18.02.2014

Meiji Fran Meltykiss, Crunky Crunch Chocolate, Petit Choco Pie



Japońskie słodycze część VI

Rany boskie jaka teraz jest u mnie ładna pogoda. Słońce świeci i jest dość ciepło jak na zimę. Paskudne białe gawno w głównej mierze już się rozpuściło, a nowa dostawa z nieba nie leci. Nie jest ślisko ,więc nie polecę znowu na tyłek, boleśnie raniąc sobie ową część ciała. No nic tylko żyć, śpiewać i tańczyć, czego jednak nie zrobię, bo mój śpiew przypomina agonalne wycie zarzynanego walenia, a taniec  jest dziwną krzyżówką drgawek, stepowania paralityka oraz wicia się cioci Jadzi, po paru głębszych, na ruskim weselu. Taka pogoda nastraja optymistycznie i pozwala na chwilę szczerego współczucia, skierowanego w stronę krajów, gdzie takiej pogody nie mają, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych a i ostatnio coś tam była mowa w TV, że i w Japonii zima zaatakowała. Nie wiem jak jest teraz ale w geście solidarności dzisiaj będzie wpis z serii Japońskie słodycze.

Meiji Fran Meltykiss sticks, nazwa meltykiss już wam coś powinna mówić, tylko zaraz, zaraz, coś tu jest nie tak, co to jest to „fran”, i czemu nie są to bryłki, jak dotąd, tylko paluszki? Czy jest to pocky? Tak właściwie, z tego co wyszperałam, Fran to odpowiedź Meiji na pocky. Nie jest to ten sam produkt, franie* są grubsze i bardziej maczugowate niż pocky. A meltykiss pochodzi od tego, że ta polewa jest właśnie z tych trufli, wobec czego, teoretycznie, ten produkt też jest sprzedawany jedynie w zimie. W opakowaniu znajdują się trzy oddzielne paczuszki, a w każdej znajdują się 3 franki. Z tego co się orientuję są też franie niemeltykissowe (wiem, że nie ma takiego słowa, cicho),które posiadają zwykłą polewę ale teraz mnie ta wersja nie interesuję.  A teraz zgadnijcie, jakie inne smaki mogą być w ofercie tych paluszków Meltykiss, no dalej, śmiało, już powinniście się mniej więcej orientować. Dodam tylko, ze ja mam wersję czekoladową.
*no kurcze, za każdym razem patrząc na to pudełko  miałam skojarzenia ze słowem Frania

Smak: na pierwszy rzut oka widać, że ten paluch jest zdecydowanie grubszy od wcześniej opisywanego pocky. W smaku też się różni, nie smakuje precelowo-paluszkowo, jest bardziej słodki, bardziej przypominający herbatnik. Lekko kakaowy i nieco wilgotny, nie chrupie tak jak paluszki, nie sypie się. Nie jest to najlepsza cześć tego produktu, na całe szczęście. 
Tą lepsza częścią jest polewa, o rany jaka ona była dobra. To było rozpływające się cudo na patyku. Intensywnie czekoladowe, ale w stylu czekolady mlecznej. Czuć było delikatną obecność kakao i odpowiednią ilość słodyczy, która nie przytłumiała smaku czekolady, tylko ją podkreślała. Warstwa polewy była gruba, z pewnością jej nie pożałowali. Wspominałam, że cudownie rozpływała się w ustach? To było wspaniałe, poczułam się zachwycona i żadnych wad absolutnie nie widzę, ani jednej.
Ocena:10/10
Kaloryczność:1paczuszka(18g)/99kcal


Crunky, crunch chocolate, wersja bitter, z tym produktem nie miałam żadnych problemów jeżeli chodzi o rozszyfrowanie co to jest. Nawet dla mnie było to proste, czekolada (niby)gorzka, która zawiera coś, co ma chrupać, prawdopodobnie chrupki. Z góry odrzuciłam prażone karaluchy (przypuszczam, że też chrupią, szczególnie jak się na nie nadepnie). Produkowana przez firmę Lotte, posiada w swoim asortymencie różne smaki, wypatrzyłam mleczną, z migdałami, truskawkową, białą, z zieloną herbatą…. no trochę wypatrzyłam produktów i to nie tylko samych czekolad, lody i ciastka również znalazłam.  Ja posiadam wersję gorzką, jednak mając w pamięci ostatnie „gorzkie” czekoladowe produkty byłam spokojna o smak tego produktu.

