31.01.2014

Koala no Machi, Mochi Chocolat, guma Hi-Chew



Japońskie słodycze część III

Jak widać wpadłam już w rytm: japońskie słodycze-> słodycze z Coś słodkiego-> polskie słodycze. Jest to jakiś sposób aby uporządkować kolejność pojawiania się produktów na blogu. Oprócz kolejnego wpisu, tu kolejność zostanie zachwiana, bo chcę w końcu otworzyć jedną rzecz, a i tak produkty z Coś słodkiego powoli mi się kończą. To, że mam chaos (twórczy, twórczy) w pokoju i na biurku, nie oznacza, że taki sam mam mieć na blogu. W sprawach żarcia wolę zachowywać się bardziej jak bibliotekarka niż artystyczna dusza i mieć wszystko z góry zaplanowane. I tak według kolejności nadszedł czas na następną część Japońskich słodyczy.

Ciastka Koala no Machi z nadzieniem czekoladowym. Jak zobaczycie na zdjęciu niżej są to niezwykle urocze*, malutkie poduszeczki z wizerunkiem koali. Ja mam wersje typową, czyli czekoladową ale można spotkać również nadzienia truskawkowe, o smaku lodów waniliowych i pewnie jeszcze jakieś by się znalazły. Sama nazwa ma oznaczać Marsz Koali, co nasuwa mi skojarzenia trochę wojenno-bitewne. Skojarzenia błędne, bo marsz ten ma być do sukcesu, symbolizuje motywację i progres i takie tam gadki jak z podręcznika samodoskonalenia się. Mogę jeszcze dodać ten filmik, ja tego nie próbowałam, bo a)szkoda byłoby mi ciastek, b)mam lepsze rzeczy do robienia niż potrząsanie opakowaniem przez pół godziny, c)ręka by mi odpadła po tak długim machaniu
*pierwszą moją reakcją  było głośne „Awwww”
Smak: ciastko tworzy taką fajną poduszeczkę, trochę mniej fajne jest to, że jest w połowie pusta (hmmm, czy to oznacza, ze jestem pesymistką?) ale przecież nie można mieć wszystkiego. Ciastko było suche i chrupkie, w smaku nieco drożdżowe, przynajmniej ja czułam drożdże, nie wiem czy są w składzie. Ani trochę nie były słodkie czy tłuste, troszkę się sypały podczas jedzenia lecz bez tragedii.  Tak właściwie to trochę przypominały sucharki, lubię sucharki, więc to też mi smakowało. W środku kryje się nadzienie czekoladowe. Trochę było go mało ale smak nadrabiał ilość. Słodkie, kakaowe i lekko tłuste, tak w stylu dobrej czekolady deserowej. 
Całość fajnie się komponowała, suche wytrawne ciastko i tłustawa, słodka czekolada, nie było to może nic zachwycającego, czy powalającego na kolana ale miło się przekąszało.
Ocena: 8/10
Kaloryczność:50g/270kcal




Bourbon Mochi Chocolat. Po pierwsze, co to do diabła jest mochi? Godne zaufanie źródło, pomoc wszystkich studentów (czyt. Wikipedia) mówi, że to „tradycyjne japońskie kluski/ciastka robione z klejącego ryżu, ale także z mochiko, czyli mąki ryżowej, podobne do dango, często nadziewane pastą ze słodkiej, czerwonej fasoli anko lub truskawek, obtoczone w czarnym sezamie goma, sojowym proszku kinako albo zabarwione na zielono poprzez dodatek sproszkowanych liści yomogi.”. Dalej jest podane, iż jest to popularna przekąska. Podobno można zrobić takie coś w domu ale potrzebne do tego są składniki, które pewnie można dostać w niektórych sklepach ale zapewne ich cena przeraża. Ja mam wersje gotową do natychmiastowego spożycia, jest to smak czekoladowy, istnieją również wersje: truskawkowa, o smaku zielonej herbaty, lodów waniliowych, tiramisu i tak dalej i tak podobnie. Przyznam, że początkowo się przeraziłam, bo rzuciło mi się w oczy słowo Bourbon i pomyślałam, że to coś z burbonem, na szczęście jak się okazało, alkoholu w tym nie ma.

