30.05.2014

Bohme, Czekolada z nadzieniem malinowym



Cenzura, cenzura, cenzura

Pamiętacie może tę czekoladę kawową z Niemiec? No wiecie, tą przeterminowaną, która sprawiła, że moja stopa już więcej nie powstała w sklepiku w którym ją kupiłam. To była Chateau, całkiem smaczna ale fakt sprzedawania produktów, których termin ważności do spożycia się  skończył, skutecznie zniechęcił mnie do tego punktu. Omijam go szerokim łukiem. Jednakże razem z czekoladą kawową kupiłam jeszcze jeden produkt. On przeterminowany nie był, więc spokojnie mógł leżeć na samym dnie szuflady. A skoro szuflada ta zrobiła się zadziwiająco pusta nie miałam żadnych problemów aby ujrzeć ten produkt. 
Bohme, Himber Creme-Schokolade. W czasie kupowania nie chciałam wysilać swojej marnej znajomości niemieckiego, więc kierowałam się jedynie opakowaniem. A opakowanie mówiło mi, że mam do czynienia z czekoladą z nadzieniem malinowym. Jak potem spojrzałam na tył opakowania to ujrzałam skład po angielsku, który potwierdził moje przypuszczenia.  Brak tu informacji o masie procentowej kakao, czy też o kaloryczności. No ale, to niemiecki produkt, a niemieckie czekolady są THE BEST, prawda? Te czekolady są jeszcze w innych smakach, znalazłam cytrynę, miętę, truskawkę, pomarańczę, ananas, marakuje i coś co chyba jest porzeczką, chyba. A kaloryczność znalazłam w Internecie.

Smak: *ostrzeżenie, treści jakie za chwile przeczytacie zawierają dużą ilość hejtu, dziękuje za uwagę* O rany boskie i wszyscy święci i aniołowie, może zacznę od czekolady. Jeżeli można by ten twór nazwać czekoladą. Przypuszczalnie miała to być czekolada deserowa. Przypuszczalnie, bo wyszła plastikowo -słodka. Była to deserowa wersja tanich czekoladowych figurek na święta, że tak porównam. Jak się postarałam to dałam  radę wyczuć odrobinę kakao. Ale na młot Thora, ja nie powinnam w tym wypadku się wysilać, tylko od razu poczuć ten składnik. Po prostu był to tłustawy, bardzo słodki plastik, lekko zalatujący kakao (poprawione, edytowane). Jedyną zaletą tego tworu było to, iż był cienki. A w środku było nadzienie *minuta na uspokojenie się*. 

Wiecie czego się spodziewałam? Mocno malinowego, trochę kwaskowatego kremu. A co dostałam? Koszmarnie słodkie nadzienie,  przypominające gęsty lukier o słabym niezidentyfikowanym owocowym posmaku. Piszę niezidentyfikowanym, bo jestem pewna, że tak nie smakują maliny. Może niemieckie maliny tak smakują ale w takim razie to ja bardzo współczuję naszym zachodnim sąsiadom. Słodycz, cukier, słodycz, cukier, ZACUKRZENIE *wdech, wydech, wdech, wydech*. Rozumiecie chyba, że kwasku nie było. To po prostu było niedobre. Marna czekolada, marne nadzienie, marność nad marnościami i wszystko marność. Co było zrobić? Wywaliłam. Nikomu tak źle nie życzyłam żeby częstować tym paskudztwem.
Ocena:1/10
Kaloryczność: 100g/576kcal
Gdzie kupiłam: Sklep  z chemią niemiecką
Cena:2,99zł

Koniec, bo mnie od stukania w klawiaturę place bolą.
Pa

36 komentarzy:

  1. Masakra - a już miałam nadzieję, że będzie dobra.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masakra to dobre słowo na podsumowanie.

      Usuń
  2. Ble fuj jak ja nie znoszę nadzienia przypominającego lukier czasem się takie trafia w cukierkach . Niemcy to nie zachodni sąsiad ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachodni. A ja napisałam wschodni *facepalm* . Za dużo się ostatnio mówi o wschodnich sąsiadach, to moje jedyne usprawiedliwienie.

      Usuń
  3. Ile emocje jedna czekolada potrafi wyzwolić - ale doskonale Ciebie rozumiem :) Już na zdjęciu widać,że ta czekolada musi smakować jak plastik...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze mnie złoszczą totalne niewypały, szczególnie jak się nie da ich zjeść.