Smak: tak jak się spodziewałam czekolada nie była gorzka tylko deserowa, i to słodko-deserowa. Piszę słodko, bo jak na coś, co ma wypisane na opakowaniu „gorzka”, ta jest zaskakująco mocno słodka. Och, z pewnością nie jest to słodycz Milki ale jak na deserową, to jednak była wyraźna.  Poza tym spełniała wszystkie cechy takiego rodzaju czekolady. Kakao było intensywne ale cierpkości nie czułam.  Lekko rozpływała się w ustach ale w palcach trzymała formę. Tłustawa ale też bardzo cienka, dużą jej ilość stanowiły te chrupki eeee kukurydziane? Trudno powiedzieć, bo tylko chrupały. 
Były malutkie i znowu pokaleczyłam sobie jamę ustną (dobra, nie pokaleczyłam, a podrażniłam) ale generalnie szału nie robiły. Dawały fajny efekt dźwiękowy podczas jedzenia i tyle. Tak podsumowując to ta czekolada była dobra, nawet mi smakowała ale raczej z jej powodu klaskać uszami z zachwytu nie będę. Była poprawna ale nie powalająca.
Ocena:8/10
Kaloryczność: 45g/250kcal


Lotte Petit Choco Pie, no ciastka, z pewnością są to ciastka. Ciastka miękkie i oblane czekoladę. Ciastka miękki, oblane czekoladą i jeszcze z nadzieniem. Miałam co do tych ciastek (ciastka, ciastka, ciastka, bo wiecie, powtórzeń nigdy za wiele) duże nadzieje ale równocześnie i oczekiwania. No sama nazwa była bliska memu sercu, „choco”, czyli jedno z moich ulubionych słów oraz „pie” czyli eeee placek ale pie również kojarzy mi się nierozerwanie z Deanem Winchesterem, a chociaż Supernatural już nie oglądam to jednak sentyment do tej postaci mam. Trochę mam zagwozdkę z tym słowem  pie, bo w przeciwieństwie do naszego powszechnego placka, angielska wersja kojarzy mi się z ciastem kruchych, jak to tart, a to ciastko zdecydowanie do kruchych nie należało. Dla mnie był to twór zbliżony do biszkoptu ale co ja wam tu będę o tym pisać. Przejdę do smaku.

Smak: polewa czekoladowa nie była zbyt gruba ale zdecydowanie jej smak dominował w całym produkcie. Była dobra, nie za słodka, z wyczuwalnym kakao, gładka i tłustawa. Wydaje mi się, że szła w stronę deserową ale nie jestem w 100% pewna, może i była mleczna. Nie dało się jej za bardzo oderwać od ciastka, była mocno do niego przytwierdzona. Samo ciastko była takie hmmm biszkoptowe ale nawet bardziej lekkie. Było leciutkie jak chmurka i rozpływało się w ustach, jednocześnie będąc przy tym tłuściochem. I tak właściwie, oprócz tego, że było lekko słodkie nie smakowało za bardzo niczym innym, spodziewałam się wanilii, spodziewałam się kakao, a tu nic. Nie wiem, może smak był tak delikatny, że moje kubki smakowe tego nie wyczuły, no nie wiem, nie wiem. 
W środku było kremowe nadzienie. Głównie skupiłam się na tym, że jest bardzo tłuste oraz chyba lekko napowietrzone. Ale nie znaczy to, ze smak był zły, po prostu był na drugim planie. Krem był słodki w niewielkiej ilości oraz, w takiej samej ilości, waniliowy, może nawet mniej. Nie był zły ale wolałabym bardziej intensywne krem. Ogólnie całość nieco rozczarowuje. Nie dlatego, ze było to złe, wręcz przeciwnie, było smaczne. Lecz dlatego, iż nie miał mocnego smaku, najmocniejszym elementem była czekolada, reszta się nieco rozpływała w tle. Chociaż i tak mi smakowało.
Ocena: 8/10
Kaloryczność: 14,5g/74kcal

