29.06.2013

Lody Carte D’or, Muffin



Dość droga ta muffina

Cierpię koszmarnie, i to od paru dni. Niestety po mamusi odziedziczyłam skłonność do alergii(oto cześć mojego dziedzictwa: alergia, słaby wzrok, nieposłuszne włosy i wrażliwa na słońce skóra, nice),na szczęście nie pokarmowej (tej tragedii bym nie przeżyła) tylko na pyłki. A teraz nastał ten okres w którym wszelkie roślinki rozsiewają te paskudztwo, więc cierpię. Od paru dni nawet tabletki na alergię nie pomagają, boli mnie nos, boli mnie gardło a pomalowanie oczu grozi efektem pandy tudzież narkomanki cierpiącej na bezsenność. Uroku mi to nie dodaje, zapewniam was. Tak więc z powodu nosa i gardła moje odczuwanie smaków zostało nieco przytłumione. Może nie tak bardzo jak w czasie przeziębienia ale jednak różnica jest. Jednak dzielnie i zgodnie z zapowiedzią zabrałam się do smakowania, kosztowania i recenzowania pewnych lodów.
Carte D’or Muffin, Lody waniliowe z sosem kakaowym i kawałkami muffinek. No powiedzmy, że nie wzięłam tego za względu na świetny skład, nie są to lody dla osób, które unikają syropu g-f . Ja jednak miałam ochotę na jakiś inny nietypowy smak* a to akurat brzmiało nietypowo.  Trochę mnie irytuję, że nie są to pudełeczka 1 litrowe tylko 900ml, naprawdę już nie mogli dodać tych 100ml? Sknerusy wredne, szczególnie, że te lody do najtańszych nie należą. W pierwszym momencie  myślałam, że te lody są posypane z wierzchu orzechami, okazało się, że to nie są orzechy tylko kawałki muffinek. Od razu piszę, że te z wierzchu a te zatopione w masie nie są tej samej wielkości, zgadnie ktoś, które są większe?  Z nadzieją, że warto było szarpnąć się na ten produkt, zaczęłam wcinać.
*nietypowe smaki to znalazłam w jednej lodziarnio/kawiarni w Białymstoku, niektóre pyszne (raffaello, solony karmel, snick-snack) a inne lekko …hmm niezachęcające (marchewkowe i te dziwne niebieskie chyba morskie się nazywały, morze dla mnie się kojarzy z rybami, wodorostami i nietrzymającymi mocz, kąpiącymi się ludźmi ale to takie luźne skojarzenie)
Smak: a więc najpierw, lody są puszyste w sumie dość miękkie więc wybieranie łyżką jest bezproblemowe. Główna część jest  ciutkę jednak za słodka jak na mój gust, a przypominam, że obecnie mam lekko przytępione zmysły. Wanilia jest mocno wyczuwalna wraz z delikatnym posmakiem śmietanki. Nie jest gładka, w masie zatopione są małe kawałeczki muffinki . Są nieco rozmiękłe co jest dość zrozumiałe ale trafiały się i twardsze fragmenty, W smaku jest to najzwyklejsza maślana muffinka, bez żadnych udziwnień, delikatnie słodka, jak wspominałam maślana, oraz również waniliowa, całkiem, całkiem. Jak próbowałam tego sosu kakaowego to miałam wrażenie, że jem, odpowiednio słodką i smaczną czekoladę deserową, to wspaniale dopełniło całość. Ale mimo tych zalet te lody nie są tak bardzo zachwycające, czegoś im brakuje. Są nieco przesłodzone a kawałki muffinek nieco za małe.
 Mogłabym to wybaczyć gdyby nie cena, to nie są lody za prawie 16 złotych, ich jakość bym bardziej oceniła na najwyżej 10zł. Skład również nie jest wytłumaczeniem ceny, to nie jest Haagen Dazs, który ma miłą dla oka listę użytych produktów.  Podsumowując: smaczne ale nie ta cena nie ta jakość i nie ten smak, szkoda.
Ocena:7/10
Kaloryczność:100ml/120kcal, 2gałki/130kcal
Gdzie kupiłam: Piotr i Paweł
Cena: 15,69zł

