03.01.2014

Milka Bubbly Alpine Milk i Hobbit Pustkowie Smauga



Bąble i smoki

Dzisiejszy post będzie podzielony na dwie części, w pierwszej będzie zwyczajowa recenzja produktu. Zaś w drugiej dam upust swoim emocjom, jako, że wczoraj obejrzałam w końcu drugą część „Hobbita”. Tak więc, jeżeli jeszcze nie oglądaliście filmu i nie chcecie czytać spoilerów, to lepiej nie czytajcie tekstu po „czytaj dalej”. Może i książkę czytaliście ale Jackson wplątał tam swoje trzy grosze, więc parę niespodzianek może być. Będę próbować nie za bardzo zdradzać szczegółów ale wiadomo, że czasami coś może mi się wymknąć, uczciwie ostrzegam. Aha, nie spodziewajcie się rzeczowej recenzji filmu, to są moje czyste emocje, nie związane z żadną obiektywną oceną. W dodatku pisane jeszcze na haju pofilmowym. No, ale zanim przejdę do filmu czas na dzisiejszą słodycz.
Milka Bubbly Alpine milk, czekolada mleczna z napowietrzonym nadzieniem. Jest jeszcze wersja z nadzieniem białym i karmelowym tyle, że te drugie to widziałam tylko  w postaci dużej tabliczki. Miłe jest to, iż mimo napowietrzenia, tabliczka ma standardowe 100g, żadne tam oszukańcze 70g czy coś. Zazwyczaj zarzuca się takim produktom, że głównie składają się z powietrza, wobec czego waga jest mniejsza ale cena już nie. W tym wypadku tego nie ma. Jak widać niżej, czekolada nie ma tradycyjnych kostek, tylko jakieś dziwne bąble, które właściwie nie wiadomo jak ułamać. Ale i tak fajnie wyglądają. Dobrze by było jakby tak samo fajnie smakowała.
Smak: po pierwsze, wbrew moim oczekiwaniom to ta czekolada nie jest cała napowietrzona, tak to jest, jak czyta się opis produktu dopiero przy pisaniu recenzji. Na początku mamy zwyczajową powłokę mlecznej Milki. Niczym właściwie nie różni się od tej normalnej. Bardzo słodka, bardzo mleczna, bez kakaowego posmaku ale jednakże bardzo dobra. No co, lubię Milkę, mimo, że nie jest to czekolada najwyższych lotów. Nieco tłustawa ale nie z bardzo gruba. Następnie mamy nadzienie, które się rozwala  i wszędzie się rozsypuje. Bardzo podoba mi się ta bąbelkowa warstwa, daje  fajne uczucie w ustach, takie leciutkie pękanie, mi się podobało ale ja jestem dziecinna, więc cóż ja mogę wiedzieć. Nadzienie w smaku podobne jest do czekolady, może tylko odrobinę słodsze ale, o dziwo, nie zasłodziło mnie.
 Kurczaki, nie mam do czego się przyczepić, na kakao macham już ręką, bo Milka to Milka i nie zapowiada się aby cokolwiek w tej materii miało się zmienić. Słodycz tej czekolady również nie była jakaś przesadzona, paskudnego posmaku nie miała, nudna nie była i mi serio smakowała. No nie, wydaje się, że nie mam wyboru i muszę dać maksimów punktów, o tempora, o mores. Polecam wszystkim wielbicielom Milki, ja się nie zawiodłam.
Ocena: 10/10
Kaloryczność:100g/535kcal, 25g/134kcal
Gdzie kupiłam: Społem
Cena: promocyjna 2,99zł

A zanim przejdę do tematu filmu to pozostanę jeszcze chwilę przy tematyce Milki. Na Walentynki ma wyjść nowa edycja limitowane. Będą się na nią składać trzy smaki: pomarańczowy, gruszkowy i śliwkowy. Z opakowań można wywnioskować, że czekolada pomarańczowa będzie nieco podobna do ostatniej ritterki (oprócz karmelu), gruszkowa stanowi zagadkę, bo nadzienia nie widać, może w produkcie będą cząstki gruszki? Za to śliwkowa będzie miała nadzienie raczej płynne, tego zdecydowanie nie wezmę. A teraz koniec z żarciem, czas na film.


