09.11.2013

Rogale świętomarcińskie



Piotr, Paweł i Marcin

Ach ten Lidl, najpierw kusi ofertą, a potem okazuje się, że reklamowanych produktów ma tyle co kot napłakał. Chociaż może powinnam również wyciągnąć oskarżycielski palec w stronę ludzi kupujących bez opamiętania, z drugiej strony sklep powinien być przygotowany na to, że może być dużo chętnych na dany produkt. Tak jak jeszcze rozumiem ograniczenie towaru jeżeli chodzi o sprzęt czy ciuchy, to nie rozumiem czemu, do licha, dostali tak mało rogali. Bo o tym właśnie piszę, o rogalach. Napaliłam się na te lidlowskie rogale jak szczerbaty na suchary, a zanim  wybrałam się na zakupy, to po tych specjałach nie został nawet najmniejszy okruch. Na szczęście miałam plan awaryjny, który nosił nazwę Piotr i Paweł.
A kuku
 Proszę wszystkie osoby z Poznania i okolic o wybaczenie i zrozumienie. Jestem świadoma, że rogal świętomaciński kupiony w poznańskiej piekarni, a taki z Piotra i Pawła  to niebo i ziemia. Rozumiem również, że najlepszą metodą na poznanie prawdziwego smaku tych rogali to skosztowanie tych wypieków właśnie w Poznaniu. Niestety nie mam takiej możliwości, a przez Allegro nie chcę zamawiać, więc mam ograniczony wybór. Więc proszę odłóżcie te kamienie i zgniłe pomidory, dziękuje bardzo. 
Rogal świętomarciński z Piotra i Pawła. Z tego co wyczytałam prawdziwy rogal składa się z ciasta półfrancuskiego, nadzienia z białego maku, wanilii, mielonych daktyli lub fig, cukru, śmietany, rodzynek, masła i skórki pomarańczowej. Niektóre przepisy podają jeszcze migdały i inne siekane orzechy. Jeżeli macie inne, pewne, informacje to mnie poprawiajcie, nie pogniewam się. Co jeszcze jest wartego odnotowania? Może to , że „Od 19 listopada 2008 r. tradycyjnie wypiekany poznański rogal świętomarciński może poszczycić się unijnym znakiem geograficznym(…)W praktyce oznacza to, że prawdziwy rogal świętomarciński jest wypiekany tylko w Poznaniu i w wyznaczonych powiatach Wielkopolski. Poza tym rejonem nikt nie może używać tej nazwy.(klik)” ojoj, to co ja mam? Po krótkim śledztwie odkryłam, że sklep Piotr i Paweł sprzedaje certyfikowane rogale, więc jest dobrze.

Smak: ciasto sprawiło mi nieco kłopotów. Tak jak wyczytałam powinno być półfrancuskie, a ja za bardzo nie wiem jaka wobec tego jest ta druga część. Trochę mi to ciasto trąciło takim drożdżowym ale bez drożdżowego posmaku. Zdecydowanie nie było ono kruche, więc chyba bezpiecznie można powiedzieć, że było to ciasto francusko-drożdżowe. Macie lepszą propozycję? Jestem otwarta na sugestię. PiP deklaruje, że rogale są pierwszej świeżości, z tym bym się nie zgodziło bo ciasto było nieco za suche, jakby trochę za długo leżało ale tylko trochę. Bardzo mocno się sypało, tu daje o sobie znać część francuska. Ciasto samo w sobie nie było słodkie, może minimalnie. Słodycz głównie pochodziła od lukru, którego dość szybko się pozbyłam, bo mnie irytował. Niestety wraz z lukrem pozbyłam się również posypki z orzeszków ale jakoś to przeżyłam. Oczywiście najważniejszą częścią w rogalu jest nadzienie. Owszem, było mocno słodkie ale nie tak bardzo jak się spodziewałam. 
Pierwszym smakiem, który wysunął się na prowadzenie był ten migdałowy, nie pożałowali aromatu, to jest pewne. Po chwili dotarł do mnie smak maku, moim zdaniem biały mak w niczym się nie różni smakowo od zwykłego maku, nie wykluczam jednak możliwości, iż mogę się mylić. Na sam koniec coś lekko trąciło mi cytrusami, tak bardzo lekko. W samym środku znalazłam kawałki migdałów, były to miękkie i niezbyt duże kawałki. Na mój smak masa nie była mocno tłusta, jadłam tłustsze rzeczy. Podsumowując, rogal świętomarciński z Piotra i Pawła bardzo mi smakował. Nie był tak bardzo słodki jak się obawiałam, chociaż miał on również swoje wady. Ciasto było za suche, lukier się wszędzie osypywał a w środku brakowało mi tych fig czy innych daktyli (może były, ja ich nie czułam). Tak więc należycie zazdroszczę poznaniakom, że mogę kupować świeże i z pewnością smaczniejsze rogale. Chyba zostałam fanką.
Ocena: 8/10
Kaloryczność: nie chcę wiedzieć
Gdzie kupiłam: Piotr i Paweł
Cena: 29,99zł za 1 kg, 2 rogale to około 400g
Rogale będą dostępne w PiP do niedzieli włącznie.

