś ty widziała te upychanie i kombinowanie jak wszystko zmieścić w torbach ;D

      Usuń
  7. fajnie to opisałaś, chciałabym kiedyś tam pojechać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę spełnienia tego marzenia :)

      Usuń
  8. Zazdroszczę:) mo ostatnio mąż powiedział,że nie zna większego łasucha niż ja bo nawet będąc po książkę w Emipku kupuję tak czekoladki no,ale nie widział Twoich zdobyczy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale przecież kupowanie słodyczy w Empiku jest normalne, wszyscy to robią... nie? ;D

      Usuń
    2. Podobno tam się tylko po książki chodzi według niektórych:)ja i po inne rzeczy:)

      Usuń
  9. Dziękuję bardzo za ten wpis! Cała procedura nie wydaje się straszna, bałabym się jedynie długiego lotu i turbulencji :) Niestety nie mam nikogo bliskiego w USA, a marzy mi się wyprawa do Nowego Jorku i Waszyngtonu - zaczynam oszczędzać na wyjazd z biurem. Zdjęcia tych wszystkich pyszności jedynie zaostrzyły apetyt, czekam z niecierpliwością na recenzje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam dodać, że lepiej planować podróż na miesiące wiosenne lub jesienne. Bilety lotnicze wtedy są podobno tańsze, nie ma większych upałów, turystów jest mniej a co za tym kolejki są mniejsze :)

      Usuń
  10. Dużo tego, będziesz miała co recenzować ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, chyba będę musiała robić podwójne recenzję, bo przegapię polskie nowości ;D

      Usuń
  11. Ciekawe czy mnie by wpuścili jakby się dowiedzieli, że nie kocham Jezusa, a mój tato jest żołnierzem zawodowym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, może w USA nie chcą przyjmować niechrześcijan ;D

      Usuń
  12. zazwyczaj dostaje się wizę na 10 lat

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam też o krótszych terminach, bodajże na 5 lat, więc 10 było dla mnie wielkim zaskoczeniem.

      Usuń
  13. Przydatne, nie powiem! Nie wiedziałam, że z takim wyjazdem jest tyle zachodu, no ale tak to jest z wiedzą na ten temat gdy się nigdy za granicą nie było :/
    A zakupy wspaniałe! Te kosmetyki, słodycze...raj *.*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mniej problemów z pewnością jest gdy się podróżuje po terenie UE.
      A mogły być wspanialsze, trzeba było jednak kupić więcej i wysłać paczkę do domu ;D

      Usuń
  14. Haha prawie wszystkie woski YC z Food&Spice - przynajmniej trzymasz się swoich przekonań twardo! <3 (BTW kocham zapach Whoopie Pie, ciekawa jestem Twojej opinii :) )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co zrobić jak te mi się najbardziej podobały ;D Z paleniem poczekam aż zrobi się chłodniej :)

      Usuń
  15. Ileż tu dobroci.... buuuuuu... ja też chcę....Z tym pytaniem o Jezusie to słyszałam - dziwne... oglądałam i oglądam Sebastiana Baryczę - on kiedyś mieszkał w stanach i fajne filmiki kręcił, i dalej kręci... heh troche mu zazdroszczę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziwne to mało powiedziane ;D
      Potem obczaję tego Sebastiana :)

      Usuń
    2. Kiedyś mieszkał w USA, fajne filmiki kręcił o realiach życia w tym kraju, teraz jeździ po różnych zakątkach świata, fajnie opowiada, lubię go:)

      Usuń
    3. aha tu link do jego kanału:

      https://www.youtube.com/user/shogun1978

      Usuń
    4. Też bym chciała tak po całym świecie podróżować.

      Usuń

Włączyłam moderację komentarzy, dzięki temu nie powinno już być weryfikacji obrazkowej.