Hobbit Pustkowie Smauga
Dobra, od czego by tu zacząć. Może od tego co mi się nie podobało. Po pierwsze Tauriel, czyli ruda elfica. Musze z niechęcią przyznać, że jej postać miała potencjał, potencjał, który został zmarnowany przez wątek z Kilim. Serio, WTF to miało być? Jak już chcieli wcisnąć temat romantyczny, to mogli coś bardziej pokombinować z Legolasem, a krasnale w tej kwestii zostawić w spokoju.  Ale oczywiście nie, bo Kili jest przystojny, młody, sympatyczny i zapalczywy, więc trzeba mu wcisnąć jakąś love. I druga sprawa, rana Kiliego. Rana przez którą parą krasnali nie mogło znaleźć się tam, gdzie według książki powinni być, przy Thorinie, a nie w Laketown. Rana kompletnie z odwłoku wzięta. Tak bardzo była potrzebna ciężko ranna osoba w tym filmie? Potrzebna nam była krasnoludzia wersja Frodo? Ten pomysł mnie zirytował, bo chciałam aby wszyscy byli przy Samotnej Górze. Tak właściwie to tylko do tych rzeczy mogę się przyczepić, do reszty już nie. Reszta była wspaniała, ekstra, zachwycająca, wow uszanowanko. Efekty i widoki były zachwycające, pająki to były wręcz za bardzo realne. Przy Thranduilu to w głowie zaczęło mi grać „I wanna take you to a gay bar”, te ruchu i zachowanie, mnie ciut rozbawiły, no i te brwi, nie mogłam przestać gapić się na brwi. 

 Legolas się popisywał niesamowicie ale co innego oczekiwać od gościa, który strzelał do wrogów, zjeżdżając ze schodów, na tarczy (Dwie wieże). Scena z beczkami była jedną z najfajniejszych, szczególnie ten fragment z Bomburem. Patrząc na Barda podtrzymuje swoje zdanie, że wygląda on jak nieco podstarzały Will Turner. Martin Freeman  został stworzony do roli Bilba, świetnie sobie z nią poradził. Thorin był przystojny, majestatyczny i już nieco psychiczny, eh no trudno się mówi. No i smok… nie da się określić słowami tego, jaki wspaniały był smok, zarówno wizualnie jak i słuchowo, a szczególnie słuchowo. Głos Benedicta jest… nie potrafię tego napisać, zachwyt to za mało na wypowiedzenie tego co czułam, słuchając Smauga.
 Gandalf był zajebisty, w końcu to Gandalf. Nie za dobrze się dla niego ta część skończyła, jednak liczę na to, że skopie komuś tyłek, z pomocą Galandrieli (pamiętaj słonko, ona mam męża). I to jak ten film się skończył można podsumować tak „ach Peter, ty trollu paskudny”. Tak więc widzicie, czemu nie piszę recenzji filmów, bo to co ja tu nawpisywałam to czysty bełkot ale musicie mi wybaczyć. Jestem zachwycona i nie mogę przestać się uśmiechać. Po obejrzeniu ostatniej części pewnie nie będę mogła przestać płakać, więc korzystam ile mogę z tej chwilowej radości. Warto było czekać.
A dzisiaj czeka mnie kolejna przyjemność w postaci odcinka Sherlocka, obejrzałabym wczoraj ale wiecie, tyle emocji na raz i moje serce by nie wytrzymało.
Pa

55 komentarzy:

  1. Kurczę, a przyczajałam się na tą czekoladę i zastanawiałam się czy warto. No wygląda na to, że tak;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto, przynajmniej ten smak, nie wiem jak smakuje biała.

      Usuń
    2. no, no - jakbyś jadła też tą drugą to mam nadzieję, że podzielisz się informacją o tym jak smakuje;p

      Usuń
    3. Ja jadłam białą bubbly, i co mogę powiedzieć? Średniawka panie, średniawka. Niby jak każda biała, trochę tłustawa, mega słodka, ja osobiście uwielbiam białą, ale przez te napowietrzenia nie da się delektować delikatną słodyczą czekolady.
      Nie warto jednym stwierdzeniem kupować, moim zdaniem nic specjalnego. Już lepiej kupić zwykłą tabliczkę, bo smakiem to się nie różni, a bąbelki bardziej wkurzają niż podkreślają smak. Tyle ode mnie!

      Usuń
    4. Mam mieszane uczucia... no ale w końcu małą tabliczkę nie zaszkodzi chyba kupić ;D

      Usuń
  2. Może dziś znajdę tą czekoladę bo pierwszy raz ją widzę a milki lubię :) jak się pojawią koleje 3 to dwie kupię bo ja nie lubię płynnego nadzienia owocowego w czekoladzie więc śliwkowa odpada . Zresztą co za pomysł na Walentynki wypuścić śliwkową czekoladę tyle w niej romantyzmu co w świni mi to się teraz śliwki kojarzą z zatwardzeniem,ale to ze względu na małe dziecko hi z góry przepraszam za takie porównanie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śliwki też mi się kojarzą z lekiem na zatwardzenie, więc nie masz za co przepraszać ;D Na początku to żadna z tych limitek mnie nie zainteresowała jednak teraz coraz bardziej przychylam się ku pomarańczowej.

