29.11.2013

enerBio Baton czekoladowy, Rossmann



-40% a ja kupuje batony

W czwartek minął ostatni dzień wydarzenia, które zelektryzowało wszystkie baby, które nagle spostrzegły, że przydałoby się zakupić trochę produktów do szpachlowania, tynkowania i malowania powierzchni. Spokojnie, wcale nie mówię o promocji w Leroy Merlin, czy jak to się pisze, tylko o szale zakupowym w Rossmannie. Taaa, nawet jakbym chciała, nie dałabym rady nie zauważyć tej informacji. Blogi kosmetyczne wypełnione postami w stylu: co kupić i co planuje kupić, potok postów w rossmannowskiej części wizażu, srutututu i tak dalej. Nie będę kłamać, że z pogardą ominęłam ten przybytek mazideł wszelakich, też się skusiłam na tą promocję. Tylko, że po dokładnym przeanalizowaniu moich kosmetyków stwierdziłam, że tak właściwie, to niczego ważnego nie potrzebuję. Ostatecznie wymyśliłam dwa produkty, które może nie były niezbędne ale już dawno chciałam je wypróbować: szminka Rimmel ( w której wyglądam koszmarnie) i wodoodporna kredka Bourjous (która tak bardzo wodoodporna nie jest, jak się przekonałam)*.  Ale co właściwie Rossmann ma do tematyki mojego bloga? Ano to, że czekając w kolejce do zapłaty, capnęłam przy okazji, stojący przy kasach, przeceniony batonik.
*hurra dla udanych zakupów.
Schoko-Knusper Riegel, w niedemonicznym języku to będzie: enerBio Baton czekoladowy; czekolada mleczna z chrupiącym nadzieniem orzechowo nugatowym. EnerBio jest marka dostępną jedynie w Rossmannie. Owe Bio ma polegać na tym, że składniki  pochodzą z kontrolowanej biologicznie uprawy. Nie czuję się na siłach, aby to wybadać, powiedzmy, że wierzę na słowo. Chociaż już wcześniej zerkałam na ten batonik, to jednak nigdy nie zdecydowałam się na jego kupno. Wąż w mojej kieszeni wyraźnie dawał mi do zrozumienia, że kupienie batonika rossmannowskiego, za więcej niż 4zł, jest lekka przesadą. O dziwo słuchałam tego głosu rozsądku (chociaż raz) i dopiero teraz, jak cena z powodu zbliżającego się terminu ważności, stała się bardziej przyjazna ludziom (i wężom), zdecydowałam się na kupno. Nie zwlekając zbyt długo (bo w końcu termin)rozpoczęłam ocenianie produktu.
Smak: baton czekoladowy, więc jest i czekolada. Wedle opisu: pełnomleczna, z tym się zgodzę, bo było ją czuć mlekiem. Nie przesadnie słodka ze słabo wyczuwalnym kakao.  Dość mocno wyczuwalny za to był tłuszcz, pozostawił na języku taką tłustawą warstwę. Może nie była paskudna ale jakiejś dobrej jakości tu też nie wyczuwałam, nie żebym się tego nawet spodziewała. Nadzienie również jest mocno tłuste ale przynajmniej nie przesłodzone, zawsze to plus. Jest nawet niezłe, wprawdzie wolałabym żeby smak orzechów (w końcu to nugat) był bardziej nachalny, bo ten był taki delikatny i subtelny.  Nie było orzechowego kopa, którego oczekiwałam. W samym nadzieniu zatopione były chrupki ryżowe, które pełniły funkcję eeee chrupaka? No, stanowiły urozmaicenie w tej gładniej masie, abyśmy się za bardzo nie nudzili. 
Oceniając ten baton pod względem ceny promocyjnej to może być, jest w porządku. Nawet smaczny, chociaż nie czułam się powalona na kolana. Ale jak już weźmiemy pod uwagę cenę normalną, to wtedy mam już więcej wątów. Niech i tam składniki będą z ekologicznych upraw, za ceną 4,49zł za 40g oczekiwałabym czegoś smakowo lepszego. Tak więc nie polecam ale też nie zniechęcam, sami zadecydujcie czy chcecie kupić ten produkt w cenie normalnej.
Ocena: 7/10
Kaloryczność: 100g/581kcal, porcja(40g)/232kcal
Gdzie kupiłam: Rossmann
Cena: promocyjna 2,99zł