Przy temacie lodów pozostając. Od następnego poniedziałku będzie w Lidlu Tydzień amerykański, tak na marginesie, macie szansę spróbować osławionego masła orzechowego jeżeli wcześniej go nie próbowaliście, ale ja nie o tym chce pisać. Czekałam na ten tydzień z niecierpliwością głównie z jednego powodu, a powód ten to lody MCeendy Master Taste. Już recenzowałam wersję czekoladową, a chciałam spróbować tą ciasteczkową. Jednak przeglądając gazetkę promocyjną zauważyłam coś niepokojącego, brak było lodów.  No serio, chyba się z lekka zdenerwuję, jak to latem nie dawać w ofercie lodów! Mam lekką nadzieje, że mimo to znajdę w zamrażalce ten produkt ale wszyscy wiemy co mówią o nadziei i macierzyństwie. Na razie jestem w trakcie pisania „listu oburzonej konsumentki”, myślicie, że frazy „kurze wasze mordy”, „chamy niemyte” i „świńskie wasze, nieopierzone kopyta” nadają się do oficjalnego pisma?
Ciągle bawię się z kodem HTML, wobec czego nasuwa mi się zdanie "Wiem, że nic nie wiem", moja irytacja narasta z każdą chwilą.
Pa

27.06.2013

Woda z wnętrza kokosa



Nabita w kokos

Biorąc pod uwagę,  że prowadzę bloga generalnie o produktach powszechnie uważanych za niezdrowe i fee, raczej nie sprawiam wrażenia osoby lubiącej wysiłek fizyczny. Może was zdziwię ale ja lubię aktywnie spędzać czas, no nie powiem żeby to był wysiłek na miarę maratonu ale nie zalegam przed komputerem z tabliczką czekolady w dłoni. Codzienne marsze, brzuszki, jazda na rowerze stacjonarnym, steper, hula hop- to są moje sposoby na pozbycie się nadmiaru energii.  Tylko, że razem z tym nadmiarem energii tracę również różne potrzebne substancje i ple, ple, ple.  W tym momencie wkracza woda kokosowa. Przypuszczam, że jeśli czytacie różne gazetki o gwiazdach i celebrytach, to pewnie słyszeliście tym produkcie, podobno zrobił furorę wśród znakomitości Hollywoodu. Z drugiej strony scjentolodzy również zrobili tam furorę, więc nie wiem czy jest się czymś chwalić. W końcu, po tym bumie w Ameryce, produkt przywędrował do Polski a ja dostałam szanse wypróbować o co chodzi z tym kokosem.  Krążyłam po Piotrze i Pawle, bez wyraźnego pomysłu co by tu kupić. COŚ chciałam ale sama nie wiedziałam co, dość często mi się to zdarza.  W końcu natknęłam się na tę wodę i chociaż to również nie było TO, to jednak wolałam coś kupić i wyjść, zanim ochrona i pracownicy zaczną mnie podejrzewać o chęć wyniesienia połowy sklepu w gaciach, jak to się dzieje w Rossmanie. 
All Natural Coco cool, Coconut Juice, do puszki była przymocowana taka ulotka, z której można wyczytać, że ten napój pomaga w dbaniu o urodę (za późno), o zdrowie (no na moje dolegliwości to trzeba coś więcej niż kokos)wspomaga osoby aktywne fizycznie (taki cheerleading) jest odpowiedni dla mamy i dziecka (a tata z dzieckiem może się walić), dzieciaki ją uwielbiają(dzieciaki również uwielbiają wsadzać sobie klocki Lego do nosa)i jest świetnym remedium na kaca.
 Musiałam wstawić zdjęcie które widniało przy tej zalecie, ten facet nie wygląda jakby miał kaca tylko jakby odleciał hen daleko na pierdzącym tęczą jednorożcu, przy dźwiękach „Because I got high”. Uprzedzając fakty, ja fazy po tym nie miałam. Oprócz tego jest lista dobroczynnych składników i innych zalet, a jest takie jedno ciekawe zdanie „Woda z wnętrza kokosa ma skład niemal identyczny jak osocze ludzkiej krwi”, sami sobie wpiszcie żarty na temat wampirów ze „Zmierzchu” to jest dla mnie za łatwe. Wszystko ładnie i pięknie ale jak to zdrowie w puszce smakuje, ojoj.