Smak: najdziwniejsza w tym produkcie jest pierwsza warstwa, czyli teoretycznie ta z ryżu. Naprawdę trudno mi określić jej konsystencję ale spróbuje. Jest miękka, lepka, gumowata, według jednej opinii, glutowata… o wiem, kojarzycie może takie lepkie łapki, które się rzucało na ściany i potem dostawało się ochrzan od dorosłych za brudzenie tejże ściany? O takie coś. No właśnie, ta warstwa trochę przypominała mi tą zabawkę, tylko to jest mniej twarde. W smaku lekko ale naprawdę lekko słodka, również delikatnie było czuć ryżowy posmak ale tak poza tym, to żadnego innego smaku nie czułam. A i jeszcze coś, łatwo można się tą warstwą udławić, wiec trzeba uważnie jeść. 
Dalej jest nadzienie, o to, to było pyszne. Było w formie stałej ale konsystencja była miękka, rozpływająca się w ustach. Nadzienia, jak dla mnie, było zdecydowanie mleczne, mocno czekoladowe i średnio słodkie, trochę przypominało mniej słodką czekoladę Cadbury, czyli czysta przyjemność jedzenia. A sam środek to chyba był z czekolady deserowej, chyba, nie jestem pewna, bo nie dałam rady oddzielić tę część od reszty, więc tylko zgaduje. I wiecie co, mimo dziwności tej pierwszej warstwy, to mi to naprawdę bardzo smakowało, było po prostu inne ale całkiem smaczne, szczególnie to nadzienie czekoladowe. Konsystencja glutowatej gumy może niektórych zniechęcać ale nie mnie. Tylko pozostaje ryzyko udławienia się.
Ocena: 9/10
Kaloryczność: 92g/369kcal


Guma Hi-Chew o smaku zielonego jabłka. Jest to guma rozpuszczalna, bo według informacji podanych na oficjalnej stronie (która jest po angielsku, hurra), wyjmowanie rzeczy z gęby było i jest uważane za mało kulturalny zwyczaj, więc trzeba było wymyśleć coś co byłoby gumą ale dało się połknąć. I voila, tak stworzona gumę rozpuszczalną przeznaczoną na japoński rynek. Dalej mamy podane, że do tej pory stworzono ponad 113 różnych smaków, nawet nie mam zamiaru wyszukiwać tych smaków. Wystarczy, iż podam kilka, a więc mamy: smak brzoskwiniowy, truskawkowy, wiśniowy, mango czy winogronowy, czyli dla każdego coś smacznego.
Smak: na początku myślałam, że to jest to zwyczajna guma owocowa, wiecie, coś w stylu Hubba Bubba. Była twarda i taka ciągnąca się, dopiero po chwili poczułam jak się powoli rozpuszcza. A smak? A smak jest wyśmienity proszę państwa. Nawet bez obrazka na opakowaniu zgadłabym, że jest to smak zielonego jabłka, był bardzo intensywny i nie do przegapienia. Na szczęście słodycz nie przysłaniała tego smaku, chociaż też gra tu dość istotną rolę. No i jeszcze jest delikatny kwasek, który tylko urozmaica doznania. Tak szczerze powiedziawszy to ta guma jest lepsza nawet od Mamby. Ma mocniejszy smak i daje takiego potężnego owocowego kopa,  jak dla mnie strzał w dziesiątkę.
Ocena:10/10
Kaloryczność: 1guma/20kcal

Zauważyliście pewną prawidłowość? Japońskie słodycze chyba mają to do siebie, że nie są bardzo słodkie, albo ja po prostu na takie trafiam.
Pa

27 komentarzy:

  1. Z wielką chęcią spróbowałabym tych gum i tego czegoś z burbonem :DD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. B(o)urbon na szczęście tylko w nazwie ;)

      Usuń
  2. Od rana mam ślinotok ja bym chętnie zjadła te ciastka,ale po tym pół godz potrząsaniu(przez męża) i ta druga propozycja wydaje się ciekawa:) . Wczoraj znalazłam Milkę napowietrzaną karmelową,ale zrezygnowałam z niej bo środek był płynny więc nic nadzwyczajnego:P . Jadłaś kiedyś draże pomarańczowe ze Skawy? tak właśnie smakuje milka pomarańczowa która chcesz:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, zawsze to pomysł aby zatrudnić kogoś do potrząsania.
      Środek był płynny? wobec tego zdecydowanie nie kupię, szkoda kasy na takie coś.

      Usuń
    2. Tak na obrazu widać,że środek jest płynny więc dla mnie to taka sama czekolada co milka caramel .

      Usuń
    3. Łeee, odgrzewany kotlet, widocznie nie mają pomysłów.

