04.02.2014

KitKat Sakura Matcha i Meiji Best 3



Japońskie słodycze część  IV

Mam zerowy pomysł na wstęp, chyba sesja* kompletnie wyżarła pozostałości moich szarych, nędznych komórek mózgowych. Ciekawiej może być jutro, tak, jutro nie pojutrze. Powinniście się domyśleć, wspominałam o tym już parę razy. Mam już nawet gotowy wpis i wszystko. Wracając do tematu, bez dalszego zbędnego pierdolenia o pupie Maryni zapraszam na kolejną część cyklu Japońskie słodycze.
*taaa, sesja, jaka to była sesja. Ale wymówka dobra na mój zastój umysłowy.

KitKat o smaku sakury i zielonej herbaty Matcha. Nie będę lecieć z tym, że w Japonii jest chyba największy wybór smakowy tych batoników, głównie dlatego, że już to raz napisałam, a także dlatego, że mi się nie chcę, a w Internetach tyle już zostało napisane na ten temat, iż chyba już starczy. Ale trzeba jedno przyznać, mają wyobraźnię. Ten smak to właściwie przerażająco nie brzmi: sakura to jak wiadomo drzewo wiśniowe oraz kwiatki z tegoż drzewa. Jest to symbol Japonii, przecież w końcu mówi się, że jest to kraj kwitnącej wiśni. W całą symbolikę i znaczenie kwitnącej wiśni nie będę wchodzić, bo się zgubię, poplącze i osoby znające się na temacie okrutnie mnie wyśmieją. A zielona herbata to zielona herbata. Po mało zachwycających ciastkach z nadzieniem o tym smaku miałam wprawdzie lekkie obawy ale stwierdziłam, że hej, w końcu to KitKat, a trzeba się bardzo postarać aby zrobić niejadalnego KitKata. 

Smak: polewa jest bardzo słodka ale nie zamulająco, tak w granicach. Nieco śmietankowa, tłustawa, trochę zajeżdżała wanilią i ,co było dość ciekawe, dawała lekki ziołowo-herbaciany posmak. Nie był on taki silny jak w ciastach Meiji, o nie. Ten był naprawdę delikatny i subtelny i przepyszny. Nie czułam się zamulona, poczułam się zachwycona i z ulgą kosztowałam dalej. Wafelek spełniał normy wafelkowe, o nim nie będę pisać, bo nie ma o czym, jak wspominałam, norma KitKatowa. Nadzienia jest mało, to po pierwsze, głównie było czuć delikatną tłustość i słodycz, dopiero jak się wczułam w smakowanie to dawało się poczuć słaby aromat zielonej herbaty i czegoś kwiatowego.   
Tak generalnie to samo nadzienie jest takie se ale paskudne również nie jest, czyli zawsze to jakiś plus. Podsumowując ten KitKat był całkiem smaczny, ciekawy i zupełnie inny niż to, do czego jestem przyzwyczajona. Nadzienie wprawdzie jest trochę słabe ale polewa całkowicie nadrabiała te braki.
Ocena: 9/10
Kaloryczność: porcja(mały batonik)/68kcal