Wiecie co mnie nieco irytuję? Jak ktoś napisze mi maila, ja odpowiem, a potem ta druga osoba… milczy. Wtedy zaczyna się człowiek zastanawiać, czy palnął gafę i tamta  osoba stwierdziła, że lepiej nie wchodzić w to bagno, czy może tamta osoba jest tak zajęta, że nie ma czasu odpowiedzieć i trzeba tylko cierpliwie czekać, a może jeszcze z powodów technicznych mail w ogóle nie doszedł. Osobiście w tą ostatnią opcję nie wierzę, bardziej skłaniam się ku tej pierwszej,. Nie zmienia to faktu, że takie milczenie jest dołujące, wolałabym już otrzymać odpowiedź pod tytułem „Pocałujta w .upę wójta”, niż czekać i się zastanawiać o co kamam. A sama mam za dużo dumy, aby się narzucać i pytać. I tym pozytywnie inaczej akapitem kończę wpis
Pa

27.11.2013

Batonik Twirl, Cadbury i paczka z pysznościami



Zakręcona, pokręcona…

Nigdy nie uważałam się za roztrzepaną osobę, wręcz przeciwnie. Wiem gdzie leżą moje klucze, gdzie powinna leżeć moja komórka, czy kiedy powinnam oddać książki do biblioteki. Również, wbrew temu co powtarzałam jak mantrę mojemu nauczycielowi matematyki, pamiętałam o zadanych pracach domowych. Innymi słowy , jeżeli chodzi o rzeczy istotne, to jestem praktyczna aż do bólu. Oczywiście moje roztrzepanie, gapiostwo i zapominalstwo ujawnia się w tych mniej istotnych kwestiach. Mniej istotnych czyli takich, które bardziej leżą w sferze rozrywki niż obowiązków. I tak zapominam, że miałam zajść do sklepu i, że miałam nadrobić serial, nie wczytuję się w informacje na opakowaniach i zamiast malinowej mamby kupuję na przykład truskawkową. Lub w opisie produktu widzę element, którego tam nie ma i, wobec tego, dochodzę do błędnych wniosków. Tak było tym razem.
Batonik Cabury Twirl. Na moje usprawiedliwienie powiem, że skład został zalepiony ceną i zdołałam jedynie rozczytać, że jest to  „2 milk chocolate fingers”. To mi wystarczyło aby dojść do wniosku, iż jest to taka trochę inna wersja Twixa. Tak wiem, nadinterpretacja z mojej strony. Trochę się więc zdziwiłam, jak otworzyłam opakowanie a tam… , sami przeczytajcie niżej.  Jeszcze z ciekawostek, ten batonik zawiera więcej masy kakaowej niż czekolada mleczna Cadbury, czy tylko ja poczułam się tym faktem zaskoczona?
Smak: będąc w pełni przekonana, że w środku batonika czai się ciastko/herbatnik, przekroiłam jeden paluszek. Nie, nie swój paluszek tylko ten czekoladowy. A w środku, zamiast oczekiwanego wyrobu mącznego, zobaczyłam samo nadzienie. Z pewnością musiałam mieć wtedy głupią minę, znaczy głupszą niż zazwyczaj. Całość jest pokryta polewą z czekolady mlecznej. Była ona bardzo cienka, trudno wiec cokolwiek o niej powiedzieć. Z pewnością nie była przesadnie słodka, za to mocno mleczna i delikatnie kakaowa, jak na polewę bardzo zacna. No i nadzienie, owo, nieco dziwaczne, nadzienie. 
Właściwie jest to nieco twardawa, bardzo krucha, masa mleczno-kakaowa. To smakowało jak taki mało słodki Nesquik, w wersji stałej nie pitnej. Jak już napisałam, mało słodkie, mnie przynajmniej nie zasłodziło. Nieco tłuste ale bez tłuszczowego posmaku .I tak podsumowując, mimo, że to nie było to, czego się spodziewałam, to nie czuję się rozczarowana, bo całość była bardzo dobra. Wprawdzie mam nieco krytycznych uwag do konsystencji samej masy, bo była zdecydowanie za krucha i wszędzie się sypała, no i było nieco za tłusta, to jednak końcowa ocena będzie dość wysoka. Mogę z czystym sumieniem polecić.
Ocena: 9/10
Kaloryczność: 100g/530kcal, opakowanie/180kcal
Gdzie kupiłam: Coś słodkiego
Cena: 2,59zł