      Usuń
  3. Te małe koale są cudowne, szkoda,że nadzienia w nich tak mało :) Widocznie maszerujące ku szczęściu koale nie potrzebują za dużo czekolady :)
    Te ciasteczka, czekoladki, co to tam jest wyglądają cudownie, sama bym się skusiła :)
    Kuzynka mi przywiozła jogurt..... kasztanowy, i krem kasztanowy do kanapek ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maszerując spalają ą czekoladę ;D
      Potem napisz jak smakuje ten krem, kiedyś chciałam kupić ale ktoś mi napisał, ze jest niedobry.

      Usuń
    2. Pyszny jest, jak dla mnie idealny. Nie wiem,może trzeba lubić kasztany? Mi to orzechowo trochę smakuje.

      Usuń
    3. Najpierw może kupię trochę jadalnych kasztanów, chyba w Piotrze i Pawle widziałam.

      Usuń
  4. Guma jest najlepsza, zdecydowanie najbardziej chciałabym coś zielonego i obawiam się, że jest spowodowane tym, ze trzeba mi wiosny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiosna, zieleń i przede wszystkim ciepło.

      Usuń
  5. Tej gumy chętnie spróbowałabym winogronowej, jakoś lubię winogronowe rzeczy.
    Bourbon-cośtam od środka wygląda kusząco, wierzę na słowo, że smakuje rewelacyjnie.
    Tych gumowych łapek nie znosiłam, bo się szybko brudziły, zbierały dosłownie cały syf, kurz i okruszki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Winogronowa również byłaby pewnie pyszna.
      Ale za to jak fajnie się nimi rzucało (w kogoś :D)

      Usuń
    2. Wolałabym porzucać w ludzi czymś ciężkim :D

      Usuń
    3. Rzucanie w ludzi czymś ciężkim jest raczej źle widziane przez społeczeństwo ;D

      Usuń
  6. Bardzo sceptycznie podchodziłam do serii japońskich słodkości. Najpierw jedynie rzucałam okiem na Twoje notki, ale widząc tak wysokie oceny... Wczytałam się i kurczę, rzeczywiście - zadziwiają zróżnicowaniem, ale takim na plus! Spodziewałam się wymysłów nie do zjedzenia, a tymczasem trafiły Ci się nieprzesłodzone, urozmaicone smakołyki :). Super!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze to coś nowego i innego, nawet z czystej ciekawości bym spróbowała czegoś naprawdę dziwnego ale raczej nie ma w tej paczce niczego co byłoby szokujące smakowo (jak czekolada z chipsami ;D).

      Usuń
    2. Ja tam tęsknię za czekoladą z chipsami! :D

      Usuń
    3. Oceniać nie będę ;D

      Usuń
  7. Te misie są super ! Były podobne kiedyś w lidlu - mnie smakowały ,a przy okazji była fajna zabawa w odgryzanie głów :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Misie są naprawdę... awww. Lubię takie ładne słodycze, czasem kupuję herbatniki w kształcie zwierzątek, bo mimo, że w smaku nieciekawe, to takie urocze ;)
    Z kolei to drugie Bourbon coś tam wygląda z wierzchu trochę jak kamyk :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, te awww było silniejsze ode mnie, one były takie urocze ;D
      Z kamieniem też miałam skojarzenie.

      Usuń
  9. Guma wygląda rewelacyjnie, jadłabym :). Pierwsze słodycze skojarzyły mi się z płatkami "poduszkami", ciekawe, jakby z mlekiem smakowały.
    Jak coś jest jak gumowa łapka, to podziękuję :)
    Szukanie gum przez google grafikę było zdecydowanie złym pomysłem: kiwi, truskawkowa pralinka (?), mango, inne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, tez mi się te ciastka skojarzyły z płatkami-poduszkami ale nie chciało mi się ich próbować z mlekiem.
      Dlatego ja nie szukałam tych gum przez grafikę tylko wypisałam te smaki co były na głównej stronie i na tym poprzestałam .

      Usuń
  10. ooo faktycznie nie widziałam! przepraszam, gdybym wiedziała to bym wspomniała o twojej recenzji :) hahaha ty jesteś ponadczasowa już w lutym rok temu przeczułaś, że trafią do polski :) wydaje mi się, że polskie mogą być gorsze, bo raczej nie tak łatwo jest przetransportować wszystkie składniki do Polski, i musieli je robić na miejscu w naszym kraju, przynajmniej mam taką ndzieję kochana! :)

    OdpowiedzUsuń