19.01.2014

Toppo bitter, Meltykiss (1), Country Ma’am mini(1)



Japońskie słodycze część I

Wpis długi, więc skorzystałam z opcji „czytaj dalej”, wiem, że nie wszyscy to lubią ale ja nie lubię mieć tak długich postów na głównej stronie.  A, i jako, iż produkty dostałam od autorki bloga Na wsi w Japonii nie będę przedstawiać kategorii „Cena” i „Gdzie kupiłam”, bo to będzie bez sensu. Wybaczcie też dziwny układ wpisu, blogger znowu mnie nie lubi.
Postanowione, dzisiaj będzie wpis z kategorii „Słodycze z Japonii”. Jako, ze tego mam dość dużo, zadecydowałam, że zamiast skupiać się na jednym produkcie we wpisie, to będę robić to grupowo, po kilka. Jakbym miała robić to pojedynczo, to pewnie do lipca bym się nie wyrobiła. Tylko z góry uprzedzam: moja wiedza o Japonii jest mocno, jak by to powiedzieć, dyskusyjna. Nie powiem, kiedyś, dawno, dawno temu, jak Naruto Shippuden jeszcze nie istniał, dostałam lekkiego eeee bzika na punkcie kraju kwitnącej wiśni.  Oczywista oczywistość, że moje wyobrażenie o Japonii było bazowane na obejrzanych anime i paru książkach podróżniczych. W tym okresie koniecznie chciałam tam wyjechać, zamieszkać i mieć zajebiste przygody jak postacie z mang *facepalm*. Byłam przekonana o swojej wielkiej znajomości  Japonii i tego, że przyjmą mnie tam z otwartymi ramionami. Teraz wspominam ten okres z lekkim zażenowaniem, chociaż nie powiem, lekkie pozostałości  tego szału jeszcze mam. Jednak przekonanie o mojej wiedzy zostało rozpieprzone w drobny mak, niczym spokój studentów dzień przed najtrudniejszym egzaminem u najbardziej wymagającego wykładowcy. Podsumowując ten bełkot: moja wiedza jest nikła, mogę pieprzyć głupoty, macie zielone światło na poprawianie mnie jak będę przedstawiać produkty, no. Dzisiaj to będą:
1) Toppo firmy Lotto z gorzką czekoladą. Zanim przejdę do tego, co to właściwie jest, to wskaże wam pewną ciekawostkę. Jak pisałam o Wedlu to wspomniałam, że teraz ta marka jest w rękach pewnej japońskiej firmy, zgadniecie  jaka to firma?  Dobra, a co to jest Toppo? Skojarzenia od razu się nasuwają z paluszkami, od biedy takie skojarzenie może być, chociaż jest parę istotnych różnic. Z tego co wyszperałam to Toppo jest czymś w rodzaju nadziewanego „paluszka”. Na Wikipedii podają, że jest to nadziewany „bread stick” ale jakoś mi to jak chlebowe paluszki nie smakuje. Oficjalna strona producenta używa słowa precel, przynajmniej było to jedno z tych zrozumiałych słów po przemieleniu przez tłumacza Google („Ciało czekolady nie może zawierać w, precle rzeczywiście wydaje najlepsze ubrania Noppotoppo chan. Lub dłużej, w niektórych przypadkach. Jest ogrom długiej rundzie z cute Spaleni po. Peryferia to ciemny brąz, średni do ciemnego ochry żółtej niż ciało”, potrzebuję tłumacza do tłumacza)osobiście wolę wersje z preclem. 
Nadzień (liczba mnoga od słowa nadzienie?) może być mnóstwo, szybki research (jam światowa, polglisha się nie boję) pokazał mi między innymi nadzienie o smaku panna cota, kakaowego ciasta malinowego, sernika czy słonej wanilii. Przypuszczam, że dużo ze znalezionych smaków to limitowane edycje ale tego już nie chce szukać. Moje Toppo jest z nadzieniem z gorzkiej czekolady.