      Usuń
  4. Mój były chłopak ma nazwisko Bohm także wszystko jasne czemu ta czekolada jest taka nie dobra :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, ha, ha. Przypuszczam, że ze względu na nazwę z pewnością byś jej nie kupiła :D

      Usuń
  5. na pierwszy rzut oka wygląda ciekawie z opakowania, ale widok zawartości nie wygląda mi obiecująco...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opakowanie fajne, dlatego się skusiłam :P

      Usuń
  6. Swoją drogą co do terminu ważności produktów w tym sklepiku to wszystkie milki jadłam przeterminowane, baaa, po kilka razy. Od siebie polecę ci stamtąd cukierki, delikatnie miętowe, w zielonym opakowaniu (jej, jak to dużo mówi) z czekoladowym kremem w środku. Fakt, faktem, kupiłam je gdzie indziej, ale miałam zamiar do tamtego sklepu zajść, żeby po nie wrócić. Nazwy nie pamiętam, ale były pyszne. ;d

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ja pier... Jakim cudem jeszcze ten sklepik istnieje skoro sprzedają przeterminowane produkty.
      A za cukierkami rozejrzę się :)

      Usuń
  7. Najwyraźniej sklep bardzo wziął sobie do serca to, że jest sklepem z chemią niemiecką i dlatego czekolada w smaku jest równie pyszna jak proszek do prania ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyyy, to jest jakieś wytłumaczenie XD

      Usuń
    2. Ahahahaha wytłumaczenie super :D
      Nie cierpię malinowych rzeczy. Piw, czekolad, lodów, cukierków. No nie znoszę po prostu.

      Usuń
    3. Czyli jak ja truskawki ;)

      Usuń
  8. wszystko fajnie, też się nie skuszę na nią skoro i wam nie podeszła:) Proszę tylko te kakaem to forma nie odmienna; kakao po prostu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet tych 3zł nie było warto wydać.
      No to biorę się do poprawiania i zapamietam tę informację :)

      Usuń
  9. Pamiętam jak kilka lat temu babcia mi taką z Niemczech przywiozła, ale truskawkową. Niestety smaku nie pamiętam. Ostatnio też gdzieś ją widziałam, miałam wziąć, ale coś mnie powstrzymało i widzę, że na szczęście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałaś tak zwane psieczucie ;D

      Usuń
  10. Szczerze? Ta czekolada to nawet zachęcająco nie wygląda :D
    A jednak Niemiec nie każdą czekoladę dobrą zrobi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W opakowaniu zachęcająco wyglądała ;)

      Usuń
  11. Mieszkam w Niemczech i coś mi się tak kojarzy, że ta czekolada to taki najtańszy substytut słodyczy w tutejszych sklepach. Nie jestem w stanie napisać żadnych konkretów o tym wynalazku bo to taki produkt z najniższej półki, którą omiata się wzrokiem przed pół sekundy w poszukiwaniu jakiegoś fajnego słodyczą, a na pierwszy rzut oka widać że ta czekolada tym nie jest. P.S. prowadzisz świetnego bloga, jestem twoją fanką od dłuższego czasu i łączę się z tobą w miłości do słodkości :P Pozdrawiam, Sweet Madness

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, odzyskuję wiarę w niemieckie gusta czekoladowe :D
      Nawzajem pozdrawiam :)

      Usuń
  12. Dzięki Twojemu poświęceniu nawet na nią nie spojrzę na niemieckim stoisku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I słusznie, lepiej wybrać coś zjadliwego

      Usuń
  13. Kiedyś ją jadłam i dla mnie była okropna ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli nie tylko ja miałam takie odczucia.

      Usuń
  14. Czekolada niestety nie posiada w sobie żadnych wartości odżywczych. Zakwasza tylko organizm. Nie szkodzi tylko w niewielkich ilościach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam lubię zakwaszać swój organizm ;)

      Usuń
  15. o nie, tylko nie smak najtańszych czekoladopodobnych figurek :((((((( OHYDA!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Nawet dzieci nie chcą tego za bardzo jeść.

      Usuń
  16. A ja tam mam sentyment do tych czekolad :D. Ale to prawda, są bardzo specyficzne. Kojarzą mi się z dzieciństwem, i tyle :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiadomo, że słodycze z dzieciństwa inaczej się traktuje. ;)

      Usuń
    2. Tyle, że ja tych czekolad nie jadłam w dzieciństwie. Ale to z lekka sztuczne, lukrowe nadzienie kojarzy mi się z cukierkami, jakie jadłam za smarkacza. A tak BTW, to czekolady Bohme mają 50% zawartości masy kakaowej, gdzieś to kiedyś znalazłam :D

      Usuń
    3. Aż 50%? Dziwne. Ja tego nie czułam w ogóle.

      Usuń