      Usuń
  3. Pomysłowa forma czekolady :)

    A z recenzją się zgadzam. Film wciągający, Bilbo wspaniały (i Martin też!), efekty i smok robiły wrażenie, ale wątek elficy pozostawił mi lekki niesmak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, nieco się zdziwiłam jak otworzyłam opakowanie, wiedziałam, że jest dziwne ale nie, aż tak.
      Nie dość, że wcisnęli ją na siłę to jeszcze dali jej bardzo ważną rolę w filmie, normalnie załamka.

      Usuń
  4. No zgadzam się praktycznie ze wszystkim jeśli chodzi o Hobbita. Co do "I wanna take you to a gay bar" to chyba opinia większości, bo jak pokazali go na ekranie po sali przeszedł delikatny śmiech..no dobra nie delikatny. Mnie nie pasuje końcowa piosenka z filmu, która sama w sobie jest ok, ale głos tego kolesia jest jakiś taki zbyt popowy. Szczerze to mogłabym obejrzeć ten film jeszcze raz np. już!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, u mnie też były zduszone chichoty.;)
      Piosenka mi się bardzo podoba ale rzeczywiście nie pasuje jako główna pieśń, w pierwszej części była bardziej krasnoludzia pieśń, a ta była współczesna.

      Usuń
  5. No ja się nie skuszę, ale to wiadomo ;). Chyba, że ktoś mnie poczęstuje :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To, to było do przewidzenia ;D

      Usuń
  6. Nigdzie nie mogę dorwać tej czekolady ale co jak co najbardziej kusi wersja z karmelem ;)
    Muszę iść na ten film ... ale najpierw czeka mnie 1 część :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ją dość często widuje ale w takich osiedlowych sklepach lub marketach a ostatnio chyba w Piotrze i Pawle.
      Polecam :D

      Usuń
  7. Mam tę Milkę, ale z białym środkiem. Czuję, że się nie zawiodę. Podobnie, jak z nowym gruszkowym smakiem. Tylko kiedy? U mnie to pewnie za sto lat :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe, że biała jest nawet lepsza.
      A te Milki to pewnie pokażą się w okolicach Walentynek.

      Usuń
  8. Gruszkowa milka? Łał, spełnienie marzeń. :D
    Chociaż jeszcze bardziej marzy mi się bananowa. Kilkanaście lat temu jakaś firma miała taką i bardzo ją lubiłam. Szukam podobnej od dawna i nic :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gruszkowa zbyt wielkiego entuzjazmu u mnie nie wzbudza ale bananowa to już owszem, fajnie brzmi.

      Usuń
  9. Oj, chętnie bym zjadła sobie tę czekoladę. Muszę jutro męża wysłać na zakupy do społem, ciekawe czy w moim będzie ta sama cena.
    Ja wszamałam już wszystkie słodycze, które kupiłam i dostałam na święta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chyba trafiłam wtedy na promocje Milki, więc może tak różowo nie być.
      Te słodycze to ja sobie porcjuje ;D

      Usuń
  10. Taka Milka to zawsze miła odmiana, lubię bąbelkową czekoladę. :D Próbowałam też karmelowej, ale jest masakrycznie słodka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masakrycznie słodka mówisz. Czyli raczej dużej tabliczki nie kupię, może na próbę bym wzięła jakby była mała.

      Usuń
  11. Sherlock na mnie też czeka-ach Benuś, nadchodzę:)
    Co do Hobbita-to wybacz, ominęłam-muszę najpierw sama zobaczyć :)
    A Milka to już wiesz-dla mnie to nie czekolada :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Hudson rządzi :D A spotkanie Watsona z Sherlockiem poszło tak jak się spodziewałam ;)
      Dlatego ostrzegłam na początku ;D
      Wiem, wiem.

      Usuń
  12. Aj! Nie czytałam o Hobbicie, bo nie chcę psuć sobie niespodziewanki, ale ciężko było całość ominąć i widzę, że przypuszczenia co do rudej elficy się sprawdziły.
    Co do Milki, biała według mnie bije zwykłą na głowę, a karmelowej jeszcze nie widziałam :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykro mi, że nieco zaspoilerowałam.
      Białą koniecznie będę musiała kupić

      Usuń
  13. Ta czekolada jest śliczna... taka kuleczkowa *_*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie wygląda, trzeba przyznać.

      Usuń
    2. Dorwałam, zjadłam i dobra jest!

      Usuń
    3. Ja teraz dorwałam wersję białą, na razie schowałam do szafki na później.

      Usuń
  14. Koniecznie muszę kupić te czekoladę a jesli chodzi o film to do kina się nie wybiorę bo tyle w kinie nie wysiedzę ;) Poczekam jak bd dostępny na dvd :)
    Polecam mojego bloga: http://zieloniasto.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kupuj, kupuj ;)
      Tyle czasu bym nie wyczekała ale DVD pewnie i tak sobie kupię.

