13.07.2014

Bronx Zoo, Greenpoint i korki+lody i tajskie zarcie

Kolejny dzien, kolejna wyprawa. Zanim jednak wyrusza sie na wyprawe trzeba cos zjesc. Postawilam na skromne sniadanie (chlebek z hummusem) i mniej skromny deser do tegoz sniadanka. Owy deser to byly lody Haagen Dazs na patyku. Mozecie zalowac, ze sa niedostepne w Polsce, sa przepyszne, Magnumy moga sie schowac. Nie przeslodzone, intensywnie czekoladowe i mleczne, niebo.
Nie bede sie zachwycac nowojorskim metrem, bardziej wole moja bialostocka komunikacje miejska. Wsiadziesz do autobusu, ewentualnie na jednym przystanku przesiadziesz sie na inny i jestes u celu. A tu, trzeba dojechac do jednej stacji, schodami wlezc na inny poziom, wlezc do innej linii metra, znowy gdzies polatac po stacji i znowu i znowu. Chyba 4 lianiami jechalam z miejsca gdzie mieszkam do Bronksu.Ze stacji aby dostac do Zoo trzeba bylo kilka minut podejsc i to ukazalo mi, jak bardzo nowojorczycy sa nerwowi. Co chwila slychac bylo klakson. ledwo sie dla samochodow zapalalo zielone juz ktos trabil. Nie wiem, gdzie ci wszyscy ludzie sie spiesza.
A teraz Bronx Zoo. Miejsce te zapslusowalo u mnie tym, ze zwierzeta (z niektorymi wyjatkami) nie siedzialy w klatkach. Mialy odpowiednie warunki, nawet klimatyczne, gdzyz niektore okazy mozna bylo ogladac jedynie w specjalnych miejscach. Mnie najbardziej inteesowaly wielkie koty. No co ja moge, kociara ze mnie i juz. Oczywiscie jestem rowniez totalna lajza i nie wzielam zapasowych baterii do aparatu, ktory wyladowal sie na samym poczutku zwiedzanie. Osoby stojace obok mnie mogly poznac piekne polskie slowo. Pelne emocji i warczacego RRRR.
Te Zoo jest ogromne, przed zamknieciem nie dalismy wszystkiego obejrzec, szczegolnie, ze to miejsce to jeden wielki labirynt i nawet mapa nie pomogla.
Wiecie, po raz kolejny to powiem, amerykanskie porcje sa ogromne. Kupilam w Zoo kanapke z indykiem i dalam rade zjesc tylko polowe. Druga czesc schowalam do torebki na pozniej i zapomnialam. W domu krotki niuch owej zmaltretowanej kanapki skonczyl sie widowiskowym odruchem wymiotnych razem z lzami plynacymi po policzkach. Organizm raczej odradzal spozywanie tak wionacej strawy.
Mam kolejny wniosek z metra i z Zoo, dzieciaki latynowskie i afroamerykanskie sa strasznie rozwrzeszczane. Przysiegam, ze w Polsce nie spotkalam sie z takimi bachorami. Ogolnie to chyba do tej pory najwiecej w metrach widzialam latynosow i afroamerykanow, ludzi bialych jest zdecydowanie mniej. Czuje sie jak mniejszczosc.
Natepnego dnia wyruszylam ze znajomo ciotki samochodem na Greenpont. Zapewne wiecie, ze to byla dawniej dzielnica pelna Polakow. Teraz, z powodu bliskosci Manhattanu polonia zostala powoli wypchnieta na inne dzielnice, ale nadal jest kilka polskich sklepow.
I coz, ten dzien byl spedzony glownie na czekaniu w samochodzie az owa kolezanka zalatwi wszystkie swoje sprawy. Moge powiedziec, ze dokladnie przyjrzalam sie jak wyglada amerykanski samochod od srodka. Po drodze wstapilismy do tajskiej knajpy. Zamowilam Pot Thai Vegeterian wersje medium. Trzeba bylo jednak zamowic wersje spicy ale myslalam, ze i mediom bedzie palic w usta... nie palilo. Bylo lekko slodkie ale calkiem dobre. Jest tu makaron, kielki, brokul, jajko i pewnie cos jeszcze czego nie rozroznilam. I na zdjeciu tego nie widac ale porcja naprawde byla wielka, znowu moj zolodek odmowil posluszenstwa.

Zrobilo sie pozno (caly dzien w samochodzie) wiec zostalo postanowione, ze przez Manhattan tylko przejedziemy. Juz wtedy poczulam gwaltowna nienawisc do samochodowego srodka lokomocji, poniewaz hej korki, hej objazdy, hej znowu korki.
W koncu po 3-krotnym wyladowaniu w tym samym miejcu(hej objazdy) dotarlismy na Manhattan. Zdjec zrobilam malo, bo ruszajacy sie samochod nie pomagal w uzyskaniu ostrosci. Pozniej zrobie wiecej.
Ludzi bylo pelno i nawet nie patrzyli gdzie ida, swiete krowy. Wiecej niz ludzi bylo tylko zoltych taksowek i korkow. Jak wiec widzicie ten dzien do bardzo udanych nie moge zaliczyc. Dzisiaj wyruszam do Central Park, tym razem metrem. Dzieki Bogu.
Pa

16 komentarzy:

  1. Ale idealnie! Świetna wyprawa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Swietna, ino plecy potem splywaly I bluzka sie przyklejala

      Usuń
  2. chciałabym pojechać do Ameryki ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. Widzę, że intensywnie tam żyjesz ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. kiedyś w Netto robiłam zakupy pod zapiekankę i nie mogłam sie skupić tak sie bachor darł... potem szału dostał zaczął rozrzucać na podłogę towar z lodówki... masakra...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O masakra, jak jak nie lubie takich dzieciakow

      Usuń
  5. To, co piszesz o wielkości porcji tłumaczyłoby w jakiś sposób fakt, że wielu Amerykanów ma nadwagę. I można by myśleć, że demonizują trochę fast-foody, podczas gdy są przyzwyczajeni do tego, żeby dużo zjeść.

    Żałuję, że nie mamy Haagen Dazs na patyku, cholernie żałuję :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co obserwuje to wiekszosc nie ma problemow zeby dokonczyc we porcje.
      Jak tez po sprobowaniu zaluje ze nie bede mogla je kupic w Polsce

      Usuń
  6. Amerykańskie słodycze są strasznie słabe, więc nie poszalejesz tam kulinarnie. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie mam okazji any kupic jakies slodycze. Ostatnio ciastko zjadlam w Polsce :( a czekolade to jedynie w lodach

      Usuń
    2. Ja się nie zgadzam, mają kilka perełek, tak samo Australijczycy, których gust kulinarny również nie jest najlepszy.

      Usuń
    3. Wystarczy wspomniec Reese's :D

      Usuń
  7. Zazdroszczę i lodów i zoo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwszy raz od 20 lat bylam w zoo :)

      Usuń