Smak: po pierwsze, szklanka nie jest brudna to ten płyn wygląda jak brudna woda. Smak tego produktu, hmm, jakby to opisać… Po prostu smakuje jak przeraźliwie słodka woda z dodatkiem czegoś kokosowego. Nie powiem żeby pierwszy łyk mnie zachwycił, drugi zresztą też, przy trzecim musiałam powstrzymywać odruch wymiotny. Dla mnie to było po prostu paskudne, niby lubię smak kokosa ale tutaj to był koszmar. Trudno mi dokładnie opisać co mi w tym napoju tak bardzo nie smakowało. Piłam kiedyś resztki tego co udało się zachować po rozłupaniu orzecha kokosowego*, i tamto mi smakowało. Z pewnością było mniej słodkie niż omawiany produkt, aż trudno uwierzyć, że nie był dodatkowo słodzony. I w ten sposób 7 zeta (a właściwie 8)popłynęło rurą bo nie dałam radę tego wypić, ja dziękuje za takie zdrowie. Pozostanę raczej przy słodyczach kokosowych a od tego będę się trzymać z daleka.
*otwieranie kokosa to zabawa na długie i nudne jesienne wieczory dla całej rodziny, tak tylko mówię.
Ocena: 1/10
Kaloryczność: porcja (240ml)/ 76kcal
Gdzie kupiłam: Piotr i Paweł
Cena: 7,99zł

Może się zastanawiacie czemu w zapowiedzi tego produktu wpisałam „będziemy zdrowe i piękne z kokosem i Madonną”? Znowu napisałam to co podaje ulotka, „Jest ulubieńcem gwiazd…”. Tylko jak ja widzę zdjęcia Madonny bez makijażu, to raczej zaczynam wątpić w ekstra zdrowotny wpływ tej wody. Wiem co mówię, moja mama jest w wieku podobnym do wyżej wymienionej piosenkarki i wygląda zdrowiej, i to beż makijażu.
Pa

25.06.2013

Hershey’s Kisses, Cookies’n Cream



Białe pocałunki

Dobra, sesja zdana, pracy ni ma* więc w tej chwili mogę skupić się na tym co istotne, czyli na prowadzeniu bloga, żarciu słodyczy i oglądaniu seriali. Chyba w tym życiu nie dam rady nadrobić wszystkich nieobejrzanych sezonów Supernatural, obczaić Hannibala, Walking Dead, American Horror Story, Vikings, Bates Motel, Breaking Bad (ta lista nie jest jeszcze zamknięta). Jestem no-lifem jakbyście nie zauważyli.
 Na pokazany niżej produkt czaiłam się już od dawna, trafiłam na niego przypadkiem jak masochistycznie przeglądałam sklep internetowy z zagranicznymi słodyczami. Wzdychałam i śliniłam się do monitora bo to, było czymś za czym moja dusza wołała i wyciągała metaforyczne rączki niczym crajzy- nastki do Biebera. To wewnętrzne cierpienie mej jaźni tak mi się rzuciło na mózgownicę, że nie wpadłam na pomysł, żeby poprosić kogoś o przesłanie mi małego opakowania tegoż produktu. Czasami umyka nam najprostsze rozwiązania. W końcu strzeliłam się w ten durny łeb i wystosowałam,  za pośrednictwem mamy, ładna prośbę o zapomogę w postaci…
*następna osoba która powie mi/napisze, że łatwo znaleźć pracę w wakacje, dostanie w czerep, albo realnie albo telepatycznie.
Hershey’s Kisses Cookies’n Cream, po naszemu Pocałunki (WTF) Hersheya, Ciasteczka i śmietanka. Wszystko świetnie tylko dlaczego to się nazywa „pocałunki”, to the Google. Ciocia Wikipedia twierdzi, że nazwa wzięła się z odgłosów jakie wydawała maszyna  robiąca ta czekoladki. Dobrze, że ta maszyna nie robiła innych dźwięków, wyobrażacie sobie jedzenie słodyczy o nazwie pierdzioszek albo smarknięcie albo bek albo… dobra lepiej się pohamuje zanim całkowicie wam obrzydzę jedzenie.

