08.03.2014

Nissin Ciscos Coconut Sable Biscuits, Meltykiss Green Tea Chocolate, Ciastka Coutry Ma’am mini(2)



Japońskie słodycze część VIII

Witam wszystkich w tym szczególnym dniu, jakim niewątpliwie jest Międzynarodowy Dzień Kobiet. Mam nadzieje, że do końca dnia wszystkie panie dostaną swój obowiązkowy przydział rajstop i goździków…. a nie zaraz, to nie ta epoka. No dobra swój przydział słodyczy/kwiatków /biżuterii(niepotrzebne skreślić).  Chciałam znaleźć sposób j by nawiązać do dzisiejszego święta z moimi produktami i znalazłam sposób. Dzień kobiet jest obchodzony 8 marca w wielu krajach na świecie, oprócz w Japonii*.  Japońskim odpowiednikiem dnia kobiet jest White Day, obchodzony 14 marca, czyli też niedługo. Chociaż może to jest odpowiednik Walentynek? Chyba jednak Walentynek, oh well.  Znalazłam obie wersję. Nie wiem, nie wnikam. W tym dniu kobiety obdarowuje się głównie słodyczami, czyli jest to święto słuszne i  dobre i więcej nie potrzeba. Każde święto, które polega na darmowej czekoladzie jest czymś wartym naśladowania. No i widzicie jak zgrabnie nawiązałam do Dnia kobiet w mojej kolejnej część Japońskich słodyczy?
*wkraczam na grząski grunt, bo posługuje się jedynie wiedzą internetową. 


Nissin Ciscos Coconut Sable Biscuits, absolutnie nic poza tym nie mogłam o tym produkcie znaleźć, wiem  tylko, ze sable  to rodzaj herbatników pochodzenia francuskiego, a samo to słowo oznacza piasek, więc super, będę żreć piasek. Napisałabym ile herbatników znajdowało się w opakowaniu ale niestety zeżarłam parę zanim wpadłam na ten bystry pomysł, mam nadzieje, że rozumiecie.

Smak: nie jest to, moim zdaniem, typowy herbatnik. Znaczy wygląda i smakuje jak herbatnik, czyli jest słodki, nieco waniliowy, trochę mączny i bardzo dobry. Tylko, że w swojej strukturze bardziej mi się skojarzył z krakersem, jest kruchy, chrupiący i tłusty. No wyobraźcie sobie jak chrupie krakers, a jak chrupie herbatnik, te ciastko bardziej przypominało to pierwsze. Czyli można powiedzieć, ze jest to dziwne ale udane dziecię herbatnika i krakersa. Na opakowaniu  znajduje się słowo kokos, co sugerowało, że powinnam coś kokosowego poczuć. I może, może trochę tego kokosa poczułam ale jak już to raczej słabo, miałam tylko  wrażenie, że po zeżarciu zostało mi w ustach trochę wiórków kokosowych, czyli bez szału.   
A, na wierzchu była jeszcze taka cienka warstewka rozpuszczonego cukru, całkiem fajna, przynajmniej nie przeszkadzała. Nie jest to jakiś niesamowity wynalazek ale smak był w porządku, całość smakowała zarówno bez jak i z herbatą. Jak na piasek jest bardzo smakowite .Tylko tego kokosa żal.
Ocena: 8/10
Kaloryczność: 5(ciastek?)/143kcal

Meltykiss Green Tea Chocolate, ciekawych co to jest Meltykiss odsyłam tu . Jest to wersja  z niezwykle popularną zieloną herbatą. Trochę się obawiałam tego, bo ciastka o tym smaku nie do końca mi podeszły. Z drugiej strony KitKat z tym dodatkiem był niesamowity, więc do tego produktu podchodziłam jak pies do jeża. W końcu jednak stwierdziłam, że do odważnych świat należy (Rincewind by się nie zgodził), a poza tym, było to ostatnie pudełko z Meltykiss, inne wersje mi smakowały, więc co mogło pójść nie tak?