Smak: po pierwsze ten produkt pachniał jak czekolada deserowa co wywołało wzmożoną aktywność moich ślinianek. Warstwa wierzchnia wygląda jak paluszek, więc będę używać tej terminologii (wow, mądre słowo). Dość kruchy ale nie tak bardzo jak paluszki z Krakusa, trochę wilgotniejszy lecz minimalnie. Smak jest taki neutralno-słodki… nie, trochę inaczej, wytrawno-słodki. Taki minimalnie słodki idący w kierunku wytrawności przez lekką domieszkę goryczki kakaowej(co zresztą widać w barwie produktu), może w ten sposób.
Jak widać mam pewne trudności w opisaniu dokładnego smaku, z pewnością mogę jedynie stwierdzić, że był dobry i ciężko się odrywał od nadzienia.  A samo nadzienie jest, jak dla mnie, bardziej z czekolady deserowej niż z gorzkiej. Przede wszystkim jest bardziej słodkie niż normalna gorzka czekolada ale zdecydowanie mniej niż mleczna. Jest mocno kakaowe, delikatnie tłuste i mega dobre. Na pewno jest bardziej słodki od paluszka. Mogę to podsumować tak: było pysznie. Jest to fajna słodko-wytrawna przekąska, jedyną wada było to, że człowiek machinalnie brał do ust kolejną pałeczkę i kolejną i kolejną… Wiecie, jestem nałogowym podjadaczem. Osobom z zajęć również smakowało, więc daje temu produktowi  maksymalną ilość punktów.
Ocena: 10/10
Kaloryczność: 36g/195kcal

2) Meltykiss firmy Meiji. Z tego co rozumiem to Meltykiss to takie trufle, które mają rozpływać się w ustach. Również mają się rozpływać w wyższych temperaturach, więc sprzedaje się je tylko w chłodniejszej porze roku. Dla mnie byłaby to udręka, wyobrażacie sobie nie jeść ulubionego produktu przez całe lato? Trufle te istnieją w różnych wersjach smakowych, tak, tu również edycje limitowane są na topie. Wymienię kilka smaków: zielona herbata, truskawkowe, rum i rodzynki, czekolada mleczna. Nie chcąc sobie zepsuć niespodzianki nie szukałam informacji jaki smak ja właściwie trzymam w rękach, to sprawdziłam dopiero po degustacji. 

Według Amazona, ten smak, który był w moim posiadaniu (no był, był, zbyt długo nie był) to Kuchidoke-Cake Chocolate, z tego co wiem to pierwsze słowo można przetłumaczyć jako „rozpływające się w ustach”, zostaje więc ciasto czekoladowe. Oczywiście tu też nie mogłam się powstrzymać przed skorzystaniem z Google tłumacza, trochę sensu można z tego wyłuskać, trochę „Bogaty tort czekoladowy rozpływa się w ustach wilgotny, łagodny zapach whisky i wina smarowania, ciasto topienia w ustach, smak dorosłego.” I wszystko jasne, w tym to, że Google jest zboczone, „smak dorosłego”  pfiii *dorosłe tłumienie chichotu* 
Smak: polewa czekoladowa jest bardzo cieniutka, gładka i rozpływająca się w ustach. Wydaje mi się, że jest mleczna albo deserowa, ciężko stwierdzić biorąc pod uwagę jej małą ilość. Mało słodka ale to czego brakuje w słodkości nadrabia smakiem kakao. No i niestety mocno pachnie spirytusem, co pewnie jest winą środka, bo w czekoladzie tego smaku nie czuć. Sam środek bardzo przypomina ciasto brownie.Jest wilgotne, zbite i nieco gliniaste, czyli takie jak rzeczone ciasto.  Tak jak polewa jest mało słodkie i intensywnie kakaowe z delikatną, na szczęście dla mnie, nutą alkoholową. Ta alkoholowa nuta nie była nachalna, była tak bardziej z boku, inaczej bym tego tak szybko nie zjadła. Nadzienie rzeczywiście rozpływało się w ustach, nie pozostawiając w ustach niedobrego posmaku. Podsumowując, te trufle smakowały mi jak lekko nasączone alkoholem ciasto brownie, w sumie mi posmakowało chociaż zapach trochę mnie odpychał. Były to zabawne, rozpływające się, mocno kakaowe kwadraciki, na jeden kęs. Dobrze, że przynajmniej smak nie był aż tak intensywny jak zapach. 