Smak: czekolada jak widać jest z tych z gatunku białych czyli niech was ręka boska broni aby ją jeść i w ogóle to lepiej idźcie zjeść gorzką, taką z 99% kakao a najlepiej to w ogóle nie jedzcie słodyczy bo to dzieci szatana i dupa wam urośnie od jednego ciasteczka(sarkazm jakby ktoś się nie połapał, tak znowu trafiłam na mądry inaczej program).
 Poziom słodkości jak to w białych czekoladach ale w odróżnieniu od tych gorszych, to nie ma tu posmaku taniej margaryny. Jest śmietankowo-waniliowa w smaku, delikatnie rozpływa się na języku wprawiając w stan błogości. Jak się całkowicie rozpuści, to na języku pozostają malutkie kawałki ciasteczek. Nie są może zbyt duże ale jest ich pełno. Delikatne ale jednocześnie lekko chrupiące, prawie w ogóle nie są słodkie co stanowi doskonałą równowagę dla czekolady. Wyraźnie czuć kakao oraz subtelną sugestię soli. Moja ocena całości jest taka: żałuje, że nie można tego ot tak sobie kupić w normalnym polskim sklepie. Jest przepyszne, może nie aż tak jak  biała czekolada z Lindt ale niewiele brakuje, nieprzesłodzone o wyraźnym smaku ciastek i delikatnej czekoladzie. Jedyną wadą tego produktu to jego wielkość, jestem ciekawa całej tabliczki.
Ocena:9,5/10
Kaloryczność: porcja (10 czekoladek)/220kcal
Gdzie kupiłam: paczka z USA
Cena: jak wyżej

Te maleństwa stanowią niebezpieczeństwo dla każdej osoby pilnującej wagę. Niby są takie małe i człowiek myśli, że przecież nie zaszkodzi jak jednego zjem. Nie oszukujmy się, są tak niepozorne i dobre, że nawet nie zauważycie jak wtranżolicie z 15 sztuk. Mówię z doświadczenia ;D Tak jak już wspominałam, w Polsce to produkty tej firmy można jedynie dostać przez internet, tutaj macie ten sklep. Wkleiłam do niego link bo i tak na tym nie zarabiam więc nie czuję się jak naganiaczka niewolników. Wprawdzie nie ma tej wersji w postaci „kisses” ale jest jako tabliczka.


Pa

23.06.2013

Jogurt Nocciolata w stylu włoskim, Lidl



Kurtyna opada, braw nie będzie.

Zgodnie z zapowiedzią, dzisiaj będzie o jogurcie w stylu włoskim, z tygodnia tematycznego Lidla. Już pewnie wspominałam (ach ta krótka pamięć), że właściwie to rzadko jem jogurty, jak zobaczę coś ciekawego to i owszem ale tak, żebym musiała jakieś owocowe Jogobelle, czy inne Activię kupować, to nie. Ale właśnie, jak zobaczę coś nowego, ciekawego, innego, to czuję wewnętrzny przymus żeby to spróbować (i prawdopodobnie nigdy w życiu już tego nie kupić). Przeglądając gazetkę lidlowską przyuważyłam te niby włoskie jogurciki, smaki zabajone i marcepan nie wzbudziły mojego wielkiego entuzjazmu i wewnętrznego hip hip hurra ale za to nocciolata i ten z limonką to już tak, owszem. Będąc już w sklepie wahałam się miedzy tymi dwoma smakami. Czemu właściwie nie wzięłam obu na spróbowanie? Bo na tyle rzadko jem jogurty, że byłoby to wyrzucanie kasy i tyle. W końcu zdecydowałam się na ten przedstawiony poniżej.
Nocciolata czyli jogurt o smaku orzechowo-kakaowym z kawałkami orzechów. Hmm, ten obrazek na wieczku jest trochę mylący, można by się spodziewać, że tek kształt obok orzechów to jakieś toffi czy inny karmel a tu pupa blada. Przyznaje bez bicia, nie przeczytałam składu przed dokonaniem zakupu, więc się lekko zdziwiłam podczas robienia zdjęć, jak znalazłam informację co ja właściwie kupiłam. Nawet nie spodziewałam się takiego składnika jak kakao. Człowiek inteligentny powinien uczyć się na błędach, a biorąc pod uwagę, ile razy takie niespodzianki mi się przytrafiały, źle to świadczy o mojej inteligencji.