Meiji Best 3, jest to dość duża paczka pełna trzech miniaturowych czekoladek. Z tego co wygrzebałam Meiji jest dla Japończyków tym samym, co Cadbury dla Brytyjczyków, Hershey’s dla Amerykanów  czy Wedel dla Polaków, czyli taką czołową czekoladową marką. Każda z dzisiejszych miniaturek ma swój pełnowartościowy odpowiednik, podobno bardzo lubiane odpowiedniki tak dodam.  W paczce znajduje się: Black Chocolate, Milk Chocolate i HiMilk Chocolate, kolejność podałam nieprzypadkową, zaraz się dowiecie dlaczego. W tej samej kolejności będą opisywane.
Black, Milk, Himilk
Smak: Black Chocolate, czyli tak właściwie powinnam się spodziewać czekolady gorzkiej, co nie? No więc nie, zdecydowanie nie jest to gorzka czekolada, nie żebym narzekała na ten fakt, co to, to nie. Jak dla mnie jest to czekolada deserowa. Przede wszystkim jest bardziej słodka niż taka gorzka. 
Nie przesadnie słodka ale jednak słodka. Jest również intensywnie kakaowa, co stanowi wielki bonus, delikatnie cierpka lecz zdecydowanie nie wykrzywia gęby. Łamie się z przyjemnym trzaskiem lecz w ustach się już nie rozpływa. Tak ogólnie jest niezła, nie zachwycająca ale niezła jak na deserową, tylko znowu, słowo „black” jest tu nie na miejscu.
Ocena: 8/10
Kaloryczność: 1czekoladka/32kcal

Smak: Milk Chocolate i wszystko jasne, mleczna czekolada tak dla niekumatych. 
Nieco słodsza niż wersja Black ale tylko minimalnie, odróżnia ją jeszcze od tej wersji delikatny mleczny posmak, nie bardzo mocny ale wyczuwalny. Wydaje mi się, że posiada jednak dość wysoką zawartość kakao, bo dawało ono delikatną cierpkość całości. Również łamała się z przyjemnym trzaskiem, trochę tłusta i gładka, delikatnie rozpływała się w ustach. Tak jak wyżej, dobra, smaczna ale nic mi nie urwała.
Ocena:8/10
Kaloryczność: 1czekoladka/33kcal

Smak: Himilk Chocolate, na początku zastanawiałam się co różni tę czekoladę od tej wyżej. Obie są mleczne i na pierwszy rzut oka nie widać było różnicy. Jednak, jak wiadomo, w oku nie znajdują się kubki smakowe (uważało się na biologii to się wie),więc do dzieła przystąpiła paszcza, moja paszcza będąc dokładną.
 I owszem, w smaku już dało się wyczuć różnicę, ta wersja była ciutkę bardziej słodka, bardziej mleczna i mniej kakaowa. Ne jest to ten sam smak co Milka, bo jednak nie była przesadnie słodka, a kakao dawało się wyczuć. Nieco maślana i tłustawa, zauroczyła mnie swoją aksamitnością i tym, jak się rozpuszczała na języku. Osobiście bardziej mi smakowała niż dwie poprzednie, chociaż smakiem też nie powala na kolana.   
Ocena: 9/10
Kaloryczność: 1czekoladka/33kcal

A tak po za tym to pewnie już wiecie, że 10 lutego w Lidlu będzie dostępna limitka Milki na Walentynki. Wcześniej, jak mnie parę osób poinformowało, była w Żabce ale musiałabym kupić dwie żeby wyszło taniej, a na dwie ochoty nie miałam. Teraz w Lidlu będzie normalnie, 2,49zł za tabliczkę. Ja chyba polezę po tą pomarańczową.
Pa

34 komentarze:

  1. O mój boże, co ja bym dała za takiego kitkata. Chyba zaczynam oszczędzać na przeprowadzkę do Japonii, bo z tego co widzę to ich slodycze są tego warte.
    Czyżbyś miala jutro oglosic KONKURS?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, nie trzeba od razu do Japonii lecieć, na ebayu również można dostać
      ;D

      Usuń
  2. Choć nie przepadam za zieloną herbatą to skusiłabym się na tego Kit Kata, zresztą skusiłabym się na wszystkie smaki jakiekolwiek się pojawiły ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te różne Kitkaty ciekawią, chociaż nie wiem czy bym sie skusiła na taki z octem jabłkowym ;D

      Usuń
    2. To zależy ile tego octu jest ;)

      Usuń
    3. Nie wiem czy bym przełknęła jakąkolwiek ilość ;)

