17.08.2013

Wafelek Balaton i ciastka Gyori Edes



Madziarskie cuda od seri część I.

Dzisiaj będzie o dwóch produktach z cyklu Madziarskie cuda od seri,(serio bym zjadła te pierwsze magnesy ;D) będę je tak stopniowo mieszać z rodzimymi produktami, aby was ostatecznie nie wkurwić tym, że nie macie do tych słodyczy dostępu. Będę zamieszczać zdjęcia składów, bo chociaż ja ni wuja(no przecież nie będę się brzydko wyrażać, kurwa)nie rozumiem tego języka, to może niektórzy będą chcieli sprawdzić w tłumaczu co oznaczają poszczególne słowa. Niektórych można się domyśleć, takie „kakaos” czy „cukor” raczej nie przysporzą kłopotów tym, którzy od jakiegoś czasu przestali skakać z gałęzi na gałąź oraz zaprzestali iskania innych osobników własnego gatunku. Ale na przykład „tejsavopor” sprawia, że, niczym w komiksie, nad moją głową zaczynają się pojawiać znaki zapytania. Mogłabym sama po kolei sprawdzać i tłumaczyć poszczególne słówka. Owszem mogłabym  ale mi się nie chcę. Dziękuje bardzo, wystarczyło mi jak podczas praktyk w Archiwum musiałam po kolei przepisywać, do bazy danych, niemieckie słówka urzędowe, wiecie jakie one potrafiły być długie? Język można było połamać, pisałam je z prędkością z jaką zazwyczaj moja mama pisze na klawiaturze (jeden palec wyciągnięty, krąży nad klawiaturą w poszukiwaniu literki, poczym zwycięsko wciska odpowiedni klawisz i tak przez całe zdanie). Nie przeciągając dalej niepotrzebnymi historyjkami tak w sumie o niczym, zacznę od tego wafelka.
Balaton i coś tam dalej ale nie mam najmniejszej ochoty tego pisać. W pierwszym momencie miałam skojarzenia balato-baton ale potem przeczytałam w liściku, że nazwa ma bardziej związek z jeziorem na Węgrzech. Co mogę powiedzieć, moja nauczycielka geografii w gimnazjum mnie nie lubiła i vice versa.  Wybrałam ten produkt jako pierwszy, po dokładnych przemyśleniach i starannej selekcji(ene due rike fake…)Odpowiednio zaciekawiona otworzyłam opakowanie.
Smak: jak widać polewa jest bardzo cieniutka, wręcz prześwitująca. Niezbyt słodka, zdecydowanie nie czekoladowa, nieco plastikowa w smaku, nie za dużo da się o niej powiedzieć, bo jak już było wspominanie, nie jest jej dużo. Nadzienie, według mojego zmysłu smakowego, jest kakaowe. Również nie za słodkie, niezamulające. Bardziej niż cukier czuć te kakao, plusik. Dzięki opatrzności nie ma tłuszczowego posmaku, nawet niezłe. Sam wafelek jak wafelek, bardziej suchy i chrupki niż ten w Princessie, pod tym względem przypomina ten w Prince Polo. Ogólnie to za takie coś to bym pewnie wystawiła jakąś 7, bo choć był dobry, tyłka nie urywał. 
Ale jest pewien szczegół, który sprawił, że zjadłam ten produkt z czystą przyjemnością. Smakował on jak te wafelki co jadłam z dzieciństwie, nie wiem czemu mi się tak skojarzyło ale smak był ten sam. Przypomniały mi się chwilę, kiedy w przerwach między lataniem po podwórku i rozkwaszaniem sobie kolan, wpychałam w siebie różne takie wafelki, firmy nie pamiętam. Za tą nostalgiczną wędrówkę podwyższam ocenę, bo dawno tego smaku nie czułam.
Ocena:8/10
Kaloryczność: 100g/ 523kcal, wafelek(30g)/157kcal