Ocena: 8/10 
Kaloryczność: 50g/239kcal


3) Ciastka Country Ma’am Mini z dropsami czekoladowymi. Ostatnim dzisiejszym produktem będą ciastka Ma’am. Dla mnie nazwa nasuwa skojarzenia bardziej ze Stanami Zjednoczonymi, z małymi miasteczkami i amerykańską kurą domową, wyciągającą ciepłe ciastka ze przedpotopowego pieca niż z Azją. Biorąc pod uwagę wygląd strony internetowej firmy, właśnie o takie wyobrażenie im chodziło jak wymyślili tą nazwę. Na głównej stronie szczerzą się postacie o urodzie wybitnie nie azjatyckiej, ubrane w zdecydowanie nie japońskie tradycyjne stroje. Niech im tam będzie. Ciastka te mają być najbardziej popularnymi tego typu produktami w całej Japonii. 
Można je jeść zarówno na żywca jak i  po podgrzaniu, o tym fakcie nie pomyślałam teraz, przy następnym opakowaniu tak zrobię. Mają dość ciekawą strukturę, na zewnątrz są twardawe i kruche (baardzo kruche) a w środku miękkie.  Nie będzie dla was zaskoczeniem jak napiszę, że tu też istnieje parę smaków, w tym dużo ciekawych limitowanych. Mam wrażenie, że do mojej wiedzy o Japonii będę mogła dopisać słowa „limitowane słodycze”. Typowe smaki to oczywiście wanilia i kakao, mniej typowe to truskawkowe, bananowe, matcha(zielona herbata) czy sernik waniliowy. Tym razem zabawnego tłumaczenia nie będzie i tak ten wpis się robi koszmarnie długi.



Smak: ciastka są w wersji mini, tak na jeden kęs. Jak już wspominałam są bardzo kruche, przynajmniej ta zewnętrzna część, mimo całej mojej ostrożności to miałam obsiane okruszkami całe bliższe otoczenie, z tym poradził sobie potem kot. Ciasteczka są bardzo słodkie ale nie w sposób zamulający, tylko w sposób uzależniający, rozpływający się w ustach. Delikatnie wyczuwało się lekkie trącenie wanilią, nie było silne ale wystarczało do spowodowania lekkiego pomruku aprobaty z mojej strony. Ciastko było delikatnie mleczne i mączne ale bez posmaku sody. Sam środek był mięciutki i wilgotny. A, jeszcze od czasu do czasu pojawiały się maleńkie dropsy czekoladowe, było jednak ich tak mało, że nawet ich za bardzo nie zauważałam, ot podczas jedzenia tylko trafiałam na twardawą kulkę, która po rozgryzieniu zalewała moje usta smakiem kakao. Ogólnie to rozumiem czemu te ciastka są tak popularne w Japonii, ani trochę się nie dziwię. Nie było to nic wyrafinowanego, czysta prostota ale za to jaka pyszna. Następnym razem zobaczę jak będą smakować na ciepło. A sądząc po tym, jak kot dziadował przy moim biurku, po rozprawieniu się z kruszonkami, to jemu tez smakowało. 
Ocena: 9,5/10 
Kaloryczność: 1(opakowanie?)/107kcal

To, to chyba najdłuższy wpis na tym blogu, gratuluje jeżeli zdołaliście to przeczytać. Na szybko tylko polecę wam ciastka Kruszonki Kremowe z Biedronki, są przepyszne. Recenzji nie będzie, bo i tak mam tego dużo ale opis ciastek możecie znaleźć tu (http://every-word-handwritten.blogspot.com/2014/01/bonitki-z-zurawina-i-biaa-czekolada-i.html)*, zgadzam się z tą recenzją całkowicie, tylko ja bym dała o punkt więcej.