Smak: od razu napiszę, ta znajomość nie ma przyszłości, nie smakowało mi to, ani trochę. Polewa jest przesiąknięta ziołowo-trawiastym posmakiem nadzienia, prawie w ogóle nie poczułam czekolady czy kakao i za bardzo w smak wolałam nie wnikać. Nadzienie tak samo, za mocno czułam ten słodki trawiasto-mdły posmak, zdecydowanie mi to nie odpowiadało. Nie będzie bardziej szczegółowej analizy, bo po pierwszym gryzie zrezygnowałam z dalszej konsumpcji, a trufle rozdałam. Trochę szkoda .
 Nieco mnie dziwi, że ten smak mi nie pasuje, lubię zieloną herbatę ale widocznie nie w słodyczach. Może na odbiór tych trufelek miał również fakt, ze w momencie próbowania cierpiałam na lekkie mdłości po tabletkach? Wszystko możliwe ale w tej chwili wolę zapomnieć o tym smaku. Muszę być kompletnie szczera w swojej ocenie, to nie jest produkt dla mnie, zdarza się.
Ocena:1/10
Kaloryczność: 60g/378kcal


Ciastka Coutry Ma’am mini ver. 2, pamiętacie mój pierwszy wpis o tych ciastkach? To tez była wersja mini, tylko, że w czerwonym opakowaniu. Pisząc te słowa jeszcze nie smakowałam tych „żółtych” ciasteczek, więc nie wiem czy jest coś, co różni obie te wersje, znaczy oprócz opakowania. Nawet ilość kalorii się zgadza.  Byłam więc nieco zaciekawiona, czy cokolwiek innego znajdę. I wiem, że pisałam, że spróbuje podgrzać te ciasteczka ale to by wymagało jakiegoś minimalnego wysiłku z mojej strony, a tego nie lubię. Po za tym nie miałabym gdzie podgrzać te ciastka, włączać piekarnik dla 4 małych wypieków to nawet dla mnie przesada. 

Smak:  i tu mogłabym skopiować mój poprzedni wpis, bo ja żadnej różnicy nie poczułam. Wierzch był twardy, suchy i kruchy a środek wilgotny i miękki. Ciastko było słodkie ale bez przesadyzmu, lekko waniliowe, mleczne i bardzo, bardzo smaczne. Kawałki czekolady rzeczywiście smakowały jak czekolada i to dobra czekolada, a nie jak plastik. Czyli trochę tłuste, słodkie i mocno kakaowe. Choć zaraz, mam wrażenie, ze tych kawałków było nieco więcej niż w poprzedniej wersji, albo mi się tak tylko wydaje, hmmm. Ale i tak mój werdykt jest taki sam jak ostatnio, są to boskie ciastka, proste, smaczne i czy wspominałam, że są boskie? Idealne w swej prostocie i urzekające od pierwszego gryza.
 Ocena:9,5/10
Kaloryczność: 1 (opakowanie?)/107kcal

Jak widzicie, dzisiaj jest krótko. A krótko jest z tego powodu, że wczoraj musiałam czytać kawałek mojej pracy magisterskiej, wobec czego skupiłam się głównie na niej. Spróbuje to nadrobić w ostatniej części Japońskich słodyczy.
Edycja: Nie wiem czy wiecie ale w Biedronce można kupić jajka Milki Loffel Ei, trochę się nalatałam aby je znaleźć ale w końcu w 4 Biedrze kupiłam, cena to 9,99zł za 4 jajeczka.
Pa

15 komentarzy:

  1. Ja wczoraj dostałam tulipany, tako stwierdził,że bał się iż wykupią :)
    Ja bym jednak zaryzykowała z tą zieloną herbatą.
    A te ciasteczka w obu wersjach wyglądają zachęcająco :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na razie różę dostałam, wolałabym czekoladę ;)
      Jak wyglądają tak smakują.