Smak: zacznę od konsystencji, bo w końcu jest to dość ważny czynnik w kategorii jogurtów. Rzadki i lejący się, nie tak bardzo jak jogurt pitny ale bardziej niż Jogobella. W środku widać takie ciemniejsze kropeczki, podejrzenia co do tych kropeczek zawarte są niżej. Jogurt jest bardzo słodki, aż za bardzo, pod koniec jedzenia miałam go serdecznie dość. Wyczuwa się odrobinę kwasowości ale nie za dużo, więc to żadna przeciwwaga dla tego cukru. Smak orzechów, no chyba odrobinę tam jest, dość ciężko to wyczuć, bardziej czułam śmietanką. Po kakao ani widu ani słychu, składnik-widmo. 
W składzie jest napisane, że jest to jogurt z kawałkami orzechów i w tym momencie możecie sobie wyobrazić słuchowo mój potępieńczy śmiech. Te ciemne kropki, których nawet nie wyczuwa się na języku, to kawałki orzechów. Niezły żarcik. Serio przegrzebałam cały jogurt w poszukiwaniu tych kawałków orzechów i na sam koniec doszłam do wniosku, że nie ma innej opcji, ciemne kropki to orzechy.  Brawo dla producenta, mógłby sobie darować te „kawałki orzechów”. Ogólnie to straszliwie się zawiodłam, nie tego oczekiwałam. Jest to słodki , mdły ulepek bez żadnego charakterystycznego smaku. Nawet zjadliwy, dla niektórych może i smaczny ale to nie jest to czego można oczekiwać po opakowaniu czy nawet składzie. Nie polecam.
Ocena:5/10
Kaloryczność: 100g/141kcal, 150g/211,5kcal
Gdzie kupiłam: Lidl
Cena: 1,55zł

A teraz uchylę wam rąbek tego co mam zamiar w najbliższym czasie zrecenzować. Poślę parę pocałunków, muffiny ochłodzą nam upalne dni no i będziemy zdrowe i piękne z kokosem i Madonną ;D. Jeszcze nie zdecydowałam o kolejności, się zobaczy jak to wyjdzie.
Pa

22.06.2013

Jarmark na Jana czyli krótka historia Białegostoku



W końcu moje studia do czegoś zobowiązują.

W poście na temat targu kaziukowego stwierdziłam, że nie będę pisać o tle historycznym tego wydarzenia bo i tak nikogo nie będzie to interesować. Oczywiście w komentarzach znalazły się głosy, że nieprawda i te osoby chętnie by trochę przeczytały o tym. Ale powiem szczerze, nie chciało mi się wtedy pisać na tematy historyczne, pomyślałam więc, że notkę stricte związaną z moim kierunkiem studiów, zrobię na temat Jarmarku na Jana(który to odbędzie się jutro). A więc proszę bardzo, jeżeli historia was nie interesuje to zapraszam jutro na wpis o jogurcie lidlowskim, innych wariatów zapraszam do czytania moich wypocin.
Zanim zacznę od przedstawienia samego Jarmarku może zacznę od odpowiedzi na niezadane pytanie; Ale dlaczego to się nazywa na Jana? Aby to wytłumaczyć muszę wgłębić się trochę w początki istnienia tego co dzisiaj nazywamy Białymstokiem. Ahem [historyk mode on]

21.06.2013

Babeczki czekoladowe i słodkie biszkopty z Lidla


Trochę za dużo dolce w tym vita.

