25.01.2014

Meiji Porute Cocoa, Pocky chocolate i Meiji ciasta Green Tea Cream



Japońskie słodycze część II

Mam nadzieje, że ten wpis nie będzie tak długi jak ten ostatni z serii Japońskie słodycze. Wydaje mi się, że to długość tamtego postu sprawiła, że układ tekstu wyglądał jak wyglądał. A wyglądał słabo, po godzinie męczenia się uznałam swoją porażkę i musiałam pójść ochłonąć, aby nie rozpieprzyć wszystkiego dookoła w drobny mak. Jakoś ten okres sprawia, że jestem bardzo nerwowa, ciekawe dlaczego, hmmm. Nie chce aby ciśnienie znowu mi się podniosło po walce z bloggerem (giiiiń),więc spróbuje zrobić tak aby dzisiejszy post był względnie krótki. Na pierwszy ogień pójdzie…

Meiji Porute Cocoa, pod taką nazwą przynajmniej figuruje na jednej stronie internetowej. Jest to ubity krem czekoladowy (albo ubita śmietanka czekoladowa, smakowo obie wersje pasują) w polewie z mlecznej czekolady, na kruchym kakaowym herbatniku, całość jest oprószona sproszkowanym kakao. Jest jeszcze wersja ubitej śmietanki w polewie czekoladowej na kruchym herbatniku. Przypuszczalnie te trufle, tak jak Meltykiss ,nie mają zbyt wiele szans w starciu z wyższą temperaturą ale nie ma się czego się obawiać, u mnie w pokoju piźdz… khem jest zimno jak w mordę strzelił. W opakowaniu znajdowało się 10 tych ciućków, każde oddzielnie zapakowane. Nie są zbyt wielkie, dla porównania zrobiłam zdjęcie z niewiele mniejszą monetą 2 złotową. Ale mały rozmiar też potrafi zadowolić, prawda?*
*tak, jestem w pełni świadoma, że zabrzmiało to dość dwuznacznie, tak, jestem dumna z mojej mentalności niewyżytego gimnazjalisty.
Smak: te trufelki są z wierzchu lekko obsypane kakao, jednak wydaje się, że z powodu ciepła, kakao te lekko wniknęło w masę czekoladową, wobec czego nic się nie sypało, palców nie brudziło. Polewa czekoladowa jest mało słodka, za to mocno kakaowa, bardzo wytrawna w smaku ale jednocześnie delikatna. Pod cienką warstwą polewy skrywał się lekki krem czekoladowy. Nie powiedziałabym, że jest bąbelkowy ale z pewnością był trochę napowietrzony, jak bita śmietana. Słodsze niż polewa ale niezbyt mocno, zasłodzić się tym z pewnością nie da. Również było czuć kakao, zaś sam krem był dość mocno tłustawy i mleczny. Po prostu rozpływał się w ustach z szybkością światła. Na końcu pozostało ciastko herbatnikowe.
 Było bardzo leciutkie, trochę wręcz przypominało bezę. Ze wszystkich elementów było najmniej słodkie ale, tak jak z resztą, silny akcentem stanowiło kakao. Wiecie, te maleństwa to było zło, gdyż były wręcz przepyszne i zbyt szybko znikały. Niezbyt słodkie, czekoladowe, rozpuszczające się na języku, czego chcieć więcej? Oprócz większych trufelków, znaczy się.
Ocena:10/10
Kaloryczność: 1opakowanie(49g)/292kcal


Pocky Chocolate firmy Glico, jeżeli oglądaliście/oglądacie anime, to pewnie wiecie co to jest pocky, jest to dość popularna przekąska w Japonii, wobec czego często występuje w animacjach z  tego kraju. Jeżeli jednak nie wiecie to śpieszę z wyjaśnieniami. Różne źródła podają, że pocky to paluszki z herbatników oblane polewą. Nie do końca się zgodzę z wersją herbatnikową, tak jak w przypadku Toppy, mózg od razu podsuwa nam obraz naszych rodzimych paluszków ale to też niedokładnie to. Ja osobiście bym powiedziała, że to taka krzyżówka między herbatnikami a paluszkami, niżej bardziej rozwinę tą myśl. Pozostaje kwesta polewy, najbardziej tradycyjną jest pewnie ta czekoladowa i truskawkowa ale Google grafika podsuwa jeszcze inne wersje, takie jak mleczne, migdałowe, bananowe, jagodowe, czy o smaku zielonej herbaty. Jest wiele innych smaków ale o nich już nie będę wspominać, za długo by to wyszło. 
Co jeszcze można powiedzieć? Może to, że oprócz gładkiej wersji polewy jest jeszcze taka z dodatkiem kawałków migdałów. W polskich sklepach pocky jest oczywiście niedostępne ale w większych marketach można natknąć się na Mikado, które mają być tym samym co pocky, nie wiem, nie jadłam, nie wypowiem się. Nie jestem politykiem aby autorytarnie wypowiadać się o rzeczach, o których nie mam zielonego pojęcia.