No i na koniec pokaże wam co zamówiłam w sklepie Coś słodkiego. Cenę podam bez obniżki.
Reese's Peanut Butter Tree- pewnie będzie to czekoladowa babeczka, z nadzieniem z masła orzechowego, w kształcie choinki, tak przynajmniej przypuszczam, cena-6,99zł
Pop Tarts, Frosted brown sugar & cinnamon- z tego co wyczytałam są to ciastka z nadzieniem z brązowego cukru i cynamonu, cena - 9,99zł
Cadbury Mousse Snowman-puszysty mus waniliowy zamknięty w powłoce czekoladowej w kształcie bałwanka, kawaiii (wybaczcie), cena- 4,99zł
Hershey Milk Chocolate Santa- czyli po prostu czekoladowy Mikołaj, cena-4,99zł
M&M’s Peanut Butter- po co przepłacać w Piotrze i Pawle, jak mogę kupić mniejsze opakowanie za mniejszą cenę, cena-6,99zł
Golden Oreo- czyli Oreo w wersji bez kakaowych ciastek, chciałam wersję Fudge Cremes ale obecnie nie ma tego smaku w magazynie, wzięłam więc wersję złotą, cena- 5,99zł
Hershey's Creamy Chocolate with Hazelnuts- kremowa czekolada mleczna z orzechami laskowymi. Czy taka kremowa to się jeszcze przekonamy, cena- 6,99zł
Czekolada Cadbury Dairy Milk Oreo- odgrażałam się, że ją kupię i w końcu kupiłam, jadłam Milkę z Oreo, więc czas przyszedł  na Cadbury z Oreo, cena- 11,99zł
Cadbury Marvellous Creations Cookie Nut Crunch Bar- połączenie chrupiących ciasteczek, karmelu i karmelizowanych orzechów otoczonych czekoladą Cadbury, opakowanie mnie skusiło, przyznaje bez bicia, cena- 3,99zł
Niby nie ma tego tak dużo ale po prostu się nieco hamowałam, poza tym i tak mam jeszcze w kolejce od groma słodyczy do opisania.
Pa

25.11.2013

Czekolada Milka LU



Nie LUbię tego

Chyba jestem skazana na Milkę. Niby mam w planach spróbowanie jak największej ilości czekolad różnych firm, a i tak słodycze pod marką fioletowej, zmutowanej krowy szwajcarskiej, najczęściej lądują w moim koszyku zakupowym. Ale co zrobić, skoro to właśnie oni chyba najczęściej wypuszczają jakieś nowości czy edycje limitowane. W dodatku horror nad horrorami, produkty Milki mi smakują. Nawet nie będę udawać, że mam wysublimowany smak i kręcę nosem nad tą samą słodyczą. Ogólnie rzecz biorąc lubię czekolady Milki, mimo tego, że nie czuć tam kakao, mimo tego, że czasami jest to sam cukier, mimo nawet tych mniej udanych egzemplarzy, Milka nadal zajmuje szczególne miejsce w moim żołądku. Mam proletariacki gust, trudno się mówi.
Milka Lu czyli stara dobra czekolada mleczna z dodatkiem ciasteczek czy też herbatników, jak kto woli. Jeśli chodzi o oficjalną dystrybucję tej czekolady, to tylko Alma może prowadzić jej sprzedaż. Co skutkuje tym, że zarówno ten produkt, jak i jej Tucowy odpowiednik są koszmarnie drogie, jak na niecałą 100 gramową tabliczkę. Przypuszczalnie, w miejscach, gdzie sprzedają chemię oraz inne rzeczy za zachodniej granicy, można znaleźć tą czekoladę w cenie niższej. Co mi przypomina, że miałam przejść się na rynek w celu obczajenia , czy nie ma obecnie czegoś ciekawego w sprowadzanych z Niemiec produktach.
Ale wracając do tematu, najpewniej tą czekoladę można znaleźć w Almie i dlatego, jak moi rodzice odwiedzili Kraków, poprosiłam ich o wizytę w owym sklepie i zrobienie odpowiednich zakupów. Wersję z Tuc zjadłam, bardzo mi smakowała, więc do tej również miałam wielkie nadzieje.
Smak: sama czekolada jest standardowo mleczna. Jak na milką mało słodka (serio piszę), bardzo mleczna i bez posmaku starej margaryny. Nie wyczułam jakiegokolwiek śladu, że w czekoladzie jest kakao ale za to poczułam obecność czegoś, czego nie potrafiłam zidentyfikować. To był taki niedobry posmak… no sama nie wiem. Wiem za to, że to mi nie odpowiadało i było niedobre. Gdyby nie data ważności pomyślałabym, że termin spożycia dawno minął, a ja jem zepsutą czekoladę. Może była źle przechowywana i dlatego dawała taki dziwny posmak, kto wie. 
Co do herbatników, to jak widać są słabo wypieczone, takie blade i mizerne. Lekko słodkie, miękkie i niezbyt dobre. Smakują starością, jak paczka herbatników, która przeleżała zapomniana w szufladzie 5 lat. Osobiście to czułam rozczarowanie jedząc ten produkt, wersja z Tuc była przepyszna, a ta wypada mizernie. Znaczy nie była aż tak ohyda, że nie dało się jej zjeść ale nie smakowała tak dobrze jak powinna. Tak jak już wcześniej stwierdziłam, może to wina złego przechowywania, a może to wina tego, że ta czekolada tak już ma. Biorąc pod uwagę tylko ten egzemplarz, jestem na nie, moim zdaniem nie warta zachodu.
Ocena:4/10
Kaloryczność: 100g/515kcal, porcja(25g)/129kcal
Gdzie kupiłam: Alma
Cena: 7,99zł