*mam problemy z wklejeniem linka, nie wiem co się dzieje z tym wpisem.

Pa


34 komentarze:

  1. Te paluszki ciekawie wyglądają, ale tam czekolady nie dostrzegam zbytnio :) Małe Brownie i spirytus? Odpada :)
    Uwielbiam tłumacza, " Smak Dorosłego "-nie wnikam jak to smakuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko było zrobić wyraźne zdjęcie, to , to była najlepsza próba, reszta była rozmazana jak diabli.
      Przypuszczam, że miało tam być "smak dla dorosłych" ale wyszło jak wyszło ;D

      Usuń
  2. Mam pewien problem, nie mogę wejść w link,który podałaś pod nazwą "tu" chodziło o recenzję ciastek...w ogóle nie da się na to wejść:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poprawiłam a przy okazji tekst mi się totalnie rozjechał, blogger zdecydowanie się na mnie obraził. ale przynajmniej już można wejść na podaną stronę. :)

      Usuń
    2. Dziękuję bardzo! :)

      Usuń
    3. Te ciasteczka wygladaja przepysznie *_* nom nom
      Smak doroslego niestety nie brzmi juz tak zachecajaco :'(

      Usuń
    4. To ja dziękuje za zwrócenie uwagi, sama pewnie bym nie zauważyła.
      Wyglądają przepysznie a smakują jeszcze lepiej :D

      Usuń
  3. O, te brownie o Smaku Dorosłego wyglądają zachęcająco, nawet mimo tego spirytusu. Wyglądają tak pięknie, że aż mogłabym lizać monitor :D.

    Kocham Google Translator <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wygląd mają świetny, to trzeba przyznać :D
      Google translator + japońsk = dużo śmiechu

      Usuń
  4. Te paluszki przypominają mi zwyczaj podjadania czekolady po zjedzeniu "normalnych" paluszków. Właśnie z większością dóbr jest problem "ten będzie ostatni" :(
    Ej, przecież wiadomo, że nieletni *nie* piją whisky, więc stąd "smak dorosłego" :P
    Też polecam kruszynki kremowe, pyszne i tanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zazwyczaj tak nie mieszałam przekąsek :)
      Z moich obserwacji wynika, ze nieletni wolą piwo i tanie winiacze ;D
      Te ciastka musiałam schować, bo brat mi je zaczął wyżerać.

      Usuń
  5. A ja mam rodzinę w Japonii, ciekawe czy chcieliby odnowić znajomości ;) (teraz muszę plan przemyśleć...)
    Najbardziej mi pasują brownie, bo ja w sumie lubię alkohol w słodyczach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, to daleko ich wywiało. Zawsze warto podtrzymywać więzy rodzinne, co nie ;D

      Usuń
    2. http://okashi.pl/
      Widzicie to?
      Może niedługo będzie można sobie coś kupić... chociaż jedno coś... może nie będzie drogie strasznie ;)

      Usuń
    3. Z tym to może być problem, mogą windować ceny, bo nie będą mieli konkurencji.

      Usuń
    4. Kocia matko, o okashi juz nawet pisalam u siebie na blogu. Problemy sa dwa, a nawet juz trzy:

      1. oni sa z Hong Kongu, a nie z Japonii, i to co podaja w ofercie, to japonskie rzeczy, ktore mozna nabyc w Hong Kongu.

