01.12.2013

Dolfin Czekolada deserowa z pomarańczą



Odtruwam się

Dzisiaj będzie moja ostatnia czekolada z almowskiego-krakowskiego zbioru. Już parę razy pisałam o tym, że w moim mieście nie ma Almy i tak dalej i tak podobnie. Ale dla tych, co pierwszy raz zawędrowali w moją odludną strefę blogosfery (tu żyją smoki)to napisze małe streszczenie, reszta może spokojnie ominąć ten fragment, bo nic nowego, ani za bardzo ciekawego, tu nie będzie. A więc, w mojej dziurze, stolicy pewnego wschodniego województwa, nie ma Almy, ten zaszczyt nas jeszcze nie kopnął (w odróżnieniu od zarzutów o rasizm i zło całego świata). A ja miałam ochotę na parę czekolad dostępnych jedynie w tym sklepie, peszek jak się widzi. Na szczęście latem moi rodzice wybrali się na krótki pobyt w okolice Krakowa ,więc poprosiłam ich o przywiezienie jakiegoś jednego produktu z przygotowanej listy. Oczywiście, w próżnej nadziei, że może w końcu po hurtowej ilości czekolady trochę przytyję, kupili mi więcej produktów, w tym taką czekoladę, o którą w ogóle nie prosiłam.
Dolfin czekolada deserowa z pomarańczą. Pisałam już o tej marce, konkretnie o czekoladzie mlecznej z przyprawami masala, nie będę wobec tego się powtarzać. Totalnie jednak nie rozumiem, czemu na opakowaniu jest koza, to dziwne rogate zwierzę i nie jestem pewna czy chcę wiedzieć. Czekoladę wyprodukowano w Belgii, na opakowaniu jest chyba informacja o hiszpańskich pomarańczach, więc nadal nie widzę co ma z tym wspólnego ta koza, to zwierzę. Ale pomijając tą zagadkę zoologiczną, również kompletnie nie rozumiem czemu moi rodzice, mając na kartce listę produktów, kupili coś, co się na niej nie znajdowało. Nie żebym marudziła (ha ha ha)czy coś ale po prostu zachodzę w głowę, a oni sami nie byli w stanie tego logicznie wytłumaczyć*. Ale co tam, najważniejsze jest to, czy ten produkt  chociaż był dobry.
* „bo tak” nie uznaje za logiczną odpowiedź
Smak: po pierwsze, czekolada łamie się z trzaskiem co, według mądrych programów o czekoladzie, jest oznaką jej dobrej jakości, czy jakoś tak.  Według wszystkich znaków na niebie, ziemi i liście składników, jest to czekolada deserowa z  60% ilością masy kakaowej, co jeszcze dam radę przełknąć. Ostatnio to i tak głównie się zasładzam Milką, więc to będzie jakaś odmiana. Mało słodka, naprawdę bardzo mało słodka, twarda z wyraźnym kakaowym akcentem ale jeszcze nie stoi na poziomie „kurwa, to czyste, gorzkie kakao, tfuuu”, co to, to nie.  Jest akurat na levelu, który mi odpowiada.  Nie jest tłusta, nie rozpuszcza się w ustach, a przynajmniej nie rozpuszcza się z szybkością jaką lubię. Jestem niecierpliwa, więc popełniam straszny grzech na czekoladzie i ją rozgryzłam, według znawców, jest to rzecz karygodna, kajam się. 
Samej deserowej czekolady nie chciałoby mi się jeść ale w tej jest mała atrakcja pod postacią kawałków pomarańczy. Są lekko twardawe ale nie kamienne, bardziej tak jak świeża guma Donald. W smaku wyraziście pomarańczowa, co powinno być taką oczywistością, że nawet nie wiem czemu to piszę. Ogólnie w całej czekoladzie czuć aromat pomarańczy, nie tylko w tych malutkich, tyci, tyci kawałkach. No i tak podsumowując, z pewnością jest to dobrej jakości czekolada, a, że akurat byłam w odpowiednim nastroju, smakowała mi. Jeżeli ktoś mam ochotę na mało słodką czekoladę, to będzie zadowolony z tego produktu. Jeżeli jednak chcecie coś bardziej słodkiego i mlecznego to nawet nie patrzcie w tym kierunku, bo to zupełnie nie to. Choć mi osobiście smakowała, to jednak nie czułam gwałtownej ochoty zeżarcia od razu wszystkiego. A zwróćcie uwagę, że jest to malutka tabliczka. Z drugiej strony, po zjedzeniu kawałka nie biegłam do szafki po coś zasładzającego, czyli jakby to chwilowo zaspakajało mój apetyt. Punkcik odejmę za brak w wzbudzeniu u mnie większego entuzjazmu, bo do innych elementów przyczepić się nie mogę. Była po prostu smaczna.
Ocena: 9/10
Kaloryczność: 30g/152kcal
Gdzie kupiłam: Alma
Cena: 4,99zł

Wiecie co jest zabawne, moje wrażenie podczas jedzenia tego produktu opisałam w trzech linijkach, sami widzicie ile z tego wyszło tekstu. Nie wiem jakim cudem zrobiłam z tego taki elaborat.
Pa

32 komentarze:

  1. Takie czekolady to ja lubię ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W końcu coś co nie jest białą czekoladą lub Milką ;D

      Usuń
    2. Jadłam właśnie ten nugat z Lidla Deluxe. Ja tu się nastawiam nie wiadomo na co,a to zwykła mleczna czekolada z migdałami. Oszukali mnie, za tę cenę :(

      Usuń
    3. Tak szczerze to mnie słodycze z tego tygodnia tematycznego za bardzo nie kusza, nieco za drogie jak na lidlową jakość.