Małe pytanie, czy ktokolwiek z was widział gdzieś ten oto batonik? Ja bym z dziką chęcią go kupiła tylko  nigdzie nie widziałam tego cuda. Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie (Alma, Kaufland i Netto odpadają)
Pa

22 komentarze:

  1. Ale ciekawostki tu znajduję ! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo ja kocham ciekawostki, szczególnie te jedzeniowe ;)

      Usuń
  2. A te "patyczki" to muszą lubić tam w Japonii :)
    A batonik owszem widziałam w swoim "markiecie" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak my kochamy nasze paluszki ;)
      Czyli są w sklepach, muszę znaleźć tego batona, muszę.

      Usuń
  3. Pyszności dziś opisałaś zjadła bym najchętniej ciasteczka a do tego kubek kakao:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dlaczego nigdzie nie widziałam tego batonika z Wawelu, dlaczego? Muszę go gdzieś dorwać! Jak znajdę to dam znać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, koniecznie. Też się dopiero wczoraj o nim dowiedziałam.

      Usuń
  5. Ja również jestem prze szczęśliwa że wiosna idzie! :D NIENAWIDZĘ ZIMY I NIE POLUBIĘ ,O!
    W końcu nie ma tego białego czegoś jest słoneczko i ptaszki śpiewają.Żyć nie umierać :D
    Dałabym się pokroić choć za jedną rzecz z tej Japoni ,nooo! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak i szalik nie przydusza i i nie ma się przemarzniętych stóp <3

      Usuń
  6. Zjadłabym wszystkie trzy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak szczerze to ja też z jeszcze raz bym zjadła te paluszki :D

      Usuń
  7. Chyba ciastka kuszą mnie najbardziej.
    Ale to pewnie dlatego, że ostatnio mam obsesję na punkcie ciastek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz jem nawet lepsze, też japońskie, 10 murowana ;D

      Usuń
  8. Lotte to chyba ten sam, co Wedla teraz trzyma w garści? Dobrze kojarzę? A batonika z Wawelu też bym z chęcią spróbowała... Zwłaszcza, że KitKat PeanutButter to obok Snickersa i Bounty baton, który najbardziej mi leży ;) (tja, i tak jadłam ledwo kilka razy w ciągu ostatniej dekady :P )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze kojarzysz :D Ogólnie batony i słodycze z masłem orzechowym są przepyszne, szkoda, ze jest ich tam mało w Polsce.

      Usuń
    2. Bo ogółem masło orzechowe jest przepyszne :D

      Usuń
    3. Z tym się kłócić nie zamierzam ;D

      Usuń
  9. Ciastka wyglądają na fajne. Jak ciastko czekoladowe, ma nadzienie i wygląda na 'lekkie' to musi być fajne :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są fajne tylko, że fajniej wyglądają niż smakują a ja wolę jak jest odwrotnie.

      Usuń
  10. Te ciastka, nawet jeśli lepiej wyglądają, niż smakują, to bym zjadła :). Zwykle nie wybieram orzechowych batonów, ale poszukam Mocno Orzechowego, teraz to mnie zaciekawiliście :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W dwóch sklepach już patrzyłam i nie ma, przede mną jeszcze Real, Auchan, społem i Żabka.

      Usuń