25.07.2014

Muzeum, Manhattan i Haageny

„Najkrótszą jednostką czasu w multiwersum jest nowojorska sekunda, definiowana jako okres pomiędzy zmianą świateł na zielone i uruchomieniem klaksonu przez taksówkę z tyłu.” Ten cytat z Pratchetta (Panowie i Damy) jest prawdziwy do bolu. Mozna ogluchnac od wszechobecnych klaksonow. Jeden zatrabi aby ktos sie pospieszyl, ten ktos odtrabi na wzor "Odpie... sie". Potem pierwszy znowu zatrabi i moze cos wrzasnie brzydkiego, a inny kierwoca zatrabi zeby popedzic tamtych  dwoch i tak sie to kreci. Moim zdaniem powinni do wody dodawac napar z mallisy, strasznie nerwowi ludzie tu mieszkaja.
 Wiecie czemu lubie chodzic sama? Jak idziemy do muzeum to lubie dluzej postac przy ciekawych dla mnie eksponatach, a te mniej ciekawe obleciec szybko swinskim truchtem. Dlatego wizyta w Muzeum Brooklynskich nie nalezala do najbardziej ciekawych przezyc, bo musialam  CZEKAC. Musialam czekac, az inni obejrza dokladnie to co ich interesuje (a mnie nudzi).
W muzealnej kawiarni sprzedawali takie duze ciasta owsiane po dolarze. Nie dosc, ze duze to jeszcze grube i nieco za slodkie. Wole mojej wlasnej roboty.
Jak, ze wbrew pozorom Muzeum na Brooklynie nie jest takie wielkie zaszlismy jeszcze do pobliskiego ogrodu botanicznego. Tam obejrzalam kilka roslinek i wysluchalam wscieklego monologu na temat upalu i jak w tym ogrodzie jest beznadziejnie. Rozumiecie chyba, ze przez takie cos stracilam ochote do dalszego ogladania i chcialam tylko wrocic. I sie dziwia potem, ze tak nalegam zeby chodzic sama.
W czwartek mialam urodziny. Stara jestem straszliwa, bo mam tyle lat ile demokracja w Polsce. W czerwcu byly obchody, powinniscie to jeszcze pamietac. Obama byl i rozne wazne person. Ale przede wszystkim byl Obama. Prezent byl, mini torcik czekoladowy byl, zyczenia byly, czekolady zamiast kwiatow byly, wszystko bylo.
Musialam znowy jechac na srodkowy Manhattan, by wymienic uszkodzona szminke. Zrobili to bez problemu. Musialam przy tym podac swoje nazwisko i imie. Wprawdzie chcialam podac cos w stylu Brzeczyszczykiewicz ale sie zlitowalam i napisalam swoje prawdziwe. Nie badzmy sadystami. To, ze koles mial lepiej umalowane rzesy niz  ja nie upowaznia mnie do pastwienia sie. Przy okazji, moje imie wymiwia sie Ursla ,nawet mi sie podoba, powinnam zmienic na to. Tak, sie zaplatalam w tych ulicach, ze trafilam na takie ekskluzywne, Chanel, Prada i inne, ktore mnie oniesmielaly samym wygladem.Z 5 dolarami w kieszeni nawet nie byloi co wchodzic, moze jakbym mieala jeszcze ze  trzy 0 to jeszcze, jeszce.
Jak juz wylazlam z tego luksusu trafilam na sklep spozywczy, a tam trafilam na male opakowanie
Haagen Dazs. Smak czekoladowy z maslem orzechowym. Te z Lidla sie nie umywaja. Jakie to bylo dobre! Maslo orzechowe bylo naprawde maslem orzechowym, a smak czekolady byl tak mocny i pyszny jak malo co. Jestem w zalobie, ze nie kupie tego w Polsce.
Co jeszcze? Okrazylam Central Park, zaszlam na Truskawkowe Pole, obejrzalam Plaza Hotel i manewrowalam miedzy turystami i korposzczurami idac w strone Chrystler Building. I przy okazji zaszlam na Grand Central, mozna sie tam pogubic.
A teraz planuje pojechac w okolice dawnego WTC, tam jeszcze nie bylam.
Pa

21 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Najlepsze jakie do tej pory jadlam :D

      Usuń
    2. Tak jeszcze wspomnę coś na temat wieku, jak Ty jesteś stara, to co ja mam powiedzieć? Za parę miesięcy kończę 27 lat, aż mi wstyd, że się jeszcze w blogi bawię w tym wieku :D

      Usuń
    3. Oj tam, dopoki nie piszesz w TeN sPoSoB To wSzyStKo BeDIe OKaY

      Usuń
  2. Chcę być na twoim miejscu! *.*

    OdpowiedzUsuń
  3. Ty jesteś w żałobie po Haagenach? No w sumie, racja bardziej boli, jak już się czegoś posmakuje :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od razu po zjedzeniu bylam. Wiem, ze raczej sa marne szanse abym je dorwala w Polsce a byly pyszne :(

      Usuń
    2. W Warszawie w Delikatesach przy Łazienkach są Haageny. I w kubeczkach lody oreo, daim, toblerone ;-)

      Usuń
    3. W Warszawie w Delikatesach przy Łazienkach są Haageny. I w kubeczkach lody oreo, daim, toblerone ;-)

      Usuń
    4. Ale pewnie nie wszystkie smaki dostepne w amerykanskiej ofercie. ;D

      Usuń
  4. ojjjj tak! Kosztować coś co jest wspaniałe i za razem żal że na co dzień będzie to niedostępne.... - znam ten ból...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Az strach probowac inne produkty, co nie :)

      Usuń
  5. To na urodziny-spóźnione Wszystkiego Najsłodszego ;)
    Ja nawet jak jestem z kimś to po muzeach i innych tego typu miejscach chodzę sama w swoim tempie i zgodnie ze swoimi zainteresowaniami. Każdy to już wie w moim otoczeniu ;)
    Siostra jak była teraz w Anglii codziennie jadła Hageny, bo tam w śmiesznej cenie, 6 razy tańsze niż w Polsce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas tez sa w smiesznej, smiesznie wysokiej ;)

      Usuń
  6. łooo to sto lat! sto czekoladowych lat! :)
    ola

    OdpowiedzUsuń
  7. Spóźnione ale szczere - STO LAT KOCHANA! :*
    A ja się w sumie zdecydować nie umiem czy wolę zwiedzać sama czy z przewodnikiem bo niby coś może nie interesować ale posłuchać historii niektórych obiektów lubię ;)
    Te loooody *.*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje :)
      Dla mnie to troche marnowanie czasu, bo i tak wszystkiego sie nie obejrzy a duzo za slow przewodnika sie zapomni.

      Usuń
  8. Dużo teraz wpisów o USA na blogach i zauważyłam jedno - każdy narzeka na te klaksony :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo chyba klaksony to jedna z wizytowek NY ;D

      Usuń

Włączyłam moderację komentarzy, dzięki temu nie powinno już być weryfikacji obrazkowej.