      Usuń
  3. O lala ten Kit Kat zielona herbata i wiśnia to jak spełnienie moich marzeń. Nie polecę jednak do Japonii po jednego batonika. To byłaby przesada :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możesz polecieć po cały zapas :D

      Usuń
    2. Jestem pewna, że parę osób by się zgłosiło o zrobienie także dla nich zapasów ;D

      Usuń
  4. Bardzo ciekawy ten KitKat i po Twoim opisie już nie taki straszny :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolor może straszny ale smaku nie ma się czego bać ;D

      Usuń
  5. Japończycy naprawdę muszą mieć hopla na punkcie dodawania zielonej herbaty do wszystkiego :D.
    Czyżby urodziny blogaska :D?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jutro chyba syncio roczek skończy...

      Usuń
    2. Ja tu jeszcze mam coś z zieloną herbatą, także tego...
      Normalnie tajemnica poliszynela ;D

      Usuń
    3. No przeca sama zrobiłaś spoiler :D.

      Usuń
    4. Jestem subtelna niczym szarżujący nosorożec ;D

      Usuń
  6. Ta polewa wygląda kosmicznie :D
    Z ciekawości bym pewnie spróbowała :D
    A czekolada, jeżeli nie jest obrzydliwa jak Wedel czy Wawel, to pewnie też by mi smakowała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wspominałam o tym ale ta polewa to po prostu biała czekolada z odrobiną zielonej herbaty :)
      O nie, zdecydowanie lepsza od Wedla czy Wawelu, nie ma porównania.

      Usuń
  7. Zjadłabym tego kitkata;]...ciekawa jestem czy słodycze z Japonii są gdzieś dostępne w Polsce...

    OdpowiedzUsuń
  8. Zjadłabym te mini-czekoladki, idealne na mały słodyczowy głód :). W sumie, to KitKata też, skoro herbata w nim jest delikatna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mały słodyczowy głód, a za pierwszym razem zjadłam od razu 6 ;D

      Usuń
  9. Pomarańczowej milki nie polecam tak samo śliwkowej - gruszkowa jest fajna ! :D
    A ja przez te Twoje japońskie słodkości będę mieć słodkie koszmary hehe ;)
    Też je chcę !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze, ale nie lubię za bardzo gruszki w słodyczach :(
      Koszmary ale przynajmniej słodkie ;D

      Usuń
    2. Powiem tylko że ta gruszkowa ma taki piękny owocowy zapach i fajny czekoladowy mus w środku z cząstkami gruszki . Jak dla mnie bomba bo uwielbiam te owoce ;)
      Co do śliwkowej to nie warto kompletnie (nudaaaa) ,a pomarańczowa ma skórkę pomarańczową(którą całym sercem nienawidzę) i jogurtowe słodkie coś co w czekoladach milki jest zawsze w przypadku owocowych smaków .

      Usuń
    3. To może nie być tak źle, lubię skórkę pomarańczową :)

      Usuń
  10. Zielony kitkat :O nie widziałem jeszcze .. wrr tak to jest jak się na prowincji mieszka :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prowincja prowincją ale przynajmniej z dostępem do netu ;D

      Usuń
  11. Odpowiedzi
    1. Nie dosłownie, mam nadzieje ;D

      Usuń
  12. Moja siostra choruje na japońskie słodkości :D cały czas zaskakuje mnie jakąś "nowością" :)

    Niemniej jednak przedstawione przez Ciebie słodycze - jadłabym! :) Lubię wszystko próbować i z wielką chęcią skosztowałabym tego japońskiego dziwadła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czemu ja nie mam takiej siostry :(
      Może lekko dziwne ale jakie dobre ;)

      Usuń
  13. Czoko, ratujesz mi życie! No dobra bez przesadyzmu - ratujesz urodziny mojego brata. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli biorę z tego, ze masz pomysł na prezent ;D

      Usuń

Włączyłam moderację komentarzy, dzięki temu nie powinno już być weryfikacji obrazkowej.