21.07.2014

Manhattan i moje zakupy

Moja cera od czasu przybycia do Stanow wyglada tak zle jak juz dawno nie wygladala.Och, z pewnoscia nie jest, az tak zle jak pokazuja na niekturych filmikach o problemach tradzikowych ale dobrze tez nie jest. Sama nie wiem czym to jest powodowane, moze to woda, a moze to codzienna zywnosci. Od razu zastrzegam, ze slodyczy jem o wiele mniej niz w Polsce, tyle we mnie wpychaja zarcia, ze nie mam miejsca na nic innego. Ale wracajac do cery, leczyc ja bede dopiero w Polsce, teraz stawiam na mocne krycie. Dobrze wiec, ze mialam upatrzony juz dawno podklad dostepny glownie w amerykanskiej Sephorze, a jak Sephora to ruszamy na Manhattan.
Dobra, znowu wyruszylam z ciotka i jej znajoma, wiec slodyczy nie nakupowalam, ale do Sephory je zaciagnelam. One z kolei ciagnely mnie do ciuchowych sklepow. A chyba juz wspominalam, ze ja ciuchow i butow kupowac nie lubie, wiec nic mi nie wpadlo w oczy. Tak po drodze wstapilismy jeszcze na niby francuskiej hmmm kawiarni? knajpki? Trudno powiedziec, bo mozna bylo tam kupic zarowno satatki, dania glowne jak i zwykle slodkie wypieki i kawe. Obsluga byla slaba, dlugo czekalysmy na trzy ciastka i kawe. A ciastko rowniez bylo takie se, nie warte 4$. Ot ciasto francuskie owiniete wokol nadzienia jablkowego, w Polsce jadlam lepsze i tansze.
Kupilam to, Kat von D Lock-it Tatoo Foundation, odcien jasny. Czytalam dobre recenzje i widzialam efekty, bedzie na dzien paszteta. Jest to najdrozszy podklad jaki kiedykolwiek kupilam i kupie. Widzialam jakie ceny osiaga na polskich sklepach internetowych. Mnie kosztowal 34$+tax*. Jeszcze tylko szminka MAC i bede miala bardzo droga tapete.
* glupie to strasznie, jakby nie mogli od razy wliczac tax w cene. Biore 5 woskow po 1,99, wyliczam, ze to mniej wiecej 10$, a przy kasie place nieco wiecej, paranoja.
Kosciol przemioniony w mala galerie handlowa
Przy okazji zobaczylam, ze w jednym sklepie (Macy's) jest punk Godiva, tam tez zajde, sama. Co do obiadu to wybralysmy cos zdrowego, bar salatkowy. Ja mam veganska salatke Falafel. Co tam jest, jakas salata, pomidorki, falafel, marchewka(malo i dobrze)i groszek (lub ciecierzyca), polane sosem lemon herb. Smaczne.
Przeszlysmy przez Times Square. O marko przenajswietsza, ile tam ludzi! Czlowiek na czlowieku, czlowieka pogania. Po prostu stalam w ludzkim korku. Byly neony, byly reklamy, byl grajacyw majtkach kowboj i byly baby, ktere reklamowalu jakies show z cyckami zakrytymi jedynie cienka warstwa farby. Zgadnijcie gdzie byl najwiekszy tlum facetow.
Bedac na Times Square wlazlysmy do Toys R Us  zeby zobaczyc karuzela. Ja zobaczylam jeszce stoisko ze slodyczami Wonka, wiec nie patrzac na nic pognalam przez sklep, ktory w tym momencie bardziej przypominal pieklo z wyjacymi, potepionymi duszami (dzieci). Niestety byly tam tylko slodycze owocowe, nie bylo czekolad Wonki, smuteczek. Odwiedzilismy, takze najwiekszy sklep M&Msow na swiecie, ale tak szczerze to, to moge kupic w normalnym sklepie, bez ludzi wpadajacych na siebie.
Jeszcze pod koniec pognalysmy obok muzeum Madame Tussauds, kolejka ciagnela sie heeeen daleko, jeszcze nie zwiariowalam.
Za to kolejny dzien znowu spedzilam sama. Udalo mi sie nie dojechac metrem bez wiekszych przeszkod (oprocz tego momentu kiedy wsiadlam do metra jadacego w przeciwna strone, ale ciiiii). Dojechalam na Canal street, czyli na Chinatown, kupilam tam pare drobiazgow, zdjecie bedzie na koncu.
Niestety nie moglam sie napawac swoja samotnoscia, gdyz moj pecherz wolal o litosc i grozil strajkiem. W poszukiwaniu kibla trafilam na ta sam plac co dzien wczesniej. Wielkie hurra, bo obok stal duzy sklep, a duzy sklep oznaczal sedes, uff. Znowu nie wiedzac co i jak trafilam na 5 aleje. To wszystko brzmi szybko ale wierzcie mi troche chodzenia to zajelo. Bylam zmeczona, chcialam kupic lody. Szkoda tylko, ze na 5 alei znalezc sklep z lodami to niemaly wyczyn. Dopiero niemal przy samym Empire State Building znalazlam sklep, z ciekawymi slodyczami i lodami. Wzielam dwie czekolady i lody smietankowe miedzy dwoma ciastkami z czekolada.
Pech chcial, ze po zdjeciu opakowania baterie mi padly. Zapewniam jednak, ze lod wygladal tak jak na opakowaniu, byl troszke za slodki ale dalabym 7.
ESB zobaczylam z bliska, zrobilam zdjecia i zaczelam sie rozgladac za metrem powrotnym. Sama bymam zdziwiona, ze bez  problemow udalo mi sie wykombinowac dosc szybka  droge powrotna, tylko 2 przesiadki, mialam farta.
Przezylam samotna podroz na Manhattan, mam nadzieje, ze to bedzie dowod na to, ze moga mnie wiecej puszczac. A mysle, ze w nastepnej notce sprobuje dokonac malej recencji (miedzy innymi) jednemu z produktow wyzej. Kto obserwuje fanpage moze sie domysla, co mnie  intryguje najbardziej ;D
Pa