Smak: polewa jest z czekolady… no właśnie trudno mi to określić, wydaje mi się, że z deserowej, bo mlecznego posmaku tam nie wyczulam ale oczywiście mogę się mylić. Słodycz też jest na poziomie deserowej, taka odpowiednio zbilansowana. Wyczuwa się bogaty i głęboki smak kakao, nieco gorzkawy ale niezbyt mocno, w końcu nie jest to gorzka czekolada. Trochę tłustawa, bez nieprzyjemnych niespodzianek w postaci paskudnego posmaku. Całkiem fajnie się ją obgryzało z paluszka. No właśnie, czy z paluszka? A może powinnam napisać, że z herbatnika?
Jak już wspominałam, ten wyrób, jak dla mnie, jest dzieciątkiem związku typowego paluszka i herbatnika. Dokładniej rzecz biorąc w smaku przypomina mało słodkiego herbatnika ale w chrupkości i strukturze to jest jak paluszek. Tak, tak to chyba najlepiej odzwierciedla  moje wrażenie po zjedzeniu tej przekąski. Tak jak  w przypadku Toppy, jedyną wadą tego produktu jest to, ze człowiek raz za razem sięgał po kolejną porcję. Przecież same paluszki są uzależniające, a co dopiero mówić o takich z całkiem dobrą czekoladą. Jak chcecie to zawsze możecie zamówić przez internet, nie trzeba długo szukać.
Ocena:10/10
Kaloryczność:35g/175kcal


Ciastka Meiji,  Ritch Matcha Green Tea  Cream with Cocoa Biscuits, po naszemu są to markizy z herbatników kakaowych, z kremem o smaku zielonej herbaty. Znowu, wydaje mi się, że smak zielonej herbaty jest dość popularny w japońskich słodyczach. Nie dziwię się temu, w końcu zielona herbata kojarzy się właśnie z Japonią, wiecie, ta cała ceremonia parzenia i takie tam sprawy. Osobiście bardzo lubię zieloną herbatę, dwa duże kubki dziennie to mój własny rytuał, tak samo jak mała kawa z rana. Nie jest to może nic wyszukanego, zwykła Big Active ale właśnie taką lubię. Dlatego bez większych obaw wzięłam się za te ciastka. A tak na marginesie to istnieje jeszcze smak truskawkowy, bo jakżeby inaczej. 

Smak: od razu po otwarciu w nos uderzył mnie specyficzny ziołowy zapach i już wiedziałam, że te ciastka będą trudne w odbiorze. Same herbatniki są w sumie nawet smaczne. Słodycz na poziomie minimalnym, kakao było wyczuwalne ale nie był to jakiś intensywny smak. Przede wszystkim ten herbatnik przesiąkł zapachem i smakiem nadzienia, jednak również nie było to coś bardzo mocnego. Dość zbity ale nie tłusty, nie osypywał się, trochę był twardawy ale smakowo całkiem, całkiem. Trochę gorsza sprawa była z nadzieniem. Warstwa kremu była zaskakująco gruba i również nieco twardawa, trochę jak schłodzone masło.
Tak jak reszta dzisiejszych słodyczy była tylko  lekko słodka, zdecydowanie nie przesłodzona. Smak zielonej herbaty był mocny, intensywny i lekko cierpki. Czuć było ziołowo-trawiasty posmak, a na języku pozostała lekko tłustawa warstewka. No i niestety, jak dla mnie ten krem był okropnie mdły, nie będę ściemniać, średnio mi to posmakowało. Herbatniki były w porządku ale nadzienie zupełnie nie przypadło mi do gustu, połączenie słodyczy z ziołowo-trawiastym smakiem zielonej herbaty nie spodobało się moim kubkom smakowym, przynajmniej w tym wypadku. Ale według osób, które poczęstowałam na uniwerku, ciastka były okay, smaczne. Dopuszczam możliwość, że mówili szczerze, więc wszystko ociera się o gust.
Ocena:4/10
Kaloryczność:33g/173kcal

Nie będę się rozpisywać, bo nie mam nic ciekawego do napisania. To, ze jest kurewsko zimno wcale takie ciekawe nie jest.
Pa

27 komentarzy:

  1. A ja bym tych z zieloną herbatą bardzo chętnie spróbowała, ach ta zieleń kusi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolorek jest ładny, to muszę przyznać.