Nie zdziwcie widząc jakieś zmiany. Znudził mi się dotychczasowy wygląd bloga, więc będę kombinować z różnymi rzeczami, jak wyjdzie to się zobaczy.
Pa

47 komentarzy:

  1. Mnie jakoś ostatnio odstręcza od pieczywa, chociaż może kiedyś spróbuję;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja życia sobie nie wyobrażam bez pieczywa, a spróbować zawsze warto :)

      Usuń
    2. Ja jem od czasu do czasu, co wywołuje niezmienne zdziwienie mojego faceta - no bo jak to tak bez chleba i bułek?;)

      Usuń
    3. Kiedyś próbowałam ograniczyć pieczywo, słowo klucz "próbowałam" ;D

      Usuń
    4. A u mnie przyszło to jakoś tak naturalnie;]

      Usuń
  2. O, moje rodzinne obszary geograficzne :) Z tego, co wiem, ciasto półfrancuskie właśnie powinno być takie, jak opisałaś - z drożdżowym akcentem. Ja sama tych rogali nie cierpię, bo mak w ogóle nie trafia w moje gusta smakowe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli zagadka została rozwiązana, dzięki. Ja mak lubię, może nie szaleje ale od święta to z przyjemnością zjem :)

      Usuń
  3. U mnie oczywiście rogali nigdzie nie ma, a do PiP mam ze 20 km :/ A też bym zjadła, może mak i rodzynki brzmią mało zachęcająco, ale nigdy nie jadłam takich rogali, pasowałoby spróbować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A w Tesco? coś słyszałam, ze w tamtym roku tam też był. W tej wersji rodzynek nie widziałam i nie czułam.

      Usuń
  4. u mnie ostatnio była koleżanka studiująca w Poznaniu i poprosiłam ją właśnie, by mi przywiozła te rogale. muszę porównać z tymi z Lidla przy okazji (PiP nie mam tutaj). ale poznańskie były choć bardzo smaczne, to na mój gust strasznie słodkie i ogromne :) na raz nie dałam rady go zjeść z powodu zasłodzenia, a uwierz mi że mój próg jest dość wysoki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem ciekawa jak wyjdzie porównanie, ja już z mamą robiłyśmy plany, ze poprosimy kuzyna aby nam przesłał w razie czego.
      Może jakbym zostawiła lukier to też bym została zasłodzona, kto wie ;D

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Wysoki prog ? Jakbys miala wysoki to spokojnie 3 bys zjadla.

      Usuń
  5. Ciasto półfrancuskie jest właśnie takim ciastem drożdżowym, ale rozpada się delikatnie na łuski jak cisto francuskie... Jeżeli poczułaś cytrusowy smak była to zapewne skórka pomarańczowa dodawana do nadzienia. Zwykle smak rogali zdominowany jest przez migdały, dlatego nie jest łatwo wyczuć np. daktyle, które są zmielone i zwykle mają dodawać słodyczy. A tak poza tym to deser pochodzący z Poznania musi być obrzydliwie słodki i z masą lukru :D W końcu to stąd pochodzą 'sznyty z glancem' czyli drożdżówki oblane prawdopodobnie najgrubszą możliwą warstwą lukru ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie się tak rozpadał, jak łuski. Hmm. czyli prawdopodobnie daktyle były, szkoda tylko, ze nie dało się ich wyczuć.
      Coś mi się zdaję, że polubiłabym Poznań za taką słodycz :D

      Usuń
    2. SZNEKI! Szneki z glancem to są, nie "sznyty" :D

      Usuń
    3. Obie te nazwy są dla mnie obce i dziwne ;D

      Usuń
  6. Błogosławieni ci, którzy nie szukają/nie wiedzą, ile kalorii ma ten rogal :). Te z Lidla to mikrusy w porównaniu z poznańskimi, ale warto zaspokoić ciekawość i zjeść :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raz mi się informacja o kaloriach obiła o uszy ale postanowiłam w nią nie wierzyć i zapomnieć o niej ;D

      Usuń
  7. Próbowałam rogali świętomarcińskich w Poznaniu pierwszy raz w życiu miesiąc temu i przepadłam totalnie - kocham, uwielbiam i zeżrę każdą ilość :) Natomiast jeżeli chodzi o te z Lidla to nie straciłaś kompletnie nic, w porównaniu z oryginalnymi były beznadziejne i czuć je było jakby gorzkimi orzechami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę, że miałaś możliwość spróbowania rogali prosto ze źródła.
      Tak myślałam, ze w porównaniu z oryginałem te z Lidla to słabo wypadną.