      Usuń
  15. Jedna z niewielu czekolad, która od początku mnie nie kusiła. I to nie ze względu na nadzienie (np. marcepan - tfu!), ale właśnie na domieszkę powietrza. Dobrych kilka lat temu spróbowałem takiej kombinacji od innej firmy. Zraziłem się całkowicie, bo faktycznie... było lekko. Niemal piórkowo. Smaku zero. Słodkości również zero.

    Chyba dam drugą szansę takiemu produktowi. Może zatrze złe wrażenie poprzedniczki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu smak był, zdecydowanie czuło się mleczna słodkość. Daj szansę Milce ;)

      Usuń
    2. Mleczna słodkość Milki jest charakterystyczna, to prawda. Mam tylko wrażenie, że aby czuć "sytość słodkości" musiałbym zjeść dwie takie tabliczki. Co oczywiście problemem samym w sobie nie jest :D

      Usuń
    3. Pewnie przerażasz w tym momencie wszystkich dla których nawet kostka Milki jest za słodka ;D

      Usuń
  16. Czaiłam się parę razy na tę Milkę, ale zawsze ją odkładałam i łapałam tę z karmelem albo z Oreo, chyba w końcu spróbuję ;). Z walentynkowymi smakami to się nie popisali, jakoś mi się nie kojarzą gruszki, śliwki i pomarańcze z miłością. Wiśnie, maliny jakieś, ewentualnie krem podobny do tego w Raffaello. Milka Raffaello to byłoby coś, na co nawet ja bym się skusiła :D.

    Sherlocka widziałam i na takie odcinki to ja mogę nawet cztery lata czekać (chociaż wolałabym nie...), głupawy uśmiech i inne moje reakcje upewniły moją zacną rodzicielkę, że nie do końca wszystko ze mną w porządku. Nieważne, kocham mamę, ale nie ufam jej osądowi, skoro uważa, że Lestrade jest piękniejszy od Sherlocka :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O boże, Mlka Raffaello to byłby raj na ziemi.
      ja swojej zapowiedziałam, że będę oglądać Sherlocka i ma mi nie przeszkadzać, więc nie zdziwiły jej moje głośne oznaki radości. Poza tym jej też się Sherlock podoba, Benek również ;)

      Usuń
  17. Hobbit srobbit :D Wiedźmin, kur...de!!! :D

    ...Ale czekoladka pyszna, potwierdzam, zjadłem całą naraz :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do Wiedźmina to będę musiała skądś wytrzasnąć ostatnią część :)

      Coś w sobie ma ta czekolada, niby tylko mleczna a taka pyszna.

      Usuń
  18. Milka ok. 3-4 lata temu wypuściła gruszkową limitkę, która była nadziewana musem gruszkowym, a miał on kolor czekolady, z daleka w ogóle nie było widać, że jest tam jakiekolwiek nadzienie. Dobra była.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więc może i ta taka będzie, zobaczy się... o ile ją kupię ;)

      Usuń
    2. Widziałam zdjęcia tych czekolad, które wrzucałaś na Wizażu, to na 99% ta sama czekolada co parę lat temu. Specyficzna, ale dobra.

      Usuń
    3. Hmmm, mus gruszkowy... może być dobra ale jakoś nie czuję entuzjazmu.

      Usuń
  19. Wpasowałaś się z recenzją, bo Tolkien urodził się 3 stycznia 1892 r., zatem wczoraj wypadały jego urodziny. :)
    A czekoladę bardzo lubię, te napowietrzone są takie delikatne i bardzo rozpływają się w ustach, rozkosz dla podniebienia. Biała wersja również przyjemna, karmelowej nie próbowałam, ale skoro lubię karmel, to zapewne też będzie mi smakowała. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, to rzeczywiście się wpasowałam idealnie ;)
      Taka lekka słodycz rozpływająca się na podniebieniu to jest to, białą za jakiś czas również kupię.

      Usuń
    2. Aż mi (troszeczkę) wstyd za moją niechęć do Tolkiena, bo 3 stycznia to i moje urodziny :D

      Usuń
    3. Nieco spóźnione wszystkiego najlepszego, sto lat i dużo dobrej czekolady :)

      Usuń
    4. Dziękuję, zamiast stu lat wolę sto czekolad :D

      Usuń
  20. O nie! Byłaś już?! A ja najszybciej udam się na seans za 4 tygodnie ehh...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dopiero za 4 tygodnie? Moje kondolencje.

      Usuń
  21. Cieszę się że nie tylko ja mam obsesję na punkcie Benedicta <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obsesja w moim wypadku to za mało powiedziane ;D

      Usuń

Włączyłam moderację komentarzy, dzięki temu nie powinno już być weryfikacji obrazkowej.