Wiecie, czasami jak piszecie w komentarzach „A jadłaś może…” „Polecam ci…” czy coś w tym rodzaju to stajecie na tym samym poziomie kuszenia co ja. Jeśli czegoś nie jadłam  to od razy włącza mi się taki pstryczek w głowie pod tytułem „Chce to”. Nie żebym robiła wam wymówki, ja wam za to dziękuje, bo dzięki temu mogę poznawać produkty o których istnieniu nie zdawałam sobie sprawy. Tylko trochę skąpa część mojej osobowości rzuca pod nosem trochę inwektyw ale nie zwracam za bardzo na nią uwagi. Tak samo było i tym razem, w dodatku w danym komentarzu był jeszcze link odsyłający do polecanego produktu i przepadłam z kretesem. Przedstawione dobrocie wyglądały tak w moim guście, że chyba z parę chwil siedziałam wpatrzona w monitor,  z rozmarzonym wzrokiem. Jedni wzdychają do ciach a inni do babeczek… czy tylko mi to zabrzmiało dwuznacznie? Nic dziwnego, że wcześniej nie widziałam tego produktu, jest dostępny chyba tylko w Żabce, a to jest sklep, do którego wyjątkowo mam nie po drodze. Nie zaraz, inaczej, mam po drodze tylko wydaje mi się, że jest droższy niż inne ale mogę się mylić. 
Babeczki z kremem w czekoladzie, prawda że wyglądają niezwykle apetycznie? Skład wygląda nieco mniej apetycznie, osoby wrażliwe i łatwo stresujące się nie powinny za bardzo w to wnikać. Ale ja w tym przypadku nie będę się czepiać, bo w końcu producent nie oszukuje, że jest to samo zdrowie, jem to na własną odpowiedzialność.  Testament spiszę jak coś później. Na sam koniec, przed przejściem do smaku, dodam, że w opakowaniu znajduje się osiem babeczek, które przy wyciąganiu koszmarnie brudzą palce ale jest obecnie bardzo gorąco więc może to być tego powodem.
Smak: pierwszą warstwę stanowi czekolada, jest cieniutka więc trudno cokolwiek o niej powiedzieć ale i tak spróbuję. Mleczna i słodka ale nie za bardzo, możliwe, że wyczuwam kakao ale równie możliwe jest  to, że to tylko moje pobożne życzenie. Na pewno kakao jest w kremie kakaowym, byłabym bardzo zła jakby było inaczej. Bardziej słodki od czekolady, wręcz zamulający, dobrze więc, że nie ma go zbyt wiele. Również pewne „ale” mam do tłuszczowego posmaczku, da się jednak przeżyć. Biszkopt ze wszystkich elementów ma najmniej charakteru, to taki Bella Swan* w tej babeczce. Za suchy i sypki jak na mój gust, słodki ale już bez bonusu w postaci kakaowego smaku, do przełknięcia ale właściwie po co. Hmm, powiem to tak, ogólnie babeczka jest niezła, nawet mi smakowała ale tyłka nie urwała. Ma swoje zalety i wady, nie da się zjeść na raz więcej niż jedną babeczkę bo to grozi zasłodzeniem i wielce gwałtowną ochotą na solone śledzie. Może  jeszcze je kupie ale śpieszyć się nie będę.
*tęskniliście za moim nabijaniem się ze  „Zmierzchu”? I tak długo się powstrzymywałam, żarty same cisną się na klawiaturę.
Ocena: 7/10
Kaloryczność: 100g/503kcal, 1babeczka(16g)/82kcal
Gdzie kupiłam: Żabka
Cena: 4,99zł

Ale, ale, to jeszcze nie koniec.  Ostatnio to do Lidla było mi nadzwyczajnie nie po drodze a tygodnie tematyczne były po prostu nudne. W końcu jednak rzucili ofertę, która mnie umiarkowanie zainteresowała, czyli Tydzień włoski. Szczególnie 2 produkty wzbudziły moją chęć posiadania: jogurt w stylu włoskim (o którym będzie w następnym poście) oraz biszkopty podłużne.
Ital d’Oro, Savoiardi, Biszkopty podłużne. Opakowanie to 400g, w głównym opakowaniu są cztery mniejsze opakowania po 100g. Trochę się zdziwiłam jak zobaczyłam, że te biszkopty są wyprodukowane we Włoszech, spodziewałam się, że w Szwablandii (nie obrażać się, szwabowie należeli do plemion germańskich, więc o), prawda, że to zaskakujące, że produkty z tygodnia włoskiego rzeczywiście są z Włoch?
Smak: nie są to typowe miękkie biszkopty jakie zwykle kupuję, te są dość twarde,  chrupkie i suche. Dopiero w samym środku są nieco bardziej miękkie ale też nie na tym poziomie co inne produkty tego rodzaju.  Z wierzchu posypane są cienką warstewką cukru który, jak to cukier, nadaje im słodyczy. Są raczej delikatnie słodkie, nie przesadnie ale też nie skąpo. Co więcej można napisać, smakowo są porównywalne z innymi biszkoptami tyle, że te są twarde. Myślę, że są wręcz stworzone do tego aby maczać je w kawie czy herbacie. 
Nie wiem czy są odpowiednie do takiego na przykład tiramisu, bo się nie znam ale do takiego jedzenia, jako mała przekąska to czemu nie, można spróbować.
Ocena: 8/10
Kaloryczność: 100g/387kcal, 33,3g(4biszkopty)/128kcal
Gdzie kupiłam: Lidl, Tydzień włoski
Cena: 5,55zł

Na razie to tyle.
Pa