      2. to co do tej pory oferowali to najtansze z najtanszych produkty, ktore mozna kupic tutaj ponizej 100 jenow (ponizej dolara za sztuke). Ochali i achali o tym co pokazywali na swojej stronie internetowej, a w rzeczywistosci, wybor byl srednio podrzedny i podyktowany cenami - tymi najnizszymi.

      Potem oferta sie troche polepszyla, ale serio 40 zl za paczke ciastek i zielone Pocky midi, nawet jesli z wysylka, to i tak troche drogo. Oba produkty mozna tu teraz kupic za okolo 160 jenow, czyli 320 za calosc, bo sezon na zielona herbate sie skonczyl, wiec byly na masowej wyprzedazy, czyli okolo 10 zl. Wysylka to max 500 jenow, jesli pojdzie SAL, czyli okolo 15 zl. To jest bezposrednio z Japonii. Poczta z Hong Kongu do Polski jest duzo tansza.
      Wiec sama widzisz jak sie to cenowo ksztaltuje.

      3. jak wlasnie przeczytalam na ich stronie na fejsuniu (bo strona internetowa chwilowo niedostepna), to sklepu juz raczej w Polsce nie bedzie. Tlumacza sie nowym, restrykcyjnym prawem unijnym, i brakiem mozliwosci uzyskania specjalnych zaswiadczen.
      Moze to i prawda, ale mnie sie wydaje, ze chyba po prostu przestala sie ta zabawa im oplacac.
      Ludzie nie sa glupi, moga sobie sprawdzic co mozna kupic za porownywalne ceny przez internet gdzie indziej.

      Usuń
    5. To był taki tylko chwilowy zachwyt ;) potem sobie już sprawdziłam i raczej bym nic nie zamawiała, ale takich szczegółów się nie wywiedziałam, dzięki za info.

      Usuń
    6. Każdy orze jak może ale taka przybitka cenowa to już przesada, lepiej poszperać w internecie, a informacje to każdemu się przydadzą.

      Usuń
  6. Te ciasteczka wyglądają mega kusząco :slina:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I teraz sprawdziłam, że dałam gorsze zdjęcie tych ciastek, mam lepsze ale teraz nic nie będę zmieniać bo znowu mi się tekst rozjedzie na wszystkie kierunki.

      Usuń
  7. Zaśliniłam całą klawiaturę i biurko ... zaraz utopię się we własnej ślinie *.*
    Ale ja Ci zazdroszczę Tych łakoci ! Farciara :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę nie wiem w jaki sposób na nie zasłużyłam.

      Usuń
  8. :O Zdobędę te ostatnie ciasteczka i je zjem choćbym miała się zes... tego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Druga wersja też pasuje ;)

      Usuń
    2. Ja jak zobaczyłam te ciasteczka to pomyślałam całkiem coś podobnego do tego co napisała Judith;]

      Usuń
    3. Znalazłam już te ciastka na stronie harro.pl, tylko trochę drogie.

      Usuń
  9. Oj to ja bym teraz zjadła te paluszki mniam:) widziałam jakiś paluszki czekoladowe w Lidlu może je dziś kupie no taki substytut tego co ty jadałaś:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam coś takiego wczoraj w Lidlu ale za bardzo się temu nie przyjrzałam. Możesz też maczać niesłone paluszki w czekoladzie ;D

      Usuń
  10. Będzie dziś jakaś recenzja czegoś dobrego?;>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jutro od 5 rano będzie, już wypracowałam sobie taki system i na razie się go trzymam :)

      Usuń
  11. o ja cię, ja cię, ja cię:) ja chcę więcej i więcej-recenzje zagranicznego żarcia to coś, co kocham najbardziej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego akurat będzie dużo, bo zagranicznego żarcia trochę mam ;D

      Usuń
  12. „Smak dorosłego” zwalił mnie z nóg xD

    OdpowiedzUsuń

Włączyłam moderację komentarzy, dzięki temu nie powinno już być weryfikacji obrazkowej.