      Usuń
  2. Ja dziś miałam piękny sen śniło mi się ,że spotkałam w sklepie całe opakowanie tych czarnych kulek z Ferrero :) a dziś ma mi pani ze sklepu z niemieckimi rzeczami przywieź czekolady RS limitki z Niemiec:)czekam jak dziecko na mikołaja teraz. Brzydkie te zielone trufle i smak po opisie ble.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super sen :D Ja się nie mogę doczekać tych wiosennych limitek :P
      O tych truflach to wolę zapomnieć.

      Usuń
  3. Z tego co mi wiadomo, to chyba w Holandii nie ma czegoś takiego jak dzień kobiet (?)
    Nie wiem, kiedy mój chłop się nauczy, że wolę czekoladki od kwiatków, znamy się prawie 3 lata, przyswojenie tej podstawowej wiedzy najwyraźniej jest trudne.

    A z innej beczki, z Twojego dzisiejszego posta na szczęście nic mnie nie kusi. Ba, te trufle przyprawiły mnie o poranne mdłości.
    No, może te ciastko-krakersy bym przygarnęła do kawki, ewentualnie. Bo ten roztopiony cukier tak ładnie wygląda :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkiem możliwe, mimo, ze jest to święto międzynarodowe to z tego co widzę większość krajów nie obchodzi tego dnia. Spoko, mój ojciec i bracia również nie potrafią przyswoić tej wiedzy a znają mnie całe moje życie ;)
      Nawet nie dałam rady zrobić porządnego zdjęcia tym truflom, bo mi się niedobrze robiło ale ciastka były świetne.

      Usuń
  4. Osobiscie nie znosze slodyczy z zielona herbata, ale polscy japonofile tak sie tym smakiem jaraja, jakby to co najmniej ambrozja z Olympu byla. Wiec tak na wszelki wypadek troche Ci podeslalam. Ale ciesze sie, ze nie ja jedna tego smaku nie znosze :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Się lekko zdziwiłam czytając, po wszystkim, pochwalne peany na temat tego produktu. No ale przynajmniej moja ciekawość została zaspokojona w tej kwestii :D

      Usuń
  5. A ja z okazji dnia kobiet dostałam bardzo oryginalny prezent jakim jest zdrapka ,przynajmniej 2 zł wygrałam :D
    Co do japońskich słodyczy ,jakoś te słodycze z dodatkiem zielonej herbaty mnie przerażają - nie jestem pewna czyby mi smakowało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ktoś miał fajny pomysł, szkoda, że nie więcej ;)
      Trudno powiedzieć, ja jestem przykładem, że to iż fakt lubienia zielonej herbaty nie przesądza o tym, że i słodycze o tym smaku będą smakować.

      Usuń
  6. A ja dostałam cukierki :> Różne były i trufle z alko (nie dla Czoko smak) i jakieś dziwne Wawel Chrupaki.
    Tulipany też - promocja w Lidlu ;)
    I kocórek jakiś dzisiaj miły wyjątkowo.

    A wracając do tematu notki, nr 1 i 3 jak najbardziej tak. Te Meltykiss mają ładny kolor, taki wiosenny, bagienny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj nie dla czoko alkoholowe cukierki ale wolałabym już słodycze nić chwasty.
      Bagienny to chyba odpowiednie słowo na opisanie tego trufelka. ;)

      Usuń
  7. Ja dostałam rafaello, cieszę się, bo zastanawiałam się, czy sobie nie kupić :). To prawie-ptasie herbaciane mleczko wygląda niepokojąco w przekroju :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wolałabym twój prezent niż moje chwasty :(
      Wygląda tak bagiennie i szlamowato ;)

      Usuń
  8. No cóż, matcha ma bardzo kontrowersyjny smak, jedni go uwielbiają, drudzy nienawidzą :P Mi osobiście matcha przypomina zieloną herbatę z... wodorostami, aczkolwiek bardzo ją lubię, toteż trufelki chętnie bym przygarnęła :D

    OdpowiedzUsuń