      Usuń
  8. ile ważysz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wbrew tematyce bloga, poniżej normy ;)

      Usuń
  9. Odpowiedzi
    1. Przyłączam się do wielbienia ;D

      Usuń
  10. W Tesco też są te rogale, jakoś nie kuszą. Nie kupiłam. 6.99 za jednego rogala jakoś tak nie bardzo, lepiej jechać do Poznania chyba i spróbować prawdziwych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko słyszałam, że te rogale właśnie tyle wszędzie mniej więcej kosztują. Ale rzeczywiście, z Tesco jakoś nie bardzo wydaje się wydawać tyle pieniędzy za rogala.;D

      Usuń
  11. Ta wedlowska czekolada, duża panna cotta i inne smaki z tej edycji chyba są po 6,99 teraz, przynajmniej u mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami zdarzają się takie promocję, ja na razie próbuje zniszczyć moje zapasy aby zrobić miejsce dla następnych produktów ;)

      Usuń
  12. Kocham rogale świętomarcińskie :D Biały mak i gruba warstwa lukru,,, pychota ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To coś co kłapouchy lubią najbardziej ;)

      Usuń
  13. Uwielbiam te rogale. Z Poznania zawsze przywożę zapas. A w listopadzie kupuję w cukierni obok siebie, są tak samo pyszne, tyle,że małe, ba maleńkie, takie rogaliczki niemal :) W Lidlu bym nie kupiła,wolę sprawdzoną, dobra piekarnię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, ze ja nie mam małej sprawdzonej piekarni w której sprzedawaliby świeże rogale.A takie rogaliczki są bardzo niebezpieczne, człowiek nie patrzy i po czasie zauważa, że zeżarł oszałamiającą ilość tychże rogalików ;D

      Usuń
  14. Dodawałam komentarz i jakiś błąd wyskoczył :)
    Chciałam zapytać, choć pewnie takie pytanie już padło, czy ty to wszystko sama zjadasz? :D
    Jako że jestem na diecie, chętnie poślinię się do prezentowanych tu przez Ciebie słodkości :) Obserwuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Głównie sama, chociaż jak mi coś nie za bardzo posmakuje lub się znudzi to wrzucam do ogólnodostępnej szafki i wtedy każdy może brać ;)
      Mam nadzieje, że nie przyczynię się do złamania diety ;D

      Usuń
    2. Dzisiaj żarłam cały dzień słodycze :D
      Noo.. zdarza się złamać dietę :D:D

      Usuń
    3. Nie wiem czy kiedykolwiek dotrzymałam postanowienia, że ograniczę jakiś produkt "dzisiaj zjem tylko 2 precle" ahem ;D

      Usuń
  15. Kuszą mnie te rogale, w Złotych Szałasach widziałam stoisko z nimi, ale jeden kosztował z 7zł, to mnie spłoszyło. Jadłam rogale bydgoskie z Cukierni Sowa, podobno są podobne ;) bardzo dobre. W ogóle to jestem pod wrażeniem, jak robisz smakową wiwisekcję tych słodyczy, ja pożeram i się nie zastanawiam :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak patrząc to te z PiP to chyba wyszły 6zł za sztukę czyli też nie mało. Nie wiem, może to ten biały mak tak podwyższa ceną.
      Przyznam się, że nie zawsze robię wiwisekcje wszystkich słodyczy, czasami po prostu jem i nie wypominam o nich na blogu ;D

      Usuń
  16. Na temat ciasta i składników wykorzystywanych do wypieku tych rogali piszę u siebie. Sprawa jest skomplikowana i wcale nie tak różowa, więc zainteresowanych tajemnicą zapraszam http://krytykkulinarny.pl/2013/11/na-sw-marcina-tradycyjnie-margaryna/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podejrzewam a właściwie jestem prawie pewna, że do tych rogali właśnie użyto margaryny zamiast masła ale nie mogę tego stwierdzić w 100%, bo to był mój pierwszy rogal śm i nie mam porównania.

      Usuń
  17. Kupiłam dziś rogala za 10zł, ledwo zjadłam połowę, takie to jest słodkie i sycące. Bardzo dobre, ale mogliby robić mniejsze, takie mini, żeby nie trzeba było ryzykować cukrzycy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za 10zł, to jednak jest dużo. Może to tez zależy od piekarni ile dają tyle cukru, bo mój to aż taki słodki nie był.

      Usuń
  18. http://www.ilewazy.pl/rogal-swietomarcinski

    :D :D

    OdpowiedzUsuń

Włączyłam moderację komentarzy, dzięki temu nie powinno już być weryfikacji obrazkowej.