Następnym produktem będą ciastka Gyori Edes, nawet nie pokuszę się o sprawdzeniu co to znaczy. Bez otwierania można wywnioskować po napisie kakaos i po obrazku, że są to ciastka kakaowe, dedukcja idzie u mnie pełną parą. Zostało mi delikatnie „zasugerowane”, że dobrze by było zacząć od nich, więc postanowiłam zaufać  sprawdzonej opinii i otworzyłam je jako drugi produkt z paczki (no hej, wcześniej zabrałam się za wafelka a maszyny czasu jeszcze się nie dorobiłam) Są trzy różne kształty ciastek: serduszko(no bo jakżeby inaczej loveloveloverzyg), koło i prostokąt(romb, nie wiem, geometria również zaliczała się do przedmiotów „jak to zdam to będzie cud nad Białką”) wszystkie ciastka mają ten sam smak.
Smak: są to ciastka kruche z tego co się orientuję. Jak kruche to i sypiące się ale minimalnie, więc nie mogę się do tego przyczepić. Nieco twardawe ale nie kamienne zatem  jedzenie ich nie grozi nagłą wizytą u ortodonty*.
Mało słodkie, serio, ten cukier jest ledwo wyczuwalny, mi to bardzo w ciastkach kakaowych pasuje. Dominuje smak kakao, dobre nieco gorzkawe(delikatnie) kakao. Nie ma posmaku sody. Ogólnie przypominają mi ciastka, które parę razy zrobiłam samodzielnie w domu (szkoda tylko, że przepis gdzieś mi się zgubił, gapa)I muszę stwierdzić, że rozumiem czemu w liściku załączony jest dopisek o tym, że są one ulubionymi ciastkami mojej darczyńcy (jakoś ta forma mi się nie zgadza, jest żeńska forma słowa darczyńca, bo to źle wygląda na moje oko). Są takie malutkie, że nawet nie zauważyłam jak zjadłam z połowę paczki, a z powodu niskiego poziomu słodkości to mnie nawet nie zamuliło. Jeśli znacie dostępne w Polsce ciastka takiego rodzaju, czyli kruche, kakaowe i mało słodkie to dajcie znak.
*raz zjadłam takie ciastko przy którym myślałam, że zaraz wszystkie moje plomby się wyłamią a zęby zwieją ze szczęki, szkoda, że to były moje własne ciastka, można było nimi szyby wybijać lub kamieniować cudzołożnice
Ocena: 10/10
Kaloryczność:100g/460 kcal, 1ciastko(4g)/18kcal

Ha, ha, zamiast pisać o słodyczach to powinnam wkuwać materiał na rozmowę kwalifikacyjną, która odbędzie się w poniedziałek, jednak po słowach glicerol i kartridż spasowałam, później się za to wezmę.
Pa

18 komentarzy:

  1. te ciasteczka wyglądają bardzo kusząco ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje łakomstwo stwierdziło to samo ;D

      Usuń
  2. Te ciastka się absolutnie przegenialne, cieszę się, że smakowały i żałuję, że w Polsce nic podobnego nie odkryłam! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę się musiała rozejrzeć za odpowiednikami bo są genialne.

      Usuń
  3. Gyori Edes wyglądają genialnie! Będzie dobrze na rozmowie! U mnie równie słodka bransoletka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie widzę, jest cudna, skojarzenia rzeczywiście idą od razu w stronę czekolady. ;D

      Usuń
  4. Ciastka <3
    Biedronka ma jakieś kakaowe Bonitki, takie herbatniki. Jeszcze ich nie próbowałam, ale myślę, że mogą być dobre.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak Bonitki to może nie będą przesłodzone, może uda mi się urobić mamę na zakup ciastek dla całej rodziny, wtedy nie złamię swojego szlabanu bo to przecież nie ja kupowałam i nie dla siebie :D

      Usuń
  5. Dobra, nie powiem nic o żarciu z posta, ale twoa historia o bazach danych z niemieckimi słowami urzędowymi przypomniała mi moją własną - tez praktyki,w centum jakichs patentów - wpisywałam ich tytuły do kompa, najgorsze były te chemiczne - nazwa mega hiper długa, z myślnikami, cyferkami i znakami alfy i bet i innych greckich - wpisywałam takie jedne przez 5 minut i drugie 5 minut spradzałam czy nie było błedów xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to ja jednak miałam lepiej, żadnych greckich znaków i cyfr, tylko czasami patrzyłam na jedno słowo z niedowierzaniem, że da się to wymówić albo przy umlautach musiałam bawić się w kopiuj wklej bo nikt nie wiedział jak to zapisać na naszej klawiaturze ;D

      Usuń
  6. Wafelek taki zniechęcająco zwyczajny się wydaje, ale za to ciasteczek chętnie bym spróbowała. Szczególnie te w kształcie serduszek są przeurocze :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo jest zwyczajny tylko, ze no właśnie ten smak przywołał dzieciństwo i mam teraz zagwozdkę jakie wafelki mi się przypomniały. A ciastka są mega.

      Usuń
  7. Aż naszła mnie ochota na coś słodkiego! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co czytam to jest to powszechna reakcja ;D

      Usuń
  8. Jeśli chodzi o ciasteczka czekoladowe - skosztuj tych, być może choć trochę zbliżą się smakiem tudzież dorównają tym wyżej wspomnianymi i koniecznie zrecenzuj ;) http://www.biurotechnika.com.pl/upload_dir/195/obrazki/import/51006212900.jpg

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, Solidarność, to taka marka, która ma dobre rzeczy ale jakoś nie rzuca się w oczy w sklepach, dzięki. Poszukam i kupię albo kogoś namówię aby kupił ;D

      Usuń

Włączyłam moderację komentarzy, dzięki temu nie powinno już być weryfikacji obrazkowej.