      Usuń
  2. Ja chętnie bym trufle spróbowała:) .Ostatnio w Aldim kupiliśmy pyszne trufle Belgijskie dziś zjadłam ostatnie dwa:( pojedziemy kupić jeszcze ze 2opakowania bo to niestety była tylko jednorazowa oferta:( . Jadłam wczoraj Milkę gruszkową jak dla mnie pyszna na końcu miałam wrażenie jakby była lekko zmrożona takie śmieszne uczucie:) ja polecam,ale wiem ,że nie wszystkim smakuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Często tak jest, że to co najlepsze szybko znika :(. Teraz to ja mam wrażenie, że to ja jestem lekko zmrożona ;)

      Usuń
  3. Ja mimo wszystko chętnie spróbowałabym tych ciastek o smaku zielonej herbaty...to mogłoby być ciekawe doświadczenie;]

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciastka ładniejsze na obrazku niż w rzeczywistości, ale i tak bym chciała takiego zielonego, wiosennego gluta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To, to jest chyba norma, ze na obrazku rzeczy wyglądają ładniej ;D

      Usuń
    2. Pocky nieźle wyglądają na zdjęciu ;) Chyba, że poprawiałaś je w fotoszopie ;)

      Usuń
    3. Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że jedyne co z tymi zdjęciami robiłam to obcięcie niepotrzebnego tła i zmniejszenie.

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Są warte grzechu ale czy śmierci to bym już nie powiedziała ;D

      Usuń
  6. Mikado probowalam, jest smaczne, ale nie wiem jak sie ma do picky. W sumie to widzialam picky ostatnio w warszawie moze pokusze sie i zakupie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, ja bym na twoim miejscy kupiła i spróbowała :)

      Usuń
    2. http://moekyuna.blogspot.com/2013/03/czy-pocky-pepero-mikado-to-to-samo.html

      Usuń
    3. Czyli wszystko jasne.

      Usuń
  7. Kuresko zimno to mało powiedziane . U mnie jest taka szklanka na drogach że ludzie jeżdżą dla jaj po chodnikach na łyżwach ! Ja łyżew nie potrzebuję - i tak wywalę się w butach . Zima pokazała że istnieje niech wypierdziela !
    A te trufle bajeczne ! Uwielbiam takie kremowe , które po wgryzieniu błogo rozpuszczają się w ustach <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie rano było -19 stopni, dobrze, że przynajmniej ślisko nie było.
      Taaak, takie rozpuszczające się kremowe cuda <3

      Usuń
  8. To pierwsze bym jadła :), takie lekkie, na jednym na pewno by się nie skończyło. Natomiast zielona herbata pasuje mi jako... herbata i zapach np. świeczki, ale no nie wiem, słodycze? Ale, jak widać, ludziom smakuje.
    Niech się ta przeklęta zima skończy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślisz, ze ja na jednym skończyłam? ;D
      Ja mam nadzieje, że inne produkty będą lepsze, bo jeszcze mam z zieloną herbatą rzeczy.
      Popieram w całości.

      Usuń
  9. Paluszki jak paluszki, zielona herbata w słodyczach to niewypał - skusiłam się kiedyś na czekoladę z nadzieniem o smaku zielonej herbaty i sosem o smaku limonkowym. Wstrętne to było, naprawdę.
    Ale te trufle :slina:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciągle mam nadzieje, ze inne słodycze z zieloną herbatą nie będą niewypałem
      Te trufle były najlepsze ;D

      Usuń
    2. W Japonii naprawdę muszą lubić zieloną herbatę...

      Usuń
    3. Z moich poszukiwań wynika, ze chyba wszystkie ich słodycze mają wersję smakową "zielona herbata".

      Usuń
  10. Mmmm....te trufelki nie dadzą mi dzisiaj zasnąć, a jak już uda mi się zmrużyć oczy to mam nadzieję, że mi się przyśnią :) Paluszki i markizy jakoś mnie nie kuszą, może to i lepiej, przynajmniej nie żałuję, że nie można tego u nas dostać w osiedlowym sklepiku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sny o truflach byłyby bardzo przyjemne :D

      Usuń

Włączyłam moderację komentarzy, dzięki temu nie powinno już być weryfikacji obrazkowej.