Paczka z Coś słodkiego jest u mnie w domu. Zdjęć nie zamieszczam, bo wczoraj cały dzień było ciemno jak w dupiiii... ten, ciemno było i wszelkie próby obfocenia czegokolwiek kończyły się porażką. Tak więc tego, jeszcze się nie pochwalę.
Pa

23.11.2013

Batonik Lindt Berry Affair



Nie za bardzo nice to sweet you

Jakby ktoś nie miał kalendarza, Internetu i zdrowego rozsądku, to mógłby pomyśleć, że już, zaraz za chwilę będą święta. Artykuły w babskich pismach o tym jak się odstawić na wigilię, są. Reklamy, w których pokazuje się, że najlepszym prezentem będzie mega-drogi sprzęt czy ciuch, są. Ozdoby porozwieszane na rynku, są. Przynajmniej u mnie w mieście. I oczywiście, słodycze świąteczne na półkach sklepowych, są, w niektórych miejscach nawet od października (WTF Lidl?). Pełno Mikołajów, kalendarzy adwentowych, marcepanu, a wśród tego wszystkiego leżą produkty Lindt. Przejrzałam i stwierdziłam, że ogólnie to nuda, wszystko to samo, tylko na opakowaniach dodali trochę świątecznego śmiecia i tyle. No i dali czekoladowe świąteczne figurki. W chwili obecnej wstrzymuje się od zakupów, bo czekam na jakieś sensowne promocje, może wtedy uda mi się coś ciekawego wyłowić. A na dzisiaj, wbrew obecnie nam panującej porze roku, przedstawiam wam coś letniego. Całe życie pod prąd.
Hello my name is Berry Affair, czyli batonik z czekolady białej nadziewany kremem wiśniowo-jeżynowo-jogurtowym.  Od razu się przyznam, że nie jestem wielką fanką połączenia białej czekolady z większością owoców. Ten smak nie do końca mnie przekonuje, chociaż nie powiem żebym czuła do niego jakieś szczególne obrzydzenie, po prostu mnie nie zachwyca. Ale postanowiłam dać temu połączeniu kolejną szanse, jak zobaczyłam batoniki Lindt z tej serii letniej. Już pisałam o wersji kawowej, która była ekstra, więc czas nadszedł na ten oto smak.
Smak: biała czekolada jest biała(niewyobrażalne, co nie?) i bardzo słodka jak na Lindt. Mocno śmietankowa i może odrobinę waniliowa ale tylko odrobinę. Silnie nasiąkła smakiem nadzienia, więc trudno wyłapać słabsze elementy. Poza tym, gładka i tłustawa ale bez smaku margaryny. Mogła być lepsza ale nie jest zła. Nadzienie jest przede wszystkim kwaskowate, hellooooł cytrynko, nie ma o tobie mowy w opisie produktu ale widzę cię w składzie. Nie schowasz się przede mną. 
Smak wiśniowy czuć słabo, głównie wyłapałam jeżyny, więc ogólnie nadzienie smakowało jak kwaskowaty, nie mocno słodki jogurt, o smaku owoców leśnych. Sama masa nie jest gładka, po rozpuszczeniu na języku pozostają takie małe twardowo-gumowate  słodkie okruchy owocowe. I tak właściwie to całość była dobra. Słodka i jednocześnie kwaskowata,  sama  czekolada była poprawna i wierzę, że to może niektórym bardzo smakować. No, tylko jak już wspominałam, ja nie jestem fanką takiego połączenia i zdania nie zmieniłam. Osobiście wolałabym mleczną czekoladę z takim nadzieniem, jak to było z letnia edycją Ritter Sport, ale to też ostatecznie może być.
Ocena: 7/10
Kaloryczność: 100g/566kcal
Gdzie kupiłam: Empik
Cena: 5,99zł

 Złożyłam już zamówienie na stronie Coś słodkiego, więc spodziewam się niedługo nowej dostawy pyszności. Skorzystałam z kodu rabatowego (dzięki Artaz) i akurat trafiłam na moment, w którym czekolada Cadbury Oreo była w magazynie w dużej ilości. Yay
Pa