19 komentarzy:

  1. Aż dziwne, że nie było żadnych budek z lodami, zazwyczaj one są wszędzie latem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzialam wozy z lodami wczesniej, jak latalam z pelnym pecherzem ale na 5 alei juz ich nie widzialam.

      Usuń
    2. Wyczucie czasu to podstawa :D

      Usuń
  2. Ale cudownie spędzony czas! :) Niezłe produkty tam dorwałaś :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trafilo sie jak slepej kurze ziarno ;D

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. To jest dosc czesta reakcja wnoskujac z innych komentarzy ;D

      Usuń
  4. Miałam ten podkład, dostałam w prezencie i jest cholernie dobry. Więcej: mówiłam o nim "mój fotoszopik kochany" :D. Tak że znowu mogę poubolewać nad jego ceną :D.

    Jakaś masochistyczna część mnie chciałaby zobaczyć, co działoby się w naszym kraju, gdyby ktoś spróbował przerobić kościół na galerię handlową, hy hy :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda ze nosa mi nie sfotoshopuje ;D
      Wrzask, protesty, manifestacja w obronie wiary itp. :D

      Usuń
    2. W Niemczech widziała takie pozamykane i stojące pusto. Wtedy miałam szatańskie myśli, że nam też powinni pozamykać. ;)
      Zazdraszczam wycieczki.
      Moje niemieckie Ritterki nie przetrwały powrotu i są w stanie ciekłym...

      Usuń
    3. To tak jak moje wczorajsze batoniki wziete na droge ;D Ciecz, po prostu ciecz.

      Usuń
  5. Powiem tyle, że to pewnie od wody i jedzenia cera się psuje. Tam wszystko jest mocno przetworzone i zanieczyszczone...ale co się dziwić, po zdjęciach widać ILE TAM JEST DO CHOLERY LUDZI! :O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jeszcze pewnie ta wszechobecna klima rowniez nie poprawia sytuacji :(

      Usuń
  6. Aaaaaa Beef Jerky!!!! <3 A tego Lindta kupiłam kiedyś w Polsce :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Juz probowalam. Specyficzna ale zjadliwa :)

      Usuń
  7. Odpowiedzi
    1. Chcialabym miec taki wybor zagranicznych slodyczy w moim miescie :)

      Usuń
  8. Zazdroszczę tych spacerów. Chociaż takie tłumy to nie na moje nerwy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez tak myslalam ale oprocz Times Sq nie bylo tak zle, dalo sie przezyc.

      Usuń

Włączyłam moderację komentarzy, dzięki temu nie powinno już być weryfikacji obrazkowej.