      Usuń
  2. Na pewno pomarańcze rosną tam, gdzie wypasają kozy.
    Albo koza jest ulubionym zwierzęciem producenta, dlatego zamieszcza jej motyw wszędzie. (jak ja koty)
    A może ukłon z stronę osób zbierających papierki po czekoladach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Weź zacznij produkować czekolady, chciałabym kupić jakąś z motywem kota ;D

      Usuń
    2. Zapomniałam o nich.... a mam je przecież na liście do "Mikołaja". W tych momentach brakuje mi na blogerze emotek, taka z facepalmem byłaby idealnym podsumowaniem mojego braku myślenia..

      Usuń
    3. Tak się rozmarzyłam teraz, bo przecież kocie języczki to były jedne z pierwszych czekoladek jakie jadłam. Pamiętam, że mama nam wydzielała po jednej dziennie i to opakowanie z małymi kociaczkami.
      Chyba od tego się wzięła miłość do kotów i czekolady...

      Usuń
    4. Te opakowania są genialne <3 Też pamiętam je z dzieciństwa i teraz trochę się boje je kupować aby nie niszczyć dobrych wspomnień.

      Usuń
  3. Wygląda jak kozica, za co też przyciąga wzrok. Uwielbiam Dolfiny, hamuje mnie jedynie cena.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie hamuje to, ze nie mogę jej u siebie kupić ale smaki ma ciekawe.

      Usuń
  4. O nie , nie , nie , nie ... słodkości z pomarańczą ... cokolwiek z pomarańczą - ble :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie lubisz? Rozumiem, ja mam taką reakcję z truskawkami ;D

      Usuń
    2. Za to truskawki w czekoladzie kocham <3 Ale nie mogą być pod postacią czerwonej mazi albo wkur ... denerwującego dżemoczegoś . Lubię takie suszone , w czekoladach Lindt'a jest dobre z tym rozwiązanie :D

      Usuń
    3. Truskawki to dla mnie tylko mogą być świeże, w cieście lub ze śmietaną, pod inną postacią są dla mnie ble i fuj.

      Usuń
  5. Czyli powinnam się obrazić? Nie dość, że jesz te wszystkie cudowne rzeczy, to jeszcze jesteś sczuplinką? No hańba:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dopóki mój metabolizm działa na wysokich obrotach to sobie nie żałuje, możliwe, że kiedyś w przyszłości będę żałować i to ostro.A na razie, szalej duszo piekła nie ma.;D

      Usuń
    2. Nie masz litości:) Jak jak sobie nie żałuję, zaczynam się toczyć:)

      Usuń
    3. Przypuszczam, że za paręnaście lat to ja się będę toczyć jak mi metabolizm padnie ;D

      Usuń
  6. To jest szatańskie rogate zwierzę i to ono hipnotyzuje ludzi, żeby kupowali tę czekolady i zapominali potem, co nimi kierowało. Taka moja mała teoria spiskowa :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moi rodzice zostali opętani przez rogacza!! Zawołałabym egzorcystę ale takie działanie sił nieczystych to ja rozumiem i popieram ;D

      Usuń
  7. Kompletnie nie mój typ.
    W Biedronce jest gorzka czekolada z pomarańczą, obiektywnie dobra, ja gorzkiej/deserowej nie tykam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazwyczaj też wolę bardziej ulepkowe czekolady ale ostatnio strasznie chodziła za mną ochota na jakąś deserową, zdarza się. ;D
      Chyba kojarzę z wyglądu ale na pewno nie ze smaku.

      Usuń
    2. Mój facet ją często kupuje, zdarzyło mi się zjeść kilka kostek. Zła nie jest ale ma zasadniczą wadę - nie jest mleczna.

      Usuń
    3. Dość poważna wada jak ktoś uwielbia mleczne czekolady ;D

      Usuń
  8. Kocham połączenie ciemnej czekolady i pomarańczy, a więc czaję się na tą tabliczkę już od dawna. Super, że kawałki pomarańczy są mięciutkie... Trzeba będzie kupić gdy pojawi się promocja w Almie (ostatnią przegapiłam przez brak funduszy, a SuroVital też były wtedy tańsze... :( ).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę warto, szczególnie jak ktoś lubi ciemne czekolady.

      Usuń
  9. Szczerze mówiąc nie lubię deserowej czekolady:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jeszcze deserową względnie lubię w pewnych ilościach. Nie tak bardzo jak mleczną czy białą ale coraz bardziej się do niej przekonuje.

      Usuń
  10. A jadłaś Lindt Orange Intense?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jadłam ale daaawno, znaczy pewnie ze 3-5 lat temu, pamiętam, że mi nawet dość smakowała :)

      Usuń

Włączyłam moderację komentarzy, dzięki temu nie powinno już być